Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Patrycja Napierała

Dodano: 17.05.2016
Wyjdźmy na chwilę zza klasycznego zestawu bębnów i posłuchajmy instrumentów perkusyjnych z całego świata w rękach Patrycji Napierały - od 20 lat współpracującej m.in. z Shannon, Same Suki czy Kayah & Transoriental Orchestra.
Bodhrán, Cajon, Udu czy Tapan - to instrumenty niezbyt często spotykane w Polsce, a to nie wszystko, na czym grasz. Powiedz, proszę, coś więcej o twoim instrumentarium.


Rzeczywiście instrumenty perkusyjne kojarzone są raczej z instrumentami takimi, jak conga, bongosy czyli instrumentami związanymi z muzyką latino - amerykańską. Ostatnio coraz częściej słyszy się o cajonie. Natomiast tapan, bodhran czy udu są nadal obcymi nazwami. Od dziecka pociągały mnie instrumenty perkusyjne o przedziwnych nazwach, wyglądzie czy brzmieniu. Moją pierwszą muzyką była tradycyjna irlandzka. Mając 11 lat rozpoczęłam naukę gry na irlandzkim fleciku - Tin Whistle, jednakże po niespełna roku rytm stał się dla mnie bardziej interesujący niż tylko sama melodia. Bodhran - instrument zaliczany do rodziny bębnów obręczowych stał się moim pierwszym instrumentem perkusyjnym. Początki były dość trudne, przepołowiona pałeczka perkusyjna, deska do krojenia warzyw oraz 2 utwory muzyczne, zarejestrowane na starej kasecie VHS z fragmentami starszego pana, który coś wystukiwał na wspomnianym instrumencie. Tyle zanotowałam, reszta stała się moją wyobraźnią i ciągłymi praktykami. Grałam na wszystkim od szafy, deski do krojenia po książki, wyrabiając sobie przy tym własną technikę. Po kilku latach, kiedy płyty CD zaczęły być modne, pojawił się Internet i coraz więcej źródeł, okazało się, że wcale nie odbiegam poziomem gry od rdzennych Irlandczyków. Obecnie, od prawie 5 lat jestem oficjalną endorserką bodhranów jednego z najlepszych światowych producentów tych instrumentów - Roberta Forknera (Metloef Drums), jako jedyna kobieta i jedna z dwóch bodhranistów nie - irlandzkiego pochodzenia. Jestem z tego dumna, ponieważ wiem, ile pracy mnie to kosztowało.

Następnie pojawiła się ogromna pasja do muzyki bałkańskiej, sefardyjskiej, bliskiego wschodu, stąd bogate instrumentarium kojarzone z tymi nurtami. Tapan, instrument wykorzystywany głównie w muzyce bałkańskiej, udu - gliniany dzban, wywodzący się z Afryki. Darbuka - instrument związany m.in z krajami arabskimi, który posiada bardzo trudną, wymagającą ogromnego poświęcenia technikę gry. Cała rodzina bębnów obręczowych: bendir, mazhar, tar, riq itd. Instrumenty również bardzo wymagające ciągłej pracy. Oczywiście pojawił się też cajon oraz współpraca w 2015 roku z AW Cajon, w postaci endorsementu. Warto dodać, że Andrzej Włodarczyk tworzy naprawdę dobre instrumenty, przystosowane zarówno dla perkusistów, jak i osób grających na instrumentach perkusyjnych. Od niedawna zainteresowałam się polską muzyką ludową, uczę się gry na polskim barabanie oraz tamburynie. Sama technika gry nie jest zbyt skomplikowana, natomiast zrozumienie stylistyki rodzimych oberków czy mazurków wymagają wielu tygodni, miesięcy czy lat gry oraz spotkań z mistrzami w najróżniejszych wsiach polskich.


Czy zdarza ci się zasiadać za klasycznym zestawem perkusyjnym?


Klasyczny zestaw perkusyjny od zawsze gdzieś w głębi duszy mnie pociągał, ale nigdy nie miałam czasu, aby porządnie się zabrać za naukę. Kilka lat temu postanowiłam spróbować łączyć elementy zestawu perkusyjnego z instrumentami perkusyjnymi. Wykorzystuję np. hi-hat, stopę perkusyjną z cajonem, darbuką, frame drums itd. Staram się budować różne zestawy w zależności od mojego wyobrażenia o muzyce w danym zespole. Zapotrzebowanie się zwiększało i wreszcie rok temu postanowiłam kupić pierwszy zestaw perkusyjny i rozpocząć naukę. Staram się grać codziennie 1h. Sprawia mi to ogromną frajdę i jednocześnie możliwość odkrywania zupełnie innego świata. Mam nadzieję, że kiedyś zdobędę na tyle umiejętności, aby rozpocząć współpracę z zespołem, grając na zestawie perkusyjnym. Póki co praca, praca i jeszcze raz praca.


Muzyka celtycka w Polsce rzadko pojawia się w mainstreamie, jednak z Shannon nie narzekacie chyba na brak ofert koncertowych. Zakończyliście też sukcesem akcję crowdfundingową na nową płytę.


Muzyka celtycka w Polsce rozwijała się na przestrzeni ostatnich 25 lat bardzo intensywnie. Regularnie są organizowane festiwale celtyckie, warsztaty, potańcówki czy pojedyncze koncerty. Dlatego Shanonn nie narzeka na brak ofert zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zespół Shannon zarejestrował osiem krążków na przestrzeni swojego istnienia, wszystko we własnym zakresie. Czasy lekko się zmieniają i zdarza się, że potrzebna jest pomoc. Postanowiliśmy uczestniczyć w akcji crowdfundingowej i zwrócić się do naszych przyszłych mecenasów o pomoc. Jak się okazało, ludzie popierają takie inicjatywy. Efektem tego jest uzbieranie 100% założonej przez nas sumy pieniędzy. Dzięki pomocy osób zarówno z Polski, jak i zza granicy będziemy mogli wkrótce wydać nasz kolejny, 9 album - "Crowded Head".


Jesteś bardzo zajętą osobą - Shannon to tylko jeden z wielu projektów.


Pierwsza muzyka, jaką poznałam będąc dzieckiem, to muzyka celtycka, stąd zespół Shannon. Fantastyczni muzycy i moi przyjaciele, z którymi koncertuję już kilka dobrych lat. Fascynacja polską muzyką ludową doprowadziła mnie do spotkania z czterema dziewczynami, z którymi tworzymy zespół Same Suki. Opierając się na muzyce źródeł i własnych tekstach, staramy się poruszać trudne i nierzadko łatwe tematy. Hoboud swoje korzenie ma również w polskiej muzyce ludowej, gdzie wspólnie z częścią muzyków z Shannon oraz innymi staramy się nawiązywać do folkloru warmijskiego, nadając mu naszą własną wizję muzyczną. Od zawsze fascynowała mnie muzyka bałkańska czy orientalna. Dzięki temu mam przyjemność uczestniczyć w zespole Kayah & Transoriental Orchestra. Od niedawna gram w zespole Mamadou & Sama Yoon, z którym tworzymy muzykę z pogranicza Afrobeatu, reggae. W marcu 2016 roku ukazał się nasz debiutancki album pt. "Umbada". Ostatni z zespołów to Pompadur. Jest to grupa muzyków, która zajęła się specyficznym gatunkiem warszawsko - ludowej piosenki miejskiej, odrzucając to, co nieaktualne i wprowadzając piosenki melancholijne, podwórzowe, kabaretowe, tanga, w których każdy krok jest walką o byt. Ostatnio sporo interesuję się także muzyką elektroniczną. W zaciszu domowym uczę się nowych programów, poznaję przeróżne urządzenia muzyczne czy eksperymentuję z looperem. Fascynuje mnie taka forma wyrażania siebie.


Czy dzięki ukierunkowaniu na etniczne dźwięki udało ci się odwiedzić część krajów, skąd pochodzą rdzennie twoje instrumenty?


W Irlandii byłam kilkakrotnie, odwiedzając w małych wioskach przeróżnych muzyków czy też wspólnie jammując z najbardziej uznanymi muzykami. Byłam również w krajach arabskich czy na Bałkanach, krajach sefardyjskich i wielu innych, z których przywożę coraz dziwniejsze instrumenty perkusyjne. Moim marzeniem jest podróż do Afryki zachodniej oraz północnej, aby poznać tamtejszą kulturę i muzykę.


Co było dla ciebie największą inspiracją, aby zainteresować się tak różnymi instrumentami perkusyjnymi?


Moją największą inspiracją był mój nauczyciel gry na flażolecie, Wojciech Wietrzyński. To dzięki niemu nie siedziałam pod blokiem nudząc się. On odkrył we mnie talent i pozwolił mi się rozwijać. Wprawdzie jest nauczycielem gry na irlandzkim fleciku, ale to dzięki niemu poznałam bodhran i zaczęłam swoje pierwsze rytmy wystukiwać na desce do krojenia. Następnie w liceum, przy coraz łatwiejszym dostępie do płyt cd oraz Internetu poznawałam inne gatunki muzyczne. Kolejną fascynacją stała się muzyka bałkańska, którą grałam przez wiele lat z zespołem Karpatia. Mam nadzieję nigdy nie przestawać zagłębiać się w tajnikach zawiłych rytmów z najróżniejszych zakątków świata i nieustannie odkrywać nowe sposoby ich wykorzystania w muzyce rozrywkowej.


Na czym polega twoja współpraca z wiedeńskim studiem nagraniowym Euro Acoustics oraz warszawskimi teatrami?


Do Wiednia wyjeżdżam stosunkowo często, aby nagrywać w studiu Euro Acoustics przeróżne płyty jako muzyk sesyjny. Czasami tworzę tło perkusyjne, a czasami bywam jedyną osobą odpowiedzialną za partię rytmiczną. Poznaję wielu znakomitych muzyków, uczę się ich sposobu postrzegania muzyki. Współpraca wygląda często tak, że dostaję wcześniej namiastki materiału, jaki ma znaleźć się na płycie, a następnie wyjeżdżam do Austrii. Nie od razu nagrywam. Zazwyczaj spotykamy się z zespołem, omawiamy materiał, poznajemy i - co najważniejsze - wspólnie jammujemy. Dopiero wtedy, po kilku dniach, powstaje dopracowany materiał, który można zarejestrować. Bywa oczywiście też tak, że dostaję gotowe aranżacje utworów, których uczę się w domu i przyjeżdżam na sesję nagraniową. Zazwyczaj biorę też udział w pierwszej trasie promującej nową płytę. Jeżeli chodzi o teatry, to pracuję w Teatrze Dramatycznym w Warszawie jako muzyk w spektaklu Młody Stalin oraz w kabarecie Na koniec świata. Tworzyłam także muzyczną oprawę do spektaklu Sen nocy letniej w Teatrze Ateneum. Tego typu praca jest zupełnie inną formą wyrażania siebie jako artysty niż granie w zespole. Często nie mam ustalonej partii, wyuczonych utworów, tylko muszę stworzyć odpowiednią przestrzeń, klimat do roli, jaką odgrywa aktor. Za każdym razem tworzymy, budujemy inną atmosferę, wyczuwamy własne nastroje, próbujemy znaleźć wspólny mianownik i tworzymy sztukę. To bardzo rozwijające, kiedy musisz zmierzyć się na nowo ze znaną ci już wcześniej postacią czy aktem.


Kayah, Wojciech Hoffman - bardzo różni artyści. Czy współpracę z którymś z nich lub innymi wspominasz szczególnie dobrze i dlaczego?


Współpraca z artystami takimi jak Kayah jest dla mnie ogromnym przeżyciem. Dzięki temu poznałam wielu wspaniałych i wartościowych muzyków. Bardzo dużo się nauczyłam, pracując z osobami, pochodzącymi z innych krajów, mającymi swoją odrębną kulturę czy też z ludźmi, którzy na co dzień grają zupełnie inne niż ja gatunki. Na początku nie było łatwo. Mnóstwo pracy, wiele godzin, dni spędzonych na próbach. To wszystko po to, abyśmy się poznali, nauczyli słuchać i wreszcie stworzyli nasz własny styl muzyczny. Efektem tego jest zespół Kayah & Transoriental Orchestra. Czas spędzony z TO to czas, którego nie da się zapomnieć. Cieszę się, że jesteśmy teamem od tylu lat. Wciąż się uczymy i mamy sporo pomysłów. Miałam przyjemność również występować czy nagrywać płyty z innymi artystami mainstremowymi tj. Justyna Steczkowska, Wojciech Hoffman, Kasia Nosowska i wielu innych. Każda współpraca wniosła wiele do mojego życia i postrzegania muzyki. Zawsze staram się nie tylko dawać z siebie 100%, ale także uważnie naśladować, uczyć się od lepszych ode mnie artystów. Uważam, że jestem typem osoby, która nie potrafi pracować tylko w jednym miejscu. Stąd też ogrom rzeczy, którymi się zajmuję. Gra w kilku zespołach, teatrach, praca w ośrodkach edukacji czy wreszcie prowadzenie indywidualnych zajęć nauki gry na instrumentach to spore wyzwanie. Jednakże w każdej tej dziedzinie muzycznej bardzo intensywnie się rozwijam.


Grałaś wielokrotnie z towarzyszeniem orkiestr - czy takie występy to dużo większe wyzwanie niż normalne koncerty?


Taki rodzaj pracy jest zupełnie inny niż granie na scenie z zespołem. Rzadko miałam przyjemność występowania w towarzystwie orkiestr pod kierownictwem dyrygenta. Nie mam aż tak dużego doświadczenia w tej dziedzinie, ponieważ nigdy nie chodziłam do szkoły muzycznej. Takie środowiska były mi kompletnie obce. Dlatego też z jednej strony takie propozycje zawsze mnie ekscytują i jednocześnie bardzo stresują, ale suma summarum bardzo rozwijają. Nagle stoję przed ogromnym wyzwaniem. Muszę nauczyć się partytury i reagować na dyrygenta. Dla muzyków, którzy ukończyli uczelnie wyższe to pewnie żaden problem, ale dla mnie, samouka, to wyzwanie. Domyślam się, że działa to także w drugą stronę. Podobnie jest wśród muzyków, którzy przez całe życie występowali, posługując się partyturami itd., nagle znajdujących się na gruncie zupełnie obcym, oni również odczuwają niepewność. Póki co we wszystkich wydarzeniach z towarzyszeniem orkiestr, w jakich uczestniczyłam, występy kończyły się sukcesem. Występy, które najbardziej zapadły mi w pamięć to projekt Celtic Rivers Orchestra czyli kolaboracja zespołu Shannon i Orkiestry Kameralnej oraz orkiestracji jazzmana Zbigniewa Namysłowskiego. Ten projekt pamiętam szczególnie. Muzyka celtycka w takim wykonaniu to marzenie niejednego artysty, zajmującego się tym gatunkiem. Na moich barkach spoczywała ogromna rytmiczna odpowiedzialność utrzymania całej orkiestry i zespołu. Kolejnym wspaniałym przeżyciem była realizacja projektu "Betlehem", misterium kolędowego, przygotowanego przez chór i muzyków, oprawionego w wizualizacje. Autorem tego dzieła jest Wojciech Błażejczyk, który zestawił ludowe teksty kolęd i pastorałek z muzyką bliskiego wschodu (duduk, flety, instr. perkusyjne) oraz organami i elektroniką. Warto również wymienić niedawno zrealizowany w Muzeum Powstania Warszawskiego koncert muzyki Zbigniewa Koniecznego, przełożony na brzmienia instrumentów tj. viola da gamba, harf, duduka, instrumentów perkusyjnych, fortepianów, chórów itd. Kompozytorem muzyki jest Mikołaj Majkusiak. Mogłabym wymienić sporo cennych projektów, w których brałam udział. Jest to dla mnie odskocznia od tzw. sceny rozrywkowej i możliwość przeniesienia się do świata mniej mi znanego, z którego czerpię również ogromną satysfakcję i naukę.


Co w twojej dotychczasowej karierze uważasz za największe osiągnięcie, a jaki cel chciałabyś osiągnąć - muzycznie, prywatnie, zawodowo?


Za największe osiągniecie życiowe uważam sam w sobie fakt, iż jestem muzykiem. To jest moja pasja, hobby, zajęcie i wreszcie praca, która daje mi możliwość utrzymania się. W życiu nie myślałam, że nauka gry na irlandzkim fleciku doprowadzi mnie do momentu, w jakim znajduję się obecnie. Teraz, po dokładnie 20-letniej karierze, jestem dumna z tego, gdzie się aktualnie znajduję. Po drodze były osiągnięcia, które mnie tylko motywowały do dalszej pracy. Oczywiście nie mogło zabraknąć również upadków czy potknięć. Jednakże nigdy nie doprowadziły mnie one do chęci poddania się czy rezygnacji ze swojej pasji. Staram się codziennie motywować oraz słuchać konstruktywnej krytyki. Tylko dzięki niej wiem, że wiele jeszcze przede mną nieodkrytych, rytmicznych szlaków.


Skąd pomysł na zajęcia z dziećmi?


Uwielbiam prowadzić warsztaty z dziećmi czy osobami dorosłymi. Dlatego staram się robić to jak najczęściej. Oprócz regularnych warsztatów, od kilku lat pracuję również w przedszkolu i szkole w Wesołej pod Warszawą, gdzie spotykam się z malutkimi dziećmi ok. 3-6 lat oraz pierwszoklasistami. Często biorę udział w audycjach muzycznych w placówkach oświatowych w całej Polsce, udzielam lekcji prywatnych czy organizuję warsztaty grupowe. Taki sposób pracy daje mi ogromną satysfakcję. Przez uczenie gry na instrumencie również sama powtarzam sobie wiedzę sprzed kilku lat, co bardzo dobrze wpływa na mój rozwój. Wierzę, że takie zajęcia bębnienia czy integracji dzieci za pomocą muzyki bardzo je rozwijają, zarówno w dziedzinie rytmicznej, jak i koordynacyjnej, poznawczej i twórczej. To właśnie dzięki audycji muzycznej w szkole podstawowej, do której uczęszczałam, jestem tym, kim jestem. Wtedy po raz pierwszy Wojciech Wietrzyński zaszczepił we mnie chęć nauki gry na instrumencie. Dlatego też wierzę, że zajęcia ze mną rozwijają wrażliwość muzyczną i może kiedyś jakaś osoba, z odrobiną mojej pomocy, rozpocznie swoją karierę muzyczną, jak ja 20 lat temu.


Rozmawiał: Przemek Łucyan
Zdjęcia: Krystyna Janusz, Krzysztof Sierpiński

Wywiad ukazał się w numerze luty 2016







Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama