Michał Jastrzębski (Lao Che)
Zapraszamy do przeczytania zapisu naszej rozmowy z Michałem Jastrzębskim, perkusistą zespołu Lao Che, w której opowiada nam o swojej edukacji muzycznej, używanym sprzęcie perkusyjnym oraz nadchodzącej płycie swojego zespołu.


Na szczęście na fortepian mnie nie przyjęli, Pan dyrektor powiedział, że widziałby mnie w klasie perkusji - tak właśnie zacząłem stukać. :-)


Chwilę później zaczął się u mnie okres "buntu" i gra w pierwszej kapeli punkowej - chciałem bębnić na zestawie a nie pieścić gamy na sztabach. Jednak jakoś naukę w szkole muzycznej przetrwałem, głównie dzięki mojemu tacie, który trzymał nade mną bat. Cudem zdałem egzaminy, jako że nie uczyłem się systematycznie tylko tuż przed zaliczeniem.
Nietrudno sobie wyobrazić co przeżywał mój nauczyciel, kiedy na dwie lekcje przed egzaminem przychodziłem totalnie nieprzygotowany, ale już na samym egzaminie grałem z pamięci co trzeba. No taki to był trochę głupi czas, ale przecież głupota jest przywilejem młodości. :) Dzisiaj cieszę się, że uczęszczałem do szkoły muzycznej - znam gamy, umiem co nieco wyczytać z nut, a i ksylofon nie jest mi obcy, chociaż raczej już nic nie potrafię na nim zagrać.


Klasa perkusji to dosłownie klasa perkusji, gdzie uczą gry na zestawie. Oczywiście jest też wibrafon i instrumenty perkusyjne, ale nie są to główne instrumenty. Trafiłem na bardzo fajnego profesora, Bogdana Kulika -otworzył mi on oczy na wiele zagadnień, które wcześniej ignorowałem lub nie wiedziałem co z nimi począć. Mam tu przede wszystkim na myśli technikę werblową, etiudy, ćwiczenia koordynacyjne i grę z podkładami. Skorygował również nieco moją postawę i ręce. Dużo czasu poświęciliśmy także na rozmowy o muzyce i bębnach, co również jest bardzo ważne.
Ogólnie rzecz mówiąc w relatywnie krótkim okresie czasu dzięki tym zajęciom zyskałem bardzo wiele. Dotyczy to również teorii, np. historii muzyki, innej jednak od historii nauczanej w szkołach klasycznych. Była to nie tylko historia muzyki klasycznej, lecz także jazzu i rocka. Zdobyłem również wiedzę typową wiedzę z zakresu teorii muzyki, np. kształcenia słuchu. Niestety, moja nauka w tej szkole zbiegła się z początkiem zawodowego grania na scenie i gdy zaczęło brakować mi czasu aby pogodzić te dwie rzeczy, wybrałem granie.


Natomiast z Pearlem to jakoś wyszło samo z siebie. Bębnami Reference interesowałem się od dawna, aż w końcu w 2008 r. postanowiłem zapytać o możliwość ich nabycia u źródła, czyli u dystrybutora. Zadzwoniłem do firmy Silesia, dopytałem o ceny, konfiguracje, czas oczekiwania. Człowiek, z którym rozmawiałem zapytał w jakim zespole gram. Okazało się, że zna i lubi Lao Che. Zaproponował nawiązanie stałej współpracy. Bardzo mnie to ucieszyło, jako że do marki Pearl mam największe zaufanie. Moim pierwszym zestawem z wyższej półki, który zniósł na prawdę wiele, był Export (wcześniej miałem Amati), później przez prawie trzy lata grałem na bębnach serii Masters.
Hardware Pearl serii b-855W z roku 1996 mam do dziś i nadal jest on sprawny. Kiedy otrzymałem zamówionego Reference’a, mój profil pojawił się na międzynarodowej stronie Pearla w dziale "artists". Również polski dystrybutor zamieścił informację o naszej współpracy na swoich stronach www - w ten sposób więzi zostały zacieśnione.


Hardware to statywy Pearla serii 1000, s-2000, b-855w oraz stopy Eliminator, Yamaha Flying Dragon sztuk dwie, statywy do hi hatu Pearl i Yamaha, klampy, holdery, itp.
Pałki to Pro-Mark Elvin Jones i 818.
Naciągi Evans g1 coated, hydraulic i eq3.
Moje pozostałe zabawki to:
Ludwig Vistalite clear rocznik 75 w składzie 22,12,13,16
Gretsch New Classic 22,10,12,14,
Roland TD-3 KW.
Werble:
Pearl Reference Brass 14/6.5
Pearl Reference 20 ply 14/5
Pearl Reference 20 ply 14/6.5
Pearl MMX Maple 14/6.5
Tama Warlord Masai 14/6
Tama Warlord Valkiria 14/6
Brady Sheoak Block Snare 14/6.5
Craviotto Cherry Solid Shell 14/8
Slingerland Mahogany Radio King 14/6.5 -era 1928-1941
Pork Pie Lite Acrylic 14/6
Bertrand Maple 14/7
Bertand Maple 12/6
Sonor Jungle 10/2
Yamaha Steel 14/6.5
Mapex Black Panther steel 14/6.5
Blachy Istanbul Agop i Alchemy
Hi hats-Alchemy Sweet mini 12, Istanbul Pasha 14, Turk 13, Alchemy Custom mixed 13
Crashe: Alchemy medium 17,18, Istanbul dark rides 20 (używam jako crashe), seria turk crashe 17 i 18
Rajdy: 22 Traditional heavy ride, 20 Vezir flat ride, 20 Turk ride, 22 OM ride.
Chinas: Traditional pang 16, Turk 20, Trash-hit 20.
Splashe-6,8,10,12 (serie traditional, heavy i turk)
Bell Raw 8




Już na Szemranym pojawił się numer o tytule "Lao Che", jako taka mała zapowiedź. To było trio parahiphopowe, Spięty i Ja rymowaliśmy a Deny puszczał muzykę. Takie skakanie po scenie z mikrofonami jednak dosyć szybko nam się znudziło - chcieliśmy grać na żywo. Zebraliśmy skład, skrzyknęliśmy się na pierwszą próbę i tak to się zaczęło. Pierwsze próby to był dramat, każdy złapał za instrument i całkowicie bezmyślnie graliśmy jakiś hardcore.
Po trzech takich próbach stwierdziliśmy, że trzeba chyba pogadać. Pragnęliśmy wypracować własny styl, brzmienie, a nie da sie tak od razu wziąć do rąk instrumentów i grać. Spotkaliśmy się parę razy i dyskutowaliśmy o tym, czego chcemy, jak mamy grać i jak brzmieć. Dopiero po kilku takich rozmowach zaczęliśmy na nowo grać próby, czego efektem był nasz debiut "Gusła" wydany w 2002 r.




Każdy z tych występów był dla mnie wspaniałym przeżyciem, atmosfera na tym festiwalu jest niepowtarzalna. Nasz ostatni występ przed woodstockową publicznością został wydany na dvd. Ostatnio nawet oglądałem ten koncert - jest niezły, jednak atmosfery tej nie da się przenieść na żadnym nośniku, nie da się opisać, to trzeba po prostu przeżyć.


Podobnie było ze strojem, o który dbał Damian Pielka (gitarzysta Lecha Janerki). Co prawda do każdego numeru wprowadzaliśmy jakieś zmiany, jednak samo nagrywanie poszło bardzo szybko, jako że uwinąłem się ze wszystkim w dwa dni.
Lubię nagrywać sam - tylko ja i klik - bez podkładów i przygrywek kolegów. Nie jest to może najlepsze wyjście dla każdego i w każdej sytuacji ,jednak w Lao Che taki system pracy w studiu odpowiada mi najbardziej. Teraz nagrania są już na końcowym etapie, niebawem zaczynają się miksy, a 11 stycznia w radiu, głównie w Trójce, będzie można posłuchać singla zapowiadającego nowy album.


Na płycie jest dużo mniej gitar typowych dla rockowego grania, wiele pozmieniało się także w sferze tekstowej. Lao Che uchodził za zespół, który z każdą kolejną płytą podejmował poważne tematy. Na czwartej płycie Spięty postanowił to zmienić i podjął zupełnie luźną i różnorodną tematykę.
Premiera płyty zapowiedziana jest na 1.03, więc już niedługo sami będziecie mogli się o tym przekonać. Zapraszam także na koncerty - marzec spędzimy w trasie, podczas której zagramy 15 promocyjnych koncertów w całej Polsce. Osobiście uważam, że będzie to jedna z najlepszych płyt Lao Che, również jeśli chodzi o brzmienie, za które odpowiedzialny jest wspomniany już Marcina Bors, który pracował m.in. przy ostatniej płycie zespołu Hey.




Rozmawiał: Marcin Kamiński











