Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Gil Sharone

Dodano: 18.12.2015
Perkusista, który nie zwykł się nudzić. Dillinger Escape Plan, Puscifer, Stolen Babies, a teraz powracający z nową płytą Brian Hugh Warner, a to nie wszystko…
Wydawało się, że rewelacyjny Jason Sutter zajmie miejsce bębniarza Mansona na lata, podczas, gdy Ginger Fish szaleje w najlepsze u Roba Zombie. Kontrakt się skończył i panowie rozstali się w zgodzie. Manson zaczął grzebać przy nowym albumie i zatrudnił do pracy perkusistę, który wydaje się idealnie pasować do jego klimatów.

Gil Sharone to typowy bębniarski kameleon, a lista jego działań może budzić wrażenie. Do tego stworzył oryginalne DVD Wicked Beats, które można zdobyć na stronie Hudson Music. Przeznaczone jest dla tych, którzy poszukują inspiracji w klimatach ska, reggae, rocksteady. Jeżeli chodzi o projekty muzyczne to koniecznie trzeba przypomnieć jego pracę w Dillinger Escape Plan, gdzie zastąpił Chrisa Pennie, a obecnie doskonale sobie radzi Billy Rymer. Warto też wspomnieć o Puscifer, czyli zespole wokalisty Tool, teatralnym eksperymencie Stolen Babies, gdzie gra ze swoim bratem bliźniakiem oraz o jednym z jego ulubionych zespołów - Fishbone, z którym miał szczęście trochę pograć.

Ciekawa historia przytrafiła mu się również z zespołem Plus 44, gdzie został poproszony o zastąpienie Travisa Barkera na stołku perkusisty, gdy ten się połamał. Gil twierdzi, że całego materiału uczył się w samolocie, lecąc na pierwszy koncert, na którym zresztą zagrał na Travisowym OCDP. Teraz Gil zasuwa na DW.

Praca z Mansonem to niewątpliwie wyzwanie ze względu na chimeryczność artysty. Gdy robiliśmy wywiad z Jasonem Sutterem, nadszedł czas koncertu, a Jason uspokoił nas mówiąc: "Spokojnie, Mansonowi się nie spieszy…". Czy Gil będzie miał tyle cierpliwości? Z niejednego stołka już kładł groove, a biorąc pod uwagę specyfikę artystów, z jakimi grał, jest przyzwyczajony do dziwnych zachowań frontmanów. Najlepiej jednak niech sam opowie, jak trafił do zespołu, jak nagrywał płytę i w jaki sposób interpretuje muzykę nowego pracodawcy. Podpytaliśmy go też o pozostałe projekty, w których bierze udział.

Jak dostałeś się do zespołu Marilyn Mansona? Najpierw grałeś na żywo czy od razu przyszedłeś do studia?


Zaczęło się to od nagrywania albumu. Zostałem zaproszony do grania przez Tylera Batesa, który produkował i pisał ten album z Marilyn Mansonem. Spotkałem Mansona po raz pierwszy, kiedy wpadł do studia w czasie moich nagrań. Powiedział mi od razu, że chce ze mną grać. Powiedział: "Jesteś bębniarzem, którego chcę w swoim zespole". Nie było żadnego przesłuchania czy czegoś w tym stylu. Kilka miesięcy później zespół się spotkał i zaczęliśmy próby do pierwszych koncertów i tak bez przerwy aż do dzisiaj. To bardzo fajna robota.


Czy jakieś partie bębnów były już wcześniej nagrane lub zaprogramowane?


Kiedy dostałem telefon, nagrane było już wszystko oprócz bębnów. Skończone były wokale Mansona, a Tyler nagrał gitary, bas, klawisze i programował perkusję. Fajnie się w ten sposób nagrywało. Programowane partie były dla mnie idealnym przewodnikiem, a wokal Mansona jest bardzo silny na tym albumie. Inspirujące było słyszeć to w trakcie nagrywania. Miałem już wyjeżdżać w trasę z moim zespołem Stolen Babies pod koniec tygodnia, kiedy Tyler zadzwonił do mnie na nagrania. Poszedłem tego wieczora do jego studia posłuchać kilku piosenek i następnego dnia wszedłem do studia. Nagrałem to w półtora dnia i miałem jeszcze trochę czasu, żeby spakować się na trasę.


Jak interpretowałeś tę muzykę?


Bardzo podobały mi się piosenki i czułem się pewny w tym, co i jak chciałem zagrać. Jedyne wskazówki, jakie dał mi Tyler przed nagraniem to, że to nie jest album z perkusją w pierwszym rzędzie, nie ma tu miejsca na gęste partie i patenty, chodzi o groove, a ja oczywiście mam odpowiednie wyczucie. Chciał też, żeby rytmy typu shuffle miały prawidłowy feeling. Na całym albumie mają się odbijać na swój sposób. To, jak miałem zagrać na sesji, było dla mnie oczywiste, jak tylko usłyszałem materiał, a dodatkowo uwielbiam grać shuffle!


Styl bębnienia w repertuarze Mansona jest dość charakterystyczny. Czy miał jakieś konkretne wymagania, czy dał ci duże pole do interpretacji?


Jedyne, co Manson mi powiedział to: "Nie rozpraszaj striptizerek", co jest zabawnym sposobem na powiedzenie: "Graj prosto i nie zatrzymuj groove’u". Wszystko inne było otwarte do interpretacji. To nie jest tak, że wymyślam od nowa partie do piosenek, które miały miejsce przez ostatnie 20 lat. W tym materiale jest mnóstwo unikalnych patentów i trzeba zachować ich autentyczność. Zmodyfikowałem niektóre partie, które lubi Manson, ale moje podejście to sprawić, żeby brzmiały lepiej niż kiedykolwiek. Twiggy Ramirez (bas) i ja łączymy się bardzo dobrze. On gra większość tych numerów od lat - na basie albo na gitarze - i mówi mi, jak teraz je czuje, bo mają dobry feeling. To jest najważniejsze niezależnie od tego, co gram. Można naprawdę poczuć, jak publiczność odpowiada zespołowi, który gra z ciężkim groovem i to wspaniałe uczucie, szczególnie, gdy gra się na wielkich festiwalach dla masy ludzi.


The Pale Emperor to powrót do bardziej rock’n’rollowego brzmienia dla Mansona. Czy było to oczywiste, gdy usłyszałeś nagrania?


Na pewno. Od razu usłyszałem brzmienie rock’n’rollowe, a także wpływy bluesowe. Dodatkowo, ponieważ Tyler pracował dużo jako kompozytor filmowy, na tym albumie czuć mocno podejście z tego typu produkcji. Podoba mi się, że ten album ma wiele różnych klimatów i temp. Niektóre piosenki są proste, inne mają bardziej złożoną formę. Wszystkie numery, które graliśmy na żywo, są dobrze odbierane przez publikę. Mają świetną energię. Moimi ulubionymi są Killing Strangers, Deep Six, Third Day Of A Seven Day Binge.


Bębny potężnie brzmią na tej płycie. Co zrobiłeś, by osiągnąć to brzmienie? Zarówno sprzętowo, jak i technikami nagrywania.


Tyler i inżynierowie, którzy pracowali przy płycie odwalili kawał dobrej roboty. Ja upewniłem się, że mam odpowiedni sprzęt do nagrania. Wiedziałem dokładnie, jakie blachy przynieść, co jest dla mnie ważne, a jeśli chodzi o bębny to mój kolega Jeremy Berman z Q Drum był moim technicznym w czasie sesji. Pobawiliśmy się z kilkoma różnymi ustawieniami i wybraliśmy to, co najlepiej brzmiało w pomieszczeniu. Potem wystarczyło świetnie zagrać i zmiksować. Tyler wiedział, jakie brzmienie chciał i jak je otrzymać.


Czy tworzenie zestawu dla danego artysty/trasy dalej jest dla ciebie fajnym przeżyciem?


Zawsze dobrze się bawię przy nowych zestawach od zespołu do zespołu. Zastanawiam się, czy nie dodać ramy do zestawu Mansona, czy zostawić go takim, jakim jest. Uwielbiam ten zestaw. Zawsze chcę, żeby sprzęt pasował do stylu i atmosfery danego zespołu. Mój zestaw dla Mansona jest idealny zarówno brzmieniowo, jak i wizualnie.


Używasz triggerów albo elektroniki na żywo? Używasz ich często w innych projektach? Jak ważne jest według ciebie jako zawodowca korzystanie z technologii?


Właściwie to chciałem usunąć triggery z bębnów, kiedy dołączyłem do Mansona. To pierwszy raz od lat, kiedy nie używam triggerów. Nie jestem ich fanem, chyba, że dany zespół wymaga tego w 100%. Nasz inżynier miał opory na początku, ale potem usłyszał, jak potężnie brzmi ta perkusja bez triggerów i od tego czasu jest ok. Większość elektronicznych brzmień u Mansona jest też grana przez zaprogramowane ścieżki, więc muszę tylko grać na akustycznych bębnach. Może kiedyś dodam pady. Używałem triggerów wcześniej - np. z Pusciferem - do grania różnych unikatowych brzmień i popieram to. Jeśli chodzi o to, czy jest to ważne, to wydaje mi się, że warto wiedzieć jak najwięcej na temat swojego fachu i sprzętu, jaki jest dostępny. Ale jeśli ktoś nie czuje potrzeby używania elektroniki to jest to ok. Staram się być na bieżąco z tym, co można wykorzystać. Czasami sam nagłaśniam i znam ProTools, co też jest przydatną umiejętnością.


Jak granie z Mansonem różni się od pozostałych twoich projektów? Czy ważny jest aspekt wizualny na scenie?


Główna rzecz, która sprawia, że granie z Marilyn Mansonem jest inne niż z pozostałymi kapelami to ta, że gram dla Marilyna Mansona (śmiech)! Jest ikoną i naprawdę jedną z ostatnich prawdziwych rockowych gwiazd. Nigdy nie ma nudy i zawsze jest coś nieobliczalnego w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dużo muzyków pyta mnie, czy nie nudzi mnie to, bo wiedzą, że gram bardziej ekstremalną muzykę i potrafię grać trudne partie, a ten zespół to proste granie. Nigdy w życiu! Nie tylko granie z Mansonem jest przyjemnością, ale to duże wyzwanie, które onieśmieliłoby większość muzyków. Trzeba być ciągle gotowym na wszystko. Poziom intensywności na scenie jest szalony i nawet, gdy dzieje się coś rozpraszającego, to trzeba być skupionym, ciągnąc zespół do przodu, grać z klikiem, czekać na sygnały od reszty. Ten element nieobliczalności sprawia, że gra jest ekscytująca dla muzyków i dla publiki. Poza graniem bezpośrednio z Mansonem, pozostałe aspekty zawodowe są takie same jak wszędzie. Mamy te same zasady - przyszedłeś tu do pracy. A ja nie zapominam, co mam robić.


Uważasz siebie za showmana czy musiałeś pracować nad tą stroną swojej gry?


Nie myślę o tym. Wiem, że jestem pełen ekspresji. Reaguję na to, jak muzyka sprawia, że się czuję. Nie gram tak, jak aktor, ale nie jestem też sztywniakiem (śmiech). Lubię ruszać się wraz z groove’m. Jeśli ruchy moich rąk są przesadzone czy zamaszyste, to dlatego, że to działa z punktu widzenia techniki i pochodzi z emocji, które się wytwarzają. Zawsze byłem świadom tego, jak poruszać się na zestawie i sprawić, by było to naturalne. Nie zagrałbym jazzowego koncertu tak, jak metalowego. Różne style zmuszają mnie do zróżnicowanego podejścia do instrumentu. Niezależnie od tego staram się być zrelaksowany i ruszać naturalnie tak, by grać prawidłowo technicznie. Sztuki walki także miały na mnie wpływ w tym względzie.


Jest wiele piosenek Mansona w wolniejszych tempach. Granie ich to sztuka sama w sobie - czy grasz do klika, czy masz jakieś inne sztuczki na opanowanie wolnych temp?


Gram z klikiem cały czas i kocham to. Prawie każda sesja i koncert wymaga ode mnie grania z metronomem, większość piosenek Mansona jest z klikiem. Jest fanem wolnych temp i często mówię o tym, jakie to ważne na klinikach i lekcjach. Wolne tempa są trudniejsze niż szybkie. Wolne tempo odkrywa wszystkie wady w grze. Przestrzeń między nutami musi brzmieć tak samo dobrze, jak nuty, które grasz. Najlepszy sposób na opanowanie wolnego tempa to grać w wolnym tempie! Niezależnie od tego, jaki gatunek grasz, ćwicz rytmy w tym stylu we wszystkich tempach od wolnego do szybkiego. Dobrze jest też się nagrywać i odsłuchiwać. Znajdziesz wtedy masę rzeczy do poprawy.


Jak poznałeś Chino Moreno i Team Sleep, jak powstał album koncertowy?


Poznałem Chino około 2007 roku, kiedy byliśmy razem na trasie po Australii. Zostaliśmy przyjaciółmi, mamy wiele podobnych idoli muzycznych. Od tamtego czasu zawsze mówiliśmy o tym, żeby coś zrobić razem, to była tylko kwestia czasu. Kilka lat temu byłem na backstage’u koncertu Deftones i Chino zapoznał mnie z Chuck Doomem, który gra na basie w Crosses. On powiedział, żebyśmy się zebrali i pograli. Kilka tygodni później byłem u Chucka w domu i jammowaliśmy z Chino. Był wyluzowany klimat i czułem się, jakbym grał z kumplami z liceum. Chuck i ja jammowaliśmy do wszystkiego od standardów jazzowych do roots reggae aż po fusion/rockowe tematy. Klimat był. Na początku Chino słuchał, jak gramy z Chuckiem, potem chwycił za gitarę i dołączył. Tak świetnie się bawiliśmy, że zaczęliśmy się regularnie spotykać i tak doszedł Todd z Team Sleep. Nawet wtedy nie nadaliśmy temu nazwy i nie wiedzieliśmy, że to będzie Team Sleep. Po prostu fajnie było się razem spotykać i pisać muzykę. Nie zaczęliśmy oficjalnie być Team Sleep, zanim nie ogłoszono Woodstock Sessions. Ponieważ Woodstock Sessions było pierwszym materiałem napisanym od lat, to pchnęło rzeczy do przodu. Najpierw to Zach Hill miał grać na tej sesji, a ja w tym czasie miałem grać z Mansonem, ale okazało się, że Zach nie mógł się pojawić na sesji, a ja nie byłem jeszcze w trasie. Chłopaki zadzwonili do mnie, żebym zagrał kilka dni przed nagrywaniem. Skupiliśmy się na nowym materiale mimo naszych napiętych grafików.


Team Sleep brzmi jak okazja do eksperymentowania z bębnami. Czy tak faktycznie było, czy to twój ulubiony sposób grania?


Na pewno. Moje ulubione środowisko artystyczne to wtedy, gdy mogę coś stworzyć bez ograniczeń, po prostu rzucić się na coś. Team Sleep to takie miejsce. Mogę wtedy sięgnąć do wszystkich moich muzycznych inspiracji. Chuck i ja w sekcji czujemy podobne klimaty i gramy do siebie bardzo dobrze. Cały zespół ma taką chemię, to wspaniale, że można ją tak spożytkować.


Bębny brzmią świetnie na Woodstock Sessions. Podobnie, jak cały miks, który jest niesamowity. Jakiego sprzętu użyliście, jaki jest sekret świetnego brzmienia na żywo?


Cieszę się, że ci się podoba. Według mnie chodzi o uchwycenie świetnej gry. Nagraliśmy ten krążek ze studyjną publicznością centymetry od nas, a atmosfera w pomieszczeniu była magiczna. Lubię czuć chwile i nigdy nie uważam, że nagranie naprawdę uchwyci to, co się dzieje, ale byliśmy blisko. Inżynierowie w Apple Head odwalili kawał świetnej roboty. Przyleciałem ze swoimi blachami i grałem na starym Gretschu, należącym do Mackie’go z Bad Brains/Cro Mags. To czteroczęściowy zestaw, wziąłem jeszcze drugi werbel, który mieli na miejscu, postawiłem go po lewej stronie i nastroiłem nisko i tłusto.


Zach Hill to bębniarz, z którym trzeba się liczyć. Co wziąłeś z jego partii i jak dużo wstawiłeś swoich?


Nie miałem okazji go poznać. Wymyślił kilka świetnych patentów i gdy graliśmy stary materiał, miałem okazję poznać jego styl i pomysły. Ponieważ graliśmy głównie rzeczy z pierwszej płyty chciałem nadać im swój własny smak, ale też być blisko klimatu, jaki stworzył Zach. Jako słuchacz wiem, że to chcą usłyszeć fani. Przyzwyczajasz się do pewnych momentów w piosenkach. Niezależnie, czy gram stary, czy nowy materiał, staram się grać tak, jak czuję, że powinien brzmieć. Zawsze staram się przyłożyć swoją pieczęć do wszystkiego, co gram. Dodatkowo w Team Sleep nie gram jako najemnik, więc mój związek z nimi jest o wiele głębszy niż gdybym przyszedł jako wynajęty muzyk.


Twoja kariera zaczęła się od reggae i ska. Dalej lubisz to grać? Masz jakieś plany na powrót do tej muzyki?


Oczywiście. To część mnie. Kiedy tylko mam czas pracuję z jakimś projektem dub i rozmawiam z muzykami o współpracy. Wcześniej w tym roku poproszono mnie do gry na jednym z singli najnowszego wydawnictwa Morgan Heritage. To bardzo szanowany zespół reggae, ich album był na 1 miejscu list przez jakiś czas. To był zaszczyt z nimi pracować. Nagrywam też z moim kumplem Miguelem (z Sublime i założycielem Skunk Records), Rogerem Rivasem z The Aggrolites i zrobiłem album ska big band z grupą Standard Time (Tribute To The Skatalites). To było fajne przeżycie - 20-osobowy big band na żywo w świetnym studio. Zawsze chciałem brać w czymś takim udział i wyszło świetnie.


Jaki był najbardziej satysfakcjonujący projekt do tej pory?


Ciężko powiedzieć. Było tak wiele, które dużo znaczyły, że nie potrafię ograniczyć się do jednego. Od razu mogę podać trzy tylko z tego roku. Granie z Mansonem, nagranie muzyki do filmu John Wick z Keanu Reevesem, koncerty z Team Sleep. Wszystkie trzy były spełnieniem na różne sposoby. Wiele dostaję z każdej sesji, każde doświadczenie mnie kształtuje i pomaga w rozwoju jako osoby i muzyka.


Sprzęt Gila:

BĘBNY
DW Collector’s Series - flat gun metal grey: 2 x 24" bass, 12" i 13" rack tomy, 16" i 18" floor tomy oraz 20" gong floor tom, werbel 14"x6" black nickel over brass.
"Z Mansonem używam większych centrali, w odróżnieniu od tego, co mam w Stolen Babies lub Team Sleep. W momencie, gdy moje przejścia mają więcej shuffle i trójkowego klimatu, chcę używać głębszych i niżej brzmiących tomów w przeciwieństwie do szybkich tomów, które są bardziej przecinające."

BLACHARKA
Zildjian: 19" K Trash Smash, 19" A Custom Projection crash, 20" A Custom crash, 15" i 16" K Light hi-hats, 19" A Ultra Hammered china, 17" i 19" K Hybrid chinas, 24" A Medium ride

PLUS
Naciągi Remo: Coated Emperor na werblu;
Czysty lub powlekany Emperor na tomach;
Czysty lub powlekany P3 na centrali,
pałki Vater West Side

Materiał przygotowali: Szymon Ciszek, Kajko, Chris Barnes
Zdjęcia: Robert Downs

Wywiad ukazał się w numerze wrzesień 2015




Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama