KRZYSIEK DZIEDZIC - POLISH DRUMMERS Perkusista Przejrzyj kwietniowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Adam Markó

Dodano: 06.08.2015
Jedną z gwiazd Meinl Festival był nasz węgierski "kuzyn" Adam Markó.
W Polsce mało znany, za to na Węgrzech ma status niemal taki, jak u nas Michał Dąbrówka, chociaż operuje nieco inną stylistyką niż nasz mistrz. Poznajmy go bliżej...

Adam ujął nas przede wszystkim pewnością siebie i wiarą w swoje siły. Bardzo często jest to mylnie traktowane w Polsce jako przejaw pychy, ot, taka nasza przywara, że jak naprawdę mamy się czym pochwalić, to i tak lepiej siedzieć cicho z obawy przed czekającym tsunami krytyki. A właśnie Adam ma się czym pochwalić i jego zdecydowane wypowiedzi, podkreślające swoje osiągnięcia, są jak najbardziej na miejscu. Dla nas jako widzów festiwalu (oczywiście udajemy się tam) jest to dobry prognostyk przed recitalem muzyka. Będzie co słuchać i co oglądać!

Kim jest Adam Markó?


To ja! Trzydziestotrzyletni entuzjasta, muzyk-perkusista, który urodził się na Węgrzech w Budapeszcie. Muzyk sesyjny, międzynarodowy endorser talerzy Meinl i bębnów Natal. Nauczyciel, prowadzący kliniki i warsztaty, muzyk sceniczny, producent i lider zespołu Special Providence.


Jak to się wszystko u ciebie zaczęło? Działo się to wcześnie. Miałeś 4 lata?


Tak. Dorastałem w muzycznej rodzinie, moi rodzice to muzycy klasyczni, dlatego też życie muzyczne i muzyka sama w sobie pokierowała moim dzieciństwem i resztą życia. Nie znaczy to jednak, że łatwo mi było się odnaleźć, powiedziałbym nawet, że było mi trudniej. Patrząc teraz wstecz jestem bardzo dumny, że wszystko musiałem osiągnąć sam i samemu odnaleźć własną ścieżkę w muzyce. Po nauce w podstawowych i średnich szkołach muzycznych zostałem studentem najlepszej węgierskiej uczelni jazz/rockowej, którą ukończyłem w 2006 roku.


Jak to wyglądało w twoim kraju w latach osiemdziesiątych? Możliwe, że podobnie, jak w Polsce…


No cóż… Na szczęście wiele nie doświadczyłem w tym ustroju. Miałem 7 lat, gdy to się skończyło. Węgierska edukacja muzyczna stała wtedy na bardzo wysokim poziomie. Dzięki temu miałem możliwość nauki u największych nazwisk. Węgry miały i wciąż mają bardzo dużo utalentowanych muzyków, dlatego nasza scena zawsze była na wysokim poziomie pod kątem ich jakości.


Jak to wygląda teraz? Jesteś głównie muzykiem sesyjnym…


Po 10 latach swojej aktywności mogę swobodnie powiedzieć, że stałem się jednym z najczęściej angażowanych muzyków sesyjnych na Węgrzech. Mimo wszystko jestem teraz bardziej zaangażowany we własną karierę i mój zespół Special Providence. Staliśmy się jednym z bardziej rozpoznawalnych i uznawanych kwartetów z gatunku progresywnego jazz-metalu na europejskiej scenie progresywnej ze względu na wirtuozerski i dystynktywny styl. W obecnej chwili zespół gra koncerty na całym świecie i mieliśmy przyjemność podpisać kontrakt ze słynnym brytyjskim wydawcą GEP, który specjalizuje się właśnie w takiej muzyce.


Powiedz nam zatem więcej o nowym albumie Special Providence.


Tworzenie Essence Of Change to był konkretny cios! Mieliśmy niesamowicie kreatywny i owocny okres podczas składania całego materiału w jedną całość. Prawdę mówiąc była to wielka zabawa i byliśmy głodni, by zrobić coś nowego i ciekawego. Nie trzeba chyba wspominać, że byliśmy zainspirowani toną różnych rzeczy i chcieliśmy wyzwolić z siebie tę energię. Ten album jest naszym najcięższym i najbardziej progresywnym materiałem jak do tej pory.


Jak wyglądała sesja?


Ponownie pracowaliśmy w SuperSize Recording Studios, jak ostatnim razem podczas nagrań Soul Alert. Studio znajduje się na przedmieściach Budapesztu i jest stanowczo jednym z najlepszych w regionie. Cały proces nagrań czyli sesja, miks i mastering zajął łącznie 5 miesięcy. Znaleźliśmy czas na to, by zmienić niektóre aranże podczas nagrań w czasie sesji nagraniowej, kilka z nich - nie ukrywajmy - poleciało też do kosza. Do sesji wykorzystałem mój zestaw Natal Bubinga i w większości Meinl Byzance oraz MB20, ale przyznam też, że zdarzyło mi się korzystać ze wspaniałych efektów Meinl Generation X Electro i Trash hat.


Co jest najmocniejszą stroną twojej gry?


Wydaje mi się, że będzie to muzyczna różnorodność przy zachowaniu indywidualności. Zawsze starałem się uzyskać własne oryginalne brzmienie i opanować umiejętność wyrażania się za bębnami. Moim zdaniem są to obecnie dwie najważniejsze rzeczy. Zdecydowanie wolę muzykę ponad wszystko, by służyć jej na najwyższym możliwym poziomie.


No, ale jak osiągnąć te cele?


Zawsze słuchałem różnorodnej muzyki - od klasyki przez jazz aż po progresywny rock, metal i elektronikę. Dzięki temu jestem zawsze zainspirowany czymś innym, czymś nowym. Dodaje mi to świeżości, zwiększa ciekawość i zachęca do kolejnych wyzwań. Myślę, że jeżeli twoje życie ma polegać na tworzeniu muzyki, służeniu jej w najlepszy możliwy sposób, to musisz być bardzo otwarty, by osiągnąć progres.


Co było twoim największym punktem zwrotnym w karierze?


Zawsze są takie momenty w życiu, które prowadzą do kolejnych ważnych momentów. Dla mnie zdecydowanie jest to fakt bycia ofi cjalnym endorserem Meinl i sukces mojego Special Providence.


A co było największym wyzwaniem do tej pory?


To ciężko powiedzieć. Może wtedy, gdy pojechałem na moją pierwszą trasę z klinikami. Rola perkusisty, wykonawcy i wykładowcy razem jest zawsze bardzo dużym wyzwaniem.


Czego możemy oczekiwać od ciebie podczas tegorocznej, jubileuszowej edycji Meinl Drum Festival? (wywiad ukazał się numerze kwietniowym - przed zakończoną już edycją festiwalu - przyp. red.)


Przede wszystkim to wielki zaszczyt dla mnie i jestem strasznie podekscytowany faktem, że wystąpię na tym festiwalu. Moim marzeniem było zagrać na takim festiwalu i wciąż wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne. Zagram kilka potężnych kompozycji z repertuaru Special Providence i uzupełnię to wszystko solówkami. Nie mogę się już doczekać, by tam zagrać, to będzie cudowna impreza!


Jesteś także nauczycielem. Jak to u ciebie wygląda?


W głównej mierze jest to prywatna, bezpośrednia nauka. Zacząłem uczyć 12 lat temu. Odkąd stałem się endorserem firm perkusyjnych gram kliniki w całych Węgrzech, a także za granicą, prowadząc kursy w całej Unii.


Powiedz naszym czytelnikom, na co kładziesz nacisk? Jak wyglądają takie kliniki?


Poprzez muzykę. Prezentuję różne koncepcje groove’ów, metody, analizuję je i staram się wciągnąć w to publiczność. Bardzo ważne jest, by dać ludziom coś nowego i naładować ich pomysłami do wytyczania nowych dróg w grze. To bardzo intensywny i kreatywny okres, gdzie zarówno publiczność, jak i ja sam świetnie spędzamy czas. Mam nadzieję, że pojawię się też w Polsce, żeby zagrać kilka klinik…


Dobrze, że o tym wspominasz, z czym ci się kojarzy nasz kraj?


Polak, Węgier, dwa bratanki! Ten zwrot powstał wieki temu i wciąż wierzę, że jest aktualny! Cóż mogę powiedzieć, nie interesuje mnie polityka. Byłem w Polsce kilka razy na trasach koncertowych i zawsze był to świetnie spędzony czas, gdzie trafiałem na bardzo przyjaznych ludzi. Jest jedna rzecz, której nie za bardzo mogę zrozumieć. Dlaczego tak ciężko jest załatwić sobie pokazy lub inne granie w Polsce? Jest mi z tym ciężej niż gdziekolwiek indziej w Europie… W każdym razie takie mam wrażenie…


Rozmawiał: Artur Baran

Wywiad ukazał się w numerze kwiecień 2015.


Pozostałe

Kaz Rodriguez

Dodano: 23.03.2017

Jak osiągnąć sukces będąc perkusistą? Już wiele razy na naszych łamach udowadnialiśmy, że nie ma tej jednej jedynej drogi.

czytaj dalej

Brad Wilk

Dodano: 09.03.2017

Powiedzmy sobie szczerze, że gdyby nie ostatnia płyta Black Sabbath to nazwisko perkusisty Rage Against The Machine zostałby mocno przykurzone i odbierane bardziej jako historyczny fakt.

czytaj dalej

Gerald Heyward

Dodano: 23.02.2017

To bez wątpienia postać, którą każdy perkusista ceniący gospelowe granie pragnie zobaczyć na żywo. W świecie R&B to wciąż jeden z najbardziej znanych i pożądanych artystów.

czytaj dalej

Michael Schack

Dodano: 16.02.2017

To już prawie ćwierć wieku, jak mocno zakręcony Belg współpracuje z największym producentem perkusji elektronicznych na świecie. Przyjechał do Warszawy z prezentacją nowego zestawu, dlatego był to doskonały moment, by zapytać go o… zupełnie coś innego!

czytaj dalej

Glen Sobel

Dodano: 09.02.2017

Glen Sobel, perkusista Alice Coopera opisuje, jak praktycznie dostosował swój sprzęt do wymogów gry hardrockowego repertuaru z legendą rocka.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama