Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Krzysztof Dziedzic

Dodano: 18.09.2014
Chciał grać na trąbce, ale mu nie wyszło. Wybił sobie zęby na rowerze! Do klasy chodził z braćmi Golec, którzy pokazali mu jazz i Milesa Davisa.

Grę na bębnach porównuje czasem do boksu i sztuk walk. Jak sam mówi - kiedy gra solo, czasami wyobraża sobie, że walczy. Z liceum muzycznego wyrzucony za zachowanie, bo często wdawał się w bójki i awantury. Terminował u boku Tomasza Szukalskiego, który nauczył go wykorzystywać łobuzerski charakter w graniu na bębnach. Podczas współpracy z Brytyjczykiem - Nigelem Kennedym, chuligaństwo i łobuzerka zaczęły się na skalę międzynarodową, bardzo często z udziałem policji. Na szczęście kilka lat temu proces ten został zatrzymany! Dziś - w tym znakomicie ułożonym muzyku - dalej można odczuć jego wybuchowy temperament, który słychać za bębnami czołowych artystów jazzowych w Polsce i na świecie.

Podobno nie spodobała ci się gitara i dlatego wybrałeś bębny...


Kiedy byłem małym chłopakiem chwyciłem w rękę gitarę i od razu wiedziałem, że nigdy nie będę grał na gitarze. Dziś mam takie same odczucia. Ilekroć mam okazję trzymać gitarę, ten szalenie ciekawy instrument, cieszę się, że jestem perkusistą. Nie moja bajka. Basowa, to jeszcze ujdzie... (śmiech). W końcu sekcja! Zawsze chciałem grać na trąbce, ale straciłem zęby na rowerze. Tata wybrał bębny! Nie byłem szczęśliwy...


Jak zacząłeś grać na bębnach? Kiedy to było? Jakie okoliczności?


Pierwszy raz zainteresowałem się muzyką w dniu, w którym ojciec zabrał mnie na próbę orkiestry Jerzego Milana w Katowicach, w której grał na trąbce. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiło na mnie brzmienie orkiestry i zaciekawiło to, że nie mogłem doszukać się logiki w tupaniu muzyków. Grali to samo, ale każdy tupał inaczej. Zrozumiałem to po latach (śmiech). Zwracałem też uwagę na perkusistów. Nie podobali mi się strasznie! Tata grał na trąbce i ja też chciałem grać na trąbce, ale że w polskich szkołach nie można było grać na tym instrumencie od pierwszej klasy, poszedłem na fortepian. Zawsze chciałem być muzykiem.


Fortepian ci się dziś przydaje za bębnami?


6 lat głównego fortepianu przydaje się bardzo. Głównie w czytaniu nut a vista. Po fortepianie jest to dużo łatwiejsze. Poza tym świadomość harmoniczna to bezcenna rzecz dla każdego muzyka. Wiem, co się dzieje w muzyce, bo dzięki fortepianowi słyszę i zwracam uwagę na harmonię. To bardzo pomaga. Do dziś bardzo lubię grać na fortepianie.


Jak się rozwijałeś za perkusją? Kto ustawiał ci ręce za bębnami? Z czym było pod górkę?


Ręce tak naprawdę ustawiałem po latach sobie sam, ale bardzo pomógł mi w tym Adam Buczek, który wtedy wrócił ze Stanów i przywiózł wiedzę, nie będącą łatwo dostępną. Moeller, świetne materiały i przede wszystkim wspaniałe jego do mnie podejście. Dzięki wielkie, Adaś. Niestety, muszę tu też powiedzieć, iż mój pierwszy kontakt z wiedza w szkole podstawowej nie dał mi dobrych podstaw warsztatowych i spowodował u mnie poważną kontuzję w późniejszym etapie gry. Delikatnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia, szczególnie pod względem podstawowych elementów gry tj. sposób trzymania pałek, wydobycia dźwięku, jak i pokazania różnicy w sposobie trzymania pałki podczas gry na instrumentach membranowych a na instrumentach sztabkowych. Nikt mi wtedy nie powiedział, jak radzić sobie z odbijającą się pałką, nie mówiąc już o tym, jak to wykorzystać. Oczywiście mówimy o etapie początkowym. Na szczęście był też tata i przywiózł mi ze stanów kasetę VHS Weckla i Gadda. I tu się tak naprawdę zaczęło.


Rozumiem, że zasypiałeś przy magnetowidzie?


To były dwie moje codzienne pozycje, które wywoływały wojny z siostrą o magnetowid. Wtedy jeszcze moje wcześniejsze inspiracje były na tyle silne, że nie byłem pewny, czy chcę grać na bębnach, czy być wojownikiem. Może gdyby tata przywiózł mi VHS Marvina Haglera a nie Weckla, to dziś byłbym mistrzem świata w boksie (śmiech). Oprócz Weckla i Gadda, gdy już doszedłem do jazzu inspirowali mnie Tony Williams, Elvin Jones, Max Roach, Art Blakey, Philly Joe Jones, Ed Blackwell, Buddy Rich, Mitch Mitchel, Generalnie słuchałem wszystkiego! Chciałem poznać całą muzykę, wszystko, nie tylko jazz.


Z czym miałeś problemy jako młody drummer?


Z nauczycielem, który nie pozwalał mi grać na bębnach, tylko kazał grać na sztabkach twierdząc, że zestaw manieruje... Nie pozwalał grać, więc musiałem ćwiczyć przed lekcjami, bo po się nie dało. Jedyna szansa była rano, ale nauczyciel zaczął chować stopę i hi-hat, wiec codziennie wstawałem o piątej rano, ładowałem w plecak hardware i wio do szkoły. Miałem układ z kochaną panią Elą, która otwierała mi szkołę i mogłem ćwiczyć rano na bębnach tak, żeby nikt nie doniósł nauczycielowi. To był trudny typ człowieka. Pratt był zamknięty w szafie, a my graliśmy tylko Finka i Skowerę, ale i tak miło go wspominam, bo tak naprawdę w dużej części dzięki niemu moje życie potoczyło się tak a nie inaczej i gdybym nie wyleciał ze szkoły za zachowanie nigdy nie zagrałbym jako uczeń liceum z big bandem Akademii Muzycznej pod dyr. Andrzeja Zubka na Jazz Jamboree w 94’.


Czy twoim zdaniem dzisiejsza edukacja młodych bębniarzy idzie właściwym torem?


Jest o wiele lepiej, bo jest więcej dobrych bębniarzy, internetowy dostęp do wiedzy, ale - niestety - dużo jest jeszcze do zrobienia, przede wszystkim w metodyce nauczania i w przekazywaniu wiedzy, dotyczącej podstawowych elementów gry na perkusji. Wszystko zależy oczywiście od nauczyciela, ale niestety do szkół podstawowych przez nasz idiotyczny system edukacji trafiają bardzo często muzycy, którzy nigdzie nie grają i z braku laku zaczynają uczyć w szkole!! To jest chore! Moim zdaniem etapem podstawowym każdej dziedziny edukacji powinni się zajmować najlepsi specjaliści. Oczywiście w wielu szkołach jest o niebo lepiej niż było za moich czasów. Niezrozumiałe było dla mnie zawsze to, iż przez wiele lat nie można było zacząć grać na perkusji w Polsce od pierwszej klasy podstawowej. Obecnie są małe bębny, pałki i wszystko, co pozwala rozpocząć naukę od najmłodszych klas, lecz w niewielu szkołach to coś zmieniło. Świadomość wielu nauczycieli ukształtowana jest klasycznie i niewielu ma pojęcie o graniu na bębnach. Poza tym strasznie mały nacisk kładzie się na granie w zespołach. Tego powinno być dużo więcej. Nie mówię tu o graniu od razu w zespołach jazzowych czy rozrywkowych. Mam na myśli zajęcia zespołów kameralnych, które grają bardzo proste utwory, lecz od najmłodszych lat kształtują umiejętność muzykowania. Ponieważ sytuacja ta nurtuje mnie od dłuższego czasu, postanowiłem podzielić się tym, co wiem w moim "Elementarzu perkusisty", który niedługo zostanie wydany. Omówione są w nim przeze mnie właśnie m.in. podstawowe elementy gry na perkusji.


W młodych zespołach, oprócz talentu lub zapału, jest także alkohol lub dragi. Pomaga? Przeszkadza? Jak było z tym u ciebie?


Ja kategorycznie odradzam jedno i drugie przed koncertami. Sam to praktykowałem i obecnie mam swoje zdanie na ten temat, podparte - delikatnie mówiąc - dużym doświadczeniem. Granie czasem było lepsze, czasem gorsze, natomiast to, co działo się po graniu, zawsze było smutne i żałosne. Nie pozwalam sobie obecnie na taką amatorkę. Wymagam od muzyków, z którymi gram, absolutnej czujności i refleksu, a ten - jak wszyscy wiemy - po używkach zawodzi…


Miałeś też zbójnickie lata na scenie. Bójki, policja...


To dawne lata z początków mojej drogi. Najgorsze były te studenckie... Straszny wtedy byłem, potem wiele lat po studiach... Jeszcze gorzej. Później nastąpiła kulminacja i na szczęście zaraz po niej punkt zwrotny. W zespole Nigela Kennedy’ego spotkałem po latach przerwy moich przyjaciół ze studiów - Piotra Wylezoła, Adama Kowalewskiego i Tomka Grzegorskiego. Grało nam się świetnie, bawiliśmy się strasznie, a z Piotrusiem rozrabialiśmy. Policja, awantury, bójki po koncertach, strasznie dużo tego było. Do tego stopnia, że organizatorzy koncertów w Polsce trochę mieli niepewne miny, widząc w składzie nazwiska Dziedzic i Wylezoł. Parę lat temu skończyło się na pomówieniu o trwałe uszkodzenie zdrowia przeciwnika, co niewiele brakowało, a przypłaciłbym zakazem wjazdu do Anglii i nie wykluczone, że więzieniem. Na szczęście skończyło się dobrze, bo tak, jak powiedziałem, było to pomówienie (koleś nigdy nie przedstawił zdjęcia, które miało udowodnić jego złamaną ponoć przeze mnie szczękę). To był początek okresu w moim życiu, który trwa do dziś i w przeciwieństwie do przeszłości nie prezentuję już sobą dzisiaj takiej postawy. Dalej lubię się bić, worek wisi, pomaga mi dziś utrzymywać formę i mocne plecy, co bardzo w moim wieku istotne. (Tak niedawno miałem ksywkę "Młody", a dziś już 39!!!!)


Kiedyś wspomniałeś w luźnej rozmowie, że granie na bębnach jest podobne do karate. Nie zgłębiłem tego do dziś. Możesz rozjaśnić?


Przez parę lat trenowałem karate Kyokushinkai. Potem Tai Chi Chuan, ostatnio boks, ale zawsze interesowała mnie dyscyplina, wywodząca się z systemów szkoleniowych w sztukach walk, którą łatwo było zastosować podczas ćwiczenia na bębnach... Systematyka!!!!!! Powtarzanie ruchu w celu opanowania go do perfekcji - to są ogólne zasady wszystkich sztuk walk.


Karate na bębnach?


Wykonywanie takich samych ruchów w przypadku ciosów, jak i uderzeń w bębny, rozwija się w taki sam sposób. Bardzo pomagało mi to w uczeniu innych. Przekazywać ideę motoryki ruchu na przykładzie wyprowadzanego ciosu - jak to się mówi - z palca stopy, gdzie rozpoczyna się ruch skrętu ciała, które, jak bat wystrzela umieszczoną na końcu pięścią. Tak samo jest z wydobywaniem dźwięku na bębnach. Ty wiesz, ja jak gram solo to czasem wyobrażam sobie walkę... (śmiech)


Jak młody bębniarz powinien starać się o granie ze znanym artystą? Jak było w twoim przypadku? Kto pierwszy cię zauważył? W jakich okolicznościach?


Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, a potem prowokować sytuacje tzn. być w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Używając swojej inteligencji oczywiście. Pierwszym muzykiem, który mnie zauważył, był Tomasz Szukalski na warsztatach jazzowych w Margoninie. Spotkanie Szakala i możliwość grania z nim wiele lat uważam do dziś za swoje największe muzyczne osiągnięcie. To był wielki muzyk!! Strasznie mi go brakuje. A jak do tego doszło? Ćwiczyłem wtedy najwięcej, ile mogłem, słuchałem muzyki, która mnie wtedy fascynowała i pojechałem na warsztaty w wakacje i zagrałem na jamie, gdzie było wielu muzyków m.in. Szukalski. Następnym tuzem był Piotr Wojtasik, z którym mieszkałem i grałem w wielu jego zespołach, często z gigantami światowego jazzu. To była szkoła! Najlepsza!!! Piotr pokazał mi dużo mniej rzeczy w stosunku do tego, czego dowiedziałem się od Szakala, ale były to te z rodzaju najistotniejszych i podstawowych! Jak grać na blaszce walking, jak swingować, czego słuchać. Pokazał mi masę wspaniałej muzyki. Jednym słowem mimo, iż tak, jak wcześniej napisałem, nikt nie był mi tak bliski jak Tomasz, to Piotr Wojtasik moim zdaniem to muzyk posiadający największą wiedzę o jazzowych bębnach w tym kraju. Nie wyłączając zawodowych drummerów. Wojtasik ma rzadką dziś umiejętność przekazania tej wiedzy. Piotr nie bez powodu był tytułowany "doktorem" muzyki.


Grałeś także z Jarkiem Śmietaną. Czego od niego się nauczyłeś?


Jako młody muzyk, występujący na konkursie Jazz Juniors, spotkałem Jarka Śmietanę. Genialnego gitarzystę jazzowo-bluesowego, który nigdy nie zachowywał się wobec mnie jakoś negatywnie, tylko zawsze jako kolega muzyk, który ma takie same prawa, jak każdy inny na scenie. Nieważne, że o wiele młodszy, mniej doświadczony. Uczył mnie tej równości na scenie swoją postawą wobec innych. Jarek w stosunku do innych nigdy nie zachowywał się jak gitarzysta-solista, który jest z przodu, a cała reszta za nim. Nauczyłem się od niego tego, że z graniem w zespole jest tak samo, jak z graniem w drużynie np. koszykarskiej. Współpraca, krycie błędów i naprawianie ich, jedność. Ostatnie lata jego życia spędziliśmy w trasie z Nigelem i bardzo dużo rozmawialiśmy. Jarek to był gigant!


Kto jeszcze był twoim muzycznym guru?


Janusz Muniak. Spędziłem lata, grając w jego klubie na Floriańskiej, gdzie moim zdaniem był to dla nas, młodych muzyków, uniwersytet grania jazzu, który nam za to dodatkowo płacił. Janusz jest mistrzem i dostałem od niego wielką szkołę gry, szczególnie mainstreamu! Był też Apostolis Anthimos, z którym miałem okazję dużo współpracować (do dziś gramy razem w trio z Robertem Szewczugą). Nauczył mnie stawiania na intuicję w relacjach z innymi muzykami. Z nim zrozumiałem, że kosztem błędów, jakie popełnia się, naśladując swoich mistrzów, należy szukać swojego brzmienia, bazując także na intuicji, a nie tylko technice. To wybitny improwizator, muzyk, kompozytor. Ponadto gra wspaniale na bębnach i ma świetny czas, a do tego nie jest to gitarzysta stricte wykształcony jazzowo, jak Jarek Śmietana. Apostolis gra dużo intuicyjnie, co nie zmienia faktu, że gra wspaniale i jest to jeden z moich ulubionych muzyków. W relacjach z młodymi zauważam oprócz ich błędów także to, że bardzo często poruszają się oni po tej samej drodze - intuicji. To dobra droga. Nie bazuje ona tylko na wiedzy, tylko jest oparta na tym, by słuchać, jeśli chodzi o harmonię i melodię, a lepić - jeśli chodzi o rytm. Wydaje mi się, że jeśli te dwa elementy młodzi muzycy wezmą sobie do serca, będzie dobrze!


Nie rozmawialiśmy jeszcze o bębnach. Pamiętasz swój pierwszy set?


Jasne! Pierwsze, na widok których mocniej biło serce, to były bębny Szpaderskiego. Potem marzyłem o Polmuzie, aż w końcu dostałem perłowe Amati. Zagrałem na nich swój debiut na profesjonalnej scenie z big bandem Akademii Muzycznej pod dyrekcją Andrzeja Zubka na Jazz Jamboree 94. Z Amati przesiadłem się na Gretscha US Custom i tak już zostanie. Jeśli chodzi o blachy, to najpierw były Zildjiany, a teraz od kilku lat jestem endorserem blach Meinl. Moim zdaniem firma ta posiada najbardziej zróżnicowane blachy pod względem brzmieniowym.


Czego oczekujesz od blach?


Do każdej muzyki mam inne blachy. Dobieram je pod względem brzmieniowym tak, by pasowały do reszty i dobrze komponowały się z innymi instrumentami. Meinl ma taki szeroki wachlarz, że mogę bez problemu do każdego stylu dobrać odpowiednie blachy. Poza brzmieniem niesamowite jest to, jak jestem traktowany przez tego producenta. Chcę podziękować za te wszystkie lata i wsparcie panu Konradowi Iwanowi i Norbertowi Saemannowi, którzy sprawili, iż czuję się tak, jak powinien czuć się endorser.


Grałeś kiedyś metal albo ciężką muzykę?


Najcięższą muzykę grałem w paru projektach Nigela Kennedy’ego. W Hendrix Project Band grałem najgłośniej w życiu. Pełne nienagłośnienie, pełny odsłuch, głośno masakrycznie, ale nie było innej opcji. Dorównać głośnością Nigelowi, który grał chyba na 6 Marshallach było ciężko. To było na Woodstocku. Wielkie przeżycie i chyba największa publiczność, przed którą grałem. Graliśmy muzykę, inspirowaną Hendrixem i idea była, aby sound na scenie był typu AC/DC. Grubo i głośno. W uszach gwizdało po graniu długo! (śmiech). Ale fajnie, bardzo lubię grać na wielkich przodach i nawalać głośno. Metalu nie grałem. Mam szacunek dla drummerów metalowych, bo trzeba mieć bardzo dobry warsztat, żeby grać taką muzykę. Niestety, większość z nich więcej uwagi przykłada do długich piór i strojów niż do grania.


Jakich błędów radziłbyś unikać młodym pałkerom?


Zbyt szybkiego przejścia z werbla do grania na zestawie. Moim zdaniem, czas, który należy poświęcić na ustawienie aparatu gry jest względny, bo różnie utalentowani i zmotywowani do ćwiczenia są nowi adepci gry. Niemniej jednak do momentu swobodnego opanowania tego elementu nie powinno się zaczynać grać na zestawie, bo efekt jest zawsze taki sam. Łapie się maniery w sposobie gry, uniemożliwiające dalszy rozwój, spowodowane brakiem koncentracji ze względu na podekscytowanie samą grą na zestawie. To jak z jazdą autem. Wiadomo, że każdy po to się uczy, żeby w końcu samemu poprowadzić, ale najpierw musi nabyć podstawową wiedzę. W graniu na bębnach te podstawy to sposób trzymania pałek, wydobycia dźwięku, pozycja przy instrumencie, a tego najlepiej uczyć się na werblu i to przed lustrem!!!


Z kim grasz obecnie, bo już się pogubiłem? Łatwo jest ogarniać pracę z wieloma artystami? Co jest w tym trudnego?


Przez ostatnie pięć lat pracuję głównie z Nigelem Kennedy’m. Poznałem i zagrałem w jego zespołach z takimi muzykami jak np. John Lord, z którym zagraliśmy dwa koncerty. Boy George, Richard Galliano, inny wybitny rumuński akordeonista Marian Mexicanu. Gramy razem jego muzykę w trio. Trzeba się sprężać pomiędzy dwoma Romami na scenie. Uwielbiam z nimi grać! W Polsce zaczynam znowu grać w trio z moim ukochanym Wojtkiem Karolakiem, w czerwcu gramy kilka koncertów trio z Markiem Napiórkowskim. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby zawsze wnosić moje brzmienie do zespołu. Bęben daje brzmienie zespołu i ja najbardziej pilnuję u siebie tego, żeby mieć swój niepowtarzalny i charakterystyczny dla mnie sound. Tak, żeby bez względu na to z kim gram, jasne było, że na bębnach gra Dziedzic. Oczywiście nie kosztem brzmienia całego zespołu (śmiech). Bas i bęben w zespole muszą być jak klej. Muszą tak grać, żeby się wszystko lepiło.


Obserwowałem twoją sekcję z Robertem Kubiszynem na trasie "Full Drive 3" Henryka Miśkiewicza. Dużo dobrej energii w tym było...


Bo z basistami przyjaźń musi być bezdyskusyjna! (śmiech). Ale bywają wyjątki. Jak w życiu. Koleguję się prywatnie i muzycznie z Adamem Kowalewskim, świetnym basistą, a także wspomnianym Robertem, który jest wielkim talentem i gra zawsze ze mną, a nie przeciwko mnie! Ma też gruntowną wiedzę, więc można z nim bezpiecznie i kreatywnie poszaleć na dechach. Dla bębniarza basista jest istotniejszy niż gitarzysta. Uwielbiam grać z basistami, którzy wiedzą, że tempo można rozciągać, grają dobrze w rytmie i ogólnie klei się to wszystko, co razem robi bas i bębny. Co najważniejsze - słuchają tego, co robi bębniarz i inni na scenie. Jeśli nie żre sekcja - bas i bęben - nie żre nic.


Kilka lat temu założyłeś na Facebooku potężne forum dla bębniarzy - grupę Polish Drummers.


Tak, fascynuję się nowymi mediami i możliwością wykorzystywania ich w naszej profesji. Cieszę się, że jest ta grupa, bo mimo tego, iż miewa upadki i wzloty, to przynajmniej nie jest tendencyjna, jak niestety pozostałe fora perkusyjne w tym kraju. Ponoć przez Polish Drummers mają ciężko, ale cóż, takie życie. Mam pomysł dotyczący rozwinięcia idei tej grupy, związany z promocją wiedzy perkusyjnej i integracją środowiska perkusyjnego w celu podnoszenia jakości wszystkiego, co w naszym kraju z bębnami związane!


Rozmawiał: Wojtek Andrzejewski

Wywiad ukazał się w numerze maj 2014




Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama