Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Wojciech Mann

Dodano: 29.07.2015
Reprezentujemy ten gatunek muzyków, gdzie nie ma mowy o jakimś mechanicznym zastępstwie.
Osobowość, artykulacja i dynamika tak różna jak odciski palców, drobne milisekundy różnicy w uderzeniach, które tworzą niepowtarzalny styl, a nowa technologia służy nam, a nie odwrotnie. Olbrzymie wsparcie w propagowaniu sztuki muzycznej w takim wydaniu mamy w osobie pana Wojtka Manna, który na antenie radiowej Trójki chętnie eksponuje żywą tkankę muzyczną.

Zawsze staram się wykraczać poza ten nasz wzajemny krąg adoracji, bo wygląda to czasami tak, jakbyśmy siadali w kółku i mówili: "Nazywam się Maciej, gram od 30 lat…". Gary Novak powiedział w styczniowym numerze, że opinia perkusistów na jego temat mało go obchodzi, bo pracę dostaje w 90% od innych osób, nie od perkusistów. Coś w tym jest. Tym bardziej ciekaw jestem opinii człowieka, który nie dość, że - jak mało kto - wierzy w to, że muzyka siedząca głęboko w nas powinna być wyrażana za pomocą rąk, nóg czy też gardeł, ale też nieustannie daje możliwość oderwania się od trendów, którymi jesteśmy katowani. Bębniarze to przecież często niepokorni ludzie. Momentem, który przesądził o zapytaniu pana Wojtka o nasze środowisko, była chwila, gdy przeczytałem książeczkę z pierwszej części jego najnowszego wydawnictwa płytowego pt. "Nieprzeboje". Zaczęło mi się coś tam ciekawie zazębiać…

Czytając słowo wstępu do pierwszej części "Nieprzeboje" dochodzę do wniosku, że wstawiając w miejsce "nieprzeboje" słowo "perkusiści" - wszystko się idealnie zgadza…


Rozumiem. Zatem pięknie się złożyło.


Z czym kojarzą się panu perkusiści i ich rola w zespole?


Mógłbym odpowiedzieć tu podręcznikowo o trzymaniu rytmu, tworzeniu dyscypliny dla reszty muzyków itd. itd. Miałem wielokrotnie kontakt z perkusistami i to głównie jazzowymi, ponieważ byłem kiedyś przez parę lat pilotem muzyków na Jazz Jamboree. Patrzyłem na nich od kulis i na scenie. Było to dla mnie fantastyczne doznanie, gdy widziałem, jak ci muzycy wychodzili poza rolę właśnie tych dyscyplinujących, tworzących bazę rytmiczną i przechodzili aż do tworzenia utworów melodycznych. Taka gra na bębnach była dla mnie zupełnym odkryciem, ponieważ w tym czasie polskich perkusistów big beatowych słyszało się raczej w formie oszczędnej, podstawowej. W momencie, kiedy przyjeżdżali Amerykanie w osobach Buddy’ego Richa czy Elvina Jonesa to po prostu głowa odpadała! Zrozumiałem wtedy, że jest to zupełnie odrębna i ogromna wiedza oraz niesamowity talent plus - no, nie da się ukryć - konieczność ogromnej kondycji fizycznej.


Utkwił panu ktoś w pamięci?


Miałem kiedyś takiego perkusistę big beatowego Dave’a Clarka, którego lubiłem, chociaż uznawany był przez wszystkich za prymitywa bębniarskiego. Wspominam o nim jednak, mówiąc o tym dystansie od równego, prostego grania aż po sztukę. Zapamiętałem, że jest to instrument dający niezwykłe pole do kreacji.


Czujemy się nieco niedowartościowani…


Może trochę sami robicie sobie taką niszę i napawacie się tym żalem, że jesteście niedowartościowani. Każdy, kto choć troszkę rozumie muzykę, słyszy, co perkusista robi i jest w stanie to docenić. Niekoniecznie tylko w czasie popisowej solówki, gdy wszyscy schodzą ze sceny, a bębniarz przez cztery minuty wali sam. Wydaje mi się, że trochę niesłusznie skazujecie się na takie poczucie drugoplanowości.


Tak, jak zrobił to Phil Collins…


Są muzycy, którzy wyszli z wąskiej specjalizacji, ale są i tacy, którzy próbowali własnych sił. Nawet Paul McCartney nagrał płytę, gdzie grał na wszystkich instrumentach, ale akurat na perkusji to mu tak mocno średnio wyszło... Co do Phila Collinsa, moim zdaniem został później opanowany trochę za bardzo przez tę łatwą komercję.


Jest jeszcze miejsce na to naturalne brzmienie, którego jest przecież pełno w pana audycjach i na najnowszych płytach?


Wydaje mi się, że w tej chwili jesteśmy - mówię o słuchaczach - nakryci czapkami, wykonanymi z tego, co produkują fabryki przebojów. Przestajemy rozumieć, że komputer jednak wszystkiego nie zastąpi. Zaczynam się czuć jak taki uparty dinozaur, który może nawet nadmiernie, przesadnie odrzuca komputer. Rzecz jasna, doceniam możliwości elektroniki i tworzenia dźwięków, ale ilekroć słucham muzyki lub jestem na koncercie i widzę człowieka, który naprawdę obsługuje instrument, a nie uruchamia programy, to dopiero wtedy widzę, co on naprawdę potrafi.


Miał pan kontakt bezpośredni z naszym środowiskiem…


Miałem kontakt z perkusistami, służbowy i prywatny. Dobrze mi się rozmawiało z Markiem Surzynem, Jarosławem Szlagowskim, pokazywali mi, jak można wyjść poza ten utarty schemat grania. Miałem i mam wciąż kolegów grających nieprofesjonalnie. Możliwe, że spotkał się pan w mojej audycji z Antkiem Piekutem, który jest fanatykiem perkusji i miał zawsze ze sobą pałki, którymi walił w szuflady w swoim mieszkaniu, jak nie miał bębnów. Miały później takie wyżłobione ślady. Pamiętam, że właśnie od Antka pożyczałem zestaw bębnów, to był chyba Pearl… dla zespołu Madness, który przyjechał na koncert do Polski w 1984 roku bez perkusji. Zdarzały się takie przygody…


Zapytam wprost, nawiązując chyba cały czas do tej chęci docenienia, czy jest szansa na odcinek audycji perkusyjnej?


Pewnie jest to możliwe, ale ja mam pewną pokorę wobec tego, co wiedzą inni. Nie odważyłbym się oceniać czy wybierać. Potrzebowałbym wsparcia od kogoś, kto powiedziałby coś ciekawego o takim graniu. Słuchacze potrzebują nie zanudzenia, a podsunięcia czegoś fachowego, czego ja akurat mogę nie usłyszeć lub nie wiedzieć, jak to sformułować.


Rozmawiał: Maciej Nowak
Foto: Marcin Mann

Wywiad ukazał się w numerze kwiecień 2015.



Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama