Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tomek Molka (None)

Dodano: 06.06.2013
Trzynaście lat na scenie w zespole None, udzielał się gościnnie we Flapjack i Sweet Noise, przez wiele lat był technicznym Ślimaka w Acid Drinkers.

Wielki fan Gwiezdnych Wojen, Iron Maiden, Sepultury i Slayera, uznany tatuator, ale przede wszystkim bardzo solidny i widowiskowy perkusista. Przed wami - wręcz nieprzyzwoicie skromny - Tomek "Demolka" Molka.

None kończy właśnie 13 lat swojego istnienia. Jak z perspektywy czasu widzisz te wszystkie lata?


Widzę przede wszystkim początek zespołu i ostatnie cztery lata… Widzę kilka dobrych płyt, kilka fajnych imprez i masę świetnych wspomnień, które zostaną w nas na zawsze i których nikt nam już nie odbierze. Bo przecież o to w życiu chodzi, żeby mieć dużo fajnych wspomnień.


Były jakieś przełomowe momenty w None? Coś, z czego jesteście najbardziej dumni?


Wydanie naszej pierwszej płyty - to było na pewno coś przełomowego dla nas. Pierwotnie to miał być tylko materiał demo. Na nasze szczęście stało się jednak inaczej - Lica znał Tomka Dziubińskiego i trochę o nas porozmawiali. Koniec końców, gdy wysłałem materiał do Metal Mind, Dziuba się ze mną skontaktował. Powiedział po prostu: "Cześć, mówi Tomek Dziubiński, wydajemy waszą płytę". Nie uwierzyłem, pomyślałem, że ktoś sobie robi żarty… Gdy powtórzył - dopiero dotarło do mnie, że naprawdę będziemy mieli prawdziwą płytę! Jesteśmy w Stodole, więc na pewno nasz pierwszy koncert z Machine Head. Do tego mocna impreza, cała ta atmosfera to było to! Później koncert z Soulfly, który był tuż przed albumem Procreation. Pamiętam, że zawsze, jak graliśmy w Stodole, było dokładnie tak, jak teraz, czyli tuż przed premierą nowej płyty. Świetny start dała nam na pewno współpraca z Dziubą, który organizował sporo koncertów i umożliwiał nam granie z dobrymi zespołami.


Wasza najnowsza płyta zatytułowana jest Six, ale to wasza piąta studyjna płyta. Kiedyś już Illusion zatytułował swoją czwartą płytę 6.


Album koncertowo akustyczny liczę jako nasze normalne wydawnictwo. Włożyliśmy w niego tyle samo pracy - choć okazja była niestety smutna… (chodzi o My Only Heart Of Lion nagrany ku pamięci zmarłego Aleksandra "Olassa" Mendyka przyp. aut.). Iron Maiden Live After Death też traktuję jako regularny album. Wiesz - płyta to płyta, nagranie każdej wymaga dużego nakładu pracy i wysiłku.


No dobrze, powiedz w takim razie coś więcej o waszej najnowszej płycie.


Najstarsza piosenka, czyli Dom Trzech Duchów powstała jeszcze, gdy Michał z nami grał. To były pierwsze riffy, jakie powstały po tym, jak Olass umarł. Później przez długi czas nie zrobiliśmy nic i w zasadzie dwa lata przeleciały nam bez niczego nowego w tej materii. Jakieś siedem miesięcy przed wejściem do studia, powiedziałem kolegom, że albo robimy to teraz albo nigdy… Spięliśmy się, robiliśmy całodniowe próby w soboty. Cała sobota to był w zasadzie jeden nowy numer - a w każdym razie jego szkielet. Ale też i tym razem było trochę nietypowo, bo utwór Six zrobiłem sam już w studiu. Uznałem, że brakuje mi jeszcze jednego utworu - konkretnego jebnięcia z osadzonym refrenem. Poukładałem sobie cały numer w głowie, na początek dałem taką najprostszą na świecie zagrywkę, która jednak strasznie mi się podobała i zawsze myślałem żeby w taki właśnie sposób zacząć kawałek, no i nagrałem całe bębny. Zadzwoniłem do Metiego i powiedziałem mu, że ma dwa dni na wymyślenie gitar do tego utworu. I tak siedzieliśmy na Internecie, a on co godzinę podsyłał mi kolejne pomysły, po czym ja mu przez telefon mówiłem: "Nie - zagraj tyn dyn dy dy dyn dyn". I w taki właśnie sposób, na całkowitym spontanie, od mojej partii bębnów powstał tytułowy numer nowej płyty Six.


Gdy widzieliśmy się tuż po tym, jak wyszedłeś ze studia, mówiłeś, że tym razem zagrałeś najprostsze partie w swojej historii.


W niektórych utworach rzeczywiście gram bardzo prosto. Porównując to do Rising - tam robiłem więcej przejść, dodatków, jak Dave Lombardo, bo po prostu nie umiem inaczej grać. Hubert Gasiuk z Wilków często mówił: "Weź tu i tu coś dodaj, pomieszaj trochę". A ja mu na to - "Jak ja mam mieszać, jak nie umiem". Gram proste przejścia, takie, jak Dave w Slayer i jest OK. Staram się grać prosto i tak też robię, wchodząc do studia. Nie chcę na siłę mieszać, bo tak naprawdę mogę tego później nie powtórzyć na żywo, łatwo też przekombinować numer, jego charakter, a to nie o to przecież chodzi. W wielu miejscach są zwyczajne proste beaty stopa - werbel. Oczywiście, czasem aranż wymaga konkretnej interpretacji, ale ogólnie można powiedzieć, że gram naprawdę prosto. Gdy tylko usłyszałem płytę u Jacka Miłaszewskiego, który zrobił jakiś swój myk i całość zabrzmiała naprawdę zajebiście, to wiedziałem, że będzie dobrze. Co ciekawe, na samym końcu powróciliśmy do żywej stopy. Na początku podmieniliśmy próbkę stopy, bo tak się zazwyczaj robi, jednak w trakcie miksu Jacek stwierdził, że żywa brzmi najlepiej.


Nie lubisz triggerów?


Nie, jestem bardzo otwarty na wszystko. Jeśli coś brzmi dobrze, to brzmi dobrze i to jest najważniejsze. Tak się złożyło, że w przypadku None, większość materiałów ma żywe brzmienie bębnów. Ale popatrz na zachodnie kapele metalowe - na większości płyt całe bębny masz próbkowane.


Opowiedz o swoim zestawie.


Zawsze grałem na Pearl. Teraz mam Master Custom MMX, który kupiłem od Ślimaka po płycie Acidofi lia. Rama i hardware również Pearl. Blach ostatnio używam marki Amedia, z przyczyn bardziej fi nansowych, ale uważam, że w tym przedziale cenowym to są naprawdę dobre i godne polecenia blachy. Bardzo dobrze sprawdzają się na koncertach, w studiu już może trochę gorzej. Pałki ProMark owijam sobie taśmą, bo na co dzień robię tatuaże i muszę dbać o ręce, a zdarzało się, że gram tak mocno, że nawet raz wybiłem sobie kciuk. A dzięki taśmie lepiej mi się trzyma pałki. Przez jakiś czas chciałem dokupić do tego zestawu drugi bęben taktowy. Miałem nawet możliwość, bo przedstawiciel Pearl - Silesia Music Center - miał dokładnie takie same bębny, jak Ślimak, nawet w tym samym kolorze. Stwierdziłem jednak, że znam kluby w Polsce i grając koncerty w kilka zespołów rozstawianie zestawu z dwoma stopami przysparza samych kłopotów, bo po pierwsze - zajmujesz więcej miejsca, po drugie większość perkusistów gra jednak na jednym taktowym i wtedy trzeba przestawiać, kombinować itd. Oprócz tego nie zmieniam zestawu, mam swoje ustawienie, na którym gram wszystko na pamięć, co - niestety - jest czasem problematyczne. Zdarza się, że trzeba zagrać na innych bębnach i okazuje się, że inna odległość do tomów, do blach potrafi negatywnie wpływać na mój komfort gry.


Wiele lat temu zagrałeś gościnnie na płycie Flapjack Fairplay, potem byłeś w koncertowym składzie Sweet Noise. Od tamtej pory nie wystawiasz nosa poza None. Nie chcesz się rozdrabniać, czy nie było ciekawych propozycji?


Nigdy nie szukałem dodatkowych projektów, to one mnie znajdowały! W dawnych czasach pracowałem w Acid Shopie i robiłem tatuaże. To był 94-95 rok. Wtedy poznałem Licę, startował Flapjack, jeździłem jako techniczny z Acid. I któregoś dnia Lica powiedział, że mam jechać z nimi do studia i nagrać dwie piosenki. Spędziłem w studiu w Wiśle dwa tygodnie, było super, nic nie robiłem, podpatrywałem ich pracę w studiu, pomagałem Ślimakowi - zajebiste wakacje. W końcu przyszedł moment, gdzie Lica mówi - "Demolka, nagrywasz". Na to ja, że super, ale co mam nagrywać, ustalmy coś, popróbujmy. A on na to krótko - "Wchodzisz i nagrywasz..." Ostatecznie zmusiłem go, żeby mi chociaż jakiś motyw pograł, no i nagrałem. Wszystko trwało trzydzieści pięć minut (śmiech). Ze Sweet Noise było tak, że Glacę poznałem robiąc mu tatuaże, przyjeżdżał do mnie i w tamtym czasie dobrze się znaliśmy. Zapytał kiedyś, czy nie chciałbym ich wspomóc na koncertach, bo ma pomysł na dwa zestawy bębnów itd. To było po płycie Czas Ludzi Cienia. Zgodziłem się. I pomalowali mnie na czarno. Jak na tamte czasy w Polsce, to było to coś nowego, świeżego i naprawdę fajnie to wszystko grało i wyglądało.


Cały czas doskonalisz swoją grę?


Zawsze chciałem grać blasty, wiesz, jak w Behemoth i Vader. Ale jestem za leniwy, żeby się tego nauczyć. Natomiast nie siedzę nad żadnymi ćwiczeniami, patentami. Gram intuicyjnie pod muzykę. Słyszę nowy riff i interpretuję go na perkusji, czasem jednocześnie wymyślając jakieś nowe dla siebie zagrywki. Największym problemem dla mnie jako perkusisty jest kondycja. Gdybym miał odpowiednią kondycję, prawdopodobnie mógłbym grać i blasty. Jak gramy trasy, to po kilku koncertach zaczynam być na tyle na luzie, że sam z siebie zaczynam czasem coś dodawać i bardziej kombinować.


Czy bycie przez wiele lat technicznym Ślimaka miało wpływ na twoją grę?


Niesamowicie dużo dało mi patrzenie na grę Ślimaka. Spędziłem z Acid kawał czasu, słuchałem i widziałem go co koncert, również w studiu i na próbach i to miało bardzo wyraźny wpływ na moją grę w None. Po nagraniu najnowszej płyty zadzwoniłem do Ślimaka i powiedziałem mu - "Maciej, zagrałem tak przepięknie jak ty…" I ktoś, kto zna Acid, pewnie to wyczuje, na przykład w numerze Darkness. Ale to też nie jest tak, że ja zżynam. Po prostu jesteśmy od lat kumplami, byłem jego technicznym wiele lat, graliśmy z None z nimi wiele razy i obcowanie z nimi po prostu wywarło wpływ na moją grę, nie widzę powodu, dlaczego miałbym się tego wypierać. Przez lata stałem na scenie obok niego i patrzyłem, czy coś mu nie spada, czegoś nie urwał, bo Ślimak jest perkusyjnym zwierzęciem i to dla mnie naturalne, że przejąłem niektóre rzeczy od niego, choć nie jestem tak dobrym perkusistą jak on. Ślimak w jednym patencie potrafi upchnąć siedem innych, ja natomiast, jak już ustaliliśmy, gram prosto.


Skoro już rozmawiamy o inspiracjach, okładka Roots Sepultury na twojej ręce chyba również coś nam mówi o twoich fascynacjach?


Sepultura była dla mnie od samego początku muzycznym strzałem. Dorastałem z nimi, z ich kolejnymi płytami. Jak wydali Beneath The Remains to był szok, jeśli chodzi o szybkość, ciężar, rytmikę numerów. A z okładką Roots było tak, że pojechałem do mojego kolegi Sławka, w celu zrobienia nowego tatuażu i powiedział, że to świetna okładka i żebyśmy zrobili tego Indianina. I tak oto mam okładkę Roots. Wiesz, gdyby mi miał zrobić okładkę Modern Talking, tych dwóch panów, to może niechętnie, ale Sepa - wszystko się zgadzało. Nie ma też co ukrywać, że Igor Cavalera i całościowo Sepultura miała wpływ zarówno na None, jak i mój styl gry. Nawet, gdy wydaliśmy pierwszy album, a wtedy też wyszedł pierwszy Soulfly, to Dziubiński zadzwonił i powiedział, że zrobiliśmy plagiat, ale tak nie było, bo płyty ukazały się w podobnym czasie i nie mogliśmy ich wcześniej słyszeć. To wynikało właśnie z inspiracji Sepulturą. Wiesz, to nie tak, że z kogoś ściągasz, jeśli coś ci się bardzo podoba, to cię właśnie inspiruje, jesteś pod wpływem tego, co cię kręci i nawet podświadomie gdzieś to przemycasz. Moje jedynkowe przejścia na tomach to czysty Dave Lombardo. Zawsze bardzo mi się podobał jego styl gry i tak się nauczyłem. Ślimak czy Igor grają różne łamańce, a jak gram old schoolowo, jak w Slayer.


Dziękuję ci bardzo za rozmowę i czego w takim razie można wam życzyć na trzynaste urodziny?


Jeszcze trzynastu, trzystu trzynastu, a najlepiej dziewięciuset lat, jak Yoda z Gwiezdnych Wojen. A ja osobiście nie chciałbym mieć nigdy żadnej kontuzji.


Przygotował: Przemek Łucyan

Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama