Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tomek Torres

Dodano: 19.11.2015
Gdyby jego tata wybrał Bułgarię, a nie Polskę, bo taką miał możliwość podczas wymiany studenckiej, nie mielibyśmy tak wspaniałego perkusisty na polskiej ziemi.
Z natury jest buntownikiem, przez to nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego musi uczyć się fizyki, chemii itp. przedmiotów, skoro chciał zostać perkusistą. Ponadto piekielnie ambitny, więc robił wszystko, aby poradzić sobie z problemami szkolnymi, niedoskonałościami. Praca w połączeniu z ambicją wygrały, kiedy na jego muzycznych świadectwach zaczęły pojawiać się oceny celujące. Mimo, że do dzisiaj nie musiał wyciągać dyplomów z szuflady, aby udowodnić, że jest wykształconym muzykiem, czasy edukacji wspomina bardzo pozytywnie.

Jego kubańskie korzenie pozwalają mu poruszać się swobodnie w latynoskich rytmach, ale nigdy nie chciał się do nich ograniczać, dlatego stara się być perkusistą, jak jego wielki idol Vinnie Colaiuta. Grał z zespołem Triology, jest sercem zespołu Afromental, marzy wystąpić u boku Stinga, ale nie pogardziłby też występem z Justinem Timberlake’em, ponieważ muzyka jest dla niego najważniejsza i pojechałby za nią na koniec świata.

Urodziłeś się w Polsce w Bytomiu, ale twoje korzenie sięgają aż po...?


Aż po gorącą Kubę! Mój tata urodził się w pięknej Hawanie!


Czujesz się szczęśliwy i spełniony w Polsce jako człowiek i muzyk?


Absolutnie tak. Cieszę się, że urodziłem się w Polsce i czuję, że moje plany muzyczne powoli się spełniają. Parę lat temu podjąłem decyzję o wyprowadzce z Wrocławia do Warszawy i teraz, z perspektywy prawie pięciu lat, czuję, że była to najbardziej słuszna decyzja. Wrocław nadal odwiedzam, bo rodzice cały czas tam mieszkają, ale moim miejscem w Polsce, w którym czuję się "u siebie", jest Warszawa. Tym bardziej teraz, kiedy mam tu stały meldunek (śmiech).


Cieszę się, że twój tata przyjechał do Polski, bo dzięki temu mamy świetnego młodego perkusistę na polskiej scenie.


Ja również się cieszę, że trafił do Polski, a nie do Bułgarii - bo jako młody chłopak, jadący na wymianę studencką, taki miał wybór (śmiech), no i myślę, że polska scena muzyczna niedługo przekona się, że oprócz kolejnego perkusisty na rynku zyskuje jeszcze rewelacyjnego młodego basistę i aranżera - mojego brata Filipa!


Dzięki kubańskim korzeniom z pewnością naturalnie poruszasz się w latynoskich rytmach, zgadza się?


Oczywiście, korzenie i to, co "płynie we krwi", na pewno pomagają mi w poruszaniu się po rytmach latynoskich. Ale muszę przyznać, że same korzenie nie wystarczą, aby czuć te rytmy, spędziłem naprawdę setki, może nawet tysiące godzin na słuchaniu tej muzyki, nauce, analizowaniu sekcji rytmicznej, oglądaniem nagrań kubańskich bębniarzy z koncertów etc. Gatunki kubańskie mają to do siebie, że wymagają od muzyków znajomości pewnych schematów, bez których zespół nie zabrzmi dobrze. Może śmiesznie to brzmi, ale w tej muzyce są pewne ściśle określone zasady. Oczywiście jest miejsce na dowolność, ale tak, jak w jazzie, musimy pamiętać, że hi-hat opiera się na 2" i 4" i to jest w zasadzie taka główna zasada, natomiast w muzyce kubańskiej jest tego o wiele więcej. I nie chodzi tylko o sekcję perkusyjną. Tak samo jest z basem czy fortepianem. Według mnie, żeby naprawdę dobrze grać muzykę stricte kubańską, jak np. timbę, trzeba temu poświęcić dużo czasu.


Czy masz ulubiony rytm, który każdego dnia brzmi w twojej głowie?


Takiego ulubionego rytmu chyba nie mam, natomiast znajomi się ze mnie śmieją, bo właściwie całymi dniami w coś stukam - siedząc przy stole, jadąc autem czy nawet rozmawiając z kimś (śmiech), wygrywam sobie w głowie solówki, czasem ćwiczę paradiddle czy inne wprawki, bez użycia pałek oczywiście. Nawet nie wiedziałem, że ta sprawność "gołej ręki" przyda mi się kiedyś tak bardzo. Jakiś czas temu zacząłem regularnie grać koncerty na cajonie z Urszulą Dudziak - i to właśnie tutaj techniki "palcowe" okazały się przydatne.


Ukończyłeś Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną w Bytomiu i Akademię Muzyczną we Wrocławiu. Jak wspominasz czas spędzony w szkołach?


Z obu szkół mam bardzo miłe wspomnienia, mimo, że niejednokrotnie rzucano mi kłody pod nogi, szczególnie w Bytomiu i niestety, robili to również niektórzy pedagodzy. Ale na szczęście było też wielu wspaniałych pedagogów, którzy potrafili mnie mobilizować i szlifować tę moją umiejętność. Od zawsze interesowała mnie gra na perkusji i nigdy nie miałem w szkole problemów z wynikami z instrumentu, równie dobrze zawsze szło mi z przedmiotami takimi, jak kształcenie słuchu. Natomiast pod koniec podstawówki miałem problemy z ocenami z fizyki, chemii, biologii (śmiech), od zawsze miałem naturę buntownika i nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, po co mi taka wiedza, skoro chcę być muzykiem. Stąd nie poświęcałem zbyt dużo czasu na uczenie się przedmiotów ścisłych, a to niestety wywoływało pod koniec każdego roku obawę o średnią ocen. Finalnie skończyłem szkołę muzyczną I i II stopnia z wynikiem celującym na dyplomie z perkusji i to było moim głównym celem. Reszta przedmiotów od zawsze była dodatkiem.

Na Akademii Muzycznej trafiłem na świetnego pedagoga perkusji, mojego przyjaciela - Darka Kaliszuka, który dobrze wiedział, czego ja chcę, wiedział też, czego potrzebuję i lekcje z nim dały mi bardzo dużo. Co prawda od drugiego roku zacząłem dużo pracować w trasie, więc bywałem tam rzadziej, często wpadałem tylko na egzaminy semestralne. Ale dyplom końcowy z perkusji również celujący z wyróżnieniem, więc znowu mogę powiedzieć, że lepiej być nie mogło. Zobaczymy, czy mi się ten dyplom kiedyś przyda, na razie jeszcze nikt o niego nie spytał (śmiech).


Szkoła to jedno, ale jeszcze trzeba wiedzieć, czego się chce. Czy ty wiedziałeś od razu, jakim chcesz być perkusistą?


Od początku wiedziałem, że nie chcę być perkusistą, grającym jeden styl muzyczny. Moim bohaterem od zawsze był Colaiuta i patrząc, w jak wielu różnych gatunkach się porusza, obrałem sobie to za swój cel, który staram się nadal realizować. Zaczynałem od jazzu akustycznego, potem przyszła kolej na granie kubańskich rytmów z zespołem mojego taty, gdzie zupełnie musiałem zmienić swoje przyzwyczajenia. Z Afromental graliśmy kiedyś bardziej soulowo, nawet popowo czasem, teraz bardziej rockowo, gitarowo. Miałem też okazję zagrać parę koncertów z Kasią Kowalską, więc już zupełnie rockowo. I bardzo się cieszę, że mogę tak zmieniać gatunki i cały czas się uczę tego, żeby - przesiadając się z grania jazzowego na rockowe - brzmieć jak perkusista rockowy z prawdziwego zdarzenia, a nie jak jazzowy, który stara się grać rocka. Za swój mały sukces uważam fakt, że mam na swoim koncie płytę stricte jazzową, stricte kubańską, popową, no i rockową - bo najnowszy krążek Afromental "Mental House" jest bardzo rockowy.


Domyślam się, że w twoim rodzinnym domu muzyka brzmiała zawsze i wszędzie, i to piękne dźwięki, więc w pewnym sensie byłeś skazany na bycie muzykiem?


Skazany brzmi negatywnie - bardziej wybrany. W domu zawsze było dużo dobrej muzyki. Jedna z pierwszych płyt cd, jaką mieliśmy w domu, był album Michela Camilo "One More Once". Wychowywanie się na takich perełkach naprawdę dobrze robi!


Przyznam szczerze, że gdy czytam o twoich dokonaniach, to jestem pełen podziwu. Jesteś młodym perkusistą, ale osiągnąłeś już bardzo dużo. Jesteś z siebie zadowolony?


Cieszę się, że krok po kroczku udaje mi się osiągać obrane cele. Jestem bardzo wdzięczny za każdą możliwość muzycznego rozwoju. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że jestem zadowolony, natomiast staram się cały czas rozwijać, przełamywać swoje niedoskonałości i sięgać coraz wyżej. Mam jeszcze dużo planów i wierzę w to, że ciężką pracą będę je realizował. Myślę, że to jest taki proces, który się nigdy nie skończy. Brad Terry kiedyś powiedział, że jeśli dojdziesz do momentu, w którym potrafisz zagrać absolutnie wszystko, co masz w głowie, to jest to dzień, w którym twój rozwój się kończy. Tak więc cieszę się, że jest jeszcze tyle rytmów, których nie potrafię, bo jeszcze tyle wyzwań przede mną.


Cały czas jesteś wymagający w stosunku do siebie i systematycznie dbasz o ćwiczenia, muzykalność i całokształt twojej pasji?


Jestem mega wymagający w stosunku do siebie, czasem może nawet niezdrowo, bo wydaje mi się, że coś robię słabo, mimo że wszyscy dookoła są bardzo zadowoleni. Ale tak, jak mówiłem wcześniej, uważam to za dobry motor do ulepszania swoich możliwości. O muzykalność dbam bardzo, słucham naprawdę dużo muzyki, bardzo różnej. Jestem osobą, która nie tylko słucha muzyki często, uwielbiam też szukać nowych inspiracji. Myślę, że każdego dnia spędzam co najmniej dwie godziny na poszukiwaniu nowych nagrań wykonawców, których jeszcze nie znam. Sprawia mi to wiele radości, tym bardziej, że niejednokrotnie odkrywałem płyty, które stawały się moimi "życiowymi" albumami, do których wracam bardzo często.


Korci mnie, więc zapytam. Kuba to piękny kraj. Czy myślałeś o tym, żeby kiedyś tam zamieszkać, czy jednak Polska ponad wszystko?


Nigdy nie myślałem o przeprowadzce. Byłem tam trzy razy, poznałem swoją kubańską część rodziny, odwiedziłem wiele pięknych miejsc, poznałem dużo muzyki, która mnie wykształciła w pewien sposób. Ale w Polsce mam rodzinę, przyjaciół, swoje zespoły, bez których nie wyobrażam sobie życia. Jest mi tu dobrze, robię to, co kocham i utrzymuje się z tego, żyję spełniony zawodowo, więc po co miałbym to zmieniać? Jedyna zmiana, jaką biorę pod uwagę, to wyprowadzka gdzieś, gdzie rynek muzyczny i możliwości są jeszcze większe - Stany Zjednoczone, najchętniej z całym swoim zespołem! Jeździłem tam przez osiem lat z rzędu z naszym jazzowym trio "Triology" grać koncerty, byliśmy naprawdę w wielu miejscach, mam tam dużo znajomych. Myślę, że ewentualnie, gdyby pojawiła się jakaś ciekawa propozycja na granie tam, to bym skorzystał. Całe życie marzę o tym, żeby kiedyś zagrać u boku Stinga, ale gdyby zadzwonił menadżer Justina Timberlake’a, to bym nie wybrzydzał (śmiech).


Zespół Triology, z którym przejechałeś Stany Zjednoczone i zdobyłeś wiele prestiżowych nagród, istnieje jeszcze w twoim muzycznym grafiku?


Przebyliśmy razem długą drogę, mamy na koncie parę nagrań, jedną płytę oficjalnie wydaną w Stanach - "Presence". Często wracam pamięcią do tych wyjazdów. Byliśmy tam osiem razy z Michałem Barańskim i Mateuszem Kołakowskim, opiekował się i grał z nami klarnecista Brad Terry, zagraliśmy kilkaset koncertów, czasem w bardzo prestiżowych miejscach. W trakcie jednego wyjazdu, który trwał dwa miesiące, zjechaliśmy camperem całe Stany dookoła - zaczynając od północno-wschodniego stanu Maine aż po północno-zachodni Oregon, potem w dół, aż do San Diego i z powrotem do Maine. W tym czasie zagraliśmy 30 koncertów i przejechaliśmy 16 tys. mil. Więc graliśmy i jeździliśmy bardzo dużo. Do dziś czuję, że dało mi to dobre zaplecze, jeśli chodzi o granie jazzowe. Dzisiaj każdy z nas poszedł w swoją stronę, Michał Barański praktycznie gra ze wszystkimi z polskiej i zagranicznej sceny jazzowej, Mateusz często gra klasykę, w której zawsze był genialny. Michał jest moim ulubionym basistą, znamy się i graliśmy razem od 13 roku życia i za każdym razem, kiedy trafi nam się zagrać coś razem - jak na przykład w składzie Kuby Badacha - jest to dla mnie bardzo pozytywne doświadczenie. Między innymi dlatego, że wychowywaliśmy się w trasach po Stanach na tych samych płytach, więc muzycznie nasza znajomość jest bardzo bliska.


Afromental, z którym obecnie współpracujesz, też jest zespołem o niemałym dorobku scenicznym, otrzymał wiele nagród i nominacji. Jesteś z nimi od początku?


Jeśli chodzi o założenie zespołu z udziałem muzyków - to tak. Afromental to początkowo był Wozzo, Tomson i Dj Bejbi. Kiedy padła decyzja o założeniu live’owego zespołu, ja byłem gotowy, poznaliśmy się dość szybko, staliśmy się sobie bardzo bliscy. Gramy razem już 11 rok i praktycznie jesteśmy rodziną.


Jak ci się żyje i pracuje z chłopakami?


Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale to jest najlepszy zespół na świecie (śmiech) i nie mówię tu nawet o graniu, ale o tym, jakimi jesteśmy dla siebie ludźmi poza sceną. Uwielbiamy ze sobą przebywać, uwielbiamy się razem bawić, mamy swój własny zespołowy język, który bawi nas do łez, mimo, że dla kogoś z boku może się wydawać absolutnie absurdalny. Nie wyobrażam sobie życia bez tych czortów i myślę, że nawet gdyby zespół miał zawiesić działalność - czego sobie i nam nie życzę - to pozostaniemy w bardzo bliskim kontakcie ze sobą. Mamy za sobą wiele dobrych i złych dni, jak w każdym "związku", ale po tylu latach nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać i grać w otwarte karty. Jak komuś coś nie pasuje, to mówi i rozwiązujemy problem w pięć minut. Czasem ktoś na kogoś nakrzyczy w złości, ale za chwilę jest już sztama, przeprosiny i wszystko wraca do normy. To jest naprawdę piękne i życzę każdemu takiego zespołu! Pomijając, że uwielbiamy razem grać (śmiech).


Oprócz stałych składów, zagrałeś z wieloma gwiazdami polskiej sceny - nie będę ich wymieniał, bo braknie nam miejsca na wywiad. Rozumiem, że pracujesz również jako sesyjny perkusista?


Tutaj wrócę do postaci Vinniego - widząc z iloma różnymi artystami gra, postanowiłem, że też bym tak bardzo chciał. Zresztą, o czym tu mówić, zanim poznałem postać Colaiuty, to obserwowałem mojego tatę, który zawsze był dla mnie przykładem, a grał w Polsce ze wszystkimi! No może z wyjątkiem Legii Warszawa (śmiech).


Dzisiaj świat edukacji muzycznej jest bardzo rozwinięty i w dalszym ciągu się doskonali. Jedni wolą uczyć, inni tylko występować na scenie. Czy ty zajmujesz się nauczaniem, prowadzisz prywatne lekcję, warsztaty, czy jesteś jednym z tych, którzy wolą emocje związane ze sceną?


Nie ukrywam, że emocje sceniczne to jest moja ulubiona działka, zaraz po niej jest nagrywanie w studio, mógłbym to robić codziennie! Parę razy zdarzyło mi się prowadzić jakieś warsztaty, ale to raczej pojedyncze sprawy. We wrześniu będę miał zaszczyt poprowadzić warsztaty na festiwalu perkusyjnym, organizowanym przez Agnieszkę Trzeszczak i jestem tym faktem bardzo podekscytowany!


Przeżyłeś w tym roku coś wspaniałego, pojechałeś na targi muzyczne MUSIKMESSE. Możesz się podzielić wrażeniami z tego wielkiego wydarzenia?


Dzięki mojemu koledze Bartkowi Czerniachowskiemu udało mi się dotrzeć na Musikmesse i muszę przyznać, że to była super przygoda. Wiele osób narzekało, że to były małe targi, ale dla mnie, drummera, który zobaczył to pierwszy raz, to był udany wyjazd. Zdaję sobie sprawę, ze NAMM jest największe, natomiast we Frankfurcie starałem się wyciągnąć z tego wyjazdu, ile się da. Spotkałem się z ludźmi z firmy Gewa, Soultone, pograłem na fajnym sprzęcie, więc myślę, że ten czas na pewno nie został zmarnowany. Traktowałem ten wyjazd po części jako biznesowy i udało mi się zrealizować wcześniej założone plany. A przecież o to chodzi, żeby się realizować.


Kolejny kierunek to NAMM?


Jeśli tylko czas na to pozwoli, to jak najbardziej. Niedługo chcę złożyć wniosek o wizę, bo stara już dawno się skończyła, planuję pojechać tam również w towarzystwie Bartka, bo super się dogadujemy. Miejmy nadzieję, że wszystko wypali. Wierzę w to mocno.


Jakie marki instrumentów towarzyszą ci na co dzień i czy jesteś endorserem tych marek?


Od zeszłego roku jestem dumnym endorserem bębnów DrumCraft, teraz właściwie to już może bardziej endorserem firmy GEWA. Od paru lat jestem też oficjalnie związany z blachami firmy Soultone. Jestem też endorserem monitorów dousznych marki AudioFreak.


Co porabiasz, kiedy masz dzień wolny, malujesz, podróżujesz, uciekasz w zaciszne miejsce, a może ćwiczysz jeszcze więcej?


W wolnym czasie lubię słuchać muzyki. Ona naprawdę jest ze mną wszędzie. Jeśli nie muzyka, to jakiś fajny serial, bieganie, spotkania z przyjaciółmi. Szczerze przyznam, że ćwiczę zdecydowanie za mało, ale przy tej ilości koncertów i przebywania w trasie, po prostu czasem nie mam już na to siły. Ręce muszą też czasem odpoczywać, tym bardziej, że jakiś czas temu miałem problemy ze ścięgnami. Trochę je przeciążyłem, bo po paru dniach w trasie wracałem do Warszawy i dużo czasu spędzałem na siłowni. Aktualnie odpuściłem wszystkie ćwiczenia siłowe i skupiam się na aerobach, głównie bieganie.


Muzyka jest w twoim życiu najważniejsza, czy jest coś jeszcze, co cenisz sobie ponad wszystko?


Definitywnie muzyka. Kocham też podróżować i poznawać świat. Z tych dwóch rzeczy absolutnie nie mógłbym zrezygnować.


Jest jeszcze jakieś marzenie muzyczne, które chciałbyś spełnić, czy może jest ich wiele?


Chciałbym sprawdzić się u boku jakiejś zagranicznej gwiazdy, nagrać jeszcze dużo płyt, żeby mieć przynajmniej tak bogatą dyskografię, jak mój tata, może nagrać nawet jakiś autorski projekt z wieloma gośćmi. Nowe marzenia powstają w mojej głowie cały czas, więc chciałbym, by chociaż część z nich stała się faktem. A patrząc na te marzenia, które już się spełniły, a wydawały się niemożliwe - jestem dobrej myśli!


Życzę ci wszystkiego najlepszego i dziękuję za wywiad.


Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam kolegów i koleżanki po fachu, a także wszystkich czytelników "Perkusisty".


Materiał przygotował: Paweł Larysz
Zdjęcia: archiwum Tomka Torresa


Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama