Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Aleksander Ostrowski

Dodano: 16.02.2016
Człowiek orkiestra, gra na gitarze, basie, klawiszach, oczywiście na bębnach, a także śpiewa. Na co dzień bębni w trójmiejskim Chassis, ale mogliście go usłyszeć również m.in. w Enej, zespole Marka Piekarczyka oraz ponad 30 innych kapelach - Aleksander Ostrowski.
Jesteś świeżo po zagranicznych wojażach z Chassis - opowiedz, jak było i jak polskie granie jest tam odbierane?


W Rosji jest duże parcie na takie granie, jakie uprawiamy z Chassis. Ludzie podchodzili do nas po koncercie i mówili, że od 15 lat nikt tak nie zagrał na tym festiwalu. Poznaliśmy przemiłych ludzi i to nieprawda, co mówią w mediach, że trzeba uważać na Rosję. Na władze może i tak, ale nie na obywateli. Liczy się tylko muzyka i ludzie, którzy są obok ciebie.


Perkusja nie jest jedynym instrumentem, na jakim grasz. Z czego potrafisz wydobyć dźwięki i dlaczego to bębny wybrałeś na główny instrument?


To prawda. Sztuka grania na różnych instrumentach dała mi możliwość komponowania, używania wyobraźni muzycznej przy graniu na bębnach. Potrafię grać na gitarze, basie i klawiszach. Nie traktuję bębnów jako przedmiotu do tzw. napiżdżania, tylko z głową staram się używać poszczególnych instrumentów z mojego zestawu. Perkusja stała się moją miłością w wieku 7 lat i to trochę przez przypadek, ponieważ wybiłem piłką szybę w sali perkusyjnej w szkole muzycznej, gdzie aktualnie były przesłuchania do klasy perkusji. Nie wiem jak, ale stanąłem w tej kolejce. Wszedłem na egzaminy, powiedziałem, że jestem Aleksander i chcę grać na bębnach. Mój profesor powiedział wtedy, że jestem trochę za mały, nie dosięgam do instrumentów oraz mechanizmów, wiec odparłem, że Phil Collins też jest mały i jakoś daje radę. Profesor obsmarkał się wtedy ze śmiechu i postanowił mnie przyjąć.


Doszły mnie również słuchy, że jesteś beatboxerem?


To za duże słowo, nie mogę się nazwać beatboxerem, ale często używam tej umiejętności do pokazywania komuś jakiegoś beatu lub urozmaicam tym swoje pomysły, jeśli chodzi o granie na bębnach. Wszystko, co może imitować perkusję jest przeze mnie wykorzystywane. Tylko twoja własna wyobraźnia jest w stanie zamknąć szlaban twojego pomysłu na zagranie swojej partii. Nie bójmy się używać nowych rozwiązań.


Valersi - nie tylko grasz na bębnach, ale też śpiewasz i to na dodatek z twoim ojcem. Skąd pomysł na taki rodzinny projekt?


Wychowywałem się na muzyce mojego taty. Od początku swojej drogi muzycznej słuchałem, jak śpiewa. I tym samym odkryłem, że i ja potrafię. Lubię, jak ludzie cieszą się na widok śpiewającego perkusisty. Śpiewałem też w takich zespołach, jak Enej czy Kangaroz, w chórkach w projekcie "Źródło" Marka Piekarczyka, gdzie grałem również na bębnach. Projekt z moim tatą jest ukłonem w jego stronę, że wychował mnie na prawdziwego muzyka.


Gdzie jeszcze można cię usłyszeć?


O mamusiu… Policzyłem kiedyś wszystkie zespoły, w których grałem jako zastępca lub główny bębniarz. Naliczyłem ponad 30 zespołów. Zawodowo gram już ponad 20 lat. Wyliczę te najważniejsze. Valersi, Chassis, Bracia Soprano, Enej, Kangaroz, Marek Piekarczyk, Kuśka Brothers, Mietek Folk, Transsexdisco.


Opowiedz o swoim obecnym zestawie.


Moje zestawy co chwilę się zmieniają. Gram na różnych bębnach: Yamaha, DW, Gretch, Mapex. Koledzy się śmieją, że u mnie bębny wytrzymują maksymalnie 10 tygodni, potem je sprzedaję i momentalnie kupuję kolejne. Dzięki uprzejmości sklepu DrumStore z Gdyni oraz Tomasza Stukana, stałem się endorserem firmy Turkish Cymbals. Jestem bardzo zadowolony z brzmienia tych talerzy. Od zawsze grałem na jasnym secie blach, teraz przesiadłem się na ciemne.


Zaczynałeś grać na bębnach w nieco innych realiach - również, jeśli chodzi o dostępność sprzętu. Jak to wspominasz?


Trzeba było sobie samemu znajdować materiały edukacyjne. W szkole muzycznej nie uczyli grać rozrywki na zestawie. Po godzinach grania klasyki, jak już nie było naszych nauczycieli, tłukliśmy w bębny, kiedy nas nie słyszeli. Ale do dziś pamiętam, jak siedzieliśmy w dużej sali kameralnej internatu szkoły muzycznej i z zapartym tchem obserwowaliśmy na kasetach VHS, jak gra Michał Dąbrówka, Tomasz Łosowski, Dave Weckl, Gadd i inni. Człowiek, który jest bardziej zmotywowany do szukania szczęścia przy swoim instrumencie, ma do niego większy szacunek. Nikt nam nie podsuwał niczego pod nos. Ale dzięki temu w Polsce mamy wspaniałych bębniarzy takich, jak Łukasz Samba Dmochewicz, Marcin Ułanowski (U1), z którymi uczyłem się w szkole muzycznej. Wydaje mi się, że też każdy jakoś tam od siebie cały czas coś podpatrywał i starał się przerzucić to na swoja interpretację. Ale nie było niezdrowej rywalizacji. Ogólnie panowało kumplostwo.


Wyleciałeś ze szkoły muzycznej.


Ze szkoły muzycznej mnie wywalili 2 lata przed końcem edukacji za lenistwo. Na początku żałowałem i obwiniałem się za to. Z drugiej strony byłem wolny i mogłem kreować swoją ścieżkę. Oczywiście, szkoła dała mi podstawy, dużo teorii, ale tak naprawdę sam jestem kowalem swojego muzycznego losu. I to mnie cieszy. Moi koledzy wyjechali do Warszawy, robiąc kariery itd. Cały czas ciągnęli mnie za sobą. Chodź, Olas, do Wawy, tam odżyjesz i będziesz miał roboty od zatrzęsienia. Ale Warszawa nie jest dla mnie. Mam inny lot. Mogę dojeżdżać, pracować tam, ale nie mieszkać. Kocham swój Olsztyn i powolutku realizuję swoją karierę. Nie mam pędu. Nie chcę zwariować. Wiem, że to inny świat, inna kasa, inne realia i może miałbym tam lepiej, ale tu są moje korzenie.


Udzielasz się jako muzyk sesyjny - powiedz coś więcej. Da się wyżyć z grania w Polsce?


Aktualnie gram w 7 zespołach, z czego w dwóch na stałe. Gram to, co chcę grać. Jednego dnia gram np. na dużej scenie na Woodstock dla 400 tys. ludzi, a za dwa dni na wielkiej sali event dla myśliwych, gdzie pachnie kotletem. Ale życie stawia przed nami różne sytuacje. Czy da się wyżyć? Ależ oczywiście, że tak. Wystarczy robić wszystko w zgodzie z własnym sumieniem i nie być za wybrednym. No i mieć na siebie pomysł.


Kilka słów do naszych czytelników?


To dla mnie zaszczyt opowiedzieć trochę swojej historii w tak zacnym piśmie. Pozdrawiam serdecznie Magazyn Perkusista, wszystkich moich kolegów perkusistów oraz wszystkich, którzy kochają perkusję!


Rozmawiał: Przemek Łucyan

Wywiad ukazał się w numerze listopad 2015





Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama