Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Shannon Larkin (Godsmack)

Dodano: 08.07.2015
Perkusista Shannon Larkin opowiedział nam o swoich początkach, inspiracjach, pierwszych zestawach perkusyjnych oraz pracy nad najnowszym albumem Godsmack.

To dzięki siostrze zacząłeś grać na perkusji.


Będąc dzieckiem, dostałem w prezencie od mojej starszej siostry płyty Rush i Led Zeppelin. Do tamtej pory nie miałem żadnej płyty. Po prostu słuchałem radia, gdzie grali takich wykonawców, jak The Beatles, Johnny Cash, The Who, The Jimi Hendrix Experience. Kiedy poznałem Rush i Led Zeppelin, Neil Peart i John Bonham stali się moimi ulubionymi perkusistami. Po przesłuchaniu partii Bonzo na płycie "Led Zeppelin II", zakochałem się w perkusji, poprosiłem rodziców o pierwszy zestaw i doczekałem się.


Co to był za zestaw?


Zaczynałem na niebieskim, brokatowym zestawie Remo bez hi-hatu. Wtedy jeszcze nie potrafiłem grać utworów swoich idoli. Brak hi-hatu trochę utrudniał mi naukę. Któregoś razu dostałem od wujka płytę Iron Butterfly "In-A-Gadda-Da-Vida". Umówiliśmy się, że dostanę hi-hat, jak tylko nauczę się solówki z tytułowego utworu. Po jakimś czasie pojawił się drugi zestaw, tym razem o złotym wykończeniu. Mam go do dzisiaj. Wtedy na dobre zaczęła się zabawa z perkusją, a do prawdziwej rewolucji doszło, gdy odkryłem Motörhead. Wtedy połączyłem pierwszy zestaw z drugim, uzyskując podwójną stopę.


Jesteś samoukiem. Jak wyglądały twoje pierwsze kroki?


Tak, w zasadzie jestem samoukiem, jednak w szkole podstawowej miałem nauczyciela, który prowadził szkolny zespół. Repertuarem trafił w mój gust, bo przerabialiśmy m.in. utwory The Beatles. Wymagał od nas czytania nut, a ja oczywiście tego nie potrafiłem. Nigdy się o tym nie dowiedział. Tak bardzo chciałem grać w jego zespole, że perfekcyjnie znałem wszystkie swoje partie. Po zajęciach wracałem do domu i godzinami ćwiczyłem zadany repertuar ze słuchu.


Jak w takim razie udawało ci się "oszukiwać" na próbach?


Na próbach w szkole po prostu patrzyłem na zapis nutowy, jednocześnie grając to, czego nauczyłem się w domu. Możliwe, że perkusja była mi przeznaczona. Gra na tym instrumencie przychodziła mi z łatwością, to było dla mnie dość naturalne. Obserwowałem też grę perkusistów, chodząc na koncerty lokalnych zespołów z rodzicami.


Czy gra w takim zespole, jak Godsmack, jest dla ciebie wyzwaniem?


Tak. To bardzo duże wyzwanie. Zwłaszcza, że gdy trafiłem do Godsmack, z zespołu odszedł naprawdę dobry perkusista. Podniósł wysoko poprzeczkę. Nie tylko w kwestii sekcji rytmicznej, ale również wpłynął na cały zespół. Pamiętam sytuację z sesji nagraniowych do pierwszego albumu z moim udziałem, gdy miałem problem z pewną partią. Poprosiłem chłopaków o wyjście na kilkanaście minut, bym mógł na spokojnie rozpracować jeden fragment i perfekcyjnie go opanować (śmiech).


"1000hp" jest najlepszym i najbardziej dojrzałym albumem Godsmack. Chyba zgodzisz się ze mną?


Nie wiem, czy najlepszym i najbardziej dojrzałym, ale na pewno najłatwiejszym, jeżeli chodzi o proces twórczy. Głównym czynnikiem sprzyjającym była praca w naszym studio, którego realizacja w końcu doszła do skutku. Czuliśmy się bardzo komfortowo, swobodnie, jak w domu. Pomieszczenie jest umeblowane według naszych upodobań, na ścianach wiszą zdjęcia z naszych koncertów. Dodatkowo mamy własny magazyn i salę prób. Kluczem do nagrania dobrego albumu jest uchwycenie chwili i energii, jaka ma miejsce na koncertach. Dlatego zdecydowaliśmy się na rejestrację materiału na "setkę".


Jak byś scharakteryzował swój styl gry?


Na pewno jako energetyczny i widowiskowy. Właściwie wszyscy moi idole, może z wyjątkiem Keitha Moona, po prostu zasiadali za perkusją i grali. Na pewno wiesz, co mam na myśli. Kiedy ukazała się koncertówka AC/DC "Let There Be Rock" i zobaczyłem, co na tym koncercie wyprawiał Angus Young, powiedziałem sobie: "Chcę robić dokładnie to, co on, ale na perkusji". Chodzi mi o to, że chciałem być nie tyle w centrum zainteresowania, co zauważony i wyróżniający się. Perkusiści są często na drugim planie, za frontmanem. Zdałem sobie sprawę, że bycie showmanem za bębnami daje w dużej mierze podobny rezultat, jak w przypadku bycia frontmanem czy charyzmatycznym gitarzystą, jak w przypadku Angusa.


Kilka razy miałeś okazję pracować jako muzyk sesyjny. Czym wg ciebie różni się praca w studio od gry na żywo?


Grając na żywo nie musisz zwracać szczególnej uwagi na precyzję. Każdy dźwięk, każde uderzenie w studio musi brzmieć perfekcyjnie, ponieważ materiał, który nagrywasz, idzie w świat i zostaje na zawsze. Natomiast na żywo liczy się radość grania i emocje. Zdarzają się jakieś pomyłki, czy niedociągnięcia. Kiedyś czytałem wywiad z Keithem Richardsem, w którym powiedział, że gdyby mogli nagrać utwór "Satisfaction" jeszcze raz, zarejestrowaliby go zupełnie inaczej. Jednak liczy się moment i uchwycenie emocji, szczerość, jak w przypadku nagrywania na "setkę".


Jak radzicie sobie w kwestii logistyki, a szczególnie ty, jako muzyk mający najwięcej sprzętu spośród członków zespołu, nie wspominając o gigantycznych, sterowanych podestach na dwa zestawy perkusyjne - twój i Sully’ego?


Generalnie transport w naszym przypadku pochłania ogromne sumy pieniędzy. Szczególnie kosztowne jest zarówno przetransportowanie, jak i cała realizacja przedsięwzięcia, jakim jest nasza wspólna "bitwa perkusyjna". Podesty są ruchome, obracają się, możemy również przemieszczać się na scenie. W przypadku koncertów w USA nie ma większych problemów i dużych kosztów związanych z transportem, ale w przypadku trasy w Europie czy za oceanem już tak. Nigdy nie mogliśmy pozwolić sobie na takie atrakcje. W ramach nadchodzącej trasy po raz pierwszy w Europie będziemy występować z naszą "bitwą". Nie wiem, czy czas trwania naszego koncertu w Polsce pozwoli nam na to, jednak mam nadzieję, że się uda, ponieważ nasze wspólne solo trwa 10 minut. Cóż, najwyżej pozbędziemy się dwóch piosenek z setlisty (śmiech).


Rozmawiał: Wojciech Margula

Wywiad ukazał się w numerze: marzec 2015



Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama