PRZEJRZYJ ONLINE WAKACYJNE WYDANIE Perkusista Zamów z przesyłką GRATIS >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Jakub Hanusa (Forge of Clouds)

Dodano: 16.01.2014
Na nasze pytania odpowiadał Jakub Hanusa - perkusista Forge of Clouds.

Zacznijmy od kwestii biznesowych - czy to Wasz manager zaproponował Wam założenie zespołu, narobienie wokół niego szumu, potem rozpad i wydanie "pośmiertnej" płyty? Zapewne w planach macie teraz reunion i pożegnalną trasę (śmiech).


Po kolei: "Model biznesowy" w naszym zespole nie przewidywał udziału managera, wiec zarządzaniem i promocja zajmowała się po prostu osoba najmniej socjopatyczna. Nie ma tez nic biznesowego w powstaniu zespołu, bo zaczęło się od grania mojego i Piotrka w garażu na jakimś rozpadającym się sprzęcie, potem dołączeniu Maka i później Wojtka. Wszystko odbywało się z jednej strony naturalnie a z drugiej w tempie sunącego lodowca. Od powstania większości muzyki do wydania jej na debiutanckiej płycie minęło kilka lat. Szum, który powstał, tez nie był jakoś bardzo inspirowany i nakręcany przez nas. Z kolei rozpad odbył się z przyczyn naturalnych - polowa składu odeszła robić coś innego, ja i Wojtek zostaliśmy w tym niejako martwym zespole głównie żeby dokończyć sprawę wydania "Ordinary Death" i tworzyć powoli nowe rzeczy. Reunion raczej nie wchodzi w grę, chyba ze będziemy się łączyć na scenie przez skype (śmiech)


Jakie zespoły były w tym okresie Waszą inspiracją?


Jeżeli chodzi o to ostatnie pół roku od rozejścia się do wydania płyty, to głównie słuchaliśmy... Ordinary Death, a zwłaszcza Wojtek, który poświęcił bardzo dużo czasu na siedzenie z Krakusem w studio i słuchanie ścieżek po pierdyliard razy. Dla mnie ten okres upłynął głównie pod znakiem słuchania z jednej strony zespołów takich jak Thou czy ostatnio Inter Arma, a z drugiej wyciszania w stronę Chelsea Wolfe i Bohren & Der Club Of Gore.


Dlaczego zakończyliście działalność właściwie niedługo po tym, jak wydaliście debiut, swoją drogą nieźle oceniany w prasie?


Hmm,ostatni wspólny koncert zagraliśmy w Krakowie 14 stycznia 2012 a wiec ponad rok po wydaniu debiutu. Działalność zakończyliśmy z powodów personalnych - Piotrek wyjechał z kraju robić karierę naukową w biotechnologii, Maciek po kilku miesiącach odszedł do Thaw. Zostało nam w zasadzie dokończyć druga płytę i wydać ją, Materiał na "Ordinary Death" zaczęliśmy tworzyć jeszcze przed wydaniem debiutu i szkoda było tą muzykę wywalić na śmietnik.


Jaki klimat był w zespole w tym ostatnim okresie działalności? Czy czuliście, że wkrótce zespół zawiesi działalność, czy odwrotnie - planowaliście już kolejne kroki?


No różnie bywało, byliśmy już kilka razy po drodze gotowi rzucić to wszystko w cholerę. Z drugiej strony perspektywa wydania O.D była motywacją, dzięki której utrzymywaliśmy się na powierzchni. Może jakbyś mnie spytał pól roku temu to odpowiedź byłaby bardziej emocjonalna, teraz po prostu robimy swoje, po swojemu.


Muzycy Tides From Nebula, zresztą Wasi koledzy ze sceny, w jednym z ostatnich wywiadów powiedzieli, że często widzą, jak zespoły marnują swój potencjał i za szybko rezygnują z grania. Czy nie szkoda Wam tego, że Forge of Clouds zakończyło działalność?


Tu chyba musimy wyjaśnić kwestie naszego zgonu. W kwestii grania koncertów zespół faktycznie umarł bo power-duo nie uciągnie tego materiału. Czas od rozpadu poświęciliśmy na siedzenie w studiu, dopieszczanie drugiej płyty, ale również na tworzenie całkiem nowego materiału i szukaniu ludzi do wspólnego grania. Ostatnio dołączył do nas basista, a cały czas aktywnie szukamy drugiego gitarzysty, bo od tego zależy głównie, czy Forge Of Clouds zmartwychwstanie by znów siać zniszczenie na scenach. Natomiast z Tides From Nebula trudno się nie zgodzić, zwłaszcza że są dobrym przykładem zwycięstwa determinacji nad beznadzieją coraz mocniej dającą się we znaki tej "scenie" jak i muzyce ogólnie.


Wspomniałeś o nowym basiście. Kto został tym szczęśliwcem? Słyszałem także plotki, że drugim gitarzystą miał przez jakiś czas zostać Łukasz  z Moanaa…


Nowym basista jest Filip Dąbrowski, poprzednio grał w Quietplace! i Daima. Wybrał idealny czas, żeby się odezwać, bo zaczynała już nas na poważnie dopadać beznadzieja. Co do plotek - nie kontaktowaliśmy się z Łukaszem, ale jeśli to czyta i jest zainteresowany, jesteśmy otwarci na propozycje (śmiech)


Inny skład może oznaczać inne inspiracje i wpływy muzyczne. W jakim kierunku może pójść muzyka Forge of Clouds? Czy nadal będziecie kontynuować i rozwijać obecną stylistykę?


W naszym przypadku będzie to znaczna zmiana stylu, ponieważ do tej pory to gitarzyści i ich pomysły byli punktem wyjścia w tworzeniu naszej muzyki, a po odejściu Piotrka na pewno pewien aspekt naszego grania, słyszalny np na "Queen on the Garbage Throne" albo "Mahakala" będzie mniej wyraźny. Z drugiej strony, jest z nami Filip, dokłada swoje pomysły i mamy teraz trochę luźniejsze i kolektywne podejście do tworzenia nowych rzeczy, a na pewno gdy dołączy do nas drugie "wiosło", uzupełni nas kreatywnie i być może pójdziemy w jeszcze innym kierunku niż obecnie. Nie jestem jednak w stanie powiedzieć ze "przejdziemy od depressive countrycore bardziej w stronę fundamentalist regressive postpostpostreggae" bo to są szufladki, które ograniczają a nie wyjaśniają.


Jaki momenty w dotychczasowej historii Forge of Clouds uznałbyś za najlepsze?


Osobiście mam kilka: sam fakt ze ten zespół powstał i tak (relatywnie) długo tworzy muzykę na przekór problemom technicznym, lokalowym, osobistym, finansowym, a zwłaszcza mimo nadal szczeniackiego podejścia do grania dla samego grania. Poza tym na pewno wymieniłbym totalne zaskoczenie odbiorem debiutu i super atmosferę i granie na pierwszym Neuro Music w Firleju oraz możliwość supportowania Callisto, Rosetta i przede wszystkim Kongh, bo to było dla mnie osobiście duże odkrycie muzyczne. Ale co by nie było tak różowo, najgorszych momentów chyba mógłbym wymienić więcej. Ale niewiele więcej...


Wraz z takimi zespołami jak m.in. Blindead, Obscure Sphinx, Moanaa czy wspominane już Thaw  i innymi formacjami zdajecie się - bo jak słyszę mogę mówić o Was w czasie teraźniejszym - tworzyć zręby polskiej sceny post metalowej…


Nie chcę się wdawać w dyskusję, czy ta scena w ogóle istnieje, kogo do niej zaliczać a kogo nie i kto ma być sędzią. Ze względu na nasze nieistnienie przez ostatni rok chyba trochę oddaliliśmy się od nurtu i udziału w scenie. Osobiście mam wrażenie, że jest tu jak w życiu - musisz mieć znajomości i poświęcać dużo czasu na ich pielęgnowanie. A my jesteśmy trochę socjopatyczni (śmiech) Niemniej chcemy grac oryginalna muzykę, unikać nisz i szuflad i chcemy robić to po swojemu, nawet wbrew ogólnie przyjętym "modelom biznesowym" i dzielić się nią z każdym, kto chce słuchać.


Jacek Walewski



Pozostałe

Adam Mikołajewski (Farben Lehre)

Dodano: 20.07.2017

Ponad trzydzieści lat na scenie, koncerty w kraju i za granicą, status legendy polskiego punk rocka, a mimo to nie zwalniają ani na trochę i nadal czują ogień na scenie.

czytaj dalej

Jakub Sochacki (Pro Drum)

Dodano: 28.06.2017

Sklep Pro Drum jest pierwszym polskim sklepem stricte perkusyjnym, który oprócz odwiedzin targów NAMM obejrzał linie produkcyjne fabryk Remo i DW Drums.

czytaj dalej

Lester Estelle

Dodano: 21.06.2017

Popowa Kelly Clarkson i chrześcijańsko - rockowy Pillar. Co może łączyć te dwa bandy? Oczywiście ten sam perkusista!

czytaj dalej

Ray Luzier (Korn)

Dodano: 14.06.2017

Zdaje się, że taka rocznica w terminologii ślubnej nazywa się cynową. Cóż, nie brzmi to może zbyt imponująco, tym bardziej, że czasami wydaje się, że Ray z Kornem gra od zawsze.

czytaj dalej

Ryan Van Poederooyen (Devin Townsend Project)

Dodano: 07.06.2017

Devin jest artystą nietuzinkowym. Świetny gitarzysta, wspaniały wokalista, nieprzeciętny talent z głową zawsze pełną pomysłów, taka metalowa wersja Franka Zappy.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama