Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Ilan Rubin

Dodano: 29.05.2014
Gdy nie tworzy muzyki z własnym projektem The New Regime, Ilan Rubin siedzi w studio, nagrywając kolejne sesje lub też jeździ w trasy z młodymi artystami takimi, jak Paramore, albo też ze starymi wyjadaczami jak Nine Inch Nails.

Sprawdźmy, jak to się dzieje, że Ilan w tak młodym wieku jest już tak mocno zapracowany.

Na naszych łamach gościliśmy już wielu młodych perkusistów. Nawet w tym numerze mamy przecież wspaniały wywiad z prawdziwym symbolem młodych bębniarzy - chociaż już nie tak młodym - którzy weszli na salony, jakim jest Tony Royster Jr. Tacy perkusiści są wielką inspiracją i dorobek ich twórczości robi wrażenie dając - miejmy nadzieję - pozytywną energię do dalszych działań na własnym podwórku. Nasi rodzimi perkusiści także dają wielkie nadzieje na przyszłość, wystarczy spojrzeć na to, co wyczynia np. Bartek Pawlus. Nasz niniejszy gość, pochodzący z odległego San Diego (rocznik 1988), przebojem wdarł się w serca wielu perkusistów, a także innych muzyków, którzy zapragnęli z nim współpracować. W trasie jest od 14 roku życia i pierwszy prawdziwie profesjonalny strzał trafi ł go już w 2006 roku, gdzie dołączył do Lostprophets i spędził tam oszałamiające trzy lata, nagrywając i koncertując po całym świecie. Ukoronowaniem jego ciężkiej pracy było zaproszenie przez Trenta Reznora do legendarnego Nine Inch Nails, które zostało założone mniej więcej wtedy, gdy Ilan… przyszedł na świat. Oprócz NIN były także inne projekty, jak np. Angels & Airwaves czyli ekipa wokalisty Blink 182.

Liczyliśmy, że uda nam się go złapać w zeszłym roku, gdy w ramach Impact Festival do Polski przyjechał zespół Paramore. Niestety dla nas, za bębnami siedział wówczas Miles McPherson (który zresztą długo tam nie pograł). Oczekiwaliśmy na energetyzującą grę Ilana w burzy jego kręconych włosów, ale zadzwonił znów Reznor i wiadomym było, że trzeba wracać do NIN. Ilan zagrał na ostatniej płycie Paramore, zmieniając na stołku Zaca Farro, który popełnił trzy wcześniejsze albumy. Dobrze zagrał swoją rolę i nic dziwnego, że młode Paramore chciało Ilana zabrać w trasę.

Wymieniamy jedynie kilka z jego dotychczasowych osiągnięć i musicie przyznać, że jak na 25-latka można mówić tu już o konkretnej karierze. Dodajmy jeszcze jeden ciekawy aspekt, a mianowicie Ilan stał się partnerem biznesowym w młodej amerykańskiej firmie, produkującej bębny - Q Drum Co.

Nieustannie wielu perkusistów narzeka na brak pracy, tymczasem taki Ilan wręcz nie może się opędzić od roboty. Jak to jest? Zapytajmy także i o to, jak podchodzi do przesłuchań i jaka jest tajemnica sukcesu perkusisty.

Zacznijmy od twojej przygody z Paramore. Zastąpiłeś w studio Zaca Farro (który opuścił zespół w 2010). Jak bardzo trzymasz się jego partii i jak mocno zespół miał wpływ na nowe partie?


Ze względu na to, że zawsze jestem gościem, który pojawia się i uczy cudzych partii, naturalnie trzymałem się scenariusza w odniesieniu do tego, jakie są te partie. Jestem tu po to, by grać piosenki i żeby wszyscy czuli się komfortowo. Szczególnie w przypadku perkusisty, to prawdziwy ból, jeżeli musisz wziąć kogoś nowego. Nie chcesz być zauważalny, szczególnie w rzeczach Paramore tak, jak Zac, który zagrał kilka charakterystycznych partii. Nauczyłem się tych partii i podczas prób mówili mi: "Fajnie, kiedy grasz te partie tak, jak na albumie" albo "Tutaj graj swoje rzeczy".


Zagrałeś na ostatnim albumie Paramore...


Myślę, że jest więcej niespodzianek na tym czwartym albumie niż na poprzednich trzech. Jeżeli chodzi o grę na bębnach, moja wiedza na temat katalogu piosenek Paramore polegała tylko na hitach, jakie można było usłyszeć w radio. Byłem bardzo zaskoczony w odniesieniu do piosenek, których miałem się nauczyć grać. Wszystkie zostały zrobione z programowaną perkusją, tylko po to, by mieć strukturę i pomysły oraz by skończyć ich komponowanie. Później były cztery dni na to, by dodać życia do tych partii i zrobić je nośnymi.


Czy było dużo zmian w odniesieniu do programowanej perkusji i tego, co ostatecznie zagrałeś?


Partie zdecydowanie ewoluowały, ale miały bardzo silną bazę, na której można było pracować, szczególnie, jeżeli chodzi o sedno. Taylor (York - gitarzysta Paramore) jako perkusista miał oczywiście swoją specyficzna wizję tego, co chciał zaprogramować. Partie były raczej zdefiniowane, aniżeli luźno zaaranżowane. Od tego miejsca wszystko się rozwinęło.


Jaki wpływ miałeś na brzmienie bębnów na płycie?


W kontekście tego, co zostało wykorzystane na albumie, bardziej chodziło o to, co producent - Justin (Meldal-Johnsen), który grał na basie w Nine Inch Nails - oraz zespół mieli w głowach. Szczególnie w momencie, gdy wchodzę w sytuację bycia ludzką maszyną. Jest kilka lekkich piosenek, więc chcieli bardzo "martwe" tomy, jak cerata na stole. Kilka piosenek było szybszych, więc chcieli bardziej ciasne brzmienie, kilka było mocniejszych, więc mogłeś wejść z większymi bębnami. Piosenki dyktowały brzmienie bębnów.


Prawie każda robota na przestrzeni twojej kariery, jak na razie, opierała się głównie na odgórnym scenariuszu zespołów. Czy to świadome? Wolisz tego typu pracę?


Niekoniecznie. Myślę, że jest to zwyczajnie pewien sposób, jaki się rozwinął. Jednak tak to może wyglądać. Nie jestem typem gościa wskakującego w 20 różnych rzeczy na raz. Staram się być zajęty, ale uważam, że ten rodzaj perkusistów, którzy odnajdują się w sytuacji, gdzie są tłem dla artysty solowego wywodzą się ze środowiska perkusistów sesyjnych. To nie jest tak, że ja jestem przeciwko temu, po prostu ludzie, którzy wiedzą coś na mój temat pochodzą z innych zespołów, czy to widząc mnie na jakimś festiwalu czy też słysząc na płytach innych zespołów. To jest świat, którego jestem częścią i to jest miejsce, gdzie buduję swoją reputację.


Byłeś na kilku przesłuchaniach. Jak wygląda u ciebie przygotowanie?


Nauka piosenek wzdłuż i wszerz. Gdy to mówię, mam to dosłownie na myśli, ponieważ nie możesz polegać na niczym innym jak tylko na własnej znajomości piosenki. Były przypadki, że szedłem na przesłuchanie z zespołem, gdzie będę grał piosenki, których zespół nie grał od ostatniej trasy - zdarzyło się tak z kilkoma zespołami, tak więc musisz znać niemalże lepiej ten materiał niż oni sami i pokazać to w trakcie przesłuchania. Nie możesz polegać na wokalu czy gitarze lub jakiejkolwiek innej podporze, ponieważ powinieneś być w stanie rozłożyć strukturę piosenki w głowie: "Jak idzie utwór - zwrotka, refren, najście, refren? Czy jest tam drugie najście na refren?" itp. Kiedy uczę się tych utworów to praktycznie sam się przepytuję podczas tej nauki. Gdy gram pierwszą zwrotkę myślę, jaki jest łącznik i jak kończy się piosenka. Nie chcesz dojść do miejsca i martwić się o to, co będzie następne, to straszne uczucie, nikt tego nie potrzebuje! Musisz z przekonaniem sterować tym okrętem. Możesz znać piosenkę, ale jeżeli nie ogarniasz swojego wykonania, to nie jesteś w stanie zaszczepić tego w reszcie osób, z którymi grasz. Nikt nie chce się przejmować perkusistą. Gdy emanujesz tym przekonaniem to przelewasz je na innych, przez co zezwalasz im na to, by się skoncentrowali na sobie. Z drugiej strony, przesłuchiwałem perkusistów, gdzie grali piosenkę i pierwsza zwrotka idzie dobrze, refren idzie dobrze, po czym przechodzisz do łącznika i nagle perkusista nie wie, co się dzieje. Przeszliśmy przez połowę piosenki, by zrobić totalną katastrofę. Tak to wygląda na zdrowy rozsądek, są po prostu pewne poziomy znajomości, czegokolwiek. Oczywiście różne zespoły lubią robić przerwy czy akcentować. Musisz wiedzieć, że to właśnie nadchodzi i umieć przewidywać, by móc pchnąć wszystko do przodu i dodać dynamiki. Przepytuj się w każdym aspekcie piosenki, szczególnie zanim usiądziesz z kimś i zaczniesz grać.


Rozpisujesz sobie nuty?


Jedyny moment, gdy rozpisuję sobie cokolwiek, to sytuacja w studio. Tam nie jestem uzależniony od znajomości piosenki w danym czasie. Gdy nagram, mogę wcisnąć w mojej głowie przycisk "wyrzuć" i zapomnieć. Natomiast, kiedy jesteś w sytuacjach na żywo, absolutnie nie potrzebujesz zaprzątać sobie głowy "kropami", to musi być już w tobie zakorzenione. Jest to jedna z tych rzeczy, którą musisz ogarnąć mentalnie, oczywiście mieć też pamięć ruchową także jest wskazane i przydatne. Znasz piosenkę w każdym calu, ponieważ nie chcesz popełnić błędu, ponieważ dostałeś robotę i następnym krokiem jest granie prób i wyjazd w trasę. Nie chcesz więc zastanawiać się nad strukturą utworu i jego akcentami. Kiedy już jesteś na tym etapie i znasz wszystkie części, miejsca oraz jak to zagrać, staje się to twoją drugą naturą, moment, gdzie nie musisz zastanawiać się nad tymi rzeczami.


Jest pełno wykonań zespołów na YouTube. Czy korzystasz z tego do nauki piosenki?


Oczywiście. Szczególnie z czymś takim jak Nine Inch Nails, ponieważ niektórzy ludzie mają różne aranżacje. Aranżacje na żywo potrafią być kompletnie inne od tego, co było nagrane w studio, szczególnie w kwestii bębnów. Wtedy myślę: "Jak to było zrobione, jak ten loop został odtworzony?". Z Paramore i innymi zespołami, z którymi grałem na żywo to, co jest dobre w YouTube to fakt, że możesz widzieć zespoły grające te piosenki na żywo i każdą zmianę, jaką robią w każdej części granego setu.


Miałeś kiedyś przesłuchanie w ostatniej chwili?


Hayden Scott, który gra na perkusji w moim The New Regime, także gra w zespole o nazwie Awolnation. Musiałem zagrać jeden koncert z nimi, ponieważ Hayden nie mógł opuścić Stanów, a oni akurat grali w Kanadzie. To było bardzo szybkie: "Tu jest 10 czy tam 12 piosenek, których musisz się nauczyć. Zagramy raz próbę i zagramy je na żywo." YouTube i jakiekolwiek nagrania, jakie mieli, były prawdziwym wyzwaniem. Miałem trzy lub cztery dni do nauki całego materiału i jedną próbę do ogrania. Przegraliśmy set dwa razy, zagraliśmy koncert i to by było na tyle. Zawsze bardzo przeginam, jeżeli chodzi o to, jak bardzo chcę znać materiał, z pewnością nie zaszkodzi ci, jeżeli będziesz zbyt przygotowany.


Jako część przesłuchania możesz także się spodziewać, że będziesz przepytywany przez zespół?


Można to określić jako: "Mieć pewność, że koleś jest w porządku gościem." Zawsze musisz zagrać piosenki, później siedzisz z ekipą przez chwilę w pokoju lub idziecie razem na lunch i sobie gadacie. To bardzo sterylne, gdy wchodzisz do sali i grasz piosenki z ludźmi, których nie znasz i grasz rzeczy, które grali tysiąc razy więcej od ciebie, rzeczy, których się właśnie nauczyłeś i chcesz, by poszły, jak najlepiej to możliwe. Masz więc tę część "grającą", później masz część "jak się dogadujesz z innymi."


Miałeś przesłuchania, które nie poszły tak, jak planowałeś?


Miałem umówioną wizytę u lekarza na dzień przed przesłuchaniem do Nine Inch Nails. Lekarz przejrzał moje wyniki i zapytał, czy miałem kiedyś oddawaną krew. Powiedziałem, że nie, nienawidzę igieł i raczej bym sobie tego nie życzył. Powiedział mi, że musimy sprawdzić krew, by mieć pewność, że wszystko gra. Pobrał mi krew i wiadomo, że jak ją oddasz to powinieneś odciążyć rękę, z której ci ściągano i nią nie pracować. Nawet o tym nie pomyślałem. Z moją nerwicą natręctw od razu poleciałem, by grać całymi godzinami. Przesłuchanie miałem na wschodnim wybrzeżu. To pięciogodzinny lot, a wysokość okazuje się, że też może mieć wpływ na twoją krew. Przesłuchanie było na zestawie Josha Freese, który rozstawiamy zupełnie różnie. Po czwartej piosence moja lewa ręka miała widoczną opuchliznę. Zwariowałem - nigdy coś takiego mi się nie zdarzyło i musiało się przytrafić właśnie teraz! Na szczęście grałem dobrze, a reszta zrozumiała, w czym problem. Powiedzieli: "Chcesz się doczłapać do jutrzejszego koncertu, zagramy kilka więcej piosenek?". Ja wtedy na to odrzekłem: "Ok, damy radę." Obawiałem się jednak wtedy o to wszystko. To był moment, gdzie bycie przygotowanym bardzo mi się opłaciło.


Przejmowałeś się kiedykolwiek tym, że zostaniesz zaszufladkowany jako "sesyjny perkusista rockowy"?


Nie wydaje mi się, ponieważ w każdej z tych sytuacji radziłem sobie ze wszystkim, w co byłem wrzucany. Miałem dwie sesje na początku zeszłego roku. Jedna z nich była z filmu Niepamięć. M83 komponowali muzykę i Lod’c Maureen grał z nimi na bębnach na żywo, ale także grał i tutaj. Po raz pierwszy miałem nagranie ścieżki dźwiękowej i po raz pierwszy użyłem moich umiejętności czytania nut. Uważam, że nie jest to absolutnie konieczne, zależne bardziej od tego, na jakim muzycznym polu działasz. Nie będziesz miał tam roboty, jeżeli jesteś klasycznym muzykiem, a nie wiesz, jak dobrze czytać, podczas gdy w rocku zdecydowanie nie jest to niezbędna umiejętność.

Druga sesja była najdziwniejszą sesją w moim życiu. Było to razem z Mike’m Garsonem, pianistą od Davida Bowie. Poznałem go przez NIN, gdy robił dla nich kilka rzeczy w studio. Jest kolosalnym pianistą. Nigdy nie byłem w studio z taką osobą jak on. On naprawdę improwizował najbardziej dziwne rzeczy. Na początku zaproponował mi, bym przyszedł do studia i zobaczył, co się będzie działo. Dosłownie cztery godziny przed sesją zaczął wysyłać mi materiały, a były to rzeczy w 11/4 na 7, na 5 - i tak wkoło. Wysłał mi mailem PDF z nutami i były to najdziwniejsze rzeczy, jakie miałem w życiu zagrać i oczywiście największe wyzwanie dla mnie. Rozmawialiśmy nad zmianami podziałów wzdłuż i wszerz, i zrobiliśmy partie bębnów, które by do tego pasowały. To wszystko zdało egzamin i było bardzo interesujące, ale trzymało mnie jednocześnie w ryzach. Było też jednocześnie czymś, w czym umiejętność czytania okazała się bardzo pomocna. Chciałbym więcej takich rzeczy, ponieważ interesującym jest, gdy człowiek stawiany jest w sytuacjach, gdzie nie czuje się komfortowo.

To, co zauważyłem, to, że wielu perkusistów ustawia się bardzo wygodnie w swoich zespołach. Koncentrują się na tej jednej rzeczy i nie myślą o tym, by poszerzać swoje horyzonty i utwierdzić się, że mogą zrobić więcej rzeczy niż tylko to, co robią w swoich zespołach. Oznaką tego może być granie w różnych stylistykach, posiadanie wiedzy na temat gry w różnych podziałach… Gdy masz bardzo podstawową wiedzę na temat, jak muzyka jest skonstruowana i wiesz, co to jest metrum, to masz wiedzę, by rozłożyć na czynniki pierwsze trudniejsze rzeczy i uprościć je celem lepszego zrozumienia. Tak właśnie było z NIN. Trent jest fantastyczny i przynosi rzeczy w nieparzystych podziałach, które potrafi ą bujać i ponieść. Chcesz zawsze wiedzieć, co czyni te rzeczy, że ruszają i dlaczego są połamane w taki sposób, że coś na 13 potrafi tak bujać.  Rozszerzaj swoje horyzonty, jak tylko jest to możliwe i wyciągaj tak dużo wiedzy, jak to jest tylko możliwe. Ignorancja nikomu nie pomaga. Jeżeli pomyślisz "to mi w niczym nie pomoże", nawet jeżeli jest to jeden moment, gdzie to możesz użyć, a nie masz tego w swoim arsenale, to jedyną osobą, która na tym straci będziesz ty sam.


Zostałeś ponownie wezwany w zeszłym roku, by grać Nine Inch Nails?


To prawdziwy zaszczyt zostać ponownie zaproszonym. Trent jest najbardziej utalentowaną osobą, z jaką przyszło mi współpracować i najwięcej się od niego nauczyłem. Ostatecznie musiałem sobie przypomnieć cały materiał, takie odświeżenie zamiast zmagania się z nauką 50-60 piosenek. To niesamowite, jak działa pamięć ruchowa. To bardzo dziwne, ale nawet w piosenkach, których nie grałem przez lata, zaczynam naturalnie przewidywać kolejne ruchy.


Musiałeś zanurkować nieco mocniej w elektronikę, żeby się uporać z tą robotą…


Jest to rzecz, jaką oczywiście robiłem od samego początku mojej współpracy z NIN. Wszedłem w to dość głęboko i sprawia mi to dużo satysfakcji - syntezatory, sekwencery, drum maszyny. To zupełnie inna część twojego mózgu, która zaangażowana jest w grę, kreując brzmienie. Bębny robią to, co robią, stroisz je, uderzasz i zasadniczo wszystko się na tym kończy. W przypadku gitary masz swój instrument, pedały i wzmacniacz, ale w przypadku elektroniki masz cały świat różnorodności poprzez sposób, w jaki nimi sterujesz i modulujesz, to prawdziwie bezkresne.


Jak wygląda twój zestaw live w NIN?


Jest to zmienne. Miałem wcześniej zestaw sześcioelementowy - dwa floory z prawej i jeden z lewej, później przeszedłem na zestaw pięcioelementowy, zawsze używam swojej bazy. Mam do tego cztery pady, dwa po każdej stronie. Zaopatrzone są w sample w zależności od utworu. Na centralce mam zamontowany trigger, podobnie na werblu, oczywiście z samplami takimi, jakie można usłyszeć na albumie. Jest także elektroniczny pedał zaraz obok mojego pedału do centrali. Używam go w rzeczach takich, jak Closer i The Wretched, gdzie głównym brzmieniem centrali jest sampel, którego brzmienia nie da się uzyskać z normalnego bębna. To, co mi sprawia prawdziwą radość jest to, że jak nie gram na bębnach to gram na czymś innym, czy to jest pianino czy keyboard. Mam też MIDI marimbę, jestem w grze tak czy inaczej (śmiech).


Czy te dodatkowe role przekładają się na ekstra zarobki?


Jedyny moment, gdzie używam tych wszystkich dodatkowych umiejętności to gra w Nine Inch Nails i uważam, że Trent docenia i korzysta z tego, mówię to w najlepszym słów znaczeniu. Im więcej robisz jako muzyk tym trudniej jest zastąpić cię kimś innym. Nie chcesz być takim typem gościa, gdzie każdy wejdzie w twoje buty bez żadnego problemu.


Masz także nową przygodę z Q Drum Co. …


Znałem Jeremy Bermana, który jest jednym z głównych budowniczych w OCDP. Staliśmy się prawdziwymi kumplami kilka lat temu, ponieważ był technikiem dla NIN. Bawił się pewnymi pomysłami i pamiętam, kiedy zrobił swój pierwszy galwanizowany zestaw. Był piękny i brzmiał fantastycznie. Mam jeden z nich i uwielbiam go. Od 2009 roku zaczął prawdziwie rozwijać się jako producent bębnów i z OCDP doszedłem do momentu, gdzie potrzebowałem czegoś świeżego. Gdy doszło do momentu zmian, razem porozmawialiśmy i powiedziałem: "Jak byś się poczuł, gdybym był po tej stronie biznesowej?", a on odpowiedział, że czułby się tak samo. To było naprawdę świetne przymierze. Jego drewniane bębny są również fenomenalne. Rzeczy metalowe są interesujące. Zestaw, jaki mam teraz, to czysta miedź z drewnianymi wzmocnieniami. Jeżeli myślisz o metalowych bębnach nie pomyślałbyś, że mogą mieć ciepło drewna, ale one mają. Mają inną dynamikę, są bardziej bombastyczne. Q to świeża firma, ale liczę, że się rozwinie i uda mi się uczynić tę markę rozpoznawalną.


Ilan i porady, które mogą pomóc:

1. CZY JESTEŚ DOBRYM KUMPLEM?


Po pierwsze, jeśli kapela przyjmuje kogoś w swoje szeregi, to dlatego, że planuje grać z nimi trasę. Pomijając oczywistą kwestię tego, czy opanowałeś numery, pierwszą kwestią, jaka się pojawia ze strony kapeli jest to, czy są oni w stanie przebywać z tobą przed długi czas i to wytrzymać. Są sytuacje, kiedy ludzie mogą być świetnymi bębniarzami, ale są dupkami i ciężko się z nimi dogadać. Wtedy kapela woli poświęcić nieco techniki i wybrać kogoś, z kim znajdują wspólny język. Granie w trasie oznacza, że z każdym jesteś w bliskich stosunkach przez długi czas. Ludzie bardzo szybko zaczynają działać sobie na nerwy, jeśli od początku się nie dogadują. Przeprowadzałem przesłuchania do zespołu koncertowego The New Regime i zdecydowanie z jednymi łatwiej było się komunikować. Jako bębniarz zawsze stawiam sobie za cel bycie raczej cichym, kiedy jestem w nowej sytuacji, chociażby po to, żeby zrozumieć, jacy są ludzie w kapeli. Zawsze znajduję się w sytuacji, kiedy jestem odmieńcem wobec bardzo zacieśnionej grupy. Chcę wiedzieć, jakimi oni są ludźmi i chcę, żeby też mnie poznali. Nie chcesz zacząć od złej strony, postaw na dobre pierwsze wrażenie, bądź ostrożny i świadomy tego, co robisz.

2. ZNAJ SWOJE GRANICE


Kiedy zaczynasz zgłębiać detale swoich partii, bardzo nieprofesjonalnym jest odciskanie na nich swojego stempla. Wszystko sprowadza się do tego, że jesteś wynajęty do konkretnej roboty. Inaczej jest, gdy jesteś członkiem pierwotnego składu i grasz po swojemu, a inaczej, kiedy przychodzisz do kapeli grać za kogoś. Wtedy masz spełniać konkretną rolę i sprawić, że cała maszyna ruszy do przodu, jeśli chodzi o koncertowanie. Wydaje mi się, że dużo bębniarzy jest zbyt chętnych, żeby pokazać wszystko, co potrafią. Rytmicznie niby może ci to ujść na sucho i ciągle jest to ta sama piosenka, ale gitarzysta czy basista są zablokowani przez akordy piosenki i nie mogą od nich odstąpić. Perkusiści mają niefortunną swobodę działania w ramach danego utworu. Kiedy uczę się piosenek innych ludzi, staram się być świadom tego, co robi gitara bas i wokal. Dlaczego miałbym wchodzić komuś w paradę? Kiedy dorastasz naturalną staje się chęć bycia coraz lepszym. Im jesteś starszy, tym zaczynasz rozumieć, że określenie "lepszy" oznacza różne rzeczy. Może to oznaczać opanowanie patentów gospel, bycie bardziej solidnym, dynamicznym, czy wszystko to na raz. Ludzie powinni lepiej zrozumieć różnicę między umiejętnościami a byciem integralną częścią zespołu.

3. DAJ SIĘ ODNALEŹĆ


Los Angeles jest jedną ze stolic muzyki światowej. Jeśli mam być całkiem szczery to nie przepadam za L.A., ale dobrze, że mieszkam na tyle blisko, żeby móc tam pracować. Nie tylko biorę udział w sesjach, a jest ich dużo, bo są tam najlepsze studia na świecie, ale też dużo ludzi zbiera się tam, żeby przygotować się do tras koncertowych. Dobrze jest mieszkać blisko, ale kiedy już jestem na miejscu i nie pracuję to bardzo szybko dostaję depresji!

4. ZNAJ SWÓJ SPRZĘT


Osobiście lubię być najlepiej przygotowany, jak tylko się da. Kiedy słuchasz piosenki od razu masz jakiś pomysł na to, jakiego brzmienia szuka artysta. Zamiast skupiać się na naciągach i tego typu sprawach, uważam, że rozmiary bębnów są bardzo ważne. Zwykle lubię grać na dużych bębnach: 26", 14", 16", 18". Z nimi czuję się najbardziej komfortowo. Na szczęście mogłem do tej pory tak grać w kapelach, z którymi współpracowałem, ale w studio nie zawsze ujdzie ci to na sucho. Na pewno nie z centralką 26" i 14" tomem. Zwykle najpewniejsze są 12" i 13", bo mają szeroki zakres stroju. Wystarczy do tego floor tom 16" i wszystko będzie dobrze. Jeśli bębny muszą być skupione i strojone wyżej to możesz to uzyskać z 12" i 16", nawet z 13" i 16". Jeśli masz je nastroić niżej to nie ma z tym problemu. Jeśli chodzi o talerze to nigdy nie miałem z nimi większych problemów. Zwykle wolę ciemniejsze brzmienia. Można powiedzieć, że ciemniejsze blachy lepiej brzmią w studio. Przy grze na żywo chcesz, żeby wszystko się przebijało. W studio inżynier chce mieć więcej kontroli, więc bezpieczniejsze są ciemne talerze i powlekane naciągi. Wchodzisz do dobrych pomieszczeń zbudowanych pod instrumenty, żeby dobrze słyszeć wszelkie detale. Jeśli masz tam jasny talerz, to będzie on brzmiał bardzo jasno. Jeśli jest ciemny, to inżynier może go trochę rozjaśnić. Chodzi o to, żeby grać na najbardziej wszechstronnym sprzęcie.

5. DOBRY WYGLĄD


Najważniejsze jest, żeby być naturalnym i swobodnym podczas grania z innymi. Wydaje mi się, że dużo ludzi chce "wyglądać" jak showmani, a w rzeczywistości wyglądają dziwnie. Nie musisz ciągle machać głową. Sam fakt, że mam tyle włosów sprawia, że wyglądam, jakbym się gibał na wszystkie strony. Z drugiej strony nie chcesz siedzieć z tyłu i ledwie smyrać bębny. Stwórz swoje własne show. Każdy inaczej gra. Jeśli chodzi o wygląd to nie uważam, żebym bardzo pasował do image’u zespołów, w których grałem. Nie popatrzyłbyś na mnie myśląc: "Muzyk Nine Inch Nails". Na pewno nie muzyk Paramore, a już na pewno nie Lostprophets. Musisz po prostu czuć się swobodnie sam ze sobą. Łatwo jest zauważyć, gdy ktoś stara się za bardzo i wtedy tego nie kupisz. Jestem, jaki jestem i tyle. Noś neutralne kolory, raczej ciemne, nic, co bardzo rzuca się w oczy. Najważniejsze to być sobą.

6. MIEJ OSOBOWOŚĆ


Bycie przyjaznym i znajomość ludzi na pewno pomaga. Najważniejsze, by pamiętać, że nigdy nie wiadomo, przed kim grasz. Kiedy grałem w Reading w 2007 roku z Lostprophets, nigdy w życiu nie pomyślałbym, że dzięki temu zagram za rok z Nine Inch Nails. Zawsze musisz dać z siebie wszystko. Jeśli tego nie robisz, to nie masz po co w ogóle tego robić. Niektórzy są nieśmiali. Zawsze wszyscy mi powtarzali, że muszę iść między ludzi i ich poznawać, w ramach upływu czasu stałem się odważniejszy, ale nie każdy taki jest. Myślę że najważniejsza jest jakość twojego występu i to jak grasz, czy dajesz z siebie wszystko, czy jesteś miły i łatwo się dogadujesz, i poznajesz ludzi. Jeśli potrafisz podejść do kogoś, zagadać i zaprzyjaźnić się z nimi to zawsze masz u nich plus.

Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama