Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Craig Blundell

Dodano: 09.06.2016
Wiele osób może go kojarzyć z bardzo energicznych i pogodnych prezentacji sprzętu firmy Roland. Craig jest przede wszystkim uznanym sesyjniakiem i doskonałym nauczycielem, który powoli zaczyna wysuwać się na czoło sceny perkusji w rocku progresywnym.
Obecnie gra ze Stevenem Wilsonem znanym z Porcupine Tree, a wchodząc w buty Marco Minnemanna trzeba się liczyć z wielką presją.

Kariera Craiga to kolejny przykład wytrwałości, połączonej z ciężką pracą w każdej sferze życia perkusisty. Nie chodzi tu wyłącznie o umiejętności gry na bębnach, bo jest to tak oczywiste, że nawet nie powinniśmy o tym wspominać. Craig stopniowo budował swoją jakość, dbając przy tym o detale, by jego nazwisko kojarzyło się z najwyższym poziomem profesjonalizmu. Zainwestował swój czas i siły w pracę nad sprzętem Roland, dzięki temu nawet w sytuacjach, gdzie nie był aktywny na scenie z jakimś zespołem, był mimo wszystko cały czas na świeczniku. W każdej chwili mogła pojawić się jakaś poważna oferta. Prezentacje Craiga w Roland były umiejętnie łączone z jego artystycznymi dokonaniami, co ostatecznie zaprocentowało kilkoma ciekawymi sesjami, które podniosły status muzyka z brytyjskiego podwórka na poziom artysty międzynarodowego. Jest to cel wielu perkusistów, ale pamiętajmy, że o ile Brytyjczycy mają nieco łatwiej od nas w temacie zasięgu, to z pewnością mają trudniej w kwestii konkurencji (między słowami chcę powiedzieć, żeby nie szukać wymówek).

Dołączenie do starych wyjadaczy z Pendragon było ważnym ruchem, kierującym Craiga w świat rocka progresywnego. W tym muzycznym gatunku Anglia ma mocnych przedstawicieli i jednym z czołowych zespołów jest bez wątpienia Porcupine Tree. Tam za bębnami rządzi i dzieli genialny Gavin Harrison, ale zespół w ostatnim czasie zawiesił swoją działalność i charyzmatyczny lider Steven Wilson ruszył podbijać świat ze swoim solowym projektem. Wilson trafia z chirurgiczną precyzją w serca fanów lżejszej odmiany rocka progresywnego. Za bębnami miał zresztą nie byle kogo, bo chociażby Marco Minnemanna, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Marco jest jednak mocno zarobionym muzykiem i robota z Satrianim pochłonęła go na tyle, że Wilson musiał poszukać nowego bębniącego. Craig Blundell wydaje się idealnym muzykiem na to stanowisko. Kolejny krok został wykonany i być może jest to krok, który zapewni temu świetnemu i bardzo sympatycznemu muzykowi stałe miejsce na progresywnej scenie perkusyjnej. W kwietniu mieliśmy okazję zobaczyć Craiga na żywo podczas koncertów w Krakowie i Poznaniu.

W jakich okolicznościach twoje imię pojawiło się na horyzoncie, kiedy Steven Wilson szukał bębniarza?


Byłem na urlopie świątecznym w tamtym roku i przygotowywałem się do kolejnego roku nagrywania reklam, demówek, warsztatów, koncertów. Mój przyjaciel John Mitchell, który jest producentem, zadzwonił do mnie i powiedział, że Steven Wilson chciałby się ze mną widzieć. Szuka bębniarza, miał przesłuchania z kilkoma ludźmi i patrzy na mój materiał. Czy jestem zainteresowany? Początkowo myślałem, że sobie żartuje. Po co Steven miałby przesłuchiwać MNIE? John był śmiertelnie poważny i spytał, czy może nas połączyć. Na drugi dzień rozmawiałem ze Stevenem przez Skype’a. Steven powiedział, że według Johna jestem dobrym człowiekiem do tej roboty. Nie słyszał mnie wcześniej, pytał Gavina Harrisona, czy mnie zna. Gavin bardzo żywo mnie zarekomendował. Zagraliśmy z Gavinem na kilku albumach i tyle. Nigdy się nie spotkaliśmy. Teraz gram ciągle muzykę progresywną. Jestem wielkim fanem Gavina a on zarekomendował mnie! Steven przestudiował mój materiał i zaprosił mnie na przesłuchanie. To było ekscytujące - zagraliśmy półtorej piosenki i spytał: "Czy możesz zagrać trasę?". Miałem wtedy pełen grafik, zastępowałem Chada Wackermana na trasie z Jennifer Batten. Ale pomyślałem, cholera, to Steven Wilson, oczywiście, że chcę to zrobić! Co za okazja! Tak znalazłem się na tej trasie. To niesamowite.


Kiedy już dostałeś się do zespołu, Steven wskazał ci interpretację materiału?


Kiedy Steven ogłosił, że bierze mnie do grania, fani nie byli zadowoleni. Chcieli Gavina, kogokolwiek. Pytali, co to w ogóle za człowiek. Steven wysłał mi setlistę i materiał, na którym gra Marco Minnemann, perkusista na poprzedniej płycie i trasie. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę z tego, że muszę dużo ćwiczyć! Musiałem zacząć pracować z tym materiałem. Przez Skype’a mówiłem Stevenowi, że nie potrafię policzyć tego, co tam się dzieje. Mówił mi, że moja interpretacja jest kluczowa. Grał z Gavinem, Marco i Chadem Wackermanem. Lubi perkusistów, o których mówi, że prowadzą zespół. Nie byłem do tego przyzwyczajony, jestem raczej nieśmiałym człowiekiem. Chciał, żebym przekręcał rytmy, grał to, czego oczekują fani. Poza tym wszystko pozostaje pod moją interpretację. Jeśli chodzi o szalone rzeczy, które gra Marco, to nie będę obrażał jego i siebie, próbując je grać. To, co gram, to moja własna muzyka. Steven chciał tego, co ja, czy będzie to bardziej techniczne czy nie. Nie chciałem być klonem Marco. Chciałem być sobą. Zajęło mi to trochę czasu. Przez pierwszy miesiąc było mi bardzo ciężko przez nerwy i oczekiwania fanów. Fani są szaleni w dobrym tego słowa znaczeniu. Stopniowo odkrywałem swoje partie. Połamałem więcej talerzy niż kiedykolwiek. To było straszne! Chyba po czwartym tygodniu czułem się dobrze. Mieliśmy tylko dwa dni prób. Niestety, nie miałem dużo czasu na przygotowanie.


Jak więc przygotowałeś się do tak trudnego projektu w tak krótkim czasie?


Poświęciłem temu trzy tygodnie. Steven wysłał mi materiał bez bębnów. Lubię komponować swoje partie, żeby wiedzieć, czy pasują muzycznie i mentalnie. Nie chcę nic grać na siłę. Nie graliśmy jako zespół aż do dnia przed oficjalnymi próbami. Próby były w sobotę i niedzielę, a w poniedziałek polecieliśmy do Chile. Pokój w hotelu i pad to nie to samo. Szczerze mówiąc, byłem nieprzygotowany! Na próbach byłem strzępkiem nerwów, ale było dobrze, udało nam się jakoś. Stopniowo wychodziło mi coraz lepiej i bardziej się wczuwałem. Grałem wszystko z kartek. Niektóre piosenki mają po 15 minut. W miarę, jak postępowała trasa, Steven wyciągał nowy materiał. W Royal Albert Hall graliśmy dwa różne sety. Jestem fanem wypisywania rzeczy w kolorze. Zielone na proste partie, czerwone na trudne. Mogę spojrzeć na kartkę i widzę czerwoną plamę i myślę, o cholera, nadchodzi! Mam przy sobie iPad na wszelki wypadek. Mam Sibelius (program do pisania nut) i wszystkie rzeczy, które ludzie mi wysyłają przez lata, ale nadal jestem fanem kartek i ołówków. Łatwiej mi to zwizualizować. Mam muzykę, która trwa osiem czy dziewięć minut i myślę o konkretnym fragmencie, to w Sibeliusie wszystko wygląda tak samo. Jeśli widzę wielkie czerwone kółko, to łatwo mi to zauważyć. Spisuję aranżacje na papierze, opisuję markerami, robię im zdjęcie i wrzucam jako dokumenty na iPada. To staroszkolna metoda.


Zmieniłeś styl na bardziej agresywny z powodu wymagań Stevena?


Steven lubi duże brzmienie. Gavin i Marco brzmią potężnie. Ja zawsze grałem nieco lżej. Steven nagrywa każdy koncert i potem odsłuchuje go i mówi nam, co trzeba zmienić. Chociaż lubi techniczne rzeczy, lubi, żeby brzmiały agresywnie i ciężko. Chce, żebym grał mocno. Ja jestem typem, co gra pałkami 7A, więc nie rozwalam bębnów, wiesz? Grałem głośniej, ale musiałem mocniej chwytać pałki. Ręce mi się pociły. Próbowałem rękawiczek, ale nie da się w nich grać. Taśma dobrze się spisuje. Przyzwyczajałem się do niej przez tydzień. Schodziłem ze sceny bardzo zmęczony, następnego dnia czułem się wycieńczony. Czułem się, jakby ktoś dał mi wycisk. Po tygodniu już było dobrze - grałem głośniej, ale wszystkie duszki już były na swoich miejscach.


Miałeś okazję przemyśleć swoje doświadczenia z trasy?


Zauważyłem, że Steven przyciąga młodą publiczność. Masz starych wyjadaczy z koszulkami Yes i King Crimson, ale przychodzi nowe pokolenie. To ekscytujący czas pełen dobrych zespołów. Ta muzyka wraca bardziej niż kiedykolwiek. Na BBC jest lista prog-przebojów. Wszystkie zespoły, robiące ambitną muzykę, zaczynają być rozpoznawane. To wielkie odrodzenie. Czułem to w Stanach, Ameryce Południowej, w Europie. Fani są bardzo młodzi i zafascynowani, rozumieją tę muzykę. To fantastyczne.


Jakie jest nowe nagranie, które skończyłeś ze Stevenem?


Zrobiliśmy EPkę wydaną w styczniu. Marco gra na kilku piosenkach, które są z Hand. Cannot. Erase. Chad zagrał na jednym numerze, jak zwykle przepięknie. Ja zagrałem na trzech. Jedno to nagranie na żywo z festiwalu jazzowego w Montrealu, a dwa w studio. Świetnie się pracuje z nim w studio, jest wielką inspiracją. Wie, czego chce, ale jest otwarty na pomysły. Ponieważ mam doświadczenie z elektroniczną perkusją, chciał, żebym zaprogramował jakieś partie. Nagraliśmy perkusję, a on mi ją wysłał. Na to zaprogramowaliśmy dziwne ścieżki. To świetnie brzmi. Jestem z tego dumny.


Jak zaczęła się twoja przygoda z elektroniką i programowaniem?


W latach 80 wychowywano mnie z muzyką progresywną. Słuchałem zespołów takich, jak Yes, King Crimson itd. Pamiętam Billa Bruforda z jego padami Simmonsa. W 1993 roku byłem w zespole, który grał dużo coverów, disco. Miałem stary zestaw, który się nie sprawdzał i pomyślałem, że powinienem dokupić trochę elektroniki. Inny perkusista miał zestaw Simmonsa i pozwolił mi go użyć. Wyciągnęliśmy czujniki z Simmonsa i podłożyliśmy pod werbel jak trigger. To całkiem nieźle działało. Mogliśmy użyć modułu SDS- 2000 i grać jak na hybrydowej perkusji. To zaczęło moją fascynację, potem przyszedł Roland, chyba TD3. Widziałem ją na targach i powiedziałem przedstawicielom, że uwielbiam elektronikę i chciałbym zrobić kilka demonstracji. Miałem pasję do technologii, więc dali mi tę okazję. Teraz jestem promotorem produktów Rolanda, z czego jestem dumny. Oni też mi pomogli. Dostaję wiele komentarzy od ludzi z całego świata, którzy widzą moje filmiki i je lubią. Staram się sprawić, żeby moduły były bardziej przyjazne. Czytam instrukcje i mówię sobie: "Rozumiem to! Chcę się tym podzielić!". Ludzie są zajęci i boją się instrukcji obsługi. Lubię spędzać czas na dzieleniu się wiedzą. Tak powstały moje profile na MySpace, Facebook, Twitterze. Lubię interakcję z ludźmi. Było czasem ciężko przez hardkorowych fanów progresywnej muzyki, chwilę zajęło mi przeciągnięcie ich na swoją stronę, ale to się dzieje. Kiedy tylko mogę, staram się rozmawiać. Mam fajną platformę społecznościową. Zauważyłem wzrost zainteresowania, od kiedy gram ze Stevenem. Coraz więcej ludzi lubi moją stronę i się angażuje. Technologia zmieniła u mnie wszystko. Kiedy dzwoni telefon, zawsze okazuje się, że to nowa praca, niekoniecznie na akustycznej perkusji. Mogę zrobić wszystko, programując perkusję. Dzisiaj dużo tak pracuję i wspaniale było zrobić to samo ze Stevenem.


Jak pracuje się z nim w studio i na koncertach?


To przerażające (śmiech)! Wszyscy chcą z nim pracować, wszyscy są na backstage’u. Wszyscy moi idole są na koncertach! Steven nagrywa każdy występ na wielu ścieżkach, odsłuchuje je i daje mi wskazówki. Dawał mi ich dużo przez pierwsze sześć czy siedem tygodni. Teraz tylko mówi "Rób swoje", co odbieram jako wielki komplement. Niesamowite jest to, że nic mu nie umknie. Jeśli zrobiłem błąd, to zauważy go. Powie coś zaraz przed wejściem na scenę. Jest żartownisiem. Bardzo zabawny. Myślę, że jak ci zaufa, to możesz grać, co ci się podoba. Bardzo dobrze się bawimy, na scenie jest prawdziwa chemia.


Macie jakieś plany na wydanie DVD z koncertów?


Steven planuje jakąś produkcję. Mogę powiedzieć tylko, że planuje coś nie z tego świata.


Co robiłeś, zanim przyjąłeś to granie?


Zostałem zawodowcem w 2008 roku. Ludzie nie wiedzą, że kiedy grałem warsztaty i festiwale między 2003 a 2008 rokiem to ciągle miałem dzienną pracę. Miałem kilka zespołów, kilka tras, a potem wracałem do swojej pracy. Kiedy przeszedłem na zawodowstwo miałem kilka zespołów. Grałem na przykład z zespołem Frost, z którym grał Nick D’Virgilio i Andy Edwards. Ciągle z nimi gram, nagrałem ich nowy album. Nie gramy często koncertów. Grałem z Pendragon, którzy są świetni. To stara progrockowa kapela z Anglii. Grałem w radiu, zawsze byłem freelancerem. Nigdy nie miałem okazji grać dłużej w jakimś zespole, ciągnie mnie do innych rzeczy. Zespoły, w których grałem przez lata, takie coverowe i klubowe są nastawione na jedno, a ja zawsze chciałem się rozwijać. Trzy czy cztery lata temu, gdy progresywna muzyka zaczęła się odradzać i zaczynało być jej więcej, pomyślałem sobie, że to moje powołanie, że tam chcę być. Rok temu oglądałem DVD z koncertu Stevena i pomyślałem sobie, że chciałbym być na tej scenie. Marco miażdży. Jakaż byłaby to okazja. Więc historia zatoczyła krąg.


Jak wyglądały twoje początki?


Zaczynałem w wieku trzech lat. Moich rodziców nie było stać na perkusję, więc grałem na plastikowych garnkach, biłem po wszystkim jako dziecko. Pamiętam, że widziałem koncerty orkiestr marszowych i perkusistów, którzy robili triki z pałeczkami i chciałem tak grać. Zacząłem grać w orkiestrze Sea Cadets w wieku 11 lat i uczyłem się tradycyjnego chwytu, co było dziwne. Mój nauczyciel mówił, że mam świetlaną przyszłość. Nie umiałem czytać nut! Nie wiedziałem, co grałem, nie wiedziałem, czym są paradiddle. Wygrałem lokalny konkurs a w finałach państwowych zająłem drugie miejsce. Potem doszedłem do Royal Marines w wieku 16 lat. Ciężko pracowałem nad rękami. Dołączyłem nie jako perkusista, tylko werblista. Uczyłem się tam techniki przez cztery lata. Grałem troszkę na perkusji, ale nie jak specjaliści od zestawu. Zdarzało mi się grać w pubach i jazzowych zespołach w weekendy. Po czterech latach szef zespołu powiedział mi, żebym zrezygnował i dołączył do zespołów, bo mam przyszłość. Opuściłem Marines i kompletnie spaliłem! Żadnych zespołów. Grałem jam session, pojedyncze koncerty, tego typu sprawy.


Masz jakieś wskazówki dla grania w studio? Jakieś ważne lekcje?


Był taki wysoki Kanadyjczyk, który mnie oglądał, jak grałem. Okazał się technicznym Genesis. Nie wiedziałem tego. Spytał, czy zagram sesję nagraniową. Nigdy nie grałem takiej. Okazało się, że to Mike Rutherford! Nagrywał demówki dla Celine Dion. Spartoliłem sesję! Byłem bardzo nerwowy. Grałem za dużo przejść, byłem młody i chciałem wszystkim zaimponować. Wiedziałem, że zepsułem to nagranie. Poszedłem na lekcje do Johna Marshalla - on grał dla Soft Machine. Uczyłem się u niego techniki jazzowej i tego, jak grać pod piosenkę. Miałem sesję z zespołem Reflector, którzy mieli kontrakt. Zawsze, gdy odsłuchiwałem nagrania, wiedziałem, że coś jest nie tak, ale nie miałem wiedzy i doświadczenia, żeby to poprawić. Wtedy na jednej sesji David Knopfler zmienił wszystko. Powiedział mi: przy tym kliku graj minimalnie do tyłu. Nikt mi wcześniej nie mówił, jak grać z metronomem. David mnie bardzo inspirował. Cały jego album to były ballady, proste numery. Zrozumiałem, że mógłbym grać do metronomu i być artystą studyjnym. Ale też zrozumiałem, że to proste popowe granie nie jest dla mnie. Lubię pop. Zagram go, jeśli muszę. Nie mam do tego dyscypliny. Nie tu czerpię przyjemność z grania. Gdy potem grałem muzykę progresywną, z metronomem na 15, 17, 21 klików plus modulacje to stało się dla mnie naturalne jak sekundy na zegarze. Zajęło mi to 10 czy 15 lat ciężkiej pracy z metronomem.


Jak podchodzisz do nieparzystych podziałów? Jak sprawić, żeby brzmiały gładko?


Miałem prawdziwą lekcję życia nie tak dawno temu, słuchając Ten Summoner’s Tales Stinga. Gra na niej Vinnie Colaiuta. Młodzi bębniarze biją na ‘1’. Możesz być subtelniejszy i akcentować ‘3’ albo ‘4’. Nauczono mnie, by metrum nie było blokiem, który przeklejasz. 7/8 czy 7/4 powinno brzmieć jak 4/4. Powinno brzmieć naturalnie. Jeśli odsłuchuję coś, co nagrałem i brzmi to, jakbym bił za bardzo w ‘1’, to robię drugie podejście. Bawię się frazowaniem - liczę, gdzie jest ‘1’, ale czasami, jeśli to 7/8 to zafrazuję to jako 9/8+5/8 albo 11/8+3/8. Fajnie się tak programuje, wiesz? Mam obsesję numerków! Jeśli metrum to 15, to nie myślę o nim tak, tylko jako 3+2+10 albo 5+5+5. Mogę wysunąć się poza linię metra, mam ustawione frazy, tylko muszę zgodzić się z numerami. Oczywiście jest tu trochę matematyki. John Marshall nauczył mnie, żeby nie wciskać wszystkiego na ‘1’. Wielu muzyków tak robi, ciśnie kartofle i ciach! Nie musisz tak robić. Możesz przejść poza ‘1’ i podciągnąć to, co grasz pod frazę. Czasem to bardziej muzykalne. Staram się nie bić w ‘1’ na każdym takcie. Vinnie i Marco świetnie to robią, bardzo muzykalnie podchodzą do metrum.


Nadal używasz metronomu do ćwiczeń?


Mogę policzyć dokładnie sekundy w minucie. Mogę policzyć przez pół do 30 i jeszcze bardziej do 15 albo szybciej - 120 czy 240. Jeśli gram w tempie 120 to wewnątrz bije mi 60bpm. Mogę podwoić to i grać dwa razy szybciej. Po prostu dzielę to w ramach 60. To dziwne, ale mój wewnętrzny zegar zaprogramowany jest na 60. Jak go włączam, to tak już zostaje.


Jakieś zespoły przykuły ostatnio twoją uwagę?


Dwa lata temu widziałem Animals As Leaders. Pomyślałem, że to świetne - Matt Garstka jest wyśmienitym muzykiem. Uważam, że Opeth ciągle przekracza granice w muzyce. To dwa zespoły, które mnie ostatnio zajmują. Between the Buried and Me też jest świetny. Jest teraz wiele zespołów, które wychodzą na wierzch. U mnie zaczęło się to z Pink Floyd, Yes, Toto. Potem Porcupine Tree. Jestem wielkim fanem Toto, chciałbym z nimi grać, ale to inna historia!


Masz dużo uczniów. Jak podchodzisz do nauczania?


Zaczynam od pustego płótna. Kiedy przychodzi do mnie uczeń, siadam z nim, robię herbatę czy kawę i pytam, co u ciebie? Uczniowie opowiadają mi o sobie, a ja spisuję to, co chcą opanować, z czym mają problem. Zwykle chodzi o słabe strony. W głowie mam tysiące lekcji, które przerobiłem wcześniej. Ustawiam im plan na trzy tygodnie. Nie jestem fanem chodzenia co tydzień na lekcję. Wypisuję ci rzeczy na dwa, trzy miesiące ciężkiej pracy. Niektórych uczniów widzę cztery czy pięć razy w roku. Nie jestem fanem szybkich rad, chcę, żeby po lekcji byli zainspirowani, ale wiedzący, że muszą ciężko pracować. Jestem fanem dziennika ćwiczeń. Daję im harmonogram i dziennik, wypisuję rzeczy oparte na ich słabych stronach. To działa. Mam wielu świetnych uczniów, którzy zrobili wielkie postępy przez lata. Ale muszą ćwiczyć. Odrzuciłem uczniów, którzy nie chcą pracować, to strata czasu ich i mojego.


Wydałeś solowy album (Dr Oktopus). Masz datę wydania drugiego?


Nie - ciągle się uczę. Zmieniłem podejście do studia i cieszę się, że mam świetne do dyspozycji. Najpierw poradzę sobie z materiałem Stevena. Następny rok to dla nas wielka trasa koncertowa. Na niej będę pisał materiał, ale na razie Steven to mój priorytet. Chce mnie w zespole i nie mógłbym być szczęśliwszy. Moje ego może poczekać.


Co robiłeś, gdy zderzałeś się z przeszkodami po przejściu na zawodowstwo?


Od młodego wieku rozumiałem swoje powołanie. Zawsze chciałem dawać ludziom rozrywkę i inspirację. Od kiedy byłem w Royal Marines i zacząłem dawać lekcje, przyjemność sprawiało mi patrzenie, jak ludzie odnoszą sukces i osiągają swoje cele. Na zawodowstwo przeszedłem w 2003 roku - rzuciłem pracę. W ciągu dwóch tygodni wiedziałem już, że będzie ciężko. Powoli dostawałem granie w pubach i klubach. W międzyczasie ćwiczyłem jak szalony. Chciałem być jednym z najlepszych na świecie, inspirować ludzi i grać w wielkich zespołach progresywnych. Chciałem mieć swój styl, mieć portfolio i być wszechstronnym muzykiem ze znajomością skal harmonii, umiejącym śpiewać. Żeby ludzie dzwonili z propozycjami. W długiej perspektywie chciałem po prostu inspirować ludzi. Czułem, że mam coś do przekazania i to pozostaje moją filozofią.


TROCHĘ O SPRZĘCIE…


Craig zawsze był zafascynowany elektroniką. To była kwestia czasu, zanim to zainteresowanie przeniesie się na programowanie i nagrywanie. Pan Blundell opowiada nam o swoich początkach z nagrywaniem i sprzęcie, na jakim gra:

Cztery czy pięć lat temu pracowałem z producentem drum and bass Congo Natty. Dawniej nazywali go Rebel MC. Widziałem, jak pracuje z programem Logic. Miał malutką klawiaturę, pluginy, monitory i komputer Mac. Pomyślałem, że też chciałbym to robić. Prowadziłem warsztaty i grałem do zwykłych oklepanych podkładów. Nauczyłem się podstaw klawisza, rozumienia melodii i interwałów. Tak zaczęło się programowanie. Roland zapytał mnie, czy nie chciałbym zaprogramować podkładów do niektórych modułów. Staram się być coraz lepszy na zestawie, więc próbuję być lepszy też w tej dziedzinie.


Jakiej elektroniki używasz ze Stevenem?


Właśnie zacząłem eksperymentowanie z triggerami w studio. Na nowej EPce nakładam klaskanie z modułu 808 pod werbel i sprawdza się to bardzo dobrze. Noszę zestaw z triggerami na próby i patrzę, co z tego wychodzi. Triggery dają tak wiele możliwości...


Niedawno wróciłeś do bębnów Mapex. Dlaczego teraz?


Miałem wiele ofert, kiedy szukałem współpracy z inną firmą. Niektóre były bardzo kuszące. Gdy spotkałem się ze starymi znajomymi z Mapexa, wszyscy zrozumieli, że mamy niedokończoną sprawę. W ciągu pierwszej minuty wiedziałem, że to dobry wybór. Po prostu to czułem. Szczerze mówiąc, miałem wcześniejsze wersje Saturna i brzmiał potężnie na koncertach i w studio. Nowy model Saturn V ma nowe krawędzie, przez które bęben rezonuje, jakby był z innej planety! Zawsze lubiłem bębny z dużą ilością tonu, a te od 8" po 18" mają go w olbrzymich ilościach.


Długo jesteś związany z firmą Paiste. Jak przez lata zmieniał się twój zestaw talerzy i co zmieniłeś pod koncerty ze Stevenem?


Ludzie z Paiste byli dla mnie wspaniali przez całe lata, nawet w czasach, kiedy miałem pusty grafik, stali za mną murem. Mam z nimi świetną relację. Mój zestaw blach zmieniał się z czasem tak samo, jak brzmienie bębnów. Przez lata używałem małych crashy, największy miał 16". Steven lubi bębniarzy, którzy prowadzą, będąc w drugiej linii. Pracował z Marco, Chadem, Gavinem, więc czemu miałbym się z nim kłócić? Byłem w połowie trasy i złamałem hi-hat, kilka crashy i byłem przerażony. Rozmawiałem z Christianem Wenzelem i przyjaciółmi z Paiste w USA i poradzili mi przejście na serię 2002 i cięższe hi-haty. Od tamtego czasu używam crashy 18", 19", 20" i 22". Czułem się, jakbym grał po planetach, były takie wielkie, ale potem po odsłuchaniu nagrań z koncertu okazało się, że się sprawdzają. Christian przyszedł na soundcheck w Szwajcarii, założył Metal Ride 22" i ustawienie było gotowe. Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się, ale teraz jest mi wygodnie.


Czy głośniejsze granie zmieniło to, jak stroisz i czego oczekujesz od naciągów?


Miałem ten sam problem ze strojem i wytrzymałością, co z blachami. Naciągi padały, jakby były z papieru, do czego nie byłem przyzwyczajony. Zawsze lubiłem pojedyncze czyste naciągi, ale to się nie sprawdzało na tej trasie. Spotkałem się z Chrisem Brady z Aquarian w Los Angeles i spędziłem z nim dzień na przesłuchiwaniu kombinacji. Zaproponował mi powlekany naciąg Force 10 i nie zmieniłem go do końca trasy. Świetnie trzymają strój i dają Saturnowi jeszcze bardziej agresywne brzmienie, ale dają piękny ton w każdej głośności.


Jesteś pionierem ruchu perkusji hybrydowych. Co byś zasugerował perkusistom, którzy chcą zacząć taką podróż?


Mamy dwie opcje - oczywistą będzie Roland w sposób, jaki znam od lat. Jeśli szukasz triggerów, czyli nakładania elektronicznych brzmień na akustyczne instrumenty, to coś takiego, jak TM-2 z triggerem na stopę i werbel. Dzięki temu na koncercie możesz grać akustycznie i podkładać fajne brzmienia pod te instrumenty. Jeśli chcesz samplować to wybierz SPD-SX, który ma wyjścia na triggery. Możesz grać sample na koncercie, odpalać podkłady i grać z klikiem. Oba te rozwiązania dają dużo możliwości. Oczywiście jest tyle wyborów, że można się pogubić. Moja rada dla każdego, kto chce dołożyć elektronikę, to iść do dobrego sklepu i usiąść ze specjalistą, wytłumaczyć powody, dlaczego chcecie tak zrobić. Niektóre instrumenty mogą nie być rozwiązaniem dla waszych potrzeb, są tak różne.


Grasz na pedałach Malleus. Co jest w nich takiego, że nie zdecydowałeś się na sprzęt Mapex?


Mark z Malleus skontaktował się ze mną, żebym je obejrzał, kiedy były jeszcze w fazie Generation 1. Wysłał mi zestaw pedałów i od razu je polubiłem. Większość czasu spędzam na graniu stopa werbel hi-hat, więc pedały muszą być idealne, żebym dobrze brzmiał i się czuł, a te mają świetne czucie! Malleus słuchają pomysłów, pracowaliśmy wspólnie i każda nowa generacja jest coraz lepsza. Mam dwa zestawy pedałów w trasie i wielkie pudło z częściami zamiennymi, którego nie otworzyłem ani razu! Wiem, że pedały Falcon są świetne, ale jestem bardzo zadowolony z ustawienia rąk i nóg.


Jakie są niezbędne elementy twojego zestawu?


Dzięki odsłuchowi BC2 nie muszę tak głośno ustawiać tych, które idą do uszu, co jest bardzo dobre. Zrobiłem statyw z odwróconego naciągu na iPada. Wiele shakerów było dla mnie objawieniem! Nigdy bym się nie spodziewał, ale taśma do pałek zmieniła moje granie! Moje pałeczki Vater 7A są bardzo małe i w gorętszych miejscach np. w Ameryce Południowej musiałem trzymać je mocniej, co zubażało moją technikę i denerwowało mnie. Nie chciałem używać grubszych pałek. Próbowałem rękawiczek, które się kompletnie nie sprawdziły, a potem znalazłem bardzo cienką taśmę. To była wielka różnica.


Tłumisz bębny?


Staram się tego nie robić. Inaczej jest w studio. Używałem żelków Slap Klatz, które są świetne, bo mają różne rozmiary. Nie mam nic w stopie i staram się kontrolować brzmienie bijakiem. Czasami muszę uspokoić werbel czy floor tom, ale mam teraz grubsze naciągi, co bardzo pomaga mi kontrolować przydźwięki.


Materiał przygotowali:
Artur Baran, Chuck Parker, Szymon Ciszek
Foto: Joby Sessions

Wywiad ukazał się w numerze marzec 2016





Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama