Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Stix Zadinia (Steel Panther)

Dodano: 28.11.2014
Od żartownisiów, parodiujących glam metalowców z lat osiemdziesiątych, po pełnowartościową gwiazdę, która zapycha sale koncertowe.

Koncert w Polsce pokazał, że metalowe kręcenie biodrami na scenie ma wzięcie także i u nas…

Trzeba przyznać, że spora liczba glam metalowych zespołów z lat osiemdziesiątych miała w swoich szeregach prawdziwych wymiataczy, czego przykładem były takie zespoły, jak Damn Yankees, Winger, Mr. Big, Bon Jovi czy też Whitesnake. Tam oprócz pudlowych fryzur i kolorowych fatałaszków było mnóstwo wspaniałego groove’u i olbrzymia dawka szalonego, ale niezwykle świadomego bębnienia. Rod Morgenstein, Tommy Aldridge, Pat Torpey, Michael Cartellone, Eric Carr, Tico Torres, Randy Castillo to bębniarze, którzy czarowali na perfumowanych scenach. Stix ma więc fenomenalne wzorce do naśladowania i - jak się okazuje - wychodzi mu to znakomicie.

Kiedy Steel Panther wydali w 2009 roku swój debiutancki krążek Feel The Steel, wielu krytyków doceniło to, w jaki sposób łączą staroszkolne metalowe riffy ze śmieszącymi do rozpuku i nierzadko sprośnymi teksami. Zespół wyrobił sobie renomę, grając od 2000 roku jako cover band. Grali co tydzień w Los Angeles i Las Vegas, a na ich legendarne występy przychodziło wiele gwiazd takich, jak Steven Tyler, Vince Neil, Pink… Cuba Gooding Jr wskoczył nawet na scenę, żeby zagrać z nimi kilka klasyków. Mimo ich sukcesów w klubach, nikt nie spodziewał się, że ich ukłon w stronę sceny metalowej z Los Angeles lat 80 zaowocuje wielkimi trasami po Europie i trzema krążkami z kolejnym w drodze.

Ale to właśnie na jednej z tras spotkaliśmy się ze Stix Zadinią. Nowy album All You Can Eat jest w drodze, a kapela przemierzyła ocean, by zagrać trasę, która wyprzedała się tak szybko, jak pojawiła się w sprzedaży. Steel Panther już nie są parodystami, sprzedają się lepiej niż wiele kapel, które sami wcześniej coverowali. Jeśli załapiesz się na ich koncert, dostaniesz nie tylko solidną dawkę rocka, ale też uśmiejesz się tak, że cię szczęka rozboli i przede wszystkim przekonasz się, że ci goście to świetni muzycy. Stix Zadinia jest prawdziwym zwierzakiem, rozwala naciągi, korpusy i talerze, ale też potrafi śmigać na podwójnej stopie i zagrać intrygujące przejścia. A w czasie rozmowy okazało się, że ma świetne poczucie humoru i wyczucie dowcipu jak mało kto.

Gdy widzieliśmy się ostatni raz, byliście w trasie z Def Leppard i Mötley Crüe. To musiało być nie lada doświadczenie.


Granie trasy z Mötley Crüe było spoko, trasa z Def Leppard była zajebista. Mötley Crüe byli bardzo zdystansowani. Def Leppard od razu nauczyli się naszych imion i się z nami dogadywali. Oni powinni napisać podręcznik do grania tras, bo robią je wyśmienicie.


Te trasy były całkiem wyprzedane. Za chwilę sami będziecie głównymi gwiazdami na wielkich arenach.


Graliśmy na Wembley z ZZ Top i to było świetne, ale też dość pokrętne. Grasz koncert i cieszysz się, że grałeś na Wembley. Ale to byli fani ZZ Top. Fajnie było grać na trasie z Mötley Crüe i Def Leppard, ale to byli fani heavy metalu. Ważne było dla nas to, że 99% posiadaczy biletów weszło na salę zanim wyszliśmy na scenę. Właśnie wtedy pomyśleliśmy, że możemy grać na wielkich arenach, na wielkiej rockowej scenie. Potrafi my zadbać o to, by 10 tysięcy ludzi dobrze się bawiło. Ten moment był dla nas ważny.


Mötley Crüe idą na emeryturę. Otwiera się przed wami nisza?


Cieszymy się, jeśli możemy wypełnić lukę dla fanów Mötley Crüe. Jest to zabawnie dziwne. Nie wierzę, że podpisali ten kontrakt. Nie moja sprawa. Ale jeśli są jacyś fani Mötley Crüe, którzy chcą iść na heavy metalowy koncert, to zapraszam.


Mieliście wielu znanych gości na scenie. Którzy byli najlepsi, a którzy najdziwniejsi?


Jednym z najdziwniejszych była Jessica Simpson. Najlepsi byli Pink, Perry Farrell, Tom Morello i Jerry Cantrell. Mieliśmy wielu dziwnych, jak Juliette Lewis, Cuba Gooding Jr, Alfonso Ribeiro. Avril Lavigne była najgorsza. Możesz to dać do druku. Jest słodka, ale próbowała zagrać solo na perkusji. Jest to na YouTube i jest to śmieszne z najgorszych powodów. Jest fatalnym bębniarzem. To powinna być myśl przewodnia tego wywiadu: Avril Lavigne jest fatalnym bębniarzem. Przyszła i zagrała jak dzieciak z liceum, ale nie powinna chwytać pałek. To było, gdy była jeszcze z tym kolesiem z Sum 41. Chad (Kroeger, frontman Nickelback i mąż Avril) grał z nami kilkakrotnie. Jeszcze nie grali z nami we dwójkę.


Jest jeszcze ktoś, z kim chcielibyście zagrać?


Jammowaliśmy z Ozzym, ale chciałbym bardzo, żeby zagrał z nami na koncercie. Poza tym sam nie wiem, grał z nami każdy, kogo mógłbym sobie wyobrazić.


Wracacie z trzecim krążkiem All You Can Eat. Z jakiego zestawu korzystałeś w studio?


Mam zestaw DW w Los Angeles, podobny do tego, na którym gram koncerty. Przywieźliśmy go do studia. Mój techniczny Tom Winch był wtedy w trasie, więc obowiązki w studio przejął nasz akustyk Nick Rucker. Nie ma wielkich różnic między tym, jak stroję bębny na żywo, a w studio. Te bębny DW są tak dobre, że wystarczy je nastroić, przypiąć mikrofony i nie trzeba z nimi nic kombinować, od razu brzmią świetnie. Duża różnica była w tym, że nagrania do All You Can Eat szły najpierw na dwucalową taśmę.


Co to dało płycie?


To daje więcej kompresji z taśmy. Na pierwszych dwóch albumach wszystko szło od razu do komputera. Gdy nagrywasz na taśmę, nie powinieneś robić miliona cięć i edycji, więc to zmusza cię do tego, żeby zagrać całą piosenkę od początku do końca.


Czy to świadczy o tym, że rozwinąłeś się jako bębniarz od ostatnich nagrań?


Myślę, że zmusza cię do dawkowania swoich sił. Nie możesz się wypruć w pierwszym numerze, musisz zagrać wszystkie z równą mocą. Do tego trzeba pamiętać, że każda piosenka ma swoje wzniesienia i dolinki od partii do partii. Kiedy grasz ją od początku do końca ustanawiasz pewien rytm. Inaczej jest, gdy grasz intro, zatrzymujesz się, potem zwrotka, pauza, refren, pauza itd. To pierwsze zmusza cię do grania bardziej muzykalnie.


Jest na niej kilka nieparzystych patentów na stopie i gustownych przejść, ale jest też dużo prostego solidnego grania.


Na tym albumie chciałem grać bardziej powtarzalnie. Nie chciałem nie wiadomo jak mieszać, przede wszystkim chciałem grać pod piosenkę. Zawsze staram się grać partie i riffy, które pasowałyby do piosenki. Nie interesuje mnie gęste granie. Nikt w historii muzyki nie powiedział: "Wow, grasz na stopie w tempie 232 bpm, mogę ci obciągnąć?". To się nigdy nie stanie, nigdy o tym nie słyszałem, nikt tego nie słyszał. Ja chcę grać bębny, które są muzykalne, pasują do piosenki i są bardzo rockowe.


W twojej grze możemy usłyszeć wpływy Bonhama.


John Bonham i Stewart Copeland zawsze mieli na mnie duży wpływ. Właśnie oni dwaj. Gdybyś stworzył w laboratorium Stewarta Bonhama - byłby to dla mnie idealny bębniarz. Gdy pierwszy raz usłyszałem ich moc i finezję, zachciałem grać na bębnach. Tak samo Phil Rudd. Posłuchaj takiego numeru, jak Back In Black, jest hipnotyczny. Nie można nie ruszać się do Back In Black. Uwielbiam słuchać tych bębniarzy. Pamiętam, że jak byłem mały i usłyszałem Black Dog, to nie wiedziałem, co się dzieje. When The Levee Breaks jest niesamowity, początek jest psychiczny. Gdybym miał do końca życia słuchać tylko ośmiu taktów bębnów to byłoby to właśnie to. Prawdziwy puls. Wspaniałe.


Powiedz nam coś o procesie twórczym Steel Panther.


W tej kapeli pomysły nigdy się nie kończą. Nasz gitarzysta Satchel pisze większość riffów. Zaczynał je tworzyć, gdy byliśmy jeszcze na poprzedniej trasie. Nie chcemy znaleźć się w takiej sytuacji, że mija dwa lata od ostatniego krążka i wypada coś napisać. Ciągle coś tworzymy. Riffy wymyślone podczas próby dźwięku mogą stać się piosenkami. Nie ma żadnego konkretnego procesu, ale ciągle mamy nowe pomysły. To wieczny proces twórczy.


Wielu sugerowało, że Steel Panther nie wytrzyma więcej niż trzy albumy i negowało was jako kapelę-żart. Przejmowałeś się tym?


Myślę, że ci którzy nas ignorowali, nie potrafi li przejść przez mur image’u scenicznego. Nie chcieli go minąć, po prostu mówili "OK, oni chodzą w Spandexie". Hej, może on wraca do mody? Ludzie mówią, że nie jesteśmy prawdziwą kapelą. A ja sobie myślę, że przecież sprzedajemy prawdziwe bilety na koncerty w prawdziwych miejscach, gramy prawdziwe piosenki i ludzie naprawdę się ruszają. To są malkontenci, którzy mogą mi skoczyć. Nie musisz nas lubić, rozumiem, jeśli nas nie lubisz, ale nie możesz powiedzieć, że nie gramy prawdziwego rocka.


Pamiętam, jak graliście na Download Festival w 2010 dla pełnej publiki. Czy to był przełomowy moment?


Miejsce pękało w szwach. Byłem cholernie przestraszony. Stałem za kurtyną i słyszałem, jak ludzie skandują, a my we czterech zastanawialiśmy się, co zrobimy. To było jak kolejka w wesołym miasteczku przed pierwszym zjazdem. Boisz się, mówisz sobie, że tego nie chcesz, że chcesz wysiąść. Wtedy chciałem stamtąd uciec. Ale to był wstęp do dużego świata. Wtedy dopiero zrozumieliśmy, że to jest naprawdę dobra zabawa. Dobrze spędziliśmy ten czas i wydaje mi się, że nie chodzi tylko o muzykę. Wyjście na koncert to zabawa na całą noc. Możesz usłyszeć jedną czy dwie ulubione piosenki, a reszta cię nie obchodzi. Przychodzisz na koncert i od pierwszego do ostatniego momentu dobrze się bawisz. Chodzi o całe wydarzenie i noc jako całość.


Cieszysz się, gdy udowadniasz ludziom, że się mylą?


Nie jara mnie to. Nie mam w głowie chipu, który mówi mi, że muszę przekonać malkontentów. Cieszy mnie, gdy ludzie na koncercie dobrze się bawią. Jeśli kiedyś nas nie lubiłeś, a teraz polubiłeś, to zapraszam. Nie lubię wszystkiego, więc jeśli jakaś kapela nagle sprawi, że ich polubię, to cieszy mnie to. Nie interesuje mnie sprawianie, by ci którzy nas nie lubią, nagle nas polubili. Jeśli nas nie lubisz, to nie ma sprawy - za rogiem gra 30 Seconds To Mars.


Na koncertach jest dużo komicznych sytuacji i improwizacji. Czy to sprawia, że jesteś ciągle czujny?


Nasze występy są zabawne i spontaniczne i nigdy nie wiadomo, co zdarzy się kolejnego wieczoru. Ludzie sprawiają, że dobrze się bawimy. Gdy graliśmy w Bristolu, jakaś 70-letnia babka wyszła na scenę i zaczęła z nami tańczyć. Graliśmy Gold Digging Whore, a ta babcia tańczyła jak zakręcona. To było niesamowite.


Masz jakieś wskazówki co do tego, jak dobrze się bawić podczas koncertu?


Tequila. Uspokaja mnie. Gadam z przypadkowymi ludźmi w tłumie i zabawiam mojego technicznego.


Jaki jest kolejny punkt na waszym planie do dominacji nad światem?


Chcemy grać na arenach, potem na stadionach, a potem zostać największą kapelą świata. Czemu nie? Jeśli jesteś w kapeli i nie uważasz, że możecie być największą kapelą na świecie, to powinieneś zmienić zespół.


Co mielibyście na scenie w czasie koncertu na stadionie?


Na scenie moglibyśmy mieć żywe zwierzęta, wielkie balony, plecaki odrzutowe. Może założylibyśmy je na zwierzęta. Może założylibyśmy im kaski z działkami laserowymi. To byłoby świetne. No i żywi łucznicy. Nie powiem, co będą robić, ale strzały będą nasączone trucizną.


Jakieś wskazówki, jak być dobrym showmanem?


Dbaj o włosy. Po prostu ułóż je przed wyjściem na scenę. Nie wyglądaj, jakbyś dopiero co wyszedł z łóżka. Bądź dumny ze swoich włosów. Noś coś fajnego. Naucz się grać i wypatrywać lasek w tłumie. To sztuka sama w sobie.


Celem Steel Panther było zanieść heavy metal z powrotem do mas. Misja zakończona sukcesem?


Cóż, rozmawiamy teraz, więc można powiedzieć, że udało nam się wrócić z heavy metalem do łask. Może nie jest w tym samym miejscu, co kiedyś, ale będzie coraz bardziej popularny. Ludzie mają dość sztampowego popu, to tylko bełkot, który nie ma sensu. Ludzie chcą się dobrze bawić, ja na pewno. Dolać ci tequili?


Materiał przygotowali: Szymon Ciszek, Kajko, Rich Chamberlain
Zdjęcia: Will Ireland


Wywiad ukazał się w numerze lipiec - sierpień 2014


Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama