Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Maciej Ślimak Starosta

Dodano: 17.03.2016
Perkusyjny filar Acid Drinkers pojawi się wkrótce na klubowych deskach w kolejnej muzycznej formacji.
Nie chodzi tu jednak o Flapjack, tylko o zupełnie nowy autorski projekt, jakim jest SIQ. Jest to doskonała okazja, by porozmawiać o sprawach zespołu, zdrowiu, nauczaniu, warsztatach…

Postać Ślimaka znana jest chyba każdemu polskiemu perkusiście. Silnik diesla, który rozkręcony pompuje i napędza muzyczną maszynę. Wraca na trasę ze swoim rodzimym Acid Drinkers oraz nowym pomysłem, jakim jest SIQ. W naszej rozmowie nie ograniczaliśmy się jednak do tych dwóch zespołów i spraw bieżących. Poprosiliśmy go o drobne podsumowania oraz zapytaliśmy o zdrowie w kontekście, jaki nigdy dotąd nie był poruszany, bo lata lecą i trzeba inaczej podchodzić do spraw, które do tej pory uważaliśmy za oczywiste. A Ślimak to taki perkusista "oczywisty", bo przecież dla pokoleń przełomu lat 70/80 i młodszych jest to bębniarz, który był od zawsze. Stały perkusista metalowej sceny. Nie wyobraża sobie chyba nikt sytuacji jego nagłego odstawienia bębnów i zajęcia się np. pracą w urzędzie powiatowym.

Na szczęście daleko, oj, bardzo daleko mu do emerytury zarówno wiekowo, jak i przede wszystkim mentalnie, chociaż rąbie zawodowo w bębny już ponad ćwierć wieku! Jego styl gry to mieszanka rozbójniczo-tętnicza, która wymaga sprawności fizycznej, pewności siebie i dużej muzykalności, bo Ślimak stanowczo nie jest "krętaczem" pokroju Virgila Donati i korzysta z uboższego arsenału środków, które trzeba bardzo roztropnie porcjować i dostosować do muzyki. Nie jest to rzeczą prostą, jest wręcz częstym problemem perkusistów, którzy mają tendencje do "przegrywania" utworów. Ślimak dobrze wie, kiedy i ile, a jak, to już trzeba pójść na koncert i zobaczyć samemu. Liczymy, że poniższa rozmowa dodatkowo wszystkich do tego przekona.

Pierwsza część trasy z Acidami za nami. Jak spostrzeżenia?


Ekipa, która przychodzi na Acidów zawsze wie, czego chce i niewiele jest przypadkowych ludzi. Dlatego też niezależnie od wielkości klubu czujemy się zawsze komfortowo jako zespół, bo wiemy, że gramy dla naszej ekipy, a im więcej dajemy z siebie, tym samym odwdzięcza się publiczność. A skoro już pytasz, czy się starzeję… Odpowiedź jest jedna. Jasne, że tak - przecież nie jestem cyborgiem. Coraz częściej przytrafiają mi się różne kontuzje, ale nie ma się co dziwić… Jestem zawodnikiem wagi ciężkiej w wieku trenerskim. Ale zawsze daję z siebie tyle, ile fabryka dała.


Są to dla ciebie wciąż emocje, czy jednak przyłapujesz się na rutynie? Tyle lat…


Czasami, jak mam słabszy dzień, to może tak wyglądać. Każdy chciałby oglądać Lewandowskiego, strzelającego w każdym meczu po pięć goli, ale to niemożliwe nawet u największych profesjonalistów, a co dopiero u zwykłego scenicznego rozrabiacza jak ja. Mimo wszystko rutynie mówię nie i jeszcze raz nie. Rutyna uśmierca pasję, a bez pasji robienie tego wszystkiego nie miałoby większego sensu.


Dlaczego powstało SIQ?


Pierwsze pomysły do tego projektu omawiałem jeszcze z Olasem. Chcieliśmy zrobić rockandrollowy band z przymrużeniem oka i to śpiewany po polsku. Ale żaden numer nie powstał. Z wiadomych względów nic z tego potem nie wyszło. Miałem przez ostatnie lata poważne zawirowania rodzinne i większość wolnego czasu spędzałem na sali prób. Poza próbami z Acid, lekcjami, standardowym utrzymywaniem formy a czekaniem i w końcu niedoczekaniem się prób z Flapjackiem, zacząłem wymyślać riffy zupełnie inne niż zrobiłbym w Acid czy we Flapjacku. Zrobiłem na kompie bębny, nagrałem gitary, basy i w tydzień miałem pięć gotowych numerów w stylu, którego nie jestem w stanie określić. Puściłem kilku znajomym, którzy bez "cukrowania" mogli szczerze odpowiedzieć, czy to ma sens i spodobało im się. Powiedzieli, że to Sex Pistols zmiksowane z AC/DC i Thin Lizzy, no i trochę Acid… Tego nie da się ze mnie wyplenić (śmiech).


No tak, ale co dalej?


Mam numery, ale nie mam składu. Przede wszystkim nie mam wokalisty. No, ale po co szukać daleko czegoś, co jest bardzo blisko. Ania Brachaczek, zaprzyjaźniona wokalistka z zespołu BiFF, która przecież współpracowała z nami i to z sukcesami. Co ciekawe, zgodziła się od razu przyłączyć do projektu i nawet momentalnie wymyśliła - jak się później okazało roboczą - nazwę zespołu "Hell’s Beauty". Mało tego! Powiedziała, że ma dosyć już bycia "wokalistką darmozjadem" i chce grać na basie, gdyż po odejściu z Pogodno grała na basie w Los Trabantos. Pomyślałem "Spoko… To jeszcze tylko gitarzyści". Tylko kogo? Przecież nie będę robić castingu. To muszą być ludzie, którzy poczują w tej muzie jakiś wspólny pierwiastek z ich oczekiwaniami. No i stało się: zespół Moove supportował Acidów na dwóch pierwszych koncertach zeszłorocznej jesiennej trasy. Grają bardzo dobrego klasycznego rocka, robią to z czujem godnym pozazdroszczenia. Pół roku później zaproponowałem Bartkowi (gitara Moove) rozważenie zagrania w naszym projekcie. Z błogosławieństwem kolegów z zespołu Moove, Bart do nas dołączył. Po kilku próbach doszliśmy do wniosku, że jednak czegoś w tym wszystkim brakuje. Mimo, iż Bartek sprawdził się ponad nasze oczekiwania, to zabrakło w tym rockandrollowym brzmieniu pewnego zadzioru, które było na nagranej przeze mnie demówce. Odpowiedź jest tylko jedna: brakuje drugiego gitarzysty, który szanuje AC/DC, ale lubi thrash i punka. I w tym wypadku także nie szukałem daleko, bo w naszej ekipie technicznej od dłuższego czasu przewijał się na zastępstwach Tomasz "Biały" Białoń z zespołu Fix Up.


I nagle nazwa SIQ?


W związku z tekstami, które są w języku polskim, postanowiliśmy zmienić jednak nazwę. Jakie słowo wypowiadają ludzie codziennie w każdym polskim domu? Jakie słowo, które będzie krzyczane na koncercie jako nazwa zespołu, będzie typowe, polskie i zarazem wstydliwe lub kontrowersyjne? SIKU!!! Po przeróbce SIQ. Wiele osób słyszących tę nazwę kręciło nosem, mówiąc "Czy aby na pewno to dobra nazwa?". Takie wątpliwości tylko nas w tym utwierdziły, że tak. Zrobiliśmy kilka prób i zagraliśmy kilka koncertów. Wszystko w ekspresowym tempie, ale bardzo mi to pasuje. Dało mi to kopa do robienia nowych numerów i trochę wreszcie odżyłem po niespodziewanym i bolesnym dla mnie rozstaniu z zespołem Flapjack. Obecnie jesteśmy w trakcie nagrywania naszego pierwszego albumu (album ukazał się 18 marca - przyp. red.)


Jak po swojemu zdefiniowałbyś tę muzykę?


PUNKANDROLL. Chociaż mówią, że mało w tym punka. Ale skoro Exploited to punk (zresztą słusznie) i Happysad oraz Pidżama Porno to punk, to myślę, że mam prawo twierdzić, że… że mam rację i gramy PUNKANDROLLA!


Na żywo z SIQ nie będziesz się rozstawał z bębnami?


Czy ty przypadkiem mnie nie obraziłeś (śmiech)?


No wiesz, czasami potrafisz wyskoczyć na środek sceny, zaśpiewać to czy tamto…


Póki co to nie planuję, aczkolwiek nie wykluczam. Może w setliście znajdzie się jakiś cover, który będzie tego wymagał, ale w numerach autorskich będę się tylko znęcał nad moimi bębnami. Oczywiście bez fajerwerków. To prosta muza, ale jest dość dużo szybkich zamkniętych hi-hatów, co wiąże się z ograniczeniem mojego ulubionego grania zza ucha. Kto wie, czy w projekcie SIQ nie wrócę do grania przodem, żeby granie bokiem było tylko dla Acidów. Na wspólnych koncertach z Acidami tak robiłem, ale czy zrobię tak na sztukach, gdzie Acidów nie będzie, tego jeszcze nie wiem.


Na profilu FB w materiałach widać, że używasz mieszanki bębnów Pearla. Co to jest tak dokładniej?


Nic szczególnego. Po prostu w związku z tym, że zaczęliśmy trasę z Acidami nie mogłem rozstawić mojego koncertowego zestawu w studio. Zresztą nie potrzebuję do tej muzy takiego zestawu. Tak czy inaczej są to bębny typu "każdy z innej beczki", na których gram próby. To pozostałości różnych zdekompletowanych zestawów Pearla, które zebrałem do kupy. Moim marzeniem na tej płycie jest osiągnięcie innego brzmienia bębnów niż na Acidach czy na Flapie. Myślę, że jak ktoś powie "brzmienie Ślimaka na tej płycie mi się nie podoba" to będzie oznaczało, że mi się udało.


Czyli zestawiłeś sobie bębny z resztek jak Portnoy na LTE i wyszło mu genialnie. Śledzisz wciąż środowisko perkusyjne, czy wolisz wziąć wolne od bębnów?


Czy genialnie nie wiem, nie do mnie należy osąd, w każdym razie mnie się podoba. Jeśli chodzi o śledzenie tego, co dzieje się w środowisku pałkerów, to oczywiście lubię sobie popatrzeć na świetnie i widowiskowo grających muzyków. Tylko nie mogę się za bardzo wsłuchiwać, bo mnie wtedy krew zalewa i zadaję sobie pytanie, gdzie ja byłem, jak rozdawali dar cierpliwości i samozaparcia, żeby coś takiego osiągnąć (śmiech).


Kolejna część trasy z Acidami, pewnie promocja SIQ, a znajdziesz czas na nauczanie? Jest u ciebie taka opcja...


Jasne. Oczywiście musiałem ostatnio zrezygnować z kilku lekcji poprzez zaangażowanie w studio, ale jak tylko skończymy płytę, mój grafik się ustabilizuje. Fajne jest to, że często przychodzą ludzie, którzy właściwie grają dużo bardziej skomplikowane rzeczy niż ja. I podziwiam ich za to, że chcą mimo wszystko wrócić do podstaw, gdyż zauważają, że jeśli czegoś nie zrobią, to zostaną w miejscu. I często tak jest, że brak techniki i złe przyzwyczajenia strasznie ich ograniczają. Powiem szczerze, że zaawansowanego bębniarza, który naparza lepiej ode mnie, jest trudniej nauczyć prawidłowej techniki niż początkującego. Ale tak, jak Zbigniew Wodecki ma patent na swoją bujną czuprynę, tak ja mam patent na wirtuozów bez techniki.


Jest za to u ciebie energia i pewność ciosu. Mówiłeś o kontuzjach, ale chyba już nie jesteś na etapie życia rockandrollowca?


Wspomniałeś kiedyś, że gram, jakbym okładał bębny mięsem. Tak więc odpowiem ci, że moje życie rockandrollowca nie różni się wiele od kierowcy rozwożącego mięso po kraju (śmiech), tylko profesja lekko inna. A tak poważnie to lubię jeździć, więc prowadzę busa ze sprzętem, co sprawia, że czasami odczuwam w kościach długie przeloty... Wiesz, pozycja siedząca itd. Za to, jak gram na bębnach, mam pozycję…? Tak, brawo! Także pozycję siedzącą (śmiech) I tu poza typowymi sportowymi dolegliwościami typu obciążenia stawów i naciąganie mięśni pojawia się problem lędźwiowo-krzyżowy kręgosłupa. Jak wiesz, dość nisko siedzę, więc w czasie trasy odczuwam zmęczenie pleców dość często. I tu właśnie nadchodzi ten moment, żeby…? Tak, brawo! Trzeba robić odpowiednie ćwiczenia (śmiech). Dwa lata temu naciągnąłem sobie poważnie mięśnie pleców na nartach wodnych. Od tego czasu nie mogę dojść z nimi do ładu. Jeździłem dość dużo rowerem, ale niestety fizjoterapeuci stanowczo odradzają jazdę na rowerze chyba, że w pozycji pionowej. No, ale nie kupię sobie przecież "damki"! Bieganie też odradzają, więc oprócz ogólnorozwojowych ćwiczeń ukierunkowanych na wzmacnianie pleców, które muszę robić w miarę systematycznie pozostaje mi…


No nie wiem, aerobik w basenie?


Nie uwierzysz. Najbardziej obciachowy sport, jaki widziały moje gały - tak do tej pory uważałem. Uwaga! Chodzenie z kijkami (śmiech). Żarty żartami, ale odczułem poważną różnicę między bieganiem a chodzeniem z kijkami. Jak tak porządnie przyciśniesz to leje się z ciebie, jak ze świni przy turbo spalaniu. Nie obciążasz kręgosłupa, angażujesz prawie wszystkie mięśnie. Po pierwszym razie miałem poważne zakwasy, a nie należę do gości, którzy stronią od sportu. Tyle, że okropnie to wygląda, blee... Ale na szczęście jest coś takiego w przyrodzie, jak zmrok, więc chodzę dopiero, jak się ściemni.


Obserwując trasy Acid i zdjęcia z koncertów, nie są to już trasy z wypchanymi dużymi klubami. Acid ma coś jeszcze do powiedzenia w rock and rollu? Czy już raczej jest to spokojne ustabilizowane granie dla wiernych fanów?


Takie pytanie zawsze mrozi krew w moich żyłach. Acid przechodził już tyle różnych trudnych chwil, wzlotów i upadków, odejście Litzy, potem Perły, rozstanie z Lipą, wreszcie piękny a zarazem tragiczny czas z Olkiem. Takie czasy już nigdy nie wrócą, że na koncerty Acidów przychodziło po kilka tysięcy ludzi. Po odejściu Roberta zdarzało się po 20 osób na koncercie, ale wyszliśmy z tego dołka dzięki ciężkiej pracy. Sytuacja ustabilizowała się po płycie "Acidofilia", a powrotem do dobrych frekwencji był czas Olasa i "Stalowych Wersetów". Oczywiście największe bum to "Fish Dick Zwei". Zagraliśmy wtedy mnóstwo koncertów w pełnych salach i klubach. Zdarza się, że niektóre miejsca nas zaskakują i pozytywnie, i negatywnie. Zdarza się, że w miejscu, gdzie rok lub dwa lata wcześniej było kilkaset osób, przychodzi kilkadziesiąt. Ale jedziemy do następnego miasta, gdzie spodziewamy się podobnej frekwencji, a tu miłe rozczarowanie - pełna sala. W różnych okresach jest różnie na koncertach, ale mamy swoich fanów, którzy nas jeszcze nigdy nie zawiedli, a co najważniejsze pojawiają się nowi i coraz młodsi. To naprawdę budujące patrzeć, jak czasami przychodzą już trzy pokolenia na nasze koncerty.


Prawie jak Deep Purple. Pomrożę jeszcze trochę twoją krew, ok? Doradzałbyś czy odradzałbyś jakiemuś perkusiście karierę w metalu? Wiązania sobie życia z tą sceną i muzyką?


No, prawdę mówiąc, jest to ciężki kawałek chleba i nie wiem, czy gdybym miał teraz startować od zera, dałbym radę osiągnąć taką pozycję. Teraz są dużo trudniejsze czasy, ale i poziom muzyków jest dużo, dużo wyższy. Praktycznie nieograniczony dostęp do sprzętu i do materiałów edukacyjnych powoduje, że ludzie bardzo szybko osiągają przyzwoity poziom. Ci zdolniejsi i cierpliwi osiągają dużo więcej. Przykładem jest Daray, Pawulon, Zbylu-Inferno, Michał z Dekapów czy Krzyżyk z Luxów. Ten ostatni to w ogóle jakiś fenomen. Z tego, co wiem, koleś nie ma czasu ćwiczyć i gra tylko na próbach i koncertach. To dla mnie niepojęte, jak facet, grający takie rzeczy, układa sobie partie bębnów w głowie, siedząc na chacie i potem bez większych problemów przenosi to na instrument. Oczywiście, nie wszystkim się udaje, no, ale próbować trzeba i nie wolno się poddawać. Już to, co prawda, kiedyś mówiłem, ale co tam - trzeba krzesać iskry i ciąć metal! Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!


Mimo wciąż młodego wieku jesteś człowiekiem o piorunującym doświadczeniu! Czego jeszcze nie zrealizowałeś w muzyce, a chciałbyś lub masz zamiar, tudzież po prostu ci się marzy?


Chciałbym jeszcze nagrać w życiu taką płytę, która pozwoliłaby na to, żebym nie musiał się martwić, czy będę mieć na bułeczkę z szyneczką (śmiech). A tak poważnie chciałbym zrobić muzę z moimi synami i to kawał ciężkiego grania, a nie jakieś tam pierdu, pierdu. Jeden z nich gra na gicie, a drugi śpiewa. Sami robią zresztą fajną muzę w kapeli WhiteSkull, którą założyli z kolegami ze szkoły.


A dałbyś się namówić na warsztaty lub pokazy? Sporo jest ich teraz, a ciebie fajnie się ogląda...


Nie (po stanowczym "nie" nastąpiła długa, krępująca cisza, po czym z grymasem Maciej dodaje:) Nie czuję tego (znowu cisza). No ok. Mógłbym pod warunkiem, że ktoś grałby ze mną przynajmniej na basie, a najlepiej jeszcze z gitą. Bez kapeli czuje się tak, jakby ktoś mi ściągnął gacie na apelu szkolnym…


Materiał przygotowali: Maciej Nowak i Kajko
Zdjęcia: Romana Makówka

Wywiad ukazał się w numerze grudzień 2015





Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama