Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Mariusz Parol

Dodano: 03.07.2014
Na nasze pytania odpowiada Mariusz Parol, sesyjny perkusista, współpracujący m.in. z zespołem Jacka Stachurskiego, Honoratą "Honey" Skarbek, czy Jeden Osiem L.

Powiedz o swoich początkach - zarówno muzycznych, jak i gry na bębnach.


Od najmłodszych lat bębny przewijały się w moim życiu. Pamiętam, że gdy miałem może pięć - sześć lat i kiedy byłem na jakimś weselu i tam grał zespół, to zawsze zwracałem uwagę na perkusistę. Do tej pory z tej imprezy pamiętam tylko bębny, a na dodatek pamiętam nawet, że koleś miał Yamahę. Jako pięciolatkowi już tak mi się to podobało, że zapamiętałem nazwę zestawu. A jeśli chodzi o moje początki grania, to zaczynałem od grania w kościołach. Śmieję się, że moja kariera muzyczna potoczyła się trochę jak bębniarzy amerykańskich, jak Teddy Campbell czy Aaron Spears, którzy zaczynali od grania gospel w kościołach. Oni w protestanckim, a ja w katolickim. Później pobierałem lekcje u takich bębniarzy, jak Wojtek Morawski, Kazimierz Jonkisz i Bogdan Kulig. Było ich kilku i bardzo im dziękuję za to, co mi przekazali. Ukończyłem też szkołę muzyczną im. Krzysztofa Komedy w Warszawie, drugiego stopnia na kierunku jazzu i muzyki rozrywkowej w klasie Bogdana Kuliga.


Co chciałeś grać?


Było kilka etapów i na początku chciałem grać rocka, Deep Purple, Led Zeppelin, Hendrix, do tego blues. Potem zacząłem ewoluować w kierunku muzyki jazzowej i takich bębniarzy, jak Dave Weckl czy Vinnie Colaiuta. Obecnie słucham każdego rodzaju muzyki, nie ograniczam się, staram się rozwijać w każdym możliwym kierunku.


Hip hop kojarzy się w Polsce bardziej z bitami od DJ-a niż żywym zespołem - jak trafiłeś do 18L i jak wspominasz współpracę z nimi?


Zdarzyło mi się grać z Bartkiem Miecznikowskim, który grał z Jeden Osiem L, a ponieważ odbieraliśmy na tych samych falach, odezwał się pewnego dnia, czy nie dołączyłbym do zespołu. Zgodziłem się od razu i byłem tą propozycją naprawdę podekscytowany. Grałem z nimi przez trzy lata, podczas których zagraliśmy trzy duże trasy. Bardzo dobrze to wspominam i na pewno też dało mi to bardzo dużo jako perkusiście. Szczególnie granie z DJ-em, granie non stop z klikiem i granie bardzo dużo groov’ów. To było dla mnie coś nowego i pozwoliło się rozwijać na całkowicie nowym polu, jeśli chodzi o grę na perkusji.


Równolegle grałeś w zespołach coverowych. To wymaga dużej wszechstronności stylistycznej od bębniarza?


Od początku traktowałem granie na perkusji jako pracę, chciałem się z tego utrzymywać, tak więc w naturalny sposób trafiłem do zespołów, grających covery. To doskonale wpisuje się w moje dążenie do tego, aby być muzykiem sesyjnym, który potrafi się sprawdzić w każdej stylistyce. Musiałem się tak, jak mówisz, dostosowywać do każdego stylu, jaki był potrzebny w danym momencie, ale traktowałem to jako wyzwanie i możliwość rozwoju swoich umiejętności. Słuchałem bardzo dużo różnej muzyki, aby adaptować sobie nowe zagrywki, groov’y do własnego stylu gry.


Stachursky to w dużej mierze muzyka elektroniczna, tymczasem na koncertach występuje z żywym zespołem i to w rockowym składzie - łatwo było przearanżować dance’owe numery na rockowo?


Koncerty, jakie graliśmy w zeszłym roku, opierały się na tej bardziej pop - rockowej części repertuaru Jacka. Graliśmy w rockowym składzie, czyli perkusja, gitara, bas i klawisze, i tak też to brzmiało na żywo - czasem naprawdę mocne rockowe riffy i groov’y. Mało było nawiązań do muzyki dyskotekowej, jaką Jacek wcześniej prezentował, a jeśli już, to numery były dość mocno zmienione.


Łatwo było wam stworzyć te nowe, mocniejsze aranże?


To było bardzo ciekawe i pozytywne doświadczenie. Pracowaliśmy razem we czterech, czyli całym zespołem. Jacek jest artystą, który bardzo dobrze potrafi się dostosować do warunków, jakie panują na rynku. Wcześniej rozwijała się w Polsce muzyka dyskotekowa i taką też tworzył. Później skręciło to w stronę bardziej pop-rockową i to jest dla mnie bardzo pozytywne, że nie zamyka się w jednej stylistyce. Były też okresy, kiedy Jacek grał z dużym składem, z sekcją dętą, było takie zapotrzebowanie i bardzo dobrze się to sprawdzało.


Czy zawsze grasz koncerty z metronomem, czy tylko, gdy w grę wchodzą również sample?


W Jeden Osiem L była praca z DJ-em. On wypuszczał loop’y, a ja musiałem się w nie idealnie wpasować, tak więc granie z klikiem było podstawową rzeczą. Nigdy nie stanowiło to dla mnie problemu, od zawsze ćwiczyłem z klikiem i zawsze miałem ten klik ze sobą. Z Jackiem jest taka sama sytuacja, ponieważ oprócz żywego zespołu, gramy również z loop’ami, więc klik musi być w każdym numerze. Natomiast w przypadku grania coverów, czasami tego kliku nie używam, ponieważ reaguję na to, co się dzieje na widowni. Jeśli gram i czuję, że coś się nie buja, to przyspieszam lub zwalniam i obserwuję reakcję ludzi. Takie granie daje możliwość improwizacji i zabawy. Z Jackiem nie ma zbyt wiele miejsca na improwizację, wszystko jest ustalone i opracowane od początku do końca.


Występy artystów takich, jak Stachursky mają zazwyczaj duży rygor czasowy - bardzo krótkie przerwy między utworami, do tego dochodzi metronom i sample - były z tym jakieś problemy i wpadki?


Oczywiście, to jest show, które ma swój scenariusz, w którym opracowane jest pomiędzy którymi numerami jest miejsce na dłuższą przerwę, a które lepiej, by następowały od razu po sobie ze względu na dynamikę całego występu. Natomiast życie układa własne scenariusze i wpadki czasami się zdarzają. Na szczęście zespół mamy bardzo dobrze zgrany, więc wpadki nie są częste i spowodowane są zazwyczaj jakąś awarią techniczną. Zdarzyło się na przykład, że kabel z klikiem się wypiął, co przy lecących podkładach wywołuje nieco stresu (śmiech). Ale takie rzeczy się zdarzają i trzeba sobie z nimi radzić. Koniec końców, ludzie są tylko ludźmi, a każdy, nawet najlepszy sprzęt, może czasem zawieść. Natomiast nigdy nie było sytuacji, które zepsułyby występ.


Ok, przyszła pora na przegląd twojego sprzętu.


Najzabawniej było oczywiście na samym początku, ale miałem patenty na to, jak sobie radzić bez prawdziwego zestawu. Brałem litrowe i dwulitrowe plastikowe butelki, nalewałem do nich wodę i stroiłem tak, żeby imitowały bębny. Kiedy chciałem, żeby pałka się lepiej odbijała, to nalewałem więcej wody itd. Rozwaliłem też w swojej karierze dwa fotele, okładając je pałkami, za co tata mnie mocno skrzyczał. Na garnkach też się zdarzało, szczególnie na garnkach od babci. Ale przede wszystkim korzystałem z butelek i foteli. Obecnie używam dwóch zestawów na zmianę. Pierwszy to Mapex Meridian Birch, a drugi to Gretsch Maple Renown. Zestawy to stopa 22’, tomy 10’, 12’ i 14’ i werbel 14’. Gram na blachach firmy Soultone: ride 22’, crashe 18’ i 16’, hi-hat pierwszy 14’ i drugi 13’. Pracując z akustykami Jacka okazało się, że często Mapex, pomimo, że jest to niższa seria sprawdza się lepiej niż Gretsch. Jeden zestaw jest z brzozy, drugi z klonu, więc to również nadaje im zupełnie inny charakter i akurat w zespole Jacka najczęściej wygrywa Mapex. Jeśli chodzi o werbel to mam sygnaturę Steve’a Ferrone marki Pearl i jest to mój totalny faworyt, kiedy chodzi o brzmienie werbla. Doskonale sprawdza mi się w każdej sytuacji i w bardzo różnej muzyce. Jest to bardzo głośny werbel - wykonany z mosiądzu i brązu, więc w klubach czasem na mnie krzyczą, żebym grał ciszej (śmiech), ale na plenerach i w studiu sprawdza się znakomicie. Oba zestawy wieszam na ramie firmy Dixon, statywy Yamaha, statyw hi-hat Pearl H-1000, a do tego stopa twin Pearl Eliminator. Na koncertach używam też Power miksera Tapco MX260 i słuchawek Shure SE315. Nawet, jeśli za plecami mam drumfill, to klik i sample zawsze chcę mieć w słuchawkach.


No właśnie - wspomniałeś o tym, że Mapex wypada lepiej. Nie od ciebie pierwszego słyszę opinię, że serie Mapex mogą konkurować z dużo droższymi seriami innych firm i często brzmieć lepiej zarówno w studiu, jak i na koncertach.


Ja jestem bardzo zadowolony z Mapex’a. Meridian Birch to taka półka średnia w ofercie Mapex, a zarówno według mnie, jak i akustyków, z którymi pracowałem, sprawdza się na koncertach bardzo dobrze. Są to bębny w bardzo przystępnej cenie, nawet dla młodych perkusistów, a są naprawdę zawodowe i porównywalne lub lepsze od wielu nawet dwukrotnie droższych zestawów od innych producentów.


Masz jakiś wymarzony zestaw bębnów? Czy jesteś zadowolony z tego, co masz i nie masz potrzeby poszukiwania innych i zmiany?


Nie wspomniałem o tym, że w sumie posiadam pięć zestawów bębnów. Mam jeszcze Premier - Classic Series, Yamaha Stage Custom i małego Pearla, takiego, jak dla dzieci, ze stopą 16". Cały czas jestem w fazie poszukiwań, jeszcze nie udało mi się skompletować takiego zestawu, który będzie w stu procentach taki, jakbym chciał. Nie zastanawiam się nad firmami czy modelami, zwracam uwagę na to, jak dany zestaw brzmi i czekam, aż trafię na taki, który od razu wpadnie mi w ucho. Nieważne, z jakiej będzie serii i jakiej produkcji. Bębny mają dobrze brzmieć, marka nie jest istotną rzeczą. Jestem zadowolony z tych instrumentów, które mam, dobrze mi się na nich gra w różnych zespołach i konfiguracjach, ale cały czas jeszcze szukam.


Na koniec powiedz - w jakim kierunku muzycznym chciałbyś, aby rozwinęła się twoja kariera? Co chciałbyś robić i grać powiedzmy za 5 lat?


Zawsze chciałem być muzykiem sesyjnym i w tym kierunku chciałbym się rozwijać. Udało mi się współpracować z Jeden Osiem L, obecnie gram z Jackiem Stachurskim, miałem też epizod kilku występów z Honoratą Honey Skarbek, więc udaje mi się te dziecięce marzenia wprowadzać w życie. Być może kiedyś będę chciał zebrać kumpli i nagrać jakąś własną muzykę, która na pewno łączyłaby w sobie bardzo różne stylistyki. Po prostu chcę dalej grać i kontynuować drogę, na której jestem.


Rozmawiał: Przemek Łucyan


Wywiad ukazał się w numerze marzec 2014


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama