Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Joey Kramer (Aerosmith)

Dodano: 14.11.2014
Perkusista formacji, która kształtowała bezpośrednio historię rocka, gra w niej od samego początku. Ponad 40 lat na scenie i miliony sprzedanych płyt

Zespół, który bez przerwy grany jest w największych stacjach radiowych. Aerosmith po 20 latach znowu zagrał w Polsce i podobnie, jak wtedy, za bębnami wspaniały Joey Kramer!

Wpływ Aerosmith na światową popkulturę jest olbrzymi. W okresie szczytowej popularności MTV, gdzie teledyski przykuwały do ekranów miliony dzieciaków, zespół wypuścił trzy genialne płyty, który podbiły serca nie tylko fanów rocka. Świetne teledyski szły w parze z chwytliwymi, ale bardzo dojrzałymi i przemyślanymi aranżacjami. Nic dziwnego, zespół składał się już z doświadczonych muzyków, którzy rozpoczęli w połowie lat siedemdziesiątych marsz na szczyt, potykając się przy tym boleśnie o uzależnienia od wszelkiego rodzaju używek. W szczególności dwaj liderzy zespołu, czyli Tyler i Perry tracili węch w nosach. Wydawało się, że Sweet Emotion czy Dream On nie będzie nigdy miało swoich następców, tymczasem druga połowa lat osiemdziesiątych to prawdziwa eksplozja na jeszcze większe szczyty niż dotychczas. Płyta Get A Grip przybiła status super gwiazdy. Od tego momentu zespół miarowo i spokojnie stąpa po wykutym przez siebie statusie, pozwalając sobie na nieco więcej luzu. Ale w odróżnieniu od wielu gwiazd tamtego okresu, których blask przygasł lub zniknął na dobre, panowie wiedzą, jak podgrzewać i pompować swój balon sławy, by wciąż się wznosić ku górze. Bywają drobne potknięcia i cięższe chwile, ale wrzask pełnej hali fanów na widok Stevena Tylera jest tu najważniejszą oceną ich poczynań.

Celowo we wstępie pomijam osobę perkusisty, ponieważ Joey Kramer stał zawsze w cieniu charyzmatycznych liderów, którzy nakręcali machinę fruwających biustonoszy na koncercie. Zasuwa za bębnami partie perkusji w utworach, które zawsze były mocno zorientowane na rytm. Pompuje i pulsuje w sposób, jakiego może pozazdrościć 90% współczesnych bębniarzy, pełny groove’u i życia, a nie tanich sztuczek i płaskiego mielenia z prawej na lewą i odwrotnie. Chociaż… Jak trzeba to z dynamitem potrafi pociągnąć po całym zestawie. Chciałoby się powiedzieć z sentymentem - stara szkoła. Świetnie przygotowany fizycznie w pełni kontroluje wszystko to, co dzieje się przed nim na scenie, a dzieje się zawsze dużo. W studio niezastąpiony, często wymieniający się uwagami ze Stevenem Tylerem, który również uwielbia zabawy z rytmem. Do Polski przyjechali po 20 latach. Pamiętny koncert w 1994 roku na resztkach stadionu warszawskiej Gwardii był bardzo ciekawym wydarzeniem. Aerosmith poprzedzała wtedy - jeszcze mająca coś do zaoferowania - pełna witalności IRA. Przed samą gwiazdą grał zespół Extreme z szalonym perkusistą… Mikem Mangini.

Tym razem wystąpili w łódzkiej Atlas Arenie w ramach Impact Festival. Dzień wcześniej gwoździe wbijał Tommy Clufetos, kładąc groove panom z Black Sabbath. Drugiego dnia pojawiło się znacznie więcej pięknych niewiast, by obejrzeć legendarną kapelę z Bostonu.

Na rozmowę umówieni byliśmy przed koncertem, był więc czas, by kupić muzykowi solidną wałówkę polskich specjałów, ponieważ nie wypada iść w gości z gołymi rękami. Oczywiście, ekipa ochrony organizatora starała się maksymalnie zniechęcić w oczekiwaniu na wywiad mówiąc, że żadnej rozmowy nie ma i nie będzie, ale o umówionej porze pani manager pojawiła się na miejscu i panowie stanowczo, aczkolwiek bardzo kulturalnie, udostępnili przejście do garderoby.

Po przybyciu na miejsce razem z Joeyem i jego uroczą małżonką Lindą, weszliśmy do klimatycznie urządzonej garderoby, gdzie rozsiedliśmy się swobodnie, gaworząc zapoznawczo. Nie omieszkałem wspomnieć, że byłem na koncercie w 1994 roku i ciągle pamiętam bardzo wyraźnie prawie każdy detal otwierającego koncert utworu.
- Pamiętam, jak podczas Eat The Rich Steven w najściu na refren, podczas biegu po scenie, łapał oddech. To było wspaniałe, takie prawdziwe. Zrozumiałem wtedy, jak fantastyczne są koncerty - powiedziałem z przejęciem.
- Zabawne, że o tym wspominasz, ponieważ tu masz listę utworów z tego koncertu sprzed 20 lat… - powiedziała Linda, wskazując na kartkę, znajdującą się tuż przede mną.
- Zagramy kilka piosenek z tej listy - dodał z lekkim uśmieszkiem Joey.
Jak się okazało później, tak też właśnie się stało. Pokazałem solidnej wielkości wałówkę mówiąc, że rozpakujemy ją na koniec naszej rozmowy. Zaznaczyłem jednak, że nie ma w niej tak uwielbianej przez Joey’a kawy. Muzyk ma nawet specjalną stronę internetową dla koneserów naprawdę wykwintnych rodzajów tego specyfiku www.rockinandroastin.com i od tego tematu postanowiłem wejść w naszą dyskusję.

Co jest dla ciebie większym wyzwaniem? Dzień bez muzyki czy dzień bez kawy?


Ha! Nie ma dni bez kawy! Zdarzają się dni bez muzyki, zdarzają się dni bez perkusji, ale nie zdarzają się dni bez kawy. Kawa jest każdego dnia, jest to coś, co naprawdę kocham. Jest to też coś, nad czym mocno pracuję. Mam swoją stronę, gdzie poprzez to, kim jestem i skąd pochodzę, chcę promować kawę. To ciekawa rzecz. Nie chcę łączyć swoich dwóch zajęć, ponieważ są to dwa kompletnie różne zajęcia. Muzyka jest najważniejsza rzeczą w moim życiu, a gra na bębnach jest jego wielką częścią, bo przecież gram na perkusji… hm… prawdopodobnie od pięćdziesięciu lat. Jest to rzecz, której nie wiedziałbym, jak nie robić. Nie potrafiłbym nie grać na perkusji. Wiem, że będę grał aż do momentu mojej śmierci.


Zadam ci więc bardzo proste pytanie… Teoretycznie. Dlaczego perkusja? Dlaczego bębny?


Powiem ci, dlaczego! Kiedy byłem małym chłopcem, gdy dorastałem, miałem sporo przejść ze swoimi rodzicami, miałem na pieńku z osobami, które mnie nie wspomagały i nie wierzyły we mnie. Perkusja była miejscem, gdzie fizycznie mogłem wyładować swoją agresję. Jest to pierwszy element związany z tym, dlaczego perkusja. Drugi jest znacznie ciekawszy. Z grą na perkusji wiązało się bycie w zespole, natomiast bycie w zespole nie do końca miało u mnie na celu koniecznie bycie perkusistą. W tamtym czasie postrzegałem bycie w zespole niczym członkostwo w gangu. Bycie braćmi, bycie ekipą. To mnie naprawdę kręciło w tym wszystkim.


W takim razie, jak uczyłeś się grać?


Perkusja przyszła do mnie nieco później, przyszła naturalnie. Gdy siadałem przed telewizorem i oglądałem Dave’a Clarka, było dla mnie niezwykle prostym i łatwym naśladować to, co on robił. W pewnym momencie odkryłem tę łatwość w naśladowaniu, aż w końcu wkroczyłem w osoby takie, jak: John Bonham, Mitch Mitchell, Clive Bunker z Jethro Tull, Dino Danelli z The Young Rascals, Clyde Stubblefield od Jamesa Browna. Patrzyłem na to, co oni robili i naśladowałem to, co robią, kopiowałem ich ruchy i grę, w ten sposób nauczyłem się, jak grać na perkusji. Moje oczy były uszami, a uszy były oczami. Jednak tak, jak powiedziałem, najważniejszą rzeczą dla mnie było to, by być w gangu.


Zapytałem kiedyś o to Iana Paice’a…


…swoją drogą to jeden z moich ulubionych perkusistów. Uwielbiam go.


Racja, to wspaniały człowiek. Po tylu latach na scenie, po tylu latach gry często tych samych utworów, o czym myślisz, co jest w twojej głowie w momencie, gdy grasz utwór po raz tysięczny?


Muszę się skoncentrować nad tym, co robię. To nie jest zasada autopilota. Ponieważ, kiedy zaczynasz grać na autopilocie - publiczność to zauważa. Nie chcę, by ktokolwiek, kiedykolwiek pomyślał o mnie w ten sposób. Gram z sercem, więc jedno z drugim nie idzie tu w parze. Za każdym razem muszę czynić utwory nowymi i świeżymi. Muszą być tak samo dobre każdego wieczoru. Dlaczego dzieciaki, które przyszły na dzisiejszy koncert, miałyby usłyszeć gorsze wersje piosenek od tych, jakie słyszały dzieciaki wczoraj? Tak, czasami ten materiał jest dla mnie stary, jeżeli pozwolę, by taki się stał, ale w żaden sposób nie zwalnia mnie to z tego, by pozwolić, by dla publiczności także stał się nieświeży. Czasami jest tak, że widzą cię tylko raz w życiu, więc musisz zrobić to tak samo dobrze dla każdego, kto przyjdzie na twój koncert - niezależnie, gdzie grasz! Jeżeli chodzi o mnie, to wygląda to w ten sposób, że czasami zagram coś nowego tu i tam, generalnie staram się być zajętym i to utrzymuje piosenkę w świeżości. Jest przecież tyle możliwości i sposobów zagrania danej piosenki. Jest kilka utworów, które gram do loopów lub klika, więc wiele nie da się tam zrobić. Ale robię to, co mogę, dodając rzeczy do tego, co znajduje się na płycie lub odejmując rzeczy, które znajdują się na płycie. Wszystko po to, by uczynić rzeczy bardziej interesującymi. Może tylko osoby takie, jak ty, będą o tym wiedziały. Osoby, które słuchają na koncercie bębnów w specyficzny sposób, ale przecież dla takich osób właśnie piszesz, więc powinno to być dla nich interesujące. Myślę więc po prostu o tym, jak utrzymać bębny świeże.


Chciałem właśnie zapytać, co jest dla ciebie najważniejsze podczas koncertu, ale chyba uzyskałem odpowiedź.


Dokładnie. Ludzie muszą widzieć, że nie ściemniam i ich nie oszukuję. Wkładam w to całe swoje serce w stu procentach za każdym razem.


Joey, oglądając wasze video z nagrywania płyt, koncerty, słuchając płyt… Bujasz swoją grą jak mało kto. Skąd się to bierze?


Dlatego robię to, co robię. Jestem silnikiem, jestem silnikiem tej maszyny. Silnikiem, który nie powinien przestać chodzić. To, co gram i jak gram to wychodzi bezpośrednie ode mnie. Gram bardzo fizycznie. Nie gram tylko i wyłącznie rękami i nogami. Gram całym swoim ciałem. W związku z tym muszę ćwiczyć nieustannie nawet, jak nie gram na perkusji. Gdy wracam za bębny po przerwie, spokojnie mogę grać dalej w ten sam sposób, ponieważ utrzymuję się w dobrej kondycji. Jestem siłą napędową za plecami tych czterech facetów. Mogą robić to, co robią, dzięki temu, że jestem kierowcą tego autobusu.


Nie uważasz więc, że czasami bębniarzy się nie docenia?


Zdecydowanie!


W takim razie...


Ale zaczekaj! Pozwól, że dodam jedną rzecz, która może mieć tu znaczenie. Większość perkusistów jest niedocenianych przez większość czasu. Jestem jednym z nich, ale wiele osób nie wie - oczywiście mowa tu o perkusistach - a powinna wiedzieć już na samym początku, na co się pisze. Jaki pakt zawiera! Ok? Bo jeżeli wchodzisz do zespołu i widzisz, że nie masz, a chciałbyś mieć wzięcie, jak gitarzysta czy wokalista, to chyba wpakowałeś się nie w to, co chcesz. Jeżeli zaczniesz się zastanawiać za bębnami, jak to fajniej byłoby być wokalistą niż perkusistą, to nie będziesz czerpał radości z tego, co robisz! Gdy wychodzę na scenę i gram - mam radochę. Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś patrzy na mnie non stop czy nie. Nie potrzebuję tego. Wystarczy mi to, że to ja czynię ten zespół zespołem. To jak drużyna.


Tak, jak gang.


Zgadza się, dokładnie o to chodzi. Jestem członkiem drużyny. Wiem w głębi serca, że ci panowie Tom, Brad, Joe i w szczególności Steven wiedzą, kogo mają za plecami i doceniają to, co robię. To wszystko, czego potrzebuję. Świetnie jest być uwielbianym przez ludzi, ale tutaj chodzi o bycie w gangu.


Jak postrzegasz przyszłość grania na bębnach?


Wszystko jest obecnie dostępne. Ta dostępna część czyli wszelkiego rodzaju urządzenia, programy typu Pro Tools, drum maszyny, to wszystko idzie w parze z perkusją. Nie zrobisz tego z tymi rzeczami, co my potrafi my zrobić własnoręcznie. Potrzebujesz gościa, który będzie grał na bębnach. Zespół, który będzie chciał robić prawdziwą muzykę, będzie potrzebował perkusisty. Zobacz, nawet Michael Jackson, który w studio często nie potrzebował perkusistów lub byli tylko dodatkiem - gdy jechał na trasę brał ze sobą najlepszych perkusistów na świecie. Robił tak, bo tego potrzebował, ponieważ potrzebował dodać serca do swoich koncertów.


Jako tradycyjny rock and rollowy bębniarz nie masz problemów z elektroniką itp. rzeczami?


Nie, nie i powiem ci dlaczego. Po prostu zaznajomiłem się z tym już dawno. Wykorzystywaliśmy elektronikę w studio, gdzie robiliśmy to na różne sposoby. Bywało, że grałem wokół drum maszyny lub też nadgrywałem swoje partie. Maszyna jest bardzo sztywna, równa, nie ma w sobie pulsującego życia, w ogóle brak w niej życia, co też może być naprawdę bardzo w porządku i czyni muzykę odczuwalną w specyficzny sposób. Jeżeli weźmiesz teraz perkusistę, który nie boi się takich rzeczy i nie jest negatywnie nastawiony do elektroniki na zasadzie: "Opfff, nie będę grał z maszyną" (Joey powiedział to z iście aktorskim fochem), to możesz uzyskać efekt taki, jaki ja uzyskuję. A co takiego? Powoduję, że drum maszyna zaczyna oddychać. Nadgrywam na partie drum maszyny, która nigdy się nie poddaje i nie odpuszcza. Jeżeli jesteś w stanie grać równo z nią to będziesz w stanie dodać jej pulsu. Nikt tak nie robił. My robiliśmy, ale nikt o tym nie wiedział, bo nikomu o tym nie mówiłem (śmiech), za wyjątkiem swojej żony. Jak widzisz, po prostu zaznajomiłem się z tym. Wszystko, co czyni piosenkę lepszą - jestem za. Jeżeli wiąże się to z tym, żebym nie grał, to może być to dyskusyjne i zrobię wszystko, by moja gra była wartościowa i przydatna. Tak, jak mówiłem, najlepiej poprzez połączenie obu opcji czyli zagrania "na górze" elektroniki, co dodaje życia. Jeden z naszych utworów ma w sobie beat elektroniczny, podczas, gdy ja dodaję jedynie przejście i inne wstawki. To też jest ok.


Jesteś podobnie jak ja sympatykiem starego brytyjskiego rocka. Jak oceniasz tę scenę, która miała największy wpływ na rozwój rock and rolla?


Wszystkie te zespoły z tamtego okresu, które naśladujemy czyli: Deep Purple, Jeff Beck, The Beatles, Led Zeppelin, Rolling Stones, Gerry and The Pacemakers, The Dave Clark Five, Jethro Tull, wszystkie te zespoły, szczególnie cofając się do wczesnych lat sześćdziesiątych, te kapele grały amerykańskiego bluesa. Mało kto wie, że pierwszy album Zeppelin to tak naprawdę covery starego, starego amerykańskiego bluesa. To nie były oryginalne utwory! Zagrane i zaaranżowane były w ten sposób, że były czymś zupełnie nowym dla wszystkich, którzy je słyszeli. Były do tego tak ku*ewsko ciężko zagrane. Widzisz zatem, że te wszystkie zespoły najpierw brały garściami z naszej - amerykańskiej - muzyki i robiły coś niesamowicie wspaniałego. Słuchaliśmy tego i mówiliśmy: "Łał!". Później znów my zaczęliśmy brać od nich i kółko się zamyka.


A co się dzieje teraz?


Nie mamy już takich zespołów. Nie mamy następnych Aerosmith, nie mamy następnych Guns N’Roses, nie mamy następnych Stonesów, ponieważ teraz rządzą takie osoby, jak Justin Bieber, Nicki Minaj. Jest to muzyka bardzo łatwo dostępna i skierowana do osób mających po 10, 12, 14 lat. Te dzieciaki są przywiązane do swoich telefonów, telefony są przywiązane do portfeli rodziców. Nie przejmują się czymś takim, jak kupno płyty, tylko ściągają, ile się da, bez namysłu, co tak naprawdę to jest. W naszym przypadku wyglądało to tak, że kupowało się płytę i się w nią wgłębiało. Przemysł muzyczny jest kompletnie różny od tego, czego jesteśmy nauczeni i tego, jak nam on się wydaje, że wygląda. Nie ma już takich wytwórni płytowych, a ludzie zauważyli, że można i lepiej jest przeskakiwać takie firmy, bo widzą, ile te firmy zabierały pieniędzy w przełożeniu na to, ile wyłożone zostało na nagrania. Dziś jedynym sposobem na dobre zarobki jest granie tras. Powiem ci, że obecnie więcej zarobisz, sprzedając 200 tysięcy płyt samemu, samemu produkując i wydając niż sprzedając milion płyt przez wytwórnie. Wydawnictwa zawsze zdzierały pieniądze i do artysty nie trafia tyle, ile by się mogło wydawać.


Miałeś przez lata bardzo charakterystyczne rozstawienie swojej perkusji z trzema tomami, w pewnym momencie, bodaj zaraz po roku 2000, zmieniłeś to drastycznie. Dlaczego?


Gra na tych wszystkich bębnach była zbyt prosta… Serio. Przeskoczyłem z powrotem na pięcioelementowy zestaw przy płycie Just Push Play. Producent płyty Marti Frederiksen, który także jest perkusistą, powiedział mi: "Dlaczego używasz tych wszystkich bębnów? Każdy, kto jest warty uwagi, zrobi swoje na czteroelementowym zestawie." Powiedziałem bez namysłu: "Ok!". Lubię wyzwania (śmiech). Zabraliśmy bębny i ruszyliśmy od razu dalej.


Z którymi piosenkami zespołu najciężej ci się pracowało w studio?


Ciężko rzec… (bardzo długa cisza) Powiedziałbym, że jest to Nine Lives i… Voodoo Medicine z płyty Pump.


Jakie utwory Aerosmith poleciłbyś młodym perkusistom?


Stop Messin’ Around z płyty Honkin’ on Bobo. Tam jest zresztą kilka shuffle na tej płycie, które są w rzeczywistości starymi bluesowymi shuffle. Miała to być płyta bluesowa, więc słuchaliśmy sporo starej muzyki w tym klimacie. Słuchałem tych perkusistów, głównie czarnoskórych i starałem się naśladować ich grę, dodając swoje wyczucie gry. Okazuje się, że jest to bardzo trudna rzecz, ale wydaje mi się, że udało się to dobrze położyć. Polecam całą tę płytę, by prześledzić sobie grę shuffle.


Znany jesteś ze wspaniałej gry prawą nogą. Co byś polecił w tej kwestii ze swojego repertuaru?


(w tym momencie odezwała się siedząca obok Joey’a jego małżonka)
Mogę ci powiedzieć, jak to wygląda zza jego pleców na koncercie. Jego noga porusza się szybciej niż ktokolwiek mógłby sobie to wyobrazić.
(Joey - w tym czasie usilnie zastanawiający się nad odpowiedzią - w końcu przemawia…)
Powiedziałbym Taste Of India także z płyty Nine Lives. To coś specjalnego na odpowiednie utrzymanie balansu gry.


Co chciałbyś rozwinąć jeszcze w swojej grze?


Prawdopodobnie reggae. Chociaż zawsze wychodziłem z założenia, żeby być mistrzem w jednym niż średnim we wszystkim. Wydaje mi się, że teraz przyszedł już czas na to, żeby rozejrzeć się za nieco innymi rzeczami i spróbować czegoś z innej półki. Reggae może mi w tym pomóc, ponieważ jest zagrane mocno do tyłu. Wiele rzeczy w tej muzyce grane jest odwrotnie lub na przekór temu, co grałem do tej pory. Szczególnie w takiej sytuacji, jak jestem, gdzie przez lata zaprogramowany jestem na granie w określony sposób. Ciężko jest przełamać te przyzwyczajenia i ruszyć w innym kierunku. Reggae zmusza mnie do tego i dlatego chcę się w nie bardziej wgłębić.


Co było do tej pory największym momentem przełomowym w twojej karierze?


Prawdopodobnie było to moje pierwsze solo na bębnach na Pontiac Stadium w 1976 roku. Zagrałem wtedy po raz pierwszy solówkę i to na oczach osiemdziesięciu tysięcy ludzi. Odpowiedzialność, jaką zostałem obarczony spowodowała, że to zrobiłem. Pamiętam tę noc bardzo dobrze. Mimo tych wszystkich używek i bycia non stop nawalonym, tę noc pamiętam bardzo dobrze.


Jak wygląda przyszłość twojej kariery solowej?


Szczerze mówiąc, nie mam potrzeby nagrywania solowego albumu. Nie mówię "nigdy", bo jak wiadomo, tak nie powinno się nigdy mówić. Lubię grać z innymi ludźmi, może pewnego dnia zbiorę ekipę ludzi, pogramy trochę i pojedziemy w trasę. Chciałbym, by zespół pograł ze sobą, dlatego całą akcję zmontowałbym w odwrotny sposób niż jak to się robi normalnie. Zebrałbym finanse, żeby wysłać zespół w trasę na miesiąc. Potem bym wrócił i nagrywał album, zamiast najpierw nagrywać album, a później jechać go promować. W momencie, gdy jedziesz z zespołem na trasę, to po miesiącu masz materiał kompletnie ograny, a kapela jest zgrana, podczas gdy zdarza się, że w studio w trakcie sesji ktoś dopiero uczy się materiału. Teraz nie gram żadnych z tych utworów tak, jak je nagrywałem, ponieważ są one historią i to, co w nie obecnie wrzucam od siebie tak, jak mówiliśmy, czyni je świeżymi. Dlatego też robiąc album, trzeba wiedzieć, kiedy się zatrzymać, ponieważ tak naprawdę cały czas możesz coś zmieniać.


Co inspiruje do grania takiego faceta jak ciebie, legendę rocka?


Wiesz… W sumie nic konkretnego nie ciśnie mnie, by siedząc w domu, ruszyć za bębny. Po prostu, jak mam ochotę, to siadam i to robię. Nie ma jakiegoś specjalnego impulsu za wyjątkiem bycia w tym zespole, który by mnie kierował za bębny. Gdy dowiaduję się, że mamy jechać w trasę, to wtedy zaczynam pracować. Trzy tygodnie przed pierwszym koncertem zaczynam ostro zasuwać za bębnami, ponieważ zdarza się, że wracam do domu i odpoczywam bez gry przez 3-4 miesiące, co też potrafi utrzymać świeżość.


Jak wygląda tworzenie partii bębnów w Aerosmith? To twoja działka?


Powiem ci w ten sposób. Jestem od tego, by je zagrać. Jesteśmy zespołem, drużyną, a w takim układzie jest tak, że każdy coś wnosi od siebie. Wielu perkusistów ma z tym problem, ale jednym z podstawowych zadań perkusisty w zespole jest słuchanie pomysłów innych. Dobry pomysł to dobry pomysł. Jeżeli przychodzi do mnie Joe i mówi, jak widzi dany moment, to znaczy, że ja teraz muszę zagrać tak, by spełnić jego oczekiwania, ponieważ to jest jego wizja i pomysł. Moją rolą jest zaadaptowanie ścieżki perkusji do jego wizji utworu. Jeżeli byłaby to moja piosenka to postąpiłbym dokładnie w ten sam sposób w stosunku do innych. Każdy ma wpływ na materiał reszty.


Jaka wiąże się z tym rada?


Mieć otwarty umysł i mniej znaczy więcej.


Co powiesz naszym czytelnikom?


Mam nadzieję, że podobała się wam nasza rozmowa. Żyjcie swoimi marzeniami i jeżeli ktoś wam powie, ktokolwiek wam powie, że czegoś nie możecie, to nie jest to prawda. Jestem tu i wam mówię, że możecie i potraficie, musicie po prostu wierzyć w siebie.


Na koniec zrobiliśmy sobie oczywiście pamiątkowe zdjęcia i wręczyłem muzykowi polskie prezenty w postaci regionalnych polskich smakołyków i trunków. Z racji tego, że kapela podróżuje prywatnym aeroplanem, można było sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa.

Kilkadziesiąt minut później na wielkich telebimach Atlas Areny pojawiły się sceny z garderoby tuż przed wejściem na scenę. Miło było patrzeć, jak kamera wkracza do pokoju, w którym jeszcze niedawno siedziało się z perkusistą - jakże ważnej dla historii rocka - formacji. Po kilku minutach rozpoczął się prawdziwy show, gdzie zaczęli tak samo, jak 20 lat temu, od atomowego Eat The Rich.

Steven i Joe oczywiście wiedli pierwsze skrzypce, ale wiadomo, że bez Kramera za plecami nie byłoby to nic warte. Silnik diesla pracował miarowo jak zawsze, a do przejechania ma jeszcze wiele kilometrów.

Zdjęcia: Zack Whitford
Rozmawiał: Maciej Nowak
Serdeczne podziękowania dla Danielle i Michelle oraz ekipy Zildjian.


Wywiad ukazał się w numerze lipiec - sierpień 2014


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama