Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Karl Brazil

Dodano: 27.02.2014
Czołowy brytyjski muzyk sesyjny opowie nam o pracy na scenie, o jakiej wielu polskim perkusistom się nie śniło. Umiejętność dostosowania się do okoliczności w skali, z jaką chyba nie mamy do czynienia w kraju nad Wisłą! Warto więc przyjrzeć mu się bliżej…

Karl jest obecnie etatowym perkusistą w zespole ekstrawaganckiego Robbiego Williamsa. Występuje także w zespole Feeder oraz u Jamesa Blunta. Ostatnimi czasy można go oglądać w brytyjskim show Girls Aloud czyli zespole składającym się z dziewczyn, coś na wzór Spice Girls. Girls Aloud nie jest może popularny w Polsce, ale w Anglii występy dziewczyn przyciągają tłumy i wypełniają hale koncertowe. Nic dziwnego, ponieważ dla ludzi interesujących się muzyką sporadycznie, występy tych pięciu lasek to nie lada atrakcja i zabawa. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik i chodzi jak w zegarku. Najciekawszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że mimo elektronicznego grania cały projekt na żywo opiera się na żywym brzmieniu, prawdziwych instrumentach i śpiewaniu dziewczyn. Ciężko znaleźć chociażby namiastkę takich występów w Polsce. Niestety, ale przaśne jarmarczne koncerty Maryli Rodowicz, próby stylizowanych na zachodnią modłę występów Dody czy też dawne "wielkie produkcje", będących u szczytu Ich Troje, to wszystko, na co nas stać…

Karl Brazil
lawiruje więc między energetyzującym Robbiem Williamsem, wielką produkcją rodem z Las Vegas (jak sam to opisuje) z Girls Aloud, a także nową produkcją Jamesa Blunta. Warto więc skorzystać z doświadczenia muzyka i dowiedzieć się, jak podchodzi do tego wszystkiego, co robi, ponieważ oprócz koncertów jest rozchwytywanym muzykiem sesyjnym.

Opowiedz nam o grze z Girls Aloud


Jedną z rzeczy, o której myślą sesyjni perkusiści jest to, skąd przyjdzie kolejne granie, ponieważ rzeczy nie trwają wiecznie. Trasy pop trwają kilka miesięcy w UK i tyle. Girls Aloud zapowiadano mi przed świętami, w okresie świątecznym była cisza. Pracowałem z Girls rok temu. Myślałem o tym, by zagrać taką trasę z pełnymi salami, z oprawą i wybuchami. Im bardziej sobie to wyobrażałem, tym bardziej myślałem: "O taaa, to będzie niezła zabawa". Jest to zupełnie coś innego w porównaniu z tym, co robiłem do tej pory.


Jesteś niezwykle doświadczonym perkusistą pop, ale tak, jak mówisz, było to coś innego. Dlaczego?


Wcześniej w mojej karierze zrobiłem pełno popowych rzeczy, to była dobra zabawa. Masz tutaj 10 tancerzy, dziewczyny, więc zespół jest z boku sceny. To prawdziwe granie na raz, disco, granie stałego, bitego 4/4. To energetyczne, wymagające pełnej koncentracji granie. Nie ma przerw, jest pełno liczenia, klika oraz miejsc na efekty pirotechniczne i inną oprawę. Musisz być przytomny i ta stymulacja jest właśnie wielkim doświadczeniem.


Jest to wymagająca praca, zwłaszcza pod kątem prób?


Wszystko na styku, zrobiliśmy sześć tygodni prób, po czym prosto pojechaliśmy w trasę. Nie wiedziałem, w co się pakuję. Myślałem, że może się to odbyć na padach przez większość grania, ale wykonano świetną robotę, by wprowadzić żywe brzmienie w brzmienie dziewczyn.


Z twoimi regularnymi występami z Robbiem Williamsem i Jamesem Bluntem musiało być trudne to wszystko pogodzić.


Zagrałem w londyńskiej O2 z Robbiem i nie spodziewałem się, że zagram kolejny wielki show aż do momentu, gdy się razem nie zejdziemy. Wtedy pojawiło się właśnie Girls Aloud i było to bardzo ekscytujące. Co za wspaniały rok, żeby pojechać w trasę z wielkim zespołem dziewczyn i także zagrać trasę na stadionach z królem popu. Nie wydaje mi się, że bycie muzykiem sesyjnym może być lepsze od czegoś takiego.


Zostałeś także wrzucony w wir pracy sesyjnej podczas trwania trasy…


Jak zawsze, siedzisz w domu i myślisz, czy dałoby się zagrać jakąś sesję. W zeszłym roku początek był cichy, ale kłania się tu prawo Murphy’ego, w momencie, gdy ruszysz w trasę, zaczynają pojawiać się inne rzeczy. Łamałem kark, jak pogodzić próby dźwięku i sesje. Jest to dość ryzykowne ze względu na korki, ale ogarnąłem to. Zrobiłem płytę Jamesa Blunta, zagrałem kilka komercyjnych rzeczy dla San Miguel i Miki, do tego sesja z Garym Barlowem do muzyki filmowej. Miałem też kilka sesji country i sesję z Robem i Guyem Chambers. Lubię być zajęty i naciągać się między rzeczami. To ryzyko i muszę czasami to przeciąć ze względu na próby dźwięku - bo jeżeli spóźnisz się na coś takiego, to rzeczy nie pójdą dobrze. Ale zorganizowałem sobie wszystko.


Jakieś plany na chwilę przestoju?


Poleciałem do L.A. po trasie, by skończyć Jamesa Blunta i później był miesiąc wakacji, zanim rozpoczęły się próby na trasę z Robbiem. Potrzebowałem dać swoim kończynom i głowie odpoczynek, musiałem złapać trochę słońca i energii na następną trasę.


Jaki jest twój sekret bycia cały czas zajętym? Jak zrobić, by otrzymywać tyle telefonów?


Myślę, że musisz pracować z producentami, którzy są zajęci. Jeżeli chodzi o granie to jest pełno dobrych muzyków. Jesteśmy w tym samym kręgu, jest pełno brytyjskich muzyków sesyjnych i pełno miejsc, by grać. To pełna rotacja i ruch, ludzie przychodzą z różnymi rzeczami, więc wszystko jest kwestią wyczucia momentu. Biznes polega na znajomych, ale musisz być zdolny stanąć na wysokości zadania w momencie, gdy je dostaniesz. Wybić się z zespołem jest świetne. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że telefon dzwoni i ludzie chcą z nami pracować.


Żonglowanie pracą może być wyczerpujące?


Czasami musisz powiedzieć "nie" - jest to dla nas ciężkie, ponieważ chcemy robić tak dużo, jak tylko się da. Miałem dużo szczęście z Robbiem, że granie z nim nie przecinało się z Girls Aloud. Było kilka programów telewizyjnych, których nie byłem w stanie zrobić. Wtedy myślisz: "Dobra, do kogo mogę zadzwonić, by zrobić program w TV?", więc zadzwoniłem do Asha Soan. Ash grał na większej ilości płyt Robbiego niż ja. Zadzwoniłem do niego i zapytałem, czy sobie wyobraża grę na Gretschu, odpowiedział, że nie, więc powiedziałem: "Ok, to niech będzie Yamaha." Miałem pełno szczęścia. W tym wszystkim musi być dużo szczęścia. Nie mogę uwierzyć, że to granie skończyło się miesiąc przed koncertami z Robbiem.


Co młodzi muzycy mogą zrobić, by spróbować pójść w twoje ślady i wejść w świat sceny sesyjnej?


Jest to kwestia znajomości różnych producentów i dyrektorów muzycznych. Ludzie muszą wiedzieć, co robisz i co wnosisz do występu. Dużo zależy od znajomości właściwych osób. Producenci i menadżerowie muszą znać odpowiednich ludzi do odpowiedniej roboty. Nie pasuję do każdej roboty i tak jest w przypadku każdego perkusisty. Myślę, że jestem uniwersalny i potrafię przejść przez wiele tematów. Przez ostatnie lata zrobiłem Feeder, Robbiego, Girls Aloud - bardzo różne rzeczy. Gdy wchodzę do studia, mogą to być różne rzeczy, od musicalu po Mika, James Blunt, Take That. Wydaje mi się, że ważne jest, by być w stanie przejść przez to i zrozumieć, o co w tym chodzi.


Skąd się bierze umiejętność przełączania się między takimi stylami i charakterami? Skąd ta mądrość?


Nie pochodzi z nauki. Miałem szczęście dorastać w rodzinie pełnej muzyków. Słuchałem różnej muzyki od dzieciństwa, granej przez mojego ojca, jego przyjaciół i wujków. Dorastałem w Birmingham, a tam jest duża, urozmaicona scena muzyczna. Jest pełno irlandzkiej muzyki, jamajskiej, świetna reggae, świetna celtycka muzyka. Moim pierwszym zadaniem był Bitty McLean, typowe reggae. Była to dla mnie prawdziwa nauka. To piosenkarz, ale na bębnach był niesamowity. Nauczyło mnie to bardzo dużo. Wszyscy, którzy mówią, że możesz wskoczyć za zestaw i od razu grać reggae jest głupotą. To specyficzny styl. Birmingham ma także świetną historię rocka, to dobre towarzystwo muzyczne.


Jakie lekcje otrzymałeś jeszcze od tych czasów z Bitty?


Rozumienie piosenki i format piosenki to niezwykle istotne rzeczy. Gdy nagrywam sesję, nie czytam muzyki, ale wiem, o co chodzi. Jest to wynik słuchania muzyki i dużej liczby perkusistów w nagraniach. Wiem, co jest teraz wymagane i to czyni mnie dojrzałym muzykiem. Kiedy zaczynałem grać z Bitty, miałem 17 lat. Na przestrzeni kilku lat mój groove, moje granie z klikiem i pewność siebie bardzo się rozwinęły. Dzięki niemu i chłopakom wokół niego. Byłem razem z kilkoma wyjadaczami i zostałem wrzucony na głęboką wodę. Pomimo, że nie miałem dużo lekcji na temat teorii i techniki, wszystkie te rzeczy przyszły później, głównie w pracy w studio. Mogę słuchać różnych rzeczy i mogę położyć łapy na praktycznie wszystkim, co bym chciał. Nie byłbym w stanie grać rzeczy za Virgila Donatiego, ale gdyby ktoś wyjaśnił mi, co chce, to wszedłbym w to dość szybko. To dlatego producenci do mnie dzwonią. Myślę, że czucie gry, dyscyplina i brzmienie są kluczowymi elementami do bycia studyjnym perkusistą. Mogę swobodnie nazywać się perkusistą sesyjnym, prawda? Zrobiłem już wystarczająco dużo. To inna droga - nagrania. Uwielbiam to, ale staram się spiąć te dwie rzeczy, robiąc je. Jest to ciężkie, ale istotne dla mnie jako perkusisty, by trzymać te dwie drogi.


Czy elektronika wkroczyła mocniej w twój zestaw w chwili, gdy twoja kariera się rozwinęła?


Zacząłem mocniej eksperymentować z triggerami. Wcześniej z Bitty używałem jedynie padów i MPC 2000. Potem zacząłem pracę na zestawie, a teraz historia zatacza koło i wychodzi na to, że będę używał obu rzeczy. Używam SPD-SX, który jest świetny, ponieważ magazynuje informacje z roboty do roboty, co jest fantastyczne. Mam pad pomiędzy floor tomami i triggery na mniejszej centralce i głównym werblu. Jeżeli jest utwór z klaskaniem albo świetnie brzmiącym werblem elektronicznym, zamiast tracić będę miał to załączone na moim akustycznym zestawie. Masz więc wszystko, co najlepsze z dwóch światów. Masz ekscytujący występ na żywo na akustycznym zestawie i brzmienie z płyty, a gość z przodu ma wszystko, co potrzebuje do miksu. Wie, jak tym balansować, więc publika otrzymuje żywy zespół, ale z takim brzmieniem, jak na płycie. Potrafiłbym lecieć kolejno z próbek, ale zmiana zestawów daje tyle radości. Pomiędzy piosenkami jest co robić, podobnie, jak w samej piosence.


Czy odpowiedzialność za triggerowanie brzmień w utworach zmienia twoje nastawienie?


Patrzę na set listę i w ostatnich ośmiu taktach będę wiedział, co jest potrzebne za moment i mogę przygotować zestaw do zmiany. Dobrze jest być na topie. Lubię mieć dużo rzeczy dookoła i dużo rzeczy do zrobienia. Lubię czuć dreszcz. To koncert na godzinę i 40 minut, grany na raz, z klikiem w każdym utworze. Jest kilka uderzeń, które muszę wykonać z konkretnymi ruchami tancerzy, co jest nowe dla mnie. Zmieniam brzmienia w każdym utworze, używam dwóch centralek. To bardzo pobudzające. Dobrze jest być w ruchu przez godzinę i 40 minut. Jest na co patrzeć podczas takiego grania, więc nie ma co narzekać.


Czy potrzeba dużo czasu na adoptowanie się do kolejnej roboty?


To wszystko są różne rzeczy. Robbie wymaga potężnej dawki energii, ponieważ jesteś na scenie z jednym - moim zdaniem - z największych w muzyce rozrywkowej. On jest zawsze na 110 procent, zasuwa na pełnych obrotach. On zabawia przez każdą minutę i ktokolwiek jest w jego zespole, musi robić to samo. Kiedy gram za zestawem za nim, nie możesz pomóc, ale możesz poczuć się napompowany i że jesteś częścią show. To czucie rock and rolla i musisz być na swoim stanowisku. Każda piosenka jest absolutnie wspaniała, jest tak dobre, jak ma być. James Blunt wymaga totalnej dynamiki. Twoja dynamika musi być idealna, ponieważ to nie jest duży zespół, nie mamy podkładów, jego muzyka polega na tym, by była prosta. Z jednej skrajności w drugą. To jest to, co mówiłem o umiejętności dostosowania z jednego grania do drugiego. W momencie, gdy Robbie - to granie na adrenalinie, kiedy Blunt - poleganie na kontroli.


A co z brzmieniem? Masz jakiś zestaw brzmień, które lubisz używać w projektach, w których uczestniczysz?


Mądrość brzmienia, mam zestaw i brzmienie, jakie lubię wykorzystywać. Mam komfort. Lubię mieć dwa brzmienia centralek, nigdy nie używam ich w tym samym czasie, dwa werble. Czuję się jak w kokpicie. Zestaw nie będzie większy, mam taką nadzieję.


Jaki jest więc klucz do tego, by być bębniarzem na stadiony? To kwestia balansu między osobowością, różnorodnością, umiejętnościami i etyką zawodową?


Wydaje mi się, że właśnie odpowiedziałeś sam na to pytanie. Dla mnie wszystkim, kim chcę być jako pracujący perkusista, to profesjonalizm i skuteczność, i mam nadzieję, że jestem dobry, że jestem dobrym graczem w drużynie. Kiedy jestem na scenie, jestem perfekcjonistą. Nikt nie lubi robić błędów, ale każdy je robi. Być w stanie podnieść się jest bardzo ważne. Musisz być silny, grasz duże koncerty, jesteś odpowiedzialny za wiele rzeczy, lubią taką odpowiedzialność. Gdy grasz w zespole bardzo ważnym jest słuchanie reszty zespołu. Bardzo łatwo na tych koncertach każde miejsce uzupełnić przejściem, ale dla mnie bardziej imponujące jest to, kiedy ktoś ma szansę zagrać coś przyjemnego, a zespół gra razem. Z Girls Aloud jesteśmy 16 metrów z boku, ale cały czas słucham Malcolma na basie i pracuję razem z nim każdego wieczoru.


Oprócz wspomnianej różnicy w formie, czy czujesz mentalną różnicę w pracy z takim muzykiem, jak Robbie, a pracą w zespole jak Feeder?


Nie czuję, że to jest dla mnie różnica. Kiedy jestem za zestawem koncentruję się na tym, co robię. Kiedy Robbie na scenie wchodzi ze mną w interakcję to świetnie, tak samo z Grantem z Feeder. Feeder jest inny w tym znaczeniu, że jesteś tu w zespole z gitarą, basem i bębnami, podczas, gdy grając z dziewczynami, jest to bardziej kwestia show i tancerzy, to bardziej produkcja rodem z Vegas. Zawsze będę miał z tego radochę i każdy perkusista to zauważy. Grając dla Robbiego to jak granie dla współczesnego Elvisa, to wspaniałe. Blunt jest również świetny, wciąga cię, nawet, jak się skarży. Zapowiada mnie jako: "Człowiek z tyłu bez pomysłu".


Co następne? Kolejne lata z żonglowaniem koncertami i sesjami w studio?


Naprawdę nie mam pojęcia. Kocham robić to, co robię. Jestem po trzydziestce i wciąż cieszę się tym, co robię i póki moje ciało da mi możliwość robić to, co robię, będę to robił.


Przygotowali: Kajko, Maciej Nowak, Richard Chamberlain
Foto: Kevin Nixon



Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama