Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Allan Cox

Dodano: 12.02.2015
Teraz coś z zupełnie innej beczki… świat, który jest niezwykle intrygujący.

Bardzo rzadko mówi się o takiej formie bębnienia, tymczasem ten brytyjski gigant musicali i występów w teatrze na swoje czterdziestolecie wylądował w najdziwniejszym cyrku świata - Latającym cyrku Monty Pythona.

Perkusista nie jest muzykiem znanym w Polsce, jednak jego dorobek zasługuje na wielkie uznanie i warto się z nim zapoznać. Skierowaliśmy swoje redakcyjne macki w stronę naszych brytyjskich kolegów z prośbą o niniejszy wywiad, który wydaje się interesujący z wielu względów. Przede wszystkim zawsze warto posłuchać kogoś, kto pracuje z sukcesami za bębnami od 40 lat: "Przeszedłem na ‘emeryturę’ w 1974 roku! Robiłem to, co zawsze chciałem robić przez całe swoje życie i teraz pojawił się ten ważny moment - 40 lat zarabiania na życie za zestawem bębnów." - mówi podsumowując w skrócie karierę.

Drugim argumentem jest to, że Allan jest uznaną brytyjską perkusyjną podporą i mężnym wsparciem w dość egzotycznym dla większości, ale jakże ciekawym miejscu pracy, jakim jest teatr i musical. "Granie takich show pozwala mi na poruszanie się w wielu stylach muzycznych z orkiestrami różnych rozmiarów. Od trio do 65-elementowej orkiestry z English National Ballet w Royal Albert Hall." Jest muzykiem uniwersalnym i pojawia się także w programach TV. Trzecim argumentem, który w zasadzie zaważył, by zaprezentować polskiej publiczności osobę Allana Coxa, jest fakt jego chyba najbardziej spektakularnego i wyjątkowego występu. W hali O2 Allan grał w pożegnalnym programie legendarnej grupy Monty Pythona, gdzie bilety rozeszły się w minutę i osiągały u "koników" kosmiczne ceny, nawet 3 tysięcy funtów (ponad 15 tysięcy złotych!)… A i te poszły. Co do jakości i aktualności skeczów staruszków z Pythona nie ma co tu dyskutować - to nie ten magazyn. Faktem jest, że występ u boku takiej legendy jest doskonałym uhonorowaniem kariery perkusisty, który grał w niezliczonej ilości show w słynnym West End od Evity po West Side Story.

W jakich okolicznościach doszło do twojej współpracy z Monty Pythonem?


Robiłem album dla dyrektora muzycznego Johna Du Prez (Trevor Jones) w 2010 roku. Jest producentem/ kompozytorem w telewizji i kinie. Robił One Foot In The Grave, które śpiewa Eric Idle. Johnowi podobała się sekcja rytmiczna, a robota ta miała miejsce w zeszłym listopadzie. Zagrałem także pierwszą trasę ze Spamalot, musicalem Erica Idle w maju 2010. Wyjazd w trasę jest zawsze dla mnie dobrym omenem. Zawsze zorganizuję sobie powrót z Leeds czy skądkolwiek na słynny West End.


Jak rozwijały się prace nad show?


Zadzwoniono po mnie na próbę taneczną. Pracujesz wtedy z choreografem - w tym przypadku z Arlene Phillips. Ten show ma 20 tancerzy. Próby z pianistą i perkusistą zaczynają się zazwyczaj sześć miesięcy przed pokazem premierowym. Jest to coś, co robiłem już wiele razy. Robiłem musical Chicago w 1997 roku ze słynną choreograf Ann Reinking. Nie miała zwyczaju zaczynać prób bez perkusisty. To amerykański sposób - dzięki wielkie za to! Graliśmy próby taneczne w London Palladium przez trzy tygodnie. Nie widzieliśmy żadnego z Pythonów przez dwa-trzy tygodnie, ale pewnego dnia pojawiło się kilku z nich - Eric Idle i Michael Palin. Dla tancerzy to wielki kopniak. W LH2 (olbrzymi kompleks studyjny na północnym zachodzie Londynu) siedzieliśmy przez 3 tygodnie, robiąc próby przez sześć dni w tygodniu od godziny 14 do 22. To sporo godzin, spora ekipa techniczna, filmowa… Ekrany wciąż wlatują i wylatują. Mimo to wszyscy chodzą wkoło z uśmiechem na twarzy, atmosfera jest bardzo zrelaksowana.


Spokojnie, ale pracowicie?


Czasami nie masz zbyt dużo do roboty, a czasami musisz grać ciągiem przez trzy godziny. Choreograf może chcieć, byś coś zaznaczył, będzie chciał, byś zrobił "bum" lub "bam", więc to robisz, ale następnego dnia może to wylecieć. Za pierwszym razem Pythoni zebrali się razem (John Cleese, Terry Jones, Eric Idle, Michael Palin i Terry Gilliam) na przeczytanie materiału 16 czerwca. W momencie, kiedy grali niektóre z tych skeczy, normalnie, bez kostiumów, po prostu siedząc przy stole, ludzie zaczęli pokładać się ze śmiechu. "O natręcie", "Albatros" albo ze skeczu "Dział kłótni", gdzie jest fragment: "Czy ma to być pięć minut czy pełne 30?". Mieli teleprompter, ale czasami odpuszczali go sobie i wchodzili w niesamowicie komiczne dialogi. Można to porównać nieco do jazzu, tak mi się wydaje, inaczej każdego dnia. Muzyka wchodziła pomiędzy i wspomagała niektóre skecze. Ponadto jest jakieś sześć dużych numerów choreograficznych.


Idle jest motorem napędowym i wielkim fanem muzyki?


No cóż, on zawsze spaceruje wokół z gitarą pobrzękując. Kumplował się z Georgem Harrisonem. Myślę, że mógłby być piątym Beatlesem! Mieszka w Los Angeles i opowiadał mi pewnego dnia piękne historie na temat Ringo Starra. Muzyka tutaj jest z lat ’70, właśnie z brzdąkającą gitarą i folkowym zacięciem. Nie ma tu zbyt wiele bębnienia, ale można się zdziwić. Gdybym próbował wrzucić tu jeden takt Dave’a Weckla to mogłoby być to totalnie nie na miejscu! "Papa" Jo Jones powiedział kiedyś, że możesz zrobić wiele szkód jednym kawałkiem technicznej gry. Powiedziałem Johnowi (Du Prez), że nie ma tu wiele do grania, na co on mi odpowiedział, że ja dobrze wiem, co mam grać. Bardzo przyjemnie być w pozycji kogoś zaufanego. Nie potrzebuję do pracy stalowych czopsów i przecinającej prędkości. W kwestii prędkości i głośności moje czopsy są niewiele dalej niż 30 lat temu. Wierzę jednak, że moja gra jest teraz cieplejsza i bardziej muzyczna. Kluczem jest zbudowanie relacji z ludźmi. Robota u Pythonów pojawiła się jako sesja lata temu. Zrozumienie tego, co powoduje, że musical działa, jest także kluczem do sukcesu. Nie chodzi tu o mnie czy o bębny, tu chodzi o większy obraz. Bardzo istotne jest uzyskanie dobrego brzmienia - dla muzyki, moich kolegów i dla mikrofonów. Być muzykiem oznacza być dobrym słuchaczem, wyciągnięcie bębnów z centrum zainteresowania i słuchanie całości.


Jak przenieśliście materiał do tak wielkiej areny?


Pomieszczenia, jakie mają tutaj w LH2, dają możliwość zrobienia show na miejscu. Teatr w West End nie jest wystarczająco duży. Gość, który to tworzył, pracuje ze Stonesami. Nie zdajesz sobie sprawy, jak duże to jest, aż do momentu, gdy zobaczysz 20 tancerek, które będąc na scenie wydają się maleńkie. Koleś od nagłośnienia, Rory Madden, "robi" Tinę Turner i Stevie Wondera, więc wie, co jest potrzebne, by oddać to, co robią panowie na scenie w hali O2. Masz poczucie bycia trybikiem w mechanizmie wielkiego silnika. Jest tu 19 ciężarówek, które transportują wszystko do hali O2.


Muzyka jest nowa i stara?


Wiadomym było, że trzeba będzie zrobić kilka numerów Pythonów z lat 70. Wstawiono w nie klik. Jest wielkie pole techników ze wspaniałymi umiejętnościami, by rozruszać muzykę. Na potrzeby skeczu Cleese’a "Ministerstwo głupich kroków", John Du Prez i Eric Idle napisali piosenkę pt. Piosenka Głupich Kroków. Arlene ułożyła choreografię 20 tancerzy w melonikach i z laseczkami, robiących wersję głupiego kroku Johna! Dorzucili klik do piosenki Święta w niebie Grahama Chapmana, jedynego nieżyjącego już Pythona. Młody aktor Sam Holmes gra Grahama w białym garniturze Elvisa, sztucznej opaleniźnie, z latającymi dookoła aniołami i padającym śniegiem. Piosenka zaczyna się od filmu z Grahamem, po czym nagle schodzi i zaczyna śpiewać piosenkę. W oryginale zrobione to było z intro na smykach, potem wchodził stary beatbox Rolanda i ustalał tempo. Były tylko dwa takty, więc musieli stworzyć klik, który będzie szedł przez intro i dubluje się w nowym tempie, dlatego mogliśmy do niego grać.


Czym jest ten klik?


John Du Prez lubi cross stick. Każdy z nas ma ośmiokanałowy mikser, więc mam ścieżkę na klik, perkusjonalia, bębny, gitarę itd. Mogę więc stworzyć własny miks, włączając też wokale Pythonów. Graliśmy nawet z zespołem Royal Marines, oni także zostali wrzuceni na klik. Mam nowe monitory douszne ACST1-Live! z ambientowymi mikrofonami, znajdującymi się w mojej formie. Tak więc mogę używać ich cały dzień i nie muszę ich zdejmować, by z kimś porozmawiać. Perkusja potrafi być wredna, szczególnie, kiedy grasz przez sześć godzin dziennie. Muzyka jest głośna, a nasz słuch jest narażony na hałas. Nie jestem jednym z tych mocno uderzających i nie mam jakichś przewlekłych urazów, ale czasami mam zabawne odgłosy w uszach.


Jaki jest skład zespołu?


Całkiem mały: perkusjonalia, bębny, basy (elektryczny i kontrabas), gitary (plus mandoliny, ukulele itp.), skrzydłówki i trąbki, dęciaki grają na trzech lub czterech instrumentach, do tego dwa klawisze. Klawisz numer 1 to główna partia, ewentualnie na klawiszach numer 2 Jeff Leach dogrywa drugą partię lub zajmuje się programowaniem - on jest bardzo sprawny.


Brzmi to naprawdę jak fajna robota na twoje czterdziestolecie. Powiedz, jak zaczynałeś grać na bębnach?


Urodziłem się w 1958 roku. Mój starszy brat był basistą w kapeli, która miała próby u nas w domu. Ich bębniarz miał w zwyczaju zostawiać bębny pod naszymi schodami. Uwielbiałem te bębny. Miałem około 12 lat i napisałem do firmy perkusyjnej Premier z prośbą o nauczyciela. Dostałem odpowiedź, w której zasugerowano mi Maxa Abramsa. Chodziłem do Maxa przez jakieś 3 i pół roku. Dorabiałem graniem od 14 roku życia, gdy jeszcze chodziłem do szkoły. Zarabiałem ponad 40 funtów tygodniowo, co w 1974 roku było naprawdę dobrymi pieniędzmi. Wiedziałem, co chcę robić. Nie mogłem się doczekać, kiedy w wieku 16 lat zostawię szkołę. Mogłem łapać każdą fuchę. Tata mnie zawoził, siedział w samochodzie z termosem i czekał na mnie do pierwszej w nocy. Powoli tworzyłem sieć kontaktów. Pierwszy show, jaki zagrałem, to trasa z Hair - skłamałem odnośnie mojego wieku i powiedziałem, że mam 18 lat. Tylko, że ja zawsze chciałem grać jazz. Poszedłem więc na kurs Wavendon Allmusic w 1976 roku. Kenny Clare był nauczycielem bębnów i jednocześnie pracował z Tonym Bennettem, w związku z czym nie mógł zagrać finałowego koncertu. Byłem prawdopodobnie najlepszym studentem, więc zaproponowano, bym to ja zagrał z Johnem Dankworthem i Cleo Laine. Mimo mojego strachu była świetna zabawa. Zacząłem grać koncerty jazzowe, ale zorientowałem się, że nie będę w stanie zapłacić rachunków. Najważniejszą rzeczą było stać się uniwersalnym, pracującym perkusistą. Pracowałem na promie przez dwa lata (okazja do ćwiczenia), po czym wróciłem do Londynu w 1982 i moim pierwszym show w West End była Evita, gdzie dostawałem 19,50 funtów za sztukę. Evita była trudna, rzeczy na 7/8, duża orkiestra. Stan Bourke, świetny angielski perkusista oraz Bobby Worth z Talk Of The Town byli tymi dwoma facetami, którzy pomogli mi wejść w ten świat. Stan wciągnął mnie głębiej w wielkie show 42nd Street.


Powiększałeś kontakty i budowałeś zaufanie?


Tak. Dostałem telefon, by zagrać sesję w Wood Green - 20 jingli do nagrania jednego dnia. Gitarzysta Graham Ather był z big bandem BBC. Jakiś miesiąc później dostałem telefon z big bandu BBC, czy mógłbym być w Maida Vale o 10 rano? To był start czteroletniej pracy z big bandem - 1982 do 1986. Od czterech do siedmiu sesji w tygodniu. Możliwość wejścia do reżyserki i możliwość, aby od razu się usłyszeć było rzeczą bezcenną.


Teraz, po tysiącach koncertów, sesji i spektakli wziąłeś się za nauczanie. Masz w swoim dorobku wysoko oceniane CD Meet the Bass Player.


Powstało to na bazie studiów z kanadyjskim guru bębnów - Jimem Blackleyem. Chciałem popracować z materiałem Jima. W połowie lat 80 robiłem sporo rzeczy sesyjnych, ale moje ręce czuły się fatalnie! Nie mogłem wyrównać do dwóch. Dave Hassell, jeden z brytyjskich studentów Jima, powiedział, że jeżeli trafi mi się okazja, to powinienem zobaczyć Jima Blackleya. Zajęło mi to ostatecznie 20 lat, ale Jim był wspaniały. Połączył kompletnie mnie z sobą samym i wskazał drogę, jak grać muzykę, by czuć się dobrze. Jim wykorzystywał CD Jameya Aebersold. Chciałem więc wyprodukować coś, co szłoby we właściwym kierunku. Wszystkie traki nagrane przez Paula Morgana, świetnego basistę, razem z gitarzystą Hugh Burnsem. Adam Nussbaum polecał to do rozwinięcia swojego swingu. Wykorzystuje to John Riley. Ed Soph z uniwersytetu w Teksasie, Ralph Salmins i Ian Thomas także to uwielbiają. Mam kilka świetnych komentarzy na swojej stronie.


Jesteś zainteresowany bardziej prywatną nauką niż pracą jako wykładowca?


Jest jakichś sześciu naprawdę dobrych nauczycieli w Anglii. Mam na myśli nie średnio dobrych, ale naprawdę bardzo dobrych, zatem jest to alternatywa bardziej konkurencyjna finansowo aniżeli pójść uczyć na studia i nie mieć grania. Osobiście nie widzę cię więcej niż na 10 lekcjach. Jeżeli nie jestem w stanie przekazać ci tego, co chcesz, na 10 lekcjach - to znaczy, że nie jestem dobrym nauczycielem!


Materiał przygotowali: Geoff Nicholls i Artur Baran
Zdjęcia: Rob Monk


Wywiad ukazał się w numerze październik 2014.


Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama