Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Marek Olma

Dodano: 22.10.2015
Świetna najnowsza płyta formacji Kreszendo była tylko pretekstem do tego, by porozmawiać i spiąć w klamrę 20 lat pracy scenicznej jednego z bardziej uznanych krakowskich perkusistów sesyjnych.
Zdaniem Marka rozmowa jest jednym z ważniejszych elementów, który wpływa na kształtowanie muzycznej świadomości. Dobrze się składa, bo słuchanie wypowiedzi tego muzyka to niezwykła przyjemność. Wszystko poparte doświadczeniem i faktycznym działaniem. Droga, jaką przebył, może służyć jako przykład konsekwentnego rozwoju z umiejętnością wyciągania wniosków ze wszystkich życiowych lekcji - i tych przyjemnych, i tych bolesnych. Jego uniwersalność i umiejętność dostosowania się do danej stylistyki idzie w parze z równie ważną umiejętnością dopasowania się do ludzi, z którymi przychodzi mu grać. Zobaczcie sami...

Kim jest Marek Olma?


Jestem perkusistą. Chyba... (śmiech) Myślę, że jestem bardzo towarzyskim człowiekiem, ostatnio podróżującym nieco po świecie za sprawą moich wspaniałych przyjaciół. A dzięki podróżom staję się jeszcze bardziej otwarty. Ten amerykański optymizm staram się wtłaczać w polski naród, który jest dość pesymistyczny. A z racji tego, że mam już 45 lat, zaczynam patrzeć na swoje życie retrospektywnie, ale z dużym poczuciem humoru. Dużo się uczę, szczególnie od ludzi. Czytanie książek i oglądanie filmów nie zgłębia wiedzy tak bardzo, jak przebywanie z ludźmi - relacje między nimi, granie. Lekcje ze swoimi uczniami traktuję nie tylko jako moment, gdzie mogą się czegoś nauczyć, to także kontakt z człowiekiem, rozmowa i dyskutowanie na różne tematy. Ważny jest człowiek.


W jakim miejscu swojej kariery jesteś obecnie?


Cały czas się uczę, ale tak dobrze, jak gra mi się od czterdziestki, tak nie grało mi się nigdy. Mam fajny komfort grania, ale chyba - niestety - muszę tu złamać niektóre stereotypy na temat ćwiczeń… Mam tak, że nie muszę wiele ćwiczyć, bo mam to po prostu w łapach. Po tylu latach ćwiczeń, nauki, grania, mam tak, że nawet po 3 tygodniach bez grania siadam i po 2-3 dniach jestem w formie. Nie jest to może przykład do naśladowania (śmiech), ale ja tak akurat mam. Gra mi się teraz wyśmienicie, w tym sensie, że czuję naprawdę pewną dojrzałość muzyczną. Bardzo długo musiałem do tego dorastać, do grania równo, do grania "z tyłem", który jest przecież bardzo potrzebny. Młodzi ludzie już teraz zaczynają zwracać na to uwagę. Większość perkusistów, podejrzewam jakieś 80%, ma tendencje do przyspieszania, a te 20% do usypiania tempa, bo i tacy się zdarzają. Walka z timingiem trwa przez całe życie. Nie pomoże nam do końca metronom, chociaż z pewnością pomoże. Decydujące jest to, co mówiłem wcześniej - granie z ludźmi, granie, granie i jeszcze raz granie. Ogrywanie się, wyczuwanie timingu u innych ludzi, granie razem, czyli doświadczenie, które zdobywa się niestety grubo po trzydziestce. Tak było u mnie i dlatego teraz gra mi się tak fajnie. Nagrałem - nieskromnie mówiąc - ponad 70 płyt. Praca studyjna nauczyła mnie bardzo dużo, przede wszystkim wielkiej pokory. Czasami się wydaje, że wszystko nam odpala, po czym wchodzimy do studia i jest nagle uuuu… Pracę w studio kocham najbardziej.


Spośród tych trzech kierunków życia perkusyjnego: studio, scena, nauczanie - wybierasz zatem studio?


Jeśli miałbym wybierać to najbardziej lubię pracować w studio, później lubię koncertować, a później edukować, ale jedno nie wyklucza drugiego. Lubię robić te trzy rzeczy. Gdybym miał stworzone takie warunki, jakie stworzył sobie np. Dave Weckl, czyli własne studio... Oczywiście, dążę do tego, brakuje mi jeszcze kilku rzeczy, bo miejsce jest i w przeciągu może 3 lat uzbroję sobie bębny w mikrofony i będę mógł rejestrować w domu. Będzie to duży komfort pracy, co oczywiście nie oznacza, że nie będę stamtąd wychodził. Jako drugie są koncerty. Co tu dużo mówić, nasza fizjonomia staje się mniej odporna na podróże, busy, hotele. Kiedyś się marzyło i czekało na trasę, siadało do busa i hej przygodo. Teraz już raczej domówka. A jeżeli chodzi o nauczanie to jest to ważny element w moim życiu. Towarzyszy mi to prawie 20 lat. Przez 15 lat uczyłem w jednym z bardziej prężnych domów kultury w Krakowie. Wielu wspaniałych muzyków tam się przetoczyło, wśród perkusistów uczył tam też np. Artur Malik. Potem przez 2 lata przygoda z Krakowską Szkołą Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Później z racji zmiany miejsca zamieszkania mogłem prowadzić lekcje u siebie. Od 3 lat uczę w podstawowej szkole muzycznej w Krakowie przy ulicy Basztowej. Jest to szkoła z tradycjami, bardzo ją lubię i szanuję. Do tego prywatna szkoła muzyczna im. Komedy w Bibicach pod Krakowem. Podkreślę tu raz jeszcze, że bardzo lubię kontakt z ludźmi, a szczególnie z dzieciakami i młodzieżą.


Widzisz różnicę w podejściu młodych do bębnów? Nie drażni cię to ich przekonanie, że wszystko wiedzą najlepiej?


No, to po pierwsze, ale taki teraz mamy świat. Po drugie - młodzież, która doczekała się w tym naszym wczesnym kapitalizmie, że na skinienie ręki mamy dostęp do wszystkiego, ma takie ogólne przeświadczenie, że "mi się generalnie wszystko należy." Ja ze swoją pozycją, mając teraz te 45 lat - można brzydko powiedzieć - mogę odcinać kupony. A oni już chcą odcinać kupony! A jaki masz dorobek? Nagrałeś coś? Z kim grasz? "A gram sobie tu po klubach". Nie, stary, to za mało, ja pracowałem na to ponad 20 lat. Przyjechałem tu z zewnątrz, z małego miasta i byłem nikim. Drepcząc z miejsca na miejsce po castingach zacząłem grać i zacząłem się pojawiać. Tych instytucji, gdzie grałem, było dużo, a bębniarzy jest tu w Krakowie ok. 60, więc jest w czym wybierać.


Samo granie to nie wszystko…?


Trzeba być dobrym człowiekiem, to jest podstawowa zasada. Dobra gra to nie wszystko, chociaż jest to podstawa. Idziesz do zespołu i oceniają cię po tym, jak grasz, to prawda, ale będąc później z tymi ludźmi w studio czy w trasie, trzeba się jakoś zachować, mieć pewną ogładę. W moim przypadku było to z Pod Budą, gdzie są ludzie tak wychowani i kulturalni, że gdybym zaczął tam jakoś gwiazdorzyć czy coś, to wyrzuciliby mnie od razu. Znam kilku świetnych muzyków, instrumentalistów, którzy nie mają kolegów, bo nie są mili, nie są skromni, nie są dobrymi ludźmi. A taki Simon Phillips, jeden z moich idoli, to przecież tak skromny facet… Ci najwięksi są zazwyczaj bardzo mili i skromni, to nie jest reguła, ale często tak jest. Druga rzecz a propos ogłady w spectrum muzycznym - zauważyłem taką tendencję, chociaż nie lubię uogólniać, że ci perkusiści, którzy grają dodatkowo na innym instrumencie, inaczej postrzegają muzykę. Myślę tu konkretnie o Czarku Konradzie. Sam grałem 6 lat na fortepianie w szkole muzycznej. Fortepian jest instrumentem bazowym. Często polecam rodzicom, by kierowali dziecko najpierw na 3 lata fortepianu. Dziecko wyrabia sobie całą gamę rzeczy, której nie będzie miało na perkusji. Harmonia, rytm i melodia - trzy rzeczy w jednym, na jednej klawiaturze.


Powiedz, jakie zdarzenia w życiu cię ukształtowały? Jakie momenty miały największy wpływ na ciebie jako muzyka?


Było wiele ciekawych chwil, zapamiętanych do końca życia. Wyjazd z Krakowską Grupą Perkusyjną jeszcze za czasów studiów. Zespół samych perkusistów specjalizował się w graniu muzyki współczesnej. Jeździliśmy na różne festiwale m.in. do filharmonii berlińskiej - to robiło wrażenie. Wyjazd na 3 roku studiów, gdzie myślałem, że złapałem Pana Boga za nogi, na konkurs w New Jersey w USA. Ogólnie miałem grać na sztabkach i profesor Pilch ma chyba wciąż uraz do mnie, że nie poszedłem tą drogą (śmiech). Bieda była wtedy, pieniędzy brak, ale małżonka Jasia Pilcha powiedziała o Fundacji Stefana Batorego, która pomaga w takich sprawach. 2 tygodnie przed wylotem powiedzieli, że mają dla mnie bilet. Byłem dobrze przygotowany do konkursu, który miał 3 etapy. To był taki punkt zwrotny w mojej karierze, bo otworzyły mi się szeroko oczy. Tu, u nas, byłem taki pewny siebie, że jest super, a tam zderzyłem się z brutalną rzeczywistością. 100 marimbafonistów z całego świata, najlepsi z najlepszych. Zobaczyłem, jak to wszystko wygląda, jak oni grają, w jakim tempie grają. Nie przeszliśmy z kolegą nawet do drugiego etapu. Patrząc na to, jak oni ćwiczą, wiedziałem już, że to będzie jedynie fajna wycieczka. To była moja pierwsza furtka na świat. Bardzo dużo mi to dało, to był dobry kopniak. Kiedy wróciłem, wiedziałem, jakie jest moje miejsce i utarłem nieco nosa kilku kolegom, którym się wydawało, że są świetni: "Jedź do Ameryki i zobacz, jak się gra." Nie stałem się nagle zakompleksionym Markiem Olmą, po prostu nauczyłem się pokory. Oczywiście, czasy się nieco zmieniły i mamy naprawdę wspaniałych muzyków i nie mamy się czego wstydzić, ale jednak wciąż musimy patrzeć przez pryzmat Ameryki, która w kwestii muzyki jest bardzo daleko wysunięta do przodu. Wielki szacunek mam do Benka Maselego, który jest nieugięty w tym, co robi.


Gratuluję ci najnowszej płyty Kreszendo…


Dziękuję.


Podoba mi się zapas, z jakim gracie na tej płycie. Czuć przez to zwiewność i brak sztucznego siłowania w niełatwych kompozycjach…


Nieskromnie powiem, że ta płyta będzie u mnie na półce w wyróżnionym miejscu. Nie dlatego, że zespół darzę ogromną sympatią, ale że jest to nasze dziecko, nasza muzyka. Adam Niedzielin jest tu oczywiście kompozytorem większości utworów. Razem z nim prowadzimy ten projekt od początku, czyli gdzieś… 2002 rok, gdzie zaczęło się wszystko klarować. Pierwsza płyta Stało się była ewidentnym poszukiwaniem tego, co chcemy grać. Połączenie muzyki jazzowej swingującej z funkującą. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, gdzie chcemy iść. Druga płyta Tu i teraz to już płyta bardziej smooth jazzowa, ale też nie byłem do końca zadowolony, przede wszystkim ze swojej gry. Po paru odsłuchaniach stwierdziłem, że można to było zagrać spokojniej, z większym wyrafinowaniem. Trzecia płyta Zmowa grania - jest tak, jak chciałem, wszystko jest przemyślane. Nie ma zbędnych przejść, nie ma zbędnych dźwięków, jest duży luz i swoboda. Płyta jest spójna i dojrzała, a wiąże się to z tym, że wszyscy już jesteśmy po czterdziestce. Wracamy do punktu wyjścia (śmiech). Każdy się już chyba wyszalał. Muzyków, jak wiesz, mamy wspaniałych, bo to świetni instrumentaliści, zasilający na co dzień takie zespoły, jak Brathanki, Grzegorz Turnau, Pod Budą, Formacja Nieżywych Schabuff, czyli kapele, które nie są jazzowe. A tu gramy sobie jazz z takim funky, po prostu nasza muzyka.


Jak przebiegła sesja?


Nie było dużo podejść do wersji. Ograniczaliśmy do 2-3 wersji i zazwyczaj 1 lub 2 była kupiona. Wszystko żarło. Nagrywaliśmy w zimie, kiedy niewiele się dzieje, więc mieliśmy spokój i przyjemną atmosferę.


Jak podchodzisz do pracy w studio w ujęciu bębnów?


Zwracam uwagę na brzmienie bębnów - po prostu. Lubię grube i gęste brzmienie. W kwestii eksperymentowania chyba są lepsi ode mnie w tym kraju. Ja jestem raczej klasykiem. Wolę proste patenty, które się sprawdzają. Moimi ulubionymi naciągami są Evansy i po latach przyznam, że nie jest dobrze wchodzić na świeżych naciągach do studia. Lepiej, jak są jakiś tydzień przed sesją rozegrane, nie za bardzo, żeby nie stały się matowe. Mam też swoje własne patenty na strojenie. Bo tutaj pewnie: ilu bębniarzy - tyle metod. Robię to na ucho bez żadnych tunerów, ma to fajnie brzmieć i gadać. Moi idole przywiązują wielką wagę do brzmienia bębnów. Moim guru jest Vinnie Colaiuta, który nie ma płyty, w której bębny by nie brzmiały. Czy to Megadeth, czy to jakiś smooth jazzowy projekt. On zawsze brzmi wyśmienicie. Z Simonem jest podobnie. Brzmienie ponad wszystko!


Jak szykowaliście materiał?


Najpierw pracowaliśmy w sekcji, ja, Adam i Grzesiu Piętak. Polegało to na tym, że Adam wysłał nam propozycje tematów, takich 8-16 taktowych, a w sumie są to piosenki, tylko zagrane instrumentalnie. Potem spotkaliśmy się u mnie w pracowni kombinując coś z tymi tematami, próbując zrobić jakąś formę. Budowaliśmy to, budowaliśmy groove. Potem w sekcji zagraliśmy w studio, zostawiając oczywiście określone ilości taktów w odpowiednich miejscach, no, a później przyszła reszta i dograła swoje.


Jak będzie wyglądać promocja albumu? Czy usłyszymy wkrótce materiał na żywo?


Dużo o tym rozmawiamy. Liczymy, że ta płyta odniesie w pewnym sensie status komercyjny, o ile o takiej płycie można tak mówić. Chcielibyśmy wykorzystać do tego ten jedyny utwór z wokalem, bo jak wiadomo muzyka smooth jazzowa nie jest w Polsce jakoś specjalnie znana i puszczana w radio. Nie mamy takiej tradycji. Na każdej płycie dawaliśmy jeden numer wokalno-instrumentalny. Na pierwszej był to utwór z Markiem Bałatą, na drugiej z Magdą Steczkowską, no, a teraz z Kubą Badachem. Co tu dużo mówić. Płytę chcemy promować tą właśnie piosenką. Utwór jest popowy, ale nieco bardziej inteligentny, nie jakiś ordynarny. Liczę, że stacje radiowe będą puszczać tę piosenkę. Nie skupiamy się wyłącznie na tym utworze. Jeżeli koncerty to spokojnie, dopiero na jesień, bo teraz robi się sezon na inną muzykę, bardziej plenerową. Na jesień zagramy chyba trasę koncertową po całej Polsce. Myślę, że słuchaczom nazwa zespołu już tam gdzieś przemknęła. Będzie też dostępna w dużych sklepach muzycznych i w sprzedaży streamingowej.


Co jest twoją mocną stroną w grze?


Nie bardzo lubię mówić tak o sobie… Zapytaj moich kolegów (śmiech). Lubię pochylić się nad każdą muzyką. Myślę, że jestem w stanie dobrze zagrać każdy gatunek muzyki, ale nie ma bębniarza, który wszystko zagra genialnie. Najlepiej czuję się w takiej właśnie muzyce, jak Kreszendo, czyli łączenie kilku gatunków. Co ciekawe, w duszy jestem rockowcem, na takiej się wychowywałem i takiej najwięcej słuchałem np. Stewart Copeland i The Police. Teraz staram się słuchać wszystkiego. Najswobodniej gra mi się fusion, funky, w tych klimatach. Na szczęście takich ludzi miałem możliwość poznać na swojej drodze życiowej. Chodzi tu o Dennisa Chambersa i Davida Garibaldi. Z tym drugim miałem nawet prywatne zajęcia.


Nad czym chciałbyś popracować u siebie w grze?


Trudne pytanie, bo co siadam do zestawu to coś nowego wyskakuje (śmiech). No chyba te dwie stopy są słabe. Mam je i trenuję, ale chyba trzeba je ćwiczyć tak, jak się ćwiczy górę. Chciałbym popracować jeszcze nad tym, żeby to, co ćwiczę w pracowni, wychodziło mi na scenie. Wszystko ładnie odpala, ale na scenie człowiek się nieco spala… Mimo, że nie mam problemu z tremą. Nie jestem tym wariatem, co odpala każde przejście, jakie zagra na próbie.


Gdzie będziemy cię mogli zobaczyć w najbliższym czasie?


Obecnie robię to, co zwykle, czyli kilka rzeczy na raz (śmiech). Sezon się zaczyna. Szykują mi się koncerty z Anią Treter, z Pod Budą, jutro gram z Brathankami. Rozstrzał jest bardzo duży. Jestem daleki od narzekania. W naszej branży trzeba się przyzwyczaić, że są lepsze i gorsze miesiące. Praca była, jest i jak zdrowie dopisze to liczę, że będzie jej jak najwięcej.


Nie miałeś nigdy wątpliwości co do swojej drogi życiowej?


Tak źle nigdy nie było, chociaż to brzmi nieskromnie, ale cieszę się, że tak mi się poukładało. Kilku kolegów jednak żałowało, że nie załapałem się do jakiegoś popowego bandu. Mam coś takiego, że długo w jednym zespole nie wytrzymam. Wypalam się, jak gram zbyt długo te same piosenki. Najbardziej uwielbiam tę nieprzewidywalność, bycie sidemanem, że ktoś zadzwoni jutro i być może będę musiał się uczyć jakiegoś nowego programu. Wiem, to jest czasami męczące, ale ja to lubię. Nie ubolewam więc, że nie gram w jednym zespole 15 lat.


www.marekolma.pl

Marek używa bębnów DW Drums (www.dwdrums.pl), talerzy Sabian (www.musicinfo.pl) i naciągów Evans (www.musicdealer.pl).

Rozmawiał: Maciej Nowak
Zdjęcia: Jarek Baran i Jacek Dyląg

Wywiad ukazał się w numerze czerwiec 2015.



Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama