Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Steve Gadd

Dodano: 10.05.2016
W zeszłym roku Steve Gadd skończył 70 lat. Jeżeli ktokolwiek nie wie, kim jest Steve Gadd - w co szczerze wątpię - niech natychmiast naprawi ten koszmarny brak w swej wiedzy!
Steve jest tym dla bębnów, co BB King dla bluesa, co Pele dla piłki nożnej, legenda, inspiracja, prawdziwy mistrz.

W zeszłym roku Steve skończył 70 lat. Z tej okazji pojawiła się na rynku jego nowa płyta 70 Strong, która jest swoistym prezentem, bo Steve lubi ponad wszystko grać ze znajomymi muzykami. Zresztą sam to parę razy powtórzył w naszej rozmowie. Płyta nie zatrzęsie muzycznym światem, tym bardziej, że Steve nagrał płyt kilkaset, a niektóre z nich stały się prawdziwymi muzycznymi kanonami. 70 Strong już w samym tytule sugeruje, że jest to takie skromne podsumowanie burzliwej kariery wielkiego mistrza perkusji. Mało kto potrafi z taką lekkością i swobodą dynamizować. Jego powtarzalność jest oszałamiająca i nabiera porażającego kształtu w momencie, gdy gra na poziomie piano. W parze z tymi elementami idzie wielka muzykalność, estetyka i kultura gry. Chciałoby się użyć tutaj trywialnego zwrotu - stara szkoła. Niestety, coś w tym jest. Mówię niestety, bo perkusistów prezentujących taki poziom obecnie jest niewielu. Przyjechał do Polski razem ze swoją starą ekipą: Michael Landau na gitarze, Larry Goldings na klawiszach, Jimmy Johnson na basie i Walt Fowler na trąbce. Koncert miał być finałowym występem Drumfest 2015 i miał miejsce w Filharmonii Śląskiej w Katowicach.

Usiedliśmy sobie ze Stevem w jednym z pomieszczeń filharmonii. Muzyk dzierżył w rękach filiżankę kawy, od czasu do czasu wystukiwał sobie delikatnie palcami jakiś rytm na stole. Z pozoru bardzo spokojny i nawet nieco powolny starszy pan. Na pytania odpowiadał z długim namysłem, ważył słowa, tym bardziej, że nasza rozmowa nie miała dotyczyć standardowych tematów, związanych z bębnieniem. Tematy nagranych płyt są tak obszerne, że musielibyśmy rozmawiać kilka godzin, by w miarę kompetentnie ogarnąć sytuację. Z drugiej strony nie było sensu zaglądać po raz tysięczny w przeszłość i młodość muzyka, kiedy to w wieku 3 lat otrzymał od wuja komplet pałek i tak to się wszystko zaczęło. W Internecie można znaleźć dziesiątki opowieści o tym, jak Steve zaczął grać. W związku z powyższym skierowaliśmy rozmowę na bardziej ogólne tory, uderzając w życiowe klimaty. Steve jest człowiekiem, który komunikuje się w stary, klasyczny sposób, nie używa e-maili i jest mocno poza tą całą technologiczną gonitwą. Nie oznacza to, że jest przeciw, po prostu jego to nie dotyczy i w sumie nie ma się czemu dziwić. Skończył 70 lat i jest jednym z najbardziej szanowanych i najczęściej podawanych jako inspiracja perkusistów w historii. Razem z takimi legendami, jak Buddy Rich czy Gene Krupa.

Jednym z bardziej powalających momentów naszej rozmowy była historia, jaką przytoczyłem na temat kaprysów Mike’a Portnoya. Steve otworzył szeroko oczy i z rozbrajającą szczerością zapytał grzecznie swoim spokojnym tonem:
- A kim jest Mike Portnoy? Z kim on gra?

Dopiero, kiedy wytłumaczyłem status tego słynnego w świecie perkusji bębniarza, Steve przytaknął i dodał:
- A tak, tak, już kojarzę.

Czy taka sytuacja nie daje nam nieco do myślenia? Podobnie było, gdy podałem nazwisko Benny’ego Greba. Tym razem Steve’owi trzeba było jeszcze dokładniej opisać tę postać. Zabawne, tym bardziej, że Benny opowiadał, jak to zapoznał się ze Stevem… Tymczasem muzyk jest w swoim świecie i jak widać po jego bardzo napiętym grafiku nie ma potrzeby, by musiał sprawdzać portale muzyczne, by wiedzieć, kto jest kim. To inni muzycy muszą wiedzieć, kim jest Steve Gadd.

Jak przebiega urodzinowa trasa?


Bardzo dobrze, ludzie bardzo ciepło nas przyjmują, jest świetna interakcja podczas koncertów. Publiczność jest podekscytowana, więc wszystko jest po prostu bardzo dobrze.


Czy ta reakcja jest spowodowana bardziej postacią Steve’a Gadda czy też całego zespołu?


Myślę, że jest kombinacją tych dwóch rzeczy, ale zdecydowanie ludzie lubią muzykę, którą gramy. Muzycy, z którymi gram, są osobami znanymi w tym środowisku, dlatego też mogę powiedzieć… tak, tu chodzi głównie o muzykę. Chociaż tak naprawdę musiałbyś zapytać każdego, kto jest wśród publiczności, bo to oni podchodzą indywidualnie do każdego występu. Ciężko z pełną stanowczością odpowiedzieć na to pytanie.


Ta interakcja z publicznością jest ważnym elementem?


Oczywiście, kontakt z publicznością jest niezwykle ważny, złapanie tej wspólnej więzi. Na tym to przecież polega, po to gramy muzykę, po to przyjechaliśmy, by dać ludziom odrobinę radości, grając na żywo. Chcemy im dać coś, czego nie mają na co dzień, bo nie gramy tu często i nie jest to coś powszedniego.


Podobnie jak nowa płyta…


Podoba ci się?


Tak, zresztą niedawno Dennis Chambers bombardował mnie twoimi nagraniami. Miał ich pełno na swoim telefonie.


Och, Dennis, to jest prawdziwy pasjonat. Faktycznie, jest niczym chodząca biblioteka. Ma potężne ilości muzyki przy sobie, zawsze! Świetny facet i świetny perkusista, ma fenomenalne brzmienie.


Widziałem film, opowiadający o twojej nowej płycie. Czy to jest forma pewnego prezentu?


Poniekąd, wiesz, 70 urodziny to jest nie byle co. Jestem wciąż aktywny, gram dużo, czuję się świetnie, dlatego wydawało mi się, że to będzie dobry pretekst, by nagrać właśnie teraz tę płytę. W sumie to był pomysł mój i mojej żony.


Wyglądało to tak, jakbyś nie przygotowywał się do tej sesji…


Niezupełnie, bo miałem oczywiście wgląd w propozycje. Przyjrzałem się kompozycjom, jakie zostały przygotowane. Przegraliśmy kilka propozycji, po czym wzięliśmy się za wybór jednego utworu z każdej płyty, jaką nagraliśmy zespołowo. Tak czy inaczej jest to łączony materiał własnych kompozycji, stworzonych przez chłopaków z zespołu oraz takich autocoverów. Nie jest to więc tak, że wchodzę do studia z gołymi utworami i dopiero tam zastanawiam się nad partią bębnów.


Czy jest to twój ulubiony sposób pracy?


Wiesz, nie mam ulubionej metody pracy. Po prostu lubię grać z ludźmi, którzy potrafią grać. Pamiętaj, musisz dostosować swój sposób pracy do konkretnej sytuacji i nie możesz się kurczowo trzymać jednej metody. W bardzo różny sposób można nagrywać różną muzykę. Za każdym razem musisz mieć otwarty umysł i pozwolić, by muzyka poniosła cię tam, gdzie ma w zamiarze cię ponieść. Nie ma tej jednej jedynej najwłaściwszej metody.


Jaką cechę swojego charakteru wskazałbyś jako najbardziej pomocną w karierze? Czy to będzie właśnie ta umiejętność odnalezienia się?


Chyba tak, chyba jest to ta umiejętność dostosowania się do wymogów i okoliczności danego wyzwania, przed jakim byłem stawiany. Tak, wydaje mi się, że jest to ważna rzecz. Rzecz, która spowodowała, że jestem, kim jestem. To, że dane wyzwanie jest inne w porównaniu z tym, co robiłeś wcześniej, nie znaczy, że nie jesteś otwarty i nie dasz z siebie wszystkiego. To jest też tak, że ja nie chcę być "jak Steve Gadd", rozumiesz, co mam na myśli? Wstaję rano i jestem wdzięczny za to, że wciąż mogę grać na bębnach, jestem zadowolony, że wciąż mogę pracować i robić to, co robię. To jest właśnie to. Wstajesz i jesteś tym, kim jesteś, bo nie będziesz nikim innym, dlatego nie staraj się na siłę "być jak Steve Gadd".


Na przestrzeni setek płyt, jakie nagrałeś, możesz powiedzieć, co składa się na postać tak aktywnego muzyka?


Ciężko to zebrać, bo jest wiele rzeczy i nie ma jakiejś jednej złotej rady…


Czyli takiej, której szczególnie szukają teraz młodzi perkusiści…


Niestety, muszę ich rozczarować, ale nie ma czegoś takiego. Musisz włożyć w to dużo energii. Musisz pokazać się we właściwym czasie, musisz być oddany temu, co robisz, musisz włożyć dużo pracy w odpowiednią komunikację z innymi. Jest też coś, o czym często zapominamy. Starajmy się słuchać, jak ktoś opowiada o muzyce. Słuchajmy, jak ktoś używa słów, by opisać muzykę. Przekazanie komuś werbalnie, czego się dokładnie oczekuje w muzyce, nie jest rzeczą prostą, dlatego ważne jest, byśmy umieli uważnie słuchać. Musisz więc być na 100%, pamiętając jednocześnie o tym dystansie, ponieważ komunikacja nie jest czymś natychmiastowym, zajmuje to chwilę. Nie możesz się poddawać, tylko cały czas próbować.


Czy nie uważasz, że czasami niektórym perkusistom brakuje odrobiny dystansu do tego, co robią?


Moim zdaniem powinieneś próbować czynić rzeczy najlżejszymi, jak to jest tylko możliwe. Są momenty, gdzie stajesz w mało komfortowej sytuacji, coś ci przeszkadza, zawadza, po prostu nie czujesz pełnego komfortu. Możesz sobie z tym poradzić na dwa sposoby - albo w sposób lekki, albo w sposób ciężki. Wydaje mi się, że podchodzenie do niektórych spraw na miękko, jest znacznie mniej szargające zdrowie. Jeżeli skierujesz się w mroczniejszą stronę to nastawiasz się bardzo negatywnie, co znów odciąga cię od racjonalnej oceny sytuacji. Takie jest moje zdanie na ten temat.


Jak odnajdujesz się w obecnych czasach, naszpikowanych wiadomościami, przesyconych informacjami…


(szkoda, że nie możemy wam przekazać, drodzy czytelnicy, jak szelmowsko uśmiechnął się w tym momencie Steve, przeciągając się na krześle z filiżanką kawy w dłoni…) Odnajduję się w tych czasach tak, jak mnie teraz widzisz, zrelaksowanego i poza tym całym gównem. Rozumiesz, co mam na myśli? Wiesz, to jest świetne dla pewnej grupy ludzi, ale ja akurat chcę grać dobrą muzykę z ludźmi, z którymi lubię grać, chcę się rozwijać muzycznie. Słuchaj, lubię moje projekty, lubię chłopaków, z którymi gram, lubię tę muzykę, jest mi dobrze, co mam ci tu więcej powiedzieć?


Zacząłbyś grać na bębnach w tych czasach?


By odpowiedzieć na pytanie, trzeba wziąć pod uwagę to, kiedy zacząłem grać na bębnach. Miałem trzy lata. Podejrzewam, że gdybym był teraz trzyletnim dzieciakiem i zainteresował się bębnami, to bym zaczął grać, kwestią sporną jest tylko, jaki byłby efekt. Sam zauważyłeś, że teraz jest zupełnie inaczej, ale… kocham bębny i tak, byłbym perkusistą.


Czy te 70 urodziny nie szarpnęły w tobie jakiejś nuty nostalgii?


Nie, nie miałem czegoś takiego. Jestem bardzo wdzięczny za to, co mam. Nie chowam w sobie żadnego żalu, nie żałuję niczego. Myślę, że jestem szczęściarzem i staram się skoncentrować na tym, co mam do zrobienia. Nie mam czasu na to, by zastanawiać się "Co by było, gdyby…". Staram się, by było wszystko bardzo proste.


Nie jesteś czasami znudzony podczas warsztatów ciągłymi pytaniami o granie "50 ways" i groove Mozambique?


Nie, bo jestem właśnie po to. Chcą mnie, chcą, żebym zagrał te rzeczy, dlatego nie narzekam i je gram. Cieszę się, że zadają mi pytania, na które mogę odpowiedzieć. Jeżeli ktoś zadaje pytanie, a ja jestem w stanie odpowiedzieć i dzięki temu dana osoba czuje się lepiej, to znaczy, że jest ok. Tak powinno być, bo po to tam jestem, by służyć swoją wiedzą i doświadczeniem.


Obserwujesz młode pokolenie perkusistów?


Nie do końca mam możliwość, ponieważ wciąż jestem w trasie, ale gdybym tyle nie jeździł i mieszkał w okolicy, gdzie jest dużo grania, to chętnie bym chodził oglądać innych. Jest sporo świetnych perkusistów, których warto obejrzeć. Może nie są to jakoś specjalnie młodzi perkusiści, ale kilku z nich zrobiło na mnie duże wrażenie, jak np. Aaron Spears, Mark Guiliana, Gerald Heyward, Chris Dave. To są świetni perkusiści, których polecam posłuchać. Każdy z nich stworzył swój własny styl gry. Niestety, nie mam możliwości oglądać ich regularnie, ale wiem, że są fantastycznymi muzykami.


Twoja kariera jest teraz przedstawiana w pięknych kolorach, ale były też momenty mroczne…


Nie jest tajemnicą, że siedziałem mocno w narkotykach. W chwili, gdy walczysz z uzależnieniem i chcesz przestać, to atakuje cię depresja. Jest to część wychodzenia z nałogu. Poza tym są to zwykłe rzeczy, jakie dosięgają każdą osobę, jak np. strata rodziców. Jeżeli chodzi o muzykę to także bolesne były te momenty, gdy odchodził ktoś, z kim uwielbiałem grać. Pamiętaj, że to wszystko zawsze wpływa na twoją kreatywność, czy odchodzi znajomy muzyk, czy ktoś z rodziny. To wszystko przekłada się na to, kim jesteś i jakim jesteś muzykiem. Wszystkie te emocje składają się na to, jakim jesteś muzykiem.


Czyli zgodzisz się z tym, że to, kim jesteś, jest odzwierciedlone w stylu gry?


Hm, nie wiem, nie myślałem o tym… (bardzo długa chwila zamyślenia) Szczerze, nie podchodziłem do tego w ten sposób, ale… chyba tak, tak właśnie jest.


Jakie masz plany po trasie?


Dalej to samo, wciąż grać (śmiech). Chcę grać dalej z chłopakami, bo świetnie mi się z nimi gra. Mam nadzieję, że wyjdzie coś ze współpracy z Jamesem Taylorem. Liczę też, że również wyjdzie coś ze współpracy z Edie Brickell. Bardzo lubię te projekty, z wielką radością zagrałbym z nimi na żywo. Nigdy nic nie wiadomo. To samo z Ericem Claptonem, tutaj też może coś interesującego się wykluć. Wszystko zależy od tego, ile będziemy chcieli zrobić. To wszystko są projekty, które przewijają się lub przewijały się przez moje życie.


Czyli rzeczywiście żadnych zmian!


Podpinamy się i gramy! Tak, żadnych zmian. Kocham grać, więc gram, oczywiście kocham też swoją rodzinę i uwielbiam z nią przebywać, ale pamiętajmy, że wszystko ma dobre i złe strony. Stanowczo dobrą stroną jest to, że w tym wieku mogę być dalej aktywny, ale też pamiętam o tym, że przez to jestem z dala od rodziny. Sztuką jest ta organizacja, by ten spędzony z rodziną czas był najlepszy, jak to jest tylko możliwe. Wymaga to utrzymania tego balansu.


Odnajdujesz jeszcze coś nowego za bębnami?


Tak, zdecydowanie. Może w ten sposób - wciąż poszukuję takich rzeczy. Jeżeli ćwiczę, staram się koncentrować nad powtarzalnością. Zawsze zaczynam bardzo wolno i rozwijam to do momentu, gdy gram daną rzecz zrelaksowany.


A w jaki sposób zbudować tak piekielną dynamikę gry, jaką ty się posługujesz?


Podstawą jest gra w różnych poziomach głośności. Każdą rzecz staraj się ćwiczyć zarówno głośno, jak i delikatnie. Wykorzystuj do tego metronom. Dzięki temu możesz zauważyć, że np. kiedy zaczynasz grać głośniej, to jednocześnie przyspieszasz. W taki sposób odnajdujesz swoje słabe strony i uczysz się, co jest nie tak w twojej dynamicznej grze. Każdą rzecz musisz przećwiczyć, nie inaczej jest z dynamiką. Dynamikę ćwiczysz na różnych poziomach głośności i widzisz, na jakich poziomach jak się czujesz. Granie głośne może ci bardziej pasować, dlatego musisz przećwiczyć grę lżej, to jest wszystko bardzo proste i logiczne.


Ile w tym wszystkim jest czegoś takiego, jak talent?


Jest coś w człowieku, co prowadzi go do celu. Później dochodzą takie rzeczy, jak ilość ćwiczeń i jak bardzo poważnie to traktujesz. Myślę, że ludzie są zdolni do nauki wielu różnych rzeczy, ale też z drugiej strony myślę, że ludzie rodzą się z różnym poziomem ciekawości. Jedni ludzie mają więcej zapału do pewnych rzeczy, nie wiem nawet, z jakich powodów, ale tak właśnie jest. Można to nazwać talentem, to coś, co cię wciąga w bębny, jakiś wewnętrzny głos. Później musisz zająć się już ćwiczeniami i rozwojem. Mimo to uważam, że można nauczyć i wyuczyć się wielu rzeczy, przełamać pewne bariery…


Są sesje, do których wracasz z sentymentem i chciałbyś je powtórzyć?


Bardzo przyjemną atmosferę w studio zawsze potrafił stworzyć Phil Ramone. Zbierał dobrych muzyków i praca przebiegała w niezwykle przyjaznym klimacie. Praca producenta w tej kwestii jest bardzo ważna, więc chętnie bym wrócił do tych sesji, gdzie byli dobrzy producenci, którzy potrafili wprowadzić dużo komfortu i spokoju.


Miałeś ciekawy epizod z muzyką disco…


Tak, byłem wtedy w zespole o nazwie Stuff. Grali tam Richard Tee, Gordon Edwards, Eric Gale, Cornell Dupree i Chris Parker. W latach 70 ta sekcja nagrała sporo muzyki disco. Muzyka dance miała wtedy wzięcie. Przyznam, że bardzo fajnie to się grało, dawało kupę radochy, było w tym sporo groove’u. Chodziło o to, by poderwać ludzi z siedzeń, by zaczęli tańczyć.


A jak zapatrujesz się na współczesne wykorzystanie elektroniki w bębnach?


Ludzie, którzy z tego korzystają, potrafią uzyskać naprawdę bardzo interesujące brzmienia. Ja akurat nie bardzo się w tym odnajduję i nie drążę za mocno tematu. Robię to, co robię, bo cała elektroniczna era pojawiła się długo po tym, jak ja się muzycznie ukształtowałem. Młodsi perkusiści czują się w tym lepiej, dlatego niech oni się tym zajmą, a ja będę grał tak, jak potrafię najlepiej. Jak czegoś potrzebuję w tym temacie to pytam kogoś, kto się na tym zna. Dla mnie wystarczą talerze, bębny, to mi gra.


Myślisz, że ta elektronika będzie miała przyszłość w bębnach?


Pewnie tak. Ujmę to tak - jak ktoś mi da bębny elektroniczne i powie, żebym na nich zagrał, to zagram. Nie mam z tym problemu. Nie jestem przeciwny próbowaniu nowych rzeczy. Są ludzie, którzy mają ten talent do elektronicznych rzeczy, lubią się w to zagłębiać, zaznajomienie się z tymi rzeczami przychodzi łatwiej. Ja tak nie mam, ja jestem gościem, lubiącym akustyczne brzmienia.


Lubisz eksperymentować?


Tak, lubię sprawdzać nowe rzeczy. Po prostu klasyczną metodą prób i błędów sprawdzam nowe werble, talerze, tak jak mówiłem, jestem otwarty na nowe sytuacje, chociaż nie zawsze się w nich odnajduję lub nie zawsze mi pasują.


Jak skończymy naszą rozmowę?


Powinniście iść za tym, co jest w waszych sercach, jeżeli lubisz grać, to idź grać. Jedyną porażką jest to, że nie próbujesz. Jeżeli próbujesz i robisz to z największym zaangażowaniem to możesz być spokojny, bo wszystko będzie w porządku.


Rozmawiał: Maciej Nowak
Zdjęcia: Marcin Pawłowski

Wywiad ukazał się w numerze luty 2016





Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama