Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Chris Burnsides (Sleepers Awake)

Dodano: 11.07.2013
Progresywni metalowcy ze Sleepers Awake wydali w tym roku drugi album zatytułowany "Transcension", będący - w opinii naszego wywiadowcy - ścisłym kandydatem do pierwszego miejsca w zestawieniu płytowych premier.

O tym, czy krążek grupy z Columbus w stanie Ohio rzeczywiście zasługuje na to wyróżnienie można się przekonać na własne uszy odwiedzając profil bandcamp zespołu. W trakcie odsłuchu polecamy wywiad z perkusistą Chrisem Burnsidesem, który odpowiedział na pytania dotyczące głównej historii przedstawionej na krążku, festiwali muzycznych czy produkcji swojego dzieła.  

Pierwsze recenzje albumu są, co najmniej bardzo entuzjastyczne. W opinii krytyków, w tym mojej własnej, "Transcension" to dokładnie to, czego potrzebuje dzisiejsza scena metalowa. Dlatego, na początek odpowiedzmy sobie na podstawowe pytania: ile czasu zajęły wam prace nad albumem, co okazało się największym wyzwaniem, oraz ostatnie i chyba najistotniejsze - dlaczego każdy fan Opeth i Baroness powinien mieć ten album na półce (śmiech)


To zabawne, że akurat wspominasz o tych dwóch zespołach, gdyż dwa albumy do których staraliśmy się odnieść to "Ghost Reveries" i "Red Album". "Transcensions" powstawało przez trzy lata. Gdzieś od 2010 roku kleiliśmy pierwsze riffy "The Augur" i "Appartitions" - albo i nie (śmiech). W międzyczasie pograliśmy trochę koncertów, nabraliśmy krzepy i ogłady promując nasz debiut "Priests of the Fire"; wtedy też, odszedł od nas basista. Kiedy na jego miejsce pojawił się Kedar poszczególne utwory zaczęły ewoluować w zupełnie nowym kierunku. Od początku zakładaliśmy, że będzie to koncept album, dlatego pojawienie się Kedara w naszych szeregach tylko zmotywowało nas do dalszej i bardziej wytężonej pracy. W ciągu roku zrobiliśmy dema i dokonaliśmy orkiestracji. Kolejne 12 miesięcy zajęła nam rejestracja materiału, a co ciekawe, 95 % partii instrumentów nagraliśmy jeszcze zanim mieliśmy pomysły na teksty i wokale. Swoją drogą realizatorzy, których wybraliśmy byli niezwykle zajęci swoimi sprawami, więc byliśmy niejako skazani na ich łaskę i niełaskę, ale opłacało się. Mimo, że produkcja albumu odbyła się w 100 % w formie DIY jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu. Daliśmy sobie dokładnie tyle czasu ile było trzeba.


Celowo wspominam o tych kapelach, a nawet, dodałbym do tego zestawienia jeszcze Mastodon i "Crack The Skye", co w połączeniu z dokonaniami powyższych, a nawet z progresywnym, technicznym thrash metalem z lat '80’, daje coś naprawdę porywającego. Jestem pełen podziwu, i głowię się nad tym, jak udało się wam to wszystko sklecić w jedno. Co według Ciebie jest tym czymś, co dodaliście od siebie? Co jest waszym znakiem rozpoznawczym?


Oczywiście jesteśmy sumą tego wszystkiego o czym mówisz, ale tylko do pewnego stopnia. Inspirujemy się naprawdę szerokim spektrum dźwięków, nieistotne czy to rock czy metal, czy muzyka progresywna. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, co chcemy osiągnąć jako zespół, akurat wyszedł "Blue Album" Baroness i to było właśnie to. Poza tym, ja sam chciałbym dodać, że "Blackwater Park" Opeth to ścisła czołówka, jeśli nie top 5 albumów mojego życia - więc, jasna cholera - musieliśmy pójść tą drogą. Poza tym, kochamy Toola, Mastodon, Rush i inne tego typu kapele. To w nas rosło i w pewnym sensie przez to co robimy oddajemy im hołd. To samo tyczy się thrash metalowych naleciałości za które możemy podziękować Megadeth i Metallica. Wszak przecież, wszyscy kiedyś jarali się "Rust in Peace" czy "And Justice For All". Wiesz, ciężko jest wskazać jeden konkretny element, który byłby u nas oryginalny. Heh, o ile w ogóle można to zrobić. W ogóle ciężko mówić teraz o oryginalności. Kiedy ktoś 200,000 lat temu walił kośćmi w różne inne przedmioty to było coś nowego i poruszającego. Dziś sam nie wiem co musiałbym zrobić, nagrać, zagrać, aby to było coś innowacyjnego. Zresztą, chyba nie mam zamiaru. Muzyka wypełnia nasze życia, to pochodnia która rozpala w nas żar twórczy i tego chciałbym się trzymać, a nie myśleć nad tym, czy dana rzecz popycha metal gdzieś dalej. Nie o to w tym chodzi.

Jednakże, jeśli mam wybrać coś, co pozwala mi na zdefiniowanie mojego zespoły jako unikalny wg jakiś określonych wartości, to zdecydowanie stawiam na naszego wokalistę. Kiedy poznałem go w 2008 roku, po prostu oszalałem na punkcie jego głosu. Zresztą, ty też (śmiech). Poza tym, podobają mi się barokowe naleciałości w stylu gry Robba, no, i fakt, że Kedar interesuje się muzyką Indian.


Wielokrotnie mówiłeś o tym, że "Transcension" to koncept album. O czym on jest? Kim jest Augur?


Augur to koreańska kobieta o sześciu nogach, ostrych zębach i stadzie mew na głowie. (śmiech) Tak naprawdę to sam nie wiem. To pomysł Kedara i Chrisa - ich trzeba by spytać. Wiesz, sam zawsze wyobrażam sobie tą postać jako jakiegoś czarodzieja, maga, może nawet warlocka, ale nie kogoś takiego jak Gandalf. Może rzeczywiście jest to kobieta. Kto wie? Najważniejsze, że Augur to postać, która niesie ze sobą zmiany. Bohater naszego poprzedniego albumu, a zarazem utworu tytułowego, był uciekinierem z więzienia utworzonego przez pewien kult w środku wulkanu. To był koniec opowieści. Teraz, kiedy mamy Augura zaczynamy od początku, umiejscawiamy go w świecie, w którym jest ofiarą opresyjnej teokracji aż do momentu wydarzeń z "Priests of the Fire", gdzie staje się stworem o imieniu Fulcrum, który zmaga się z przeciwnymi mocami. Wiem, że to trochę pogmatwane, ale fajne! (śmiech). Wszystkie pomysły fantasy pochodzą od Chrisa T. Facet na okrągło słucha High On Fire i innych rzeczy, więc ma różne pomysłu. Poza tym, sami jesteśmy fanami fantasy - więc jest git. Sam album pozwala spojrzeć na naturę ludzkości, to dokąd zmierzamy, i czy - jeśli w ogóle - możemy znaleźć jedno miejsce na świecie w którym zaznamy  spokoju, bądź przeciwnie; miejsca w którym uświadomimy sobie, że gonimy w kółko bez jakiegokolwiek celu.


Mało kto teraz podejmuje się budowy koncept albumów. To dość rzadka rzecz, zwłaszcza teraz w metalu. Tym bardziej cieszy mnie wasze wydawnictwo. Swoją drogą, już pomijając samą historię Augura, zgadzam się z Lisą, Waszą agentką od PR, która kocha wszystkie metafory i rymy na tym albumie. Właśnie, pisanie tekstów, budowanie historii i narracji w ramach takiego projektu to wyzwanie, praca czy zabawa?


Jak najbardziej jest to fun. Mieliśmy sporo momentów w czasie prac nad tym albumem, jak i nad samą warstwą tekstową, kiedy chcieliśmy się pozabijać, ale koniec końców jest zajebiście. Muzyka ma stanowić dla nas katharsis, mimo tych wiesz, złych chwil w naszym życiu, kiedy jest źle i jesteśmy wściekli, co przekłada się na muzykę, traktujemy ja w zupełni inny sposób. To ma być ujście dla emocji, to samo tyczy się tekstów. Nie rozpaczamy nad przykładowo rozpadem związku, a nad tym, że wszyscy Ci, których kochamy, którym ufamy znikają, bądź nas zawodzą i musimy sobie radzić z konsekwencjami takich wydarzeń. Z innej strony, kogo obchodzi jakiś emo tekst o tym, że Sally nie zaprosiła go na bal maturalny? (śmiech) Nie neguje tego, nawet czasem takiego szajsu posłucham, ale bez przesady! Żałuję, że nie możemy znaleźć więcej czasu na tworzenie muzyki. Może kiedyś mielibyśmy z tego pieniądze. A tak, jesteśmy trybikami i musimy pracować. To pewnie bardziej przydatne, ale ja tak nie chcę… (śmiech)


Porozmawiajmy chwilę o produkcji krążka. Podoba mi się bardzo selektywne, ale ciepłe brzmienie. To zamierzony efekt, czy coś co wyszło w trakcie nagrań?


Absolutnie zaplanowane. Chcieliśmy aby gitary brzmiały naprawdę ciepło, a kręgosłup rytmiczny był precyzyjny i cholernie synkopowany. Z jednej strony stawialiśmy na minimalizm, a z drugiej, na coś potężnego. Staraliśmy się wykorzystać wszystkie nowinki techniczne, ale zachowując naturalność. Nie chcemy brzmieć jak jakieś maszyny, poza tym, nasi inżynierowie dźwięku zadbali o to, abyśmy nie popuszczali wodzy fantazji.


Dziś wszystko brzmi sztucznie i plastikowo. Muzyka jest przekompresowana, brzmi nienaturalnie, a jest to poniekąd wina ludzi odpowiedzialnych za jej produkcję, gdyż idą na łatwiznę. Myślisz, że ten dziwny trend wynika ze zobojętnienia, lenistwa, czy może pewnej pogoni za ideałem, który pozwala osiągnąć wyłącznie komputer?


Nie jestem pewien. To trudne pytanie. Każdy ma swoją wizję muzyki, tego jak powinna brzmieć. Ja jestem cholernym ignorantem jeśli chodzi o aspekty techniczne, z moimi perkusyjnymi włącznie (śmiech). Zrealizowaliśmy ten album w taki sposób, w jaki podpowiadało nam serce i tyle. Nasi inżynierowowie, co podkreślam sprawowali pieczę nad tym, aby ten album "BRZMIAŁ". Swoją drogą, dziękuję całemu ruchu stoner rockowo/metalowemu, który stoi w opozycji do tego o czym wspominałeś, gdyż właśnie dzięki niemu wiemy jak można, a nawet trzeba brzmieć. Wspominałem o płytach, które wpłynęły na moje życie. Zauważ, że wszystkie mają to przestrzenne, ciepłe i bardzo organiczne brzmienie. Osobiście uważam, że bardziej mechaniczne i cyfrowe brzmienie pasuje do innych zespołów i gatunków (które również lubię), ale nie o to nam wspólnie chodzi. Studio i czas w nim spędzony dało nam możliwość eksperymentowania z pewnymi rzeczami, a nawet zawarcia koncertowego ducha Sleepers Awake. To niezwykle ważne dla nas, aby (ten album) reprezentował to, jak prezentujemy się na żywo. Ze smaczków, z których chętnie korzystaliśmy, mogę wymienić różnego rodzaju syntezatory czy sample przyrody, które wykorzystaliśmy do interludiów, bądź umieszczaliśmy je gdzieś w tle utworów. Także, studio samo w sobie jest doskonałym miejscem, ale jeśli nie odtworzysz tego potem live - nici z całego wysiłku. Ale się nagadałem (śmiech)


Ja Ci przeszkadzać przecież nie będę


Wiem, ale pewnie masz tam jeszcze dziesiątki innych pytań


Właśnie, że nie! Słuchaj, ciągle mówisz o realizatorach tego albumu, o inżynierach, ludziach odpowiedzialnych za cały sound Sleepers Awake. Kim oni są?


Pozwoliliśmy sobie na pracę z najlepszymi. Głównym inżynierem był Joe Viers, pełniący również rolę co-producenta "Transcension". To taka nasza lokalna gwiazda, ale naprawdę, uwierz mi, jest to niesamowity człowiek i sam chciałbyś z nim pracować. Pracowaliśmy w jego Sonic Lounge Studios już przy pierwszym albumie i nie mogliśmy wybrać innego miejsca. Wspierał nas również B.J Davis, który zajął się harmoniami wokali oraz serdeczny ziomek Ty Caughill z VSOP Studio w Chicago. Ostatni, ale za to najważniejszy w tym zestawieniu jest Brian Lucey, producent m.in. Black Keys. Innymi słowy - dream team.


Jakiego sprzętu używaliście do nagrań?


Samo Sonic Lounge Studio to niezwykle przestrzenne i wyśmienicie zaopatrzone miejsce. Nagrywanie na analogowej konsoli Rupert Neve/Amek 9080i 112, jednej z trzynastu na całym świecie, w dodatku na tym konkretnym egzemplarzu nagrywał sam Clapton, było jest i będzie dla nas sporym przeżyciem. Ku naszemu zaskoczeniu, sam Clapton wraz z żoną mieszka w Columbus, więc atmosfera niezwykłości towarzyszy nam cały czas. Rob i Chris używali gitar Carvin, Heritage oraz Maton. Rob użył wzmacniacza Carvin V3 a Chris wzmaka Laneya, a do tego obaj wykorzystali swoje customowe paczki Avatar. Dodatkowo w ruch poszła Mesa. Kedar nagrał bas prosto z Ampega SVT 3  Pro i grał na gitarze Fendera. Dla zwiększenia masywności brzmienia wykorzystaliśmy też sprzęt Epiphone Thunderbird. Ja sam grałem na customowym zestawie firmy Chicago, standardowy zestaw 10, 12, 14, 16" tomy, 22" centralka oraz 14" werbel Mapex Panter w kolorze czarnym. Blaszki to same Zildjiany oprócz dwóch crashy, które mam z Sabiana.


Reprezentujecie amerykański underground. Jak dbacie o własną promocję? W Stanach są tysiące kapel, tak jak stron porno (śmiech), zatem w jaki sposób chcecie się przez nie przebić? Jest to w ogóle możliwe bez wdawania się w układy typu pay-to-play?


A żebyś się nie zdziwił, jeśli rzeczywiście okaże się, że kapel jest tyle samo co stron porno (śmiech)! Mamy kompletnie gdzieś całe to konkurowanie i tego typu rzeczy. To zabija chęć grania muzyki na żywo, dlatego wszystko robimy w duchu DIY i z takimi kapelami decydujemy się grac. Mamy komfort grania po naszym stanie w dobrych warunkach, bez wychodzenia na zero, a przede wszystkim - wśród przyjaciół i dla ludzi/promotorów, którzy mają podobne zdanie na ten temat co my. Ja osobiście jestem niezwykle zadowolony z takiego obrotu spraw, a jako, że mam w dupie całe zjawisko pay-to-play, może i jestem na straconej pozycji, ale wiem na czym stoję i wszystko kontroluje. Jedyne na czym nam zależy to na graniu, dla siebie, dla kogoś, gdziekolwiek. Dzielić scenę z innymi kapelami i czuć rock’n’rolla. O to w tym przecież chodzi, prawda?


Niedawno przeprowadzałem wywiad z Red Fang - pewnie o nich słyszałeś; w ramach tej rozmowy poruszyliśmy temat festiwali. Mój rozmówca nie był w stanie wymienić żadnych. Sorry, ale nie wierzę, że poza Maryland DeathFest czy SXSW nie macie żadnych reprezentatywnych metalowych imprez lub rockowych w ogóle.


Uwielbiam ich! Wideo do "Wires" to chyba najlepszy teledysk na świecie. Serio! Tak naprawdę to mamy mnóstwo ciekawych festiwali. Może był zjarany jak z Tobą rozmawiał? (śmiech) Jest Prog Power fest w Atlancie, na który z całą pewnością się wybieram w tym roku. Poza tym, coroczny Scion metal Fest, który zmienia miasta, ale zawsze ma super lineup, poza tym te, o których wspomniałeś. Jest też  sporo małych eventów, takich lokalnych, ale nie wiem czy warto o nich wspominać. Może jeden, nasz Columbus Independent Day jest takim, o którym mogę powiedzieć coś więcej. To taki niby metalowy event, który odbywa się na terenie urzędu stanowego. Śmieszna sprawa, bo ostatni gig jaki pamiętam z tego festu to Struck By Lightning i circle pit w którym uczestniczyłem. Poza tym, jest jeszcze Rock on the Range w Columbus, no i tyle. Wiem, ze Red Fang kiedyś tam grali, albo nie. Kogo to teraz obchodzi? Poza tym Coachella, ale to inny kaliber. Tak czy owak, chciałbym pojechać do Was na Roadburn albo na Wacken. Tak, Wacken to jest moje marzenie!


Grzegorz Pindor

Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama