Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Matt Starr

Dodano: 06.03.2014
W zeszłym roku gościliśmy chłopaków ze Steam Roller, gdzie za bębnami siedział szalony Brian Tichy. Tym razem kapela przyleciała do Polski, by rozsiewać bezkompromisowego rock and rolla, mając za sterami perkusistę Matta Starra.

Z racji tego, że jest to zupełnie nowa i nieznana postać w Polsce, wydało nam się interesujące przybliżyć sylwetkę tego perkusisty.

Steam Roller gościli już po raz drugi podczas Drumfest. Nie ma chyba osoby, która żałowałaby spędzonego czasu na ich występach. Panowie są niczym wehikuł czasu i przenoszą nas w świat klasycznego amerykańskiego hard rocka czyli soczystego, bezkompromisowego grania, groove’iących riffów. Wszystko to jest, rzecz jasna, napędzane dudniącymi bębnami, które mają za zadanie wprowadzić w trans. Klasyczne hity od lat sześćdziesiątych aż po współczesność rozbrzmiewają tak, jak mało kto rozbrzmiewać w naszym kraju potrafi. W związku z coraz większą popularnością zespołów coverowych, Steam Roller może posłużyć jako wzór do tego, jak powinno się energicznie i żywo wykonywać standardy, ponieważ ogromnej większości naszych zespołów brakuje zwyczajnie jaj! A na to nie można narzekać, gdy raptem trzech muzyków rozpoczyna koncert. Brian Tichy pompował groove w zeszłym roku. W tym roku okazało się, że daje sobie spokój z Whitesnake i koncentruje się na swoich solowych projektach.

Steam Roller ruszyło w trasę z Mattem Starrem, perkusistą kompletnie nieznanym u nas w kraju. Muzyk występuje na co dzień u boku legendarnego Space Ace’a czyli Ace’a Frehleya, byłego współzałożyciela zespołu Kiss. Ponadto można go usłyszeć w innym projekcie, gdzie na gitarze gra Doug Aldrich, a mianowicie Burning Rain. Starr jest kolejnym z bębniarzy, który ogrywa zestaw łudząco podobny do bębnów Johna Bonhama. Podobnie, jak Bonzo, Starr używa pojedynczej stopy, talerzy Paiste i bębnów Ludwiga. Ciekawi byliśmy, czy nie kusi go czasami przyjechać do Europy na stałe, jak to robi coraz większa liczba amerykańskich perkusistów, poszukujących zatrudnienia. Zacznijmy jednak po kolei i sprawdźmy, kim jest w ogóle perkusista Matt Starr…

Przybliż polskim perkusistom swoją osobę. Jak zaczęła się twoja przygoda z bębnami?


Moja przygoda zaczęła się wtedy, gdy rodzice nie chcieli mi kupić gitary. Miałem około ośmiu lat. Rodzice nigdy nie mówili mi, co dostanę na gwiazdkę, ale ja zawsze im mówiłem, co chcę. Wybrałem sobie takiego Les Paula, oczywiście nie oryginał, ale kopię. Taka wiśniowa, tania podróbka, wziąłem w sklepie katalog i powiedziałem: "Ja chcę to, ja chcę to!". Myślałem więc, że dostanę gitarę, ale nie dostałem. Dostałem rower, adapter i Kiss Alive! Tak więc było całkiem nieźle. Byłem mimo wszystko trochę zły, wtedy moja mama zapytała, czy nie spróbowałbym z perkusją.


Jaki to był zestaw?


To był zestaw Ludwiga. Dostał się w moje ręce od mojego kuzyna. Był to zestaw z połowy lat siedemdziesiątych. Dwa tomy i centralka, bez floora. Słuchałem wtedy dużo Iron Maiden i Clive Burr, oprócz tego Cheap Trick z Bun E. Carlos za bębnami. Później, kiedy pojawił się Tommy Lee z Motley Crue to było coś, bo to był nie tylko perkusista, ale także frontman. Podobało mi się to. Przeczytałem wywiad z nim i jego technikiem, gdzie mówili o Johnie Bonhamie, więc zacząłem słuchać Led Zeppelin. Później było wielu świetnych perkusistów Vinnie Appice i Carmine Appice (co ciekawe, Mike powiedział nazwiska obu braci inaczej - Episji i Epis - czyli tak, jak bracia mówią o sobie - przyp. red.), Joey Kramer, Nicko McBrain, Phil Rudd…


Grałeś na jednej z odsłon Bonzo Bash, koncertów upamiętniających Johna Bonhama…


Tak, grając tak samo, jak Bonham, i tak nie będę brzmiał tak samo dobrze, jak on. Jeżeli masz rockowy riff to jest tylko kilka zagrywek, które będą do tego pasować. Z Bonzo Bash było świetnie. Zagraliśmy trzy koncerty w Nowym Jorku, New Jersey, kilka miesięcy temu. To był cios! Granie z trzydziestoma różnymi perkusistami było niesamowite. Chad Smith z Red Hot Chili Peppers, Jerry Gaskill z King’s X, Liberty DeVito od Billy’ego Joela, wszyscy ci świetni perkusiści… Nie miało znaczenia, kto sprzedał więcej płyt albo kto jest dłużej w biznesie muzycznym, każdy był równy i wszyscy się razem trzymali.


Jak myślisz, dlaczego inspirował tak wielu ludzi?


Miał w sobie bardzo dużo smaku. Miał doskonale wyczucie. Wiedział, kiedy ma co grać, a kiedy czego nie grać. Potrafił cię wciągnąć, mimo, że nie jesteś perkusistą, przyciągał uwagę i wciągał cię w tę podróż przez piosenkę.


Jak wygląda twoja współpraca z legendarnym gitarzystą Kiss - Acem Frehleyem?


Gra z Acem jest wspaniała. To świetna zabawa. Dorastałem jako fan Kiss, więc granie tych piosenek jest dla mnie bardzo naturalne, słyszałem je przecież tyle razy. Zdobywając tę robotę wiedziałem, że będą potrzebować kogoś, kto potrafi dodatkowo dobrze śpiewać, co jest dla mnie w porządku. Śpiewam partie Paula Stanleya, wszystkie harmonie, także śpiewam sam w kilku piosenkach. No cóż… Marzenie się spełniło. Gram z Acem Frehleyem i śpiewam partie Paula Stanleya. Co może być dla mnie lepszego? Obecnie jesteśmy w trakcie planowania nowej płyty, na której będę grał. Nowy materiał, bardzo dobry. To świetna zabawa pracy z nim, w jego środowisku.


Jest plan trasy koncertowej?


Tak. Zaraz po wydaniu płyty mamy takie plany.


Jakie jest twoje zdanie na temat trzech perkusistów, jacy grali w Kiss?


Wszyscy są wspaniali, to perkusiści z zupełnie innych światów. Peter jako oryginalny perkusista zespołu, ma świetne wyczucie jazzu i swingu. To uczyniło Kiss zespołem rock and rollowym. Gdy przyszedł Eric Carr… Uwielbiam Erica. Creatures Of The Night jest jednym z najlepszych albumów perkusyjnych, jaki powstał kiedykolwiek. Do tego świetne brzmienie bębnów. Eric był bardziej rockowy, nie rock and rollowy, ale rockowy! Eric Singer kontynuuje tę tradycję. Tak więc ja pracuję w tych różnych erach.


Zgodzisz się z tym, co mówił Jason Sutter, że najtrudniej w Los Angeles nie jest dostać pracę jako perkusista, ale dostać się na przesłuchanie?


Tak, coś w tym jest. Jest to wyzwanie, by zapukać w odpowiednie drzwi i być wśród ludzi, którzy wiedzą, co się dzieje. Tak, jak ostatnio spotkałem gościa, który dostał pracę na basie u Johna Fogerty. Nie wiedziałem, że poszukuje basisty, rozumiesz? Bycie właśnie w takim kręgu. Wymiana informacji jest ważna, bycie dobrym perkusistą, miłym facetem, bycie w porządku. Ważne jest, by wyjść i pokazać się ludziom, że się jest, że się istnieje. To jest tak, jakbyś chciał pomalować swój dom i do głowy przychodzi ci ostatnia osoba, z jaką się spotkałeś i tym się zajmowała.


Nie myślałeś o przeprowadzce do Europy tak, jak zrobili to Mike Terrana i John Macaluso, którzy mają teraz pełno grania?


Rozmawiałem o tym ze swoją żoną. Jeżeli pojawią się okoliczności i robota, która wymagałaby mojej obecności tutaj i miałoby to sens, to wtedy bym to rozważył. Lubię to, co robię teraz, rzeczy idą do przodu, jestem zajęty, gram dla wielu wspaniałych ludzi, więc jest fajnie. Ogólnie to tak, ruszyłbym, lubię zwiedzać świat, poznawać inne kultury, ludzi, jedzenie…


Które nagranie uznałbyś za swoją wizytówkę?


Wydaje mi się, że druga płyta Beautiful People pt. Deuce… albo nie, skreśl to. To, co robię teraz z Acem Frehleyem jest tym, co powinienem robić. To najbardziej obrazuje, jak gram.


Jakie rzeczy w swojej grze chciałbyś rozwinąć?


Praktycznie wszystkie rzeczy chciałbym rozwinąć. Chciałbym grać konsekwentnie, trzymać cały czas groove i nigdy przenigdy go nie tracić. Tak, jak grali Ringo czy Bonham. Być bardziej biegłym, by móc zagrać wszystko, co przychodzi mi do głowy. Obecnie pracuję nad swoją prędkością, ponieważ normalnie nie gram solówek, ale ze Steam Roller zapytali, czy chcę grać solówkę. Ja na to: "Jasne, pewnie! Ku*wa i co ja teraz zrobię?" (śmiech) Pracuję nad tym i każdego wieczoru to się rozwija. Pracuję nad prędkością, ponieważ nie gram na dwie stopy i pracuję głównie na górze. Traktuję wtedy mój floor tom jak alternatywną centralkę.


Jakie plany na przyszłość?


Zagrać koncert tutaj, zjeść kolację… (śmiech) Wypić troszkę wina. No, ale po wszystkim chcę wracać do Los Angeles kontynuować pracę z Acem Frehleyem, trasa ze Steam Roller okazała się wystrzałowa, więc są plany na przyszły rok. Wiele osób już pytało, czy da się coś zrobić, więc zapowiada się fajnie. Działanie z Burning Rain, zespołem, gdzie gram z Dougiem Aldrich, Keithem St. John i Seanem McNabb. Wydaliśmy kilka miesięcy temu płytę Epic Obsession, która się podoba wielu ludziom, więc fajnie by było pojechać w trasę, jak tylko wszystkim pogodzą się grafiki. Mam zamiar wrócić do Wielkiej Brytanii i do reszty Europy z Love/Hate, jakoś tak w okolicach marca 2014.


Foto: Monica Zielińska
Materiał przygotowali: Doctor i Kajko
Serdeczne podziękowania dla ekipy Drumfest


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama