Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

George Kollias

Dodano: 17.06.2015
Grecki mistrz ekstremalnej gry na bębnach George Kollias potrafi swoją grą zagiąć czasoprzestrzeń i wprawić w osłupienie nawet wytrawnych perkusistów.

W Europie utarł się stereotyp leniwego Greka, który buja się w hamaku w gaju oliwnym, wyciągając rękę po pomoc od europejskich "pracusiów". George wydaje się temu zaprzeczać. To pewny siebie facet, który nie usiedzi na miejscu. Ciągle zaangażowany w multum projektów i akcji związanych z muzyką. Ich skala i podejście Kolliasa to doskonały wzór do naśladowania. Podobnie, jak Benny Greb, także George bierze sprawy w swoje ręce i nie szuka wymówek! Wszystkie przeszkody, jakie pojawiają się na drodze, nie są przeszkodami nie do przebycia. Zamiast siedzieć i narzekać, jak to ciężko jest przebić się we współczesnym świecie perkusyjnym, szczególnie wśród bębnów metalowych, muzyk angażuje się w kolejne akcje i poświęca im cały swój czas. Odważnie, ale też rozważnie podejmuje wyzwania i nie zapomina o swoim rozwoju. Inwestuje w sprzęt, inwestuje w siebie.

Przykładem jest chociażby niniejsza rozmowa, której inicjatywa wyszła z obozu George’a, który wie, że nie wolno zaniedbywać nie tylko gry na bębnach, ale też spraw, jakie są wokół. Postaraliśmy się podsumować całą działalność Kolliasa, pytając o jego poszczególne sfery aktywności, a jak sami zauważycie jest tego sporo, łącznie z jego najnowszą płytą solową, której premiera będzie w maju.

Jeżeli chodzi o sposób bycia, George ma w sobie te południowe cechy charakterystyczne dla jego pobratymców. Jest człowiekiem dumnym, otwartym, z tendencjami do tworzenia patosu, starającym się paradoksalnie podkreślać swoją skromność. W ostatecznym kształcie mamy charakterną postać bardzo ciekawego i niesamowicie sympatycznego perkusisty.

Jak opisze się George Kollias? Możesz się jakoś podsumować?


Jestem po prostu kolejnym, walniętym, perkusyjnym dziwakiem, który kocha grać na bębnach odkąd tylko pamięta (śmiech). A tak już bardziej poważnie to jestem profesjonalnym perkusistą, który uwielbia różnorodne style, ale moim ulubionym jest ekstremalny metal. Od ponad 10 lat gram z amerykańskim zespołem o nazwie Nile i podróżuję dookoła świata, dając wszelkiego rodzaju występy i prowadząc kliniki. Wydałem dwie edukacyjne płyty DVD i jedną książkę, obecnie przygotowuję moją kolejną książkę, która ujrzy światło dzienne już za kilka miesięcy. Poza graniem w zespole i solową karierą uczę również w Modern Music School, międzynarodowej sieci szkół, która ma swoją główną siedzibę w Niemczech, w Idar-Oberstein, ale działa w różnych zakątkach świata. Pracuję w greckiej siedzibie tej szkoły, w Atenach, ale uczę równie często w Niemczech. Opisałbym siebie jako perkusistę z pasją, który ciężko pracuje, bo kocha to, co robi. Granie jest częścią mojego życia od momentu, gdy skończyłem 10 lat i wkręciłem się w to po raz pierwszy.


Po raz pierwszy? Dlatego właśnie przeprowadziłeś się do Aten?


W zasadzie to była zwykła praca, nie miało to nic wspólnego z muzyką. Mój brat miał dobrą pracę w dużej firmie i zatrudnił mnie w niej, więc przeniosłem się do Aten z nadzieją, że będę miał również więcej kontaktu z muzyką, rzecz jasna. Brat nawet pozwolił mi mieszkać w jego mieszkaniu przez pierwszy rok do czasu, gdy będzie mnie stać na własne lokum. Mój brat był dla mnie wielkim wsparciem i zawsze wierzył w to, co robię. Naprawdę wiele mu zawdzięczam.

Kiedy przyjechałem do Aten, w zasadzie już pierwszego dnia, Efthimis Karadimas z Nightfall zaproponował mi, żebym dołączył do zespołu, którego byłem ogromnym fanem od 1992 roku, więc wiedział, że bardzo dobrze znam ich repertuar i potrafię go zagrać. To było dla mnie jak spełnienie marzeń, nadal czuję się niesamowicie, myśląc o tamtym czasie spędzonym z Nightfall, bo tak, jak mówię, prawdopodobnie byłem ich największym fanem, poważnie! Zabawna historia z Nightfall jest taka, że miesiąc po tym, jak do nich dołączyłem, mieliśmy grać na Wacken Open Air, więc przed jakimkolwiek wspólnym występem w Grecji, zagrałem na największym festiwalu metalowym na świecie przed około 10.000 osób. Rozwaliliśmy tam system! Po wszystkim pomyślałem, że naprawdę kocham tę robotę!

Przez lata grałem z Nightfall, ale zacząłem na boku spełniać swoje kolejne marzenie, którym było założenie ekstremalnego bandu. Naprawdę chciałem grać bardzo szybką i techniczną muzykę. Na szczęście dane mi było spotkać dwóch innych muzyków, którzy dzielili takie same pasje, jak ja i założyliśmy Sickening Horror. To kolejny, ogromny rozdział mojej kariery. Czułem, że z Sickening Horror możemy podbić świat i robiliśmy dokładnie to, co sobie wymarzyłem. Cały czas tęskno mi za czasami tych dwóch zespołów, ale wszystko kiedyś się kończy…


Granie tego grzmotu przyniosło wiele korzyści. Chociażby kontakt z Nile.


O tak, granie z Sickening Horror przyciągało uwagę za każdym razem, gdy graliśmy jakiś gig. To była bardzo wymagająca muzyka i harowaliśmy jak woły, więc wydaje mi się, że na to zasłużyliśmy. Świetnie się czuję z tym, że zaczynaliśmy od zera i poprowadziliśmy zespół na taki poziom. To zainteresowanie doprowadziło do nas promotora, który zaproponował nam support przed Nile, kiedy przyjechali do Grecji. Uwielbialiśmy Nile, więc to było dla nas bardzo ważne i zrobiliśmy wtedy coś mega mądrego przed tym występem. Nagraliśmy swoją pierwszą płytę promocyjną kilka tygodni przed show i przed drzwiami rozdawaliśmy ją za darmo. Myślę, że około 500 osób dostało wtedy nasze CD i już wszyscy wiedzieli, co to jest Sickening Horror (śmiech). Bardzo chcieliśmy, żeby ludzie nas poznali, uważaliśmy, że mamy coś dobrego do pokazania i na szczęście nie myliliśmy się, ludzie którzy mieli szanse zobaczyć nas na żywo, podążyli za nami jak najprawdziwsi fani!

Nie spotkałem Nile tego wieczoru. Chciałem, ale nie miałem zamiaru im przeszkadzać w garderobie, dlatego trzymałem się z daleka. Nie spotkałem również Tony’ego (Laureano - ówczesny garowy Nile). Tej nocy zdawał się być bardzo zajęty, więc tak, jak mówiłem, nie chciałem zawracać głowy. Z pewnością za to podobali mi się na żywo. Nile dali czadu tego wieczoru! Zanim do nich dołączyłem, co nastąpiło jakoś rok lub więcej po tym wydarzeniu, Dallas (Toler-Wade - wokal) powiedział mi, że on i Jon (Vesano - bass) przyglądali się wtedy naszej grze i nas polubili. Całe szczęście, nie wiedziałem, że nas obserwowali na scenie, chyba bym się… zesrał (śmiech).


A spotkanie z wielkim Derekiem Roddy?


Kilka miesięcy później spotkałem Dereka na koncercie Hate Eternal w Atenach. Przyglądanie się jego grze… Jak to grzecznie powiedzieć… Roz*ebało mi czachę!!! Tak właśnie! Derek jest królem, zmienił tę cholerną muzykę swoim talentem i pasją gry na perkusji, naturalnie on miał na mnie główny wpływ i wzorowałem się na nim, nie byłem jedynie inspirowany jego graniem, ale również tymi rzeczami, które robił dla perkusistów i całego gatunku. Ja starałem się robić to samo. Teraz jest moim bardzo dobrym kumplem i nadal dostaje należny mu szacunek ode mnie, on to wie. Tego wieczoru, na koncercie, dałem Derekowi promocyjne CD i miałem możliwość porozmawiania z nim przez moment. To było to. Zanim zdążył wrócić do domu, zaczął rozmawiać z ludźmi o mnie i Sickening Horror, to było nie do pomyślenia dla nas! W tym czasie zadzwonił do niego Karl (Sanders - lider Nile) i pytał, czy zna jakiegoś perkusistę, który dałby radę pociągnąć występy Nile po odejściu Tony’ego, a Derek powiedział o mnie. Następną rzeczą, jaką pamiętam, był mail od Karla. Osobiście pytał, czy mógłbym im pomóc przed zbliżającym się festiwalem i w sumie to może bym dołączył do zespołu na stałe. Wyobraź sobie moje zdziwienie, do tego momentu nie miałem nawet pojęcia, że Tony odszedł z zespołu. Po odebraniu tego maila miałem wiele do przemyślenia, ale zdecydowałem całkowicie dołączyć do Nile.


Jak się potoczyły dalej sprawy?


O Boże… To była mieszanina uczuć. Z jednej strony byłem szczęśliwy, że ktoś zauważył, co robię i było to najwspanialsze uczucie na świecie. Z drugiej strasznie się stresowałem, nie wiedziałem, co dalej. Nie miałem żadnego doświadczenia w czymś takim, a to zobowiązanie było mega poważne. Dlatego wziąłem sobie kilka dni na zastanowienie i wtedy zdecydowałem się skorzystać z tej szansy. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem było nauczenie się całego starego materiału. Większość piosenek znałem, ale spędziłem dużo czasu na nauce całej setlisty, aby być gotowym na show i próby. Po miesiącu czy jakoś tak, poleciałem do Stanów i zacząłem próby z zespołem. Na pierwszej próbie powiedzieli, że chcą, abym był ich nowym perkusistą i to było to. Zaraz po tym zaczęliśmy pisać nowe teksty, a dwa miesiące później byliśmy już w studio i nagrywaliśmy Annihilation of the Wicked. Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko działo się tak szybko, ale nie dla mnie. To było wiele, wiele godzin pracy nad piosenkami, wystarczająco, aby zostać pełnoprawnym członkiem zespołu i poczuć się jak jego część. To całe "pierwszy raz w Ameryce" było niesamowitym doświadczeniem, wróciłem do domu i czułem się, jakbym podbił cały świat! Zaraz po wyjściu albumu zaczęły się trasy, wiele dat, miejsc i lat, uwielbiam każdą chwilę z tego, jak dotąd!


Minęło 10 lat ostrej gry. Od 27 roku życia aż do teraz. Organizm zmienia się i musi to poczuć… Sportowcy kończą karierę w tym wieku.


Sam nie mogę uwierzyć, że minęło już 10 lat... Nie, no, poważnie, zdaje mi się, jakby to były 4 lata, czy coś koło tego. Moje ciało reaguje wręcz idealnie, prawdę mówiąc, czuję się teraz w najlepszej formie, w jakiej byłem. To przez ćwiczenia i różnego rodzaju sporty, jakie teraz trenuję. Przekroczyłem poprzeczkę tych 35 lat, gdzie zazwyczaj człowiek trochę oklapuje i zaczyna być bardziej ostrożnym ze swoim ciałem. Cały mechanizm gry na perkusji jest już dla mnie naturalny, ale cały czas idę do przodu, nadal lubię się zmęczyć na scenie i sali prób. Czuję, że teraz wszystko jest łatwiejsze, w porównaniu do tego, co było. Zbyt wiele lat tras i grania w przeróżnych okolicznościach, to stało się tak naturalne, że już się w to nawet nie wierzy.


A głowa?


Jeżeli chodzi o mój sposób myślenia, to wcale się nie zmienił. Nadal jestem dokładnie tym samym gościem z identycznym nastawieniem i zapałem do muzyki. Jestem bardziej dojrzały, rzecz jasna, mam większą wiedzę również w tematyce biznesu, ponieważ nie chodzi tylko o granie i zarobienie kilku dolców, chodzi o pełną kontrolę nad swoim życiem i dobre zarządzanie, żeby nie skończyć bez grosza przy duszy na przykład. Przez te wszystkie lata, kiedy jestem profesjonalnym muzykiem, nie czuję, aby to odebrało mi moją pasję. Mówię to, ponieważ kiedy zmienisz to w profesję, możesz stracić ogień. Wiesz, o co chodzi. Ja wciąż to robię, bo to kocham. W zasadzie, robię to tylko dlatego, że to kocham!

Jestem bardzo dumny z tego, co dokonaliśmy do tej pory. Jestem dumny, że po tylu latach nadal jestem w tym zespole. Czuje się zaszczycony, mając takich fanów, jakich mam, nie staram się tu grać spoko gościa, to jest po prostu coś, za co jestem wdzięczny każdego dnia. Jestem wdzięczny, że udało nam się odnieść sukces, ale uważam również, że naprawdę zasłużyliśmy na to naszą ciężką pracą. Ten zespół pracuje bardzo ciężko i mówię to śmiertelnie poważnie. Dla mnie jest to główny powód, dla którego jestem tutaj. Miałem propozycje większych pieniędzy i łatwiejszej pracy, ale to nie dla mnie. Nie przyjąłem ich, ponieważ… Uważam, że jeżeli zarabiasz wystarczająco pieniędzy, aby mieć komfortowe życie i robisz to, co TY chcesz robić, to znaczy, że masz najlepszą pracę pod słońcem… Muzyczny biznes kręci się wokół pieniędzy, ale nie całkowicie, staraj się, by wszystko było jasne dla każdego.


Zmieniło się twoje podejście do pracy w studio?


Czasu spędzonego w studio jest coraz mniej za każdym razem, dlatego, że przygotowujemy się lepiej i wiemy, jak przyspieszyć cały proces i to jeszcze przed próbami. To magiczna sprawa, która się nazywa: "Naucz się swoich pieprzonych partii, ZANIM zaczniesz grać z zespołem" (śmiech). To działa wyśmienicie, każdy z nas robi, co do niego należy, a później zbieramy się razem i gramy. Oczywiście wszystko jest już w 85% gotowe przed tym, jak zaczniemy pracować razem. Tak właśnie należy postępować.

Fakt, że musimy te piosenki zagrać później na żywo, jest czymś, co cały czas utrzymujemy w świadomości, dlatego właśnie Nile jest jednym z najlepszych zespołów występujących na żywo. Słuchając tego zespołu na żywo, jesteś jakby świadkiem dokładnie tego, co jest nagrane na albumie. Nie ma tu żadnej "magii" studyjnej, dlatego Nile jest tak czy inaczej sławne w swoim świecie, dostarczamy to, czego oczekujesz! To nie jest najprostsza sprawa i zajmuje wiele czasu, ćwiczeń i cierpliwości, aby wynieść piosenkę do tego poziomu, jaki chcemy uzyskać, ale jest to prawdziwe i fair w stosunku do fanów, dodatkowo, mogę spać w nocy…(śmiech). Nie lubię robić rzeczy, których nie potrafię, nienawidzę tego.


Nie jesteś perkusistą jednej formacji i jednego projektu…


Pracowałem z wieloma różnymi zespołami, niektóre poważne, inne nie do końca, ale to również moja praca. Płacą mi za zagranie najlepiej, jak potrafię, a nie za ocenianie ich muzyki. Mam też swoje studio nagrań, więc mogę tam nagrywać, kiedy chcę, co jest wielką oszczędnością kasy dla zespołów. Robię więc nagrania sesyjne i jak dotąd jestem zadowolony niemal ze wszystkiego, w co się angażowałem. Przede wszystkim cieszę się z pracy z zespołami spoza ekstremalnego metalu, nie dlatego, że to dla mnie łatwiejsze. W zasadzie jest odwrotnie. Muszę podejmować wyzwania, aby brzmieć najlepiej, jak potrafię również w innych stylach muzycznych, nawet w takich, w jakich nigdy dotąd nie grałem. Może dla niektórych heavy lub power metal na przykład, to bułka z masłem dla tych, którzy potrafią grać szybką muzykę, ale to jest nieprawda… To wymagający styl gry na perkusji i jeżeli tego nie czujesz, to tego nie zrobisz, jak należy… Czasami muszę się zagłębić w jakiś styl, żeby złapać ten nastrój, jak aktor, a później staram się brzmieć najlepiej, jak potrafię w tym konkretnym stylu. To jest cała zabawa, wciąż praca, ale jest w tym wyzwanie, które sprawia, że można się tym bawić!


Jakieś wyjątkowe bliskie sercu projekty?


Czyli co najbardziej mi się podobało? Ciężko powiedzieć i nie byłoby to fair w stosunku do zespołów… Naprawdę podobała mi się większość z tego, co robiłem jak dotąd, nawet z zespołami, które mnie specjalnie nie kręcą, ale po sesji niektóre zyskały moją uwagę na długo. Na przykład Týr. Zespół, który wcześniej nie wzbudzał we mnie żadnych konkretnych emocji, ale po nagraniach musiałem odsłuchać ten album, który nagraliśmy, jak na razie jakieś 200 razy… Uwielbiam go!


Zbliżamy się do wydania twojego solowego albumu…


Ten album jest czymś, na co czeka wiele osób, co mnie niesamowicie cieszy, ale to ja jestem tym, który się najbardziej nie może doczekać! W tym momencie album jest gotowy. Muzyka - perkusja, gitary, bas, sample, perkusjonalia, klawisze - są gotowe i wszystko jest grane przeze mnie z kilkoma gośćmi. Mój czas wolny jest bardzo ograniczony, z wszystkimi tymi rozkładami tras, klinik, moją pracą sesyjną, pisaniem dla Nile, moją nową książką… itd. Album powinien być darmowym wydaniem, bo sam pomysł wydania solowego albumu był raczej w ramach… hobby. Piszę dla siebie, żeby się tym cieszyć. To wszystko. Nie mam planów, żeby robić z tego trasę z zespołem albo sprzedać milion albumów. Po prostu robię to dla siebie i żeby się bawić ze znajomymi. Póki co odzew jest niesamowity, tak wielki, że niektórzy mogliby zmienić zdanie, ale nie ja. Robię to dla relaksu. Ale tak, jak mówiłem, mój grafik pracy jest napięty, na całe szczęście prawie wszyscy zdają sobie z tego sprawę i to rozumieją. Póki co wszystko brzmi tak, jak sobie to wymarzyłem i teraz mam trochę wolnego czasu w domu, więc mogę powiedzieć, że jesteśmy w końcowym stadium przygotowywania albumu do wypuszczenia. (Album ukazał się w połowie maja nakładem wytwórni Season of Mist - przyp. red.)


Twoje DVD instruktażowe Intense Metal Drumming i Intense Metal Drumming II odniosły wielki sukces. W czym tkwi tajemnica?


Intense Metal Drumming wyszło w 2008 roku, ale na samym początku był pomysł, żeby zrobić z tego książkę, potem zmieniło się to w wideo, CD i ostatecznie przerodziło się w pełne 4-godzinne DVD. Kręcone było w moim starym studio na kiepskich kamerach i tanim osprzętem audio, ponieważ to było wszystko, co miałem, ale okazało się, że wyszło całkiem dobrze. To była samoróbka i nie spodziewałem się takiego odzewu od fanów czy magazynów perkusyjnych. Byłem autentycznie zaszokowany recenzjami, sprzedażą i odzewem, jaki docierał do mnie od perkusistów z całego świata. To DVD otworzyło mi wiele drzwi i uważam, że to głównie dlatego, że ludzie docenili ciężką pracę, jaką włożyłem w promowanie ekstremalnego bębnienia i w edukację nowych pokoleń perkusistów. To nie jest najlepszej jakości DVD instruktażowe na świecie, ale z pewnością ma w sobie wiele informacji, które cię zatrzymają na dłużej przed telewizorem, to na pewno! Po sukcesie pierwszego DVD, wymyśliłem nowe koncepcje ćwiczeń do pokazania i zdecydowałem, że nagram następne DVD, ale tym razem przy współpracy z Hudson Music, która - jak wszyscy dobrze wiemy - jest najsilniejszą firmą, specjalizującą się w książkach i DVD edukacyjnych. Nazwałem ją Intense Metal Drumming II tylko po to, żeby się upewnić, że ludzie, którzy ją kupią, będą wiedzieć o pierwszej części. Tym razem znowu wszystko sam nagrywałem, ale zaraz po wydaniu pierwszego DVD zainwestowałem w lepszy sprzęt do nagrań z full HD z niesamowitą produkcją dźwięku itd. Zdecydowanie lepsze od pierwszego pod względem produkcji. Poszedłem w tym troszkę za daleko, oddając materiał trwający 5 godzin 20 minut z myślą, że fani to docenią, bo o to bym pytał jako potencjalny klient. Nienawidzę DVD, które trwają godzinę, co do cholery można pokazać przez godzinę? Jeżeli traktujesz to wyłącznie jako produkt, to mądrzej jest zrobić godzinne DVD, żeby zrobić niedługo następne i następne, żeby utrzymać dochody, w moim jednak przypadku jest tak, że ja chcę, aby fani poczuli, że to były dobrze wydane pieniądze na moje DVD.

Na drugim DVD po raz pierwszy miałem profesjonalną załogę, która mi pomagała, dlatego produkcja jest lepsza, ale nadal 95% to moja własna praca, ponieważ jestem perkusistą i sądzę, że wiem lepiej, czego chcą perkusiści niż jakikolwiek reżyser, który ma niesamowite zdolności w edycji wideo, ale nie gra na perkusji. Moja edytorska praca nad materiałem nie była niczym niezwykłym, nie potrzeba żadnych niezwykłych zdolności w większej części nagrania. Po prostu perkusista pokazuje ćwiczenia i wykonuje piosenki. Jednak te pozostałe 5% pomocy, które miałem od kilku znajomych profesjonalistów sprawiło, że to DVD jest tak wyjątkowe i miło się je ogląda. Sprawili, że to DVD to kozak! Jon Simvonis, który był reżyserem tego DVD, zrobił niesamowitą robotę, co skłoniło nas do zatrudnienia go przy ostatnim nagraniu Nile. Tam ponownie pokazał, na co go stać. Jon jest szaleńczo dobry!


Dzięki tym materiałom wsiąkłeś mocno w prowadzenie klinik. Swój własny Drum Camp? Jaka jest różnica w bębnieniu zespołowym a warsztatami?


Powiedziałbym, że to są dwa zupełnie różne światy, ale zamierzam kontynuować oba. Trasy są świetne, troszkę trudniejsze warunki, ale to jest prawdziwe, przedstawiasz muzykę, przekazujesz tłumowi energię, razem żyjemy i oddychamy metalem. To jest czad! Kliniki nie są tak intensywne pod względem tłumu, ale to wielkie wyzwanie, ponieważ nie jesteś już tylko kimś, kto daje show, jesteś także nauczycielem. To jest dla mnie bardzo ważne. Różnic jest bardzo dużo, każda sytuacja ma swoją własną specyfikę. W trasach masz cały czas towarzystwo, dużo się dzieje fajnych rzeczy, ale to również nie jest prosta sprawa żyć w trasie, w autobusach, samolotach… miesiącami. Podczas klinik mieszkam we wspaniałych hotelach, więc to jest prostsze, ale przez większość czasu jestem sam, nawet gdy jeżdżę pomiędzy miastami, to znowu jestem tylko ja. Można powiedzieć, że trasy klinik są prostsze do zniesienia, jednak tam pracuję ciężej. Myślę, że fakt, iż mogę wybrać, co robić, gdzie iść i jak wiele klinik poprowadzić, to jest łatwiejsza sprawa, ale tak, jak mówiłem, każda sytuacja ma swoją własną magię.

Mój Drum Camp w L.A. był niesamowity. To był mój pierwszy raz, więc za każdym kolejnym razem będzie coraz większy i większy. Jak na początek, myślę, że było niesamowicie i świetnie się bawiłem ze swoimi uczniami, przez te 3 dni cały czas z nimi przesiadywałem. Drum Campy są teraz bardzo na czasie, to jak wakacje spędzone z twoim ulubionym perkusistą, gdzie uczysz się mnóstwa rzeczy, jednocześnie spotykając osobiście artystę. Spotykasz też innych nowych ludzi, z którymi się zaprzyjaźniasz! W każdej minucie jest tak wiele informacji, że to się wymyka spod kontroli. Mam na myśli, że na DVD możesz powiedzieć tyle, ile chcesz, ale będąc z uczniami w tym samym pomieszczeniu i odpowiadając na pytania bezpośrednio to właśnie sprawia, że to jest takie ważne. Jest zdecydowanie ważniejsze dla nich tak, jak i dla nas, nauczycieli, bo mamy możliwość pokierować ich na odpowiedni tor i dać im wiedzę, jakiej potrzebują na start. Ten Drum Camp był zdecydowanie początkiem dla mnie i autentycznie nie mogę się doczekać następnego!


Poza tym lekcje prywatne. Można uczyć się u ciebie…


Tak, jestem częścią Modern Music School od 2005 roku i lubię to, co zrobiliśmy i nadal robimy. Nasza szkoła jest bardzo otwarta na najróżniejsze style współczesnej muzyki, jesteśmy również bardzo silni, mamy ponad 85 oddziałów na całym świecie, mamy autorskie książki do nauki oraz cały system nauczania. Prowadzę prywatne lekcje tak samo, jak takie według Profesjonalnego Programu szkoły. W obu przypadkach uczę rockowej gry na perkusji, od podstawowych rockowych groovów po ekstremalny metal. To jest właśnie ta wspaniała rzecz w tej szkole, mamy bardzo różnych nauczycieli odpowiedzialnych za najrozmaitsze style gry, którzy są aktywni w nich zawodowo. Podchodzimy do naszej pracy bardzo poważnie, uczymy tego, co potrafimy i to na światowym poziomie.

Jeżeli chodzi o lekcje online, to jest to część mojej strony internetowej, zrobiłem to z powodu ogromnego zainteresowania ze strony perkusistów z całego świata, którzy niestety mieszkają zbyt daleko, aby się u mnie uczyć. Każdego miesiąca nagrywam lekcję, którą wypuszczam z dodatkowym zapisem w PDF. Zawieram tam swój styl, rzecz jasna, ale również różne inne style, jakie tylko możesz sobie wyobrazić. Lekcje są w bardzo przystępnej cenie dla uczniów, płacą 60€ na rok, czyli prawie tyle co nic i zdaje się, że wszystkim się to podoba, ponieważ to już czwarty rok naszej działalności i nadal to hula!


Jaki z ciebie belfer?


Dobry, mam nadzieję (śmiech). Zawsze staram się prowadzić lekcje, nagrywać DVD i pisać książki z innej perspektywy, jakbym to ja był uczniem, więc staram się podawać uczniom najważniejsze rzeczy w łatwy sposób do zrozumienia i dochodzić do sedna bardzo szybko. Czuję, że teraz prywatne lekcje są dla mnie czymś łatwiejszym. Pewnie z powodu tych wszystkich lat, spędzonych na klinikach, jestem zdecydowanie bardziej wyluzowany, gdy idzie mi się uporać z jednym uczniem. Również z powodu systemu, jaki mamy w Modern Music School. Jest tak dobry, że ułatwia sprawę tłumaczenia pewnych rzeczy. Lekcje online to nie jest łatwa sprawa, muszę spędzić kilka godzin miesięcznie na obróbce wideo, ale tak, jak mówiłem, bardzo mi odpowiada ta moja szkoła internetowa z uczniami z całego świata i jest bardzo przystępna, więc każdy może do niej dołączyć.


A aplikacja Drum Guru?


Jeżeli chodzi o to, uważam, że to był bardzo mądry pomysł i dostałem ofertę zrobienia tam 3 zestawów lekcji, zawierających 3 poziomy podstaw na podwójnej stopce. Jestem zadowolony z tych lekcji, tak samo moi uczniowie, którzy je wykupili. Uważam, że takie "aplikacjowe" podejście do nauki muzyki jest genialne i będzie przyszłością, ponieważ jest do tego łatwy dostęp i jest bardzo tanie. Jeszcze za wcześnie, żeby coś mówić, ale Hudson Music zrobiło już pierwszy, wielki krok.


Wziąłeś się za pisanie i stworzyłeś The Odyssey of Double Bass Drumming. Trylogia The Beginning, The Journey i The Arrival?


Ta trylogia jest najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem… Tak właśnie o tym myślę. Jest tam całe moje doświadczenie, jakie zdobyłem przez te wszystkie lata, zapisane na papierze w celu przeniesienia cię od twoich pierwszych kroków na podwójnej stopce na poziom profesjonalny. Ten pomysł istniał już od wielu lat, ale po rozmowach z wydawnictwem Modu Publishing poczułem, że to może się faktycznie udać i oto mamy pierwszą część z trzech, została wydana i świetnie sobie radzi! Jak dotąd odzew jest naprawdę bardzo dobry! Najpierw rozmawialiśmy o zrobieniu jednej książki, ale wpadłem na pomysł trylogii, w ten sposób można rozdzielić to na różne poziomy zaawansowania. Niekoniecznie chodzi o sprzedaż większej ilości książek, ale żeby poprowadzić uczniów od ich pierwszych kroków i dać im ile tylko możemy za każdym razem, oni tego potrzebują. Pierwsza książka ma 200 stron, tak, żeby zaznaczyć, co będziemy robić. Oprócz uczniów, chciałem to również skierować do nauczycieli gry na perkusji. Chciałem dać im coś, co pomogłoby nowym bębniarzom, którzy chcą się nauczyć podwójnej stopki, zrobić to w odpowiedniej kolejności. Gram na podwójnej stopie całe swoje życie, wiedziałem, że to powinno zadziałać i stworzyliśmy bardzo poważną książkę!

Następny pomysł, jaki nam przyszedł do głowy, to zamiast wydawać książkę z płytą CD, wypuścić wersję z kodem. Kod, który dawałby uczniom dostęp do folderu online, gdzie moglibyśmy wrzucać ścieżki, piosenki do grania, przykłady ćwiczeń i wiele innych. To było genialne, ponieważ moglibyśmy to uaktualniać, kiedy by nam pasowało i wrzucać nowe rzeczy, co sprawiłoby, że książka byłaby warta o wiele więcej niż za nią zapłacili, prawda? Do pierwszej książki napisałem również wszystkie ścieżki gitar, skomponowałem "proste" piosenki, do których można grać, ale nie tylko takie, również takie dopasowane do poziomu, jaki ćwiczą w książce. Drugą książkę już niemal skończyłem. To zdecydowanie kolejny poziom i tym razem mam kolegę, gitarzystę Mike’a Papadopoulosa, który gra w zespole Cerebrum. Pomaga mi pisać muzykę do wszystkich piosenek, do których będą grać uczniowie. Zrobiłem tak, ponieważ chciałem popchnąć uczniów do bardziej skomplikowanych ścieżek, które profesjonalny gitarzysta jest w stanie napisać ode mnie lepiej. Jestem bardzo podekscytowany tą drugą książką.


Masz także bardzo duży wpływ na swój sprzęt perkusyjny. Starasz się go dostosować do swoich potrzeb.


Pewnie to brzmi niesamowicie fajnie, mieć własne, sygnowane produkty, z twoim imieniem na nich. Nie będę kłamał, to świetna sprawa, ale to również wielka odpowiedzialność, której raczej nie lubię często brać na siebie. Porcja stresu za każdym razem wymyka się spod kontroli, ponieważ wszystko, na czym zostawiasz swoje nazwisko, musi być w 100% tobą, ale jak można być pewnym, że to jest właśnie to? Możesz tak to czuć właśnie dzisiaj, ale już kolejnego dnia może nie być tak dobrze. To jest podstępna sprawa i wymagana jest wielka koncentracja. Jednak, jak dotąd, nie mógłbym być bardziej zadowolony z moich rzeczy, są dokładnie tymi produktami, na których gram na żywo, w studio czy w sali prób… Tylko na nich!

Myśląc o tym po raz kolejny, że jestem artystą, który ma swoją sygnaturę w Vic Firth jest to jakby nie z tego świata. Gram na Vic Firth, odkąd skończyłem 12 lat, czy jakoś tak. Stałem się ich oficjalnym artystą w 2005 roku, ponad 3 lata temu stworzyliśmy razem moją sygnaturę. To nie było takie proste, przeszliśmy przez wiele prototypów, aby stworzyć najlepszą wersję, która będzie mnie reprezentować przez wiele lat. Ostatecznie mam najlepsze pałki na świecie! Tak właśnie uważam o moim modelu, reprezentuje on w 150% to, co jest dla mnie ważne w grze i kocham go! To, co poważnie myślę o modelu SGK, to jest to, że są świetne do każdego rodzaju muzyki, od metalu po jazz i rock, są niesamowite!

Jeżeli chodzi o stopkę, to był po prostu taki pomysł na udoskonalenie już i tak wspaniałej A Longboard i stworzenie super-stopki, do której już nic nie trzeba dodawać, należy ją tylko wyjąć z pudełka i być gotowym na rozwałkę. Wiedziałem, że Axis ma parę nowych części, które zainstalowałem w swoim A Longboard, jak na przykład Microtune Spring Tensioner, więc powstał pomysł, aby stworzyć nową stopkę, dokładnie taką, jaką chcę i nadać jej moją sygnaturę. Oczywiście Axis zrobił kawał dobrej roboty, ta stopka jest najlepsza, jaką można znaleźć. Znowu dostosowana jest do każdego rodzaju muzyki, bardzo łatwo ją dopasować do różnych okoliczności, to zajmuje tylko sekundy! Jest oczywiście idealna do ekstremalnego metalu, wyjmujesz ją tylko z pudełka i lecisz!


Nie boisz się, że ekstremalne granie się wypali?


Czyli przyszłość ekstremalnego metalu? Hm… Sam nie wiem. Staram się o tym nie gadać za wiele i nie brzmieć, jak ci muzycy - niewielu na szczęście - którzy mają rozwiązanie na wszystko w swojej kieszeni, wiadomo, o co chodzi. Wychodzi na to, że wszyscy wiedzą, co robić, ale nikt nic nie działa i to jest strasznie wkurzające, kiedy czyta się wywiady weteranów, którzy mówią "nowe zespoły to, to i tamto" albo "kiedy my zaczynaliśmy… bla bla bla" tylko dlatego, że się wypalili, albo po prostu nie pamiętają, jak to było, gdy zaczynali. Żyjemy w świecie, gdzie każdy jest lepszy od innych, więc ja tylko stoję z boku i obserwuję (śmiech). Zawsze będzie jakaś świetna, nowa muzyka, nie zdarza się to każdego dnia, ale się zdarza i to jest wyjątkowe, dlatego moją jedyną radą jest szukanie i znalezienie tego! Tak samo będzie z ekstremalnym metalem. Moim ulubionym zespołem w tym momencie jest nowy zespół Fleshgod Apocalypse. Słyszałem o nich kilka lat temu i kompletnie zwalili mnie z nóg! Mam więc nadzieję, że więcej takich "Fleshgod Apocalypse’owych" niespodzianek nas czeka w przyszłości!


Masz też zajawkę motoryzacyjną.


Tak, jestem fanem motocykli od wielu lat i jeździłem dosyć sporo, w zasadzie dopóki nie dołączyłem do Nile. W pewnym sensie chłopaki poprosili, żebym przestał na chwilę. Uwielbiam wyścigi, każde, od gokartów po motocyklowe. W tym momencie posiadam 3 motocykle i co tydzień chodzę na tor na Super Motard i czasem Enduro, jak mam możliwość. Jestem wielkim fanem Valentino tak, jak reszta świata, mam obsesję na punkcie MotoGP, jak na niczym innym poza muzyką. Nawet, gdy jestem w trasie, staram się nie przegapić ani jednego wyścigu. Chociaż uwielbiam Rossi’ego i wierny mu jestem od tylu lat, to jestem również ofi cjalnym członkiem fan klubu Marca Marqueza, ponieważ jestem zdeklarowanym kierowcą Hondy. Obaj przechodzą wszelkie pojęcie, to legendy!


A latanie? Nie masz ochoty latać jak chłopaki z Iron Maiden?


(śmiech) Powoli. Sprawa z lataniem zaczęła się jako taki wybryk, ale polubiłem to, pomimo, że to wymaga szalenie dużo czasu, aby się wkręcić na poważnie. Mnóstwo czytania, egzaminów itd., dlatego nie wydaje mi się, żebym dał radę się tym teraz zająć. Moje pierwsze doświadczenie z profesjonalnym symulatorem latania było niewiarygodne, leciałem 737 nad Australią razem z moim uczniem i przyjacielem, który jest profesjonalnym pilotem komercyjnych linii, to był cios!


Czas na napisy końcowe. Co na nich poleci?


Dziękuję za wywiad, świetnie się bawiłem. Jako radę dla młodych, powiem to, co zwykle. Rób to, co lubisz i rób to bardzo często… Nieważne, co to jest i jak wiele osób to lubi w tym momencie. Jeżeli TY to lubisz i robisz to z zacięciem, to staniesz się w tym najlepszy!


Materiał przygotowali: Salemia, Marco Zambruni, Artur Baran
Foto: Elena Konkova, Vic Firth, archiwum George’a


Wywiad ukazał się w numerze marzec 2015.




Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama