Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016
Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".
Było to trzęsienie ziemi niemal tak mocne, jak wtedy, gdy Mike Portnoy odchodził z Dream Theater. Od razu pojawiły się wielkie nazwiska potencjalnych kandydatów. Fantazja i apetyt fanów był wielki. Slipknot wybrał jednak nieco inną drogę, drogę, która kiedyś w pewnym legendarnym zespole się sprawdziła…

Oparty na faktach scenariusz mógłby być bazą pod jakiś hollywoodzki film. Mamy rok 2001, New Jersey, trasa Ozzfest, na której widzimy Sabbathów, Marilyn Mansona i Papa Roach. Oprócz nich na scenie pojawia się ekipa dziewięciu muzyków w dziwnych jednolitych strojach i dość przerażających maskach. Muzyka jest mocna, szybka, agresywna i plugawa. Skala niepokoju podbijana jest przez obłąkańczą sekcję rytmiczną. Oprócz zestawu na scenie znajdują się wielkie beczki, w które muzycy rąbią z nienawiścią. Na samym środku, za pokaźnym zestawem, które akurat w tym okresie nie cieszyły się popularnością, siedzi drobny bębniarz, który wygrywa szaleńcze tempa. Ma na sobie maskę, która z racji obojętności wyrazu przyprawia o gęsią skórkę. W połączeniu z gęstą muzyką i szaleńczymi partiami, dużym zestawem bębnów oraz resztą kolegów na scenie, daje to mrożący krew w żyłach efekt.

Perkusista sprawiał wrażenie jakby panował nad zespołem, który zaraz zacznie mordować. To był oczywiście Slipknot i Joey Jordison. Dziesięciolatek, który przyszedł na koncert ze swoim tatą-perkusistą nie mógł oderwać wzroku od sceny i potęgi perkusisty. Młodzieniec zaczął marzyć i nie wiedział, że te marzenia się spełnią. Kilka tygodni wcześniej jego tata Max Weinberg, który był liderem zespołu w programie Conana O’Briena, przyszedł do domu i opowiedział rodzinie, co takiego widział przed chwilą w swojej pracy. Slipknot wystąpił w słynnym programie telewizyjnym, a Max Weinberg uznał, że kapela jest tak zjawiskowa, że trzeba wybrać się na ich koncert, który wkrótce będzie miał miejsce w okolicy. Jay wspomina: "Zaproszono całą rodzinę na Ozzfest i mój mózg został rozwalony, nigdy nie widziałem czegoś podobnego, złapałem haczyk natychmiast."

Tak, jak w latach 70 KISS pożerało serca olbrzymiej armii (dosłownie) dzieciaków swoim szokującym jak na tamte czasy show, tak 20 lat później identyczne wrażenie na młodzieży robiło Slipknot. To jednak nie jest jedyna wspólna cecha tych wyjątkowych zespołów. Jay chodził na każdy koncert Slipknot, a ci grali w New Jersey często. Dzięki znajomościom ojca mógł spotykać się z zespołem: "Często przyjeżdżali grać, kilka razy do roku, za każdym razem widzieli mnie większego, starszego, w koszulkach fajniejszych kapel metalowych, widzieli też, jak rozwijam się muzycznie, jak rozwijam się w tym, z czym jestem związany, z muzyką, którą wszyscy kochamy."

Jay rozwijał się za bębnami pod okiem swojego ojca, który grał nie tylko w TV, ale też np. przez wiele lat z Brucem Springsteenem. Ciągnęło go w stronę agresywnej muzyki, a z plakatu na ścianie spoglądał na niego jego idol, bębniarz Slipknot. Krok po kroku budował swoje imię. W roku 2013 dochodzi do rzeczy wydawałoby się niemożliwej. Joey Jordison, jeden z podstawowych elementów Slipknot, człowiek, który wpłynął na tak dużą popularność zespołu, odchodzi z kapeli. Wiele osób wieszczy koniec zespołu, ale jeszcze więcej osób czeka na następcę Jordisona, którego popularność wydawała się przerastać (podobnie jak jego idola i swoistego pierwowzoru - Petera Crissa z KISS 35 lat wcześniej). Pojawiają się kolejne spekulacje co do osoby nowego perkusisty. "Gdy dostałem telefon, kończyłem akurat ostatni semestr w szkole" - wspomina Jay. "Czy możesz być w Los Angeles w najbliższych trzech dniach?" - powiedział manager. Nie mógł zdradzić celu wizyty Jaya. Młody perkusista pojechał na Zachodnie Wybrzeże. Na miejscu wielkie marzenie, jakie urodziło się w jego głowie podczas koncertu Slipknot w 2001 roku, nagle przybrało realne kształty. I tu ostatnie porównanie do KISS, które w 1980 roku zatrudniło nieznanego szerzej Erica Carra w miejsce Petera Crissa. Ciekawa analogia dwóch wielkich zespołów swoich czasów.

Nie było łatwo wkraść się w serca fanów, szczególnie tych, którzy podobnie, jak Jay, byli zafascynowani bębnieniem Jordisona. Na szczęście fani Slipknot to w większości nie tylko perkusiści, dzięki czemu wejście Jaya w zespół nie było aż tak ciężkie, jak to wydaje się właśnie nam, perkusistom.

Jak wyglądało pierwsze przesłuchanie?


To była smutna okazja. Dało się czuć atmosferę tego, przez co przechodził zespół pozbawiony brata, który był z nimi przez dwadzieścia kilka lat. Chciałem podejść do sytuacji z ostrożnym i delikatnym szacunkiem. Będąc fanem zespołu, muzyki i tego, ile radości wnieśli do mojego życia, chciałem wywalić drzwi agresją taką, jakiej się oczekuje w Slipknot, ale z szacunkiem dla tego, przez co przechodzili. Nie miałem pojęcia, nikt nie miał pojęcia, co musieli czuć, to był totalny sekret. Byłem jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się, że będą grać bez Joey Jordisona, więc gdy sobie to wyjaśniliśmy, powiedzieli mi: "Hej, jesteś jak rodzina, chodzisz na nasze koncerty od 15 lat, wiemy, że kochasz ten zespół, a my cię kochamy jako człowieka. Nigdy nie widzieliśmy, jak grasz na perkusji i jesteśmy ciekawi." Clown spytał, czy znam jakieś piosenki Slipknot. Od razu kilka zaproponowałem. Zaczęliśmy od Before I Forget i Duality, to były pierwsze piosenki, które zagraliśmy. Atmosfera w sali zaczęła się zmieniać, wszyscy byli zadowoleni i pytali o kolejne. Zaproponowałem im Disasterpiece, potem już tylko się wymienialiśmy - B-side’y z pierwszej płyty, Get This i potem okazało się, że wszystko zaczyna buzować jak piorun w butelce, że wszystko się gotuje i gotuje. Tamto doświadczenie było bardzo wyjątkowe - zaczęło się od niewiadomych, a skończyło na tym, że zagrałem 20 piosenek Slipknot z większością zespołu, to zajebiste! Potem zaczęliśmy rozmawiać i usłyszałem: "Hej, chcesz tu zostać i popracować nad nowymi piosenkami? Jim ma materiał, mamy riffy, nad którymi pracujemy, chcesz do nich dżemować?". I tak przez kilka kolejnych dni, dosłownie dzień po przesłuchaniu zaczęliśmy pracować nad nowym albumem.


Przez lata bardzo dobrze poznałeś zespół. Czy to polepszyło sytuację?


Chodziłem na koncerty regularnie między 2001 a 2012 i ostatni raz przed przesłuchaniem rozmawialiśmy w 2012. Krótko gadałem z kilkoma członkami, tak po prostu na zasadzie - hej, świetny koncert. To przerodziło się w przyjaźń. Zaprzyjaźniłem się z Clownem. Zanim Paul Gray zmarł, rozmawialiśmy o hokeju na lodzie - obaj jesteśmy fanami, więc gadaliśmy o tym. Znałem się z Jimem, rozmawiałem z Coreyem Taylorem i z nimi spędzałem czas po koncertach. Te chwile wiele dla mnie znaczyły, bo to byli moi bohaterowie i nawet, kiedy miałem 13 czy 14 lat wiedziałem, że oni są tacy jak ja i że mają pasję muzyczną i mogą po prostu spotkać się po koncercie ze mną i moim kolegą na godzinę i po prostu pogadać. Myślę, że to była istotna rzecz, że coś takiego mieliśmy, przyjaźń, ale kiedy trzeba było przyjść z zewnątrz i wejść do środka zespołu i zacząć grać - to duży skok i ważny moment dla wszystkich. Jednak od pierwszej piosenki wiedziałem, że wszystko będzie dobrze.


Twoje poprzednie zespoły grały kompletnie inną muzykę niż Slipknot, więc pewnie poznawałeś materiał, grając do płyt w domu jeszcze jako fan?


Kiedy zaczynałem uczyć się perkusji w wieku 14 lat moimi idolami byli muzycy tacy, jak Chris Adler, Brann Dailor i Joey. Słuchałem ich, trawiłem to, co robią, uczyłem się partii, a potem szedłem do garażu w domu rodziców, siadałem za perkusją, zakładałem słuchawki i rozgrzewałem się w zimowej pogodzie, grając szybką, agresywną muzykę! Zaczynałem od grania do Ramones, do Master Of Puppets i kiedy już to opanowałem grałem materiał z Iowa Slipknot, Ashes Of The Wake Lamb of God, Leviathan Mastodona, po prostu próbowałem do nich grać. W czasie przesłuchania wielu piosenek nie grałem od kiedy miałem 14 lat i dopiero uczyłem się grać. Wiele tamtego dnia oparte było na pamięci mięśniowej z młodości. To było dzikie doświadczenie, myślałem sobie: "O, może teraz wchodzi ta partia" i pamięć mięśniowa robiła swoje.


Więc na jakim etapie zaproszono cię do zespołu?


W dzień, kiedy dołączyłem, zaczęliśmy pracować nad albumem The Gray Chapter, zabukowaliśmy studio Travisa Barkera w Kalifornii. Wiedzieli, że znam stary materiał, ale pytanie było, jak sobie poradzę z nową muzyką? Perkusja jest olbrzymią częścią brzmienia Slipknot i musi czerpać z wielu źródeł, bo ten zespół zawiera w sobie 20 różnych gatunków i ma bardzo specyficzny feeling. Myślę, że słuchanie zespołu przez 15 lat pomogło mi znaleźć to, czego potrzebuje Slipknot, żeby ten album doszedł do skutku. Sesje w studio Travisa były czymś takim, pytaniem, czy znajdę to, czego szukają. Po dwóch dniach Clown powiedział mi: "Jeśli chcesz z nami grać to proszę bardzo - pracuj ciężko, pokaż, że chcesz to robić, nie będzie łatwo, ale widzimy w twoich oczach pasję i miłość do muzyki. Jeśli chcesz to robota jest twoja." To było w połowie grudnia 2013. Wróciłem do domu na święta i potem pojechałem do Los Angeles. Najpierw odwiedziłem Des Moines i spotkałem się z Clownem, poszliśmy na grób Paula Graya. To dla mnie wiele znaczyło, żeby zacząć podróż od okazania szacunku jednemu z założycieli zespołu, potem wróciliśmy do L.A. i siedzieliśmy tam sześć czy siedem miesięcy.


Powiedz nam o sesjach, które stały się potem albumem The Gray Chapter.


Nie mogę wystarczająco opowiedzieć, jak intensywna była praca nad albumem. Chyba przez pierwsze półtora czy dwa miesiące byłem tylko ja, Jim Root, Clown i producent Greg Fidelman w studio Sound Factory w Hollywood. Pracowaliśmy po 12-13 godzin pięć, sześć dni w tygodniu przez dwa miesiące, skupieni na preprodukcji, aranżacjach. Jim miał napisaną większą część płyty, ale ciągle sprawdzaliśmy, które riffy idą gdzie, jak Corey zaśpiewa, pracowaliśmy nad 20 numerami na raz i to było chaotyczne. Na przykład nagrywałem perkusję i mówię: "Hej, mam dziwny pomysł, co o tym sądzicie?", a oni mnie zachęcali. Tworzyliśmy demka, które potem stały się piosenkami, to wszystko było szalonym, stresującym doświadczeniem. Siedziałem z ludźmi, którzy byli moimi idolami, artystami i muzykami, wymyślałem z nimi aranżacje, robiłem piosenki od zera, to było po*ebane kilka miesięcy, do dzisiaj muszę się szczypać - czy to naprawdę się działo?

Potem zaczęło robić się poważnie. Coraz więcej pozostałych członków zaczęło się pojawiać, a nagrywanie było jak olimpiada. Graliśmy podejście za podejściem szukając tego, co Clown nazywał "seksem" w piosence. Kiedy grasz piosenkę 10 razy pod rząd nie rozumujesz już normalnie, bo ona wysysa z ciebie całą energię, a potem masz grać jeszcze drugie dziesięć i jeszcze, i jeszcze, i głębiej, i dalej i zaczyna się desperacja, całkowite szaleństwo, którego potrzebowała ta płyta. To chyba da się wyczuć, że to był wyczerpujący dogłębny proces, że zespół przykręcał mi śrubę. Clown i Chris Fehn byli ciągle ze mną w pokoju na nagrywaniu. Zachowywali się jak szaleńcy, jakby byli na scenie. Było tyle emocji, bo to bardzo ciężki album tematycznie - pierwszy, jaki nagrali bez Paula Graya i bez Joey Jordisona... To wielka odpowiedzialność dla zespołu i dla mnie. Więc musieliśmy delikatnie stąpać po tej wszechobecnej atmosferze, jaka była w studio, ale musieliśmy cisnąć, musieliśmy sprawić, że album będzie tak dobry, jak tylko się da. Chyba nam się udało. To była ostra szkoła, ale chyba stworzyliśmy coś wspaniałego.


Jak bardzo czułeś, że musisz szanować spuściznę Joey’a, a jak bardzo czułeś, że masz wolną rękę?


Mając wielki szacunek dla zespołu i Joey Jordisona jako muzyka i człowieka wiedziałem, że moja rola to dostarczenie tego, co potrzebuje zespół, tego, co Joey wnosił do niego i szanowanie tego jak Robaki - fani zespołu - traktują zespół i jak bardzo my wszyscy jesteśmy dumni z tej muzyki. Oczywiście historia zespołu wpływa na to, co o nim myślę, ale kiedy trzeba było zacząć pisać nowe piosenki, nie myślałem o Joey’u. Wydaje mi się, że nie byłoby fajnie tego robić, bo zespół chciał, żebym był sobą. Dlaczego miałbym być Joey Jordisonem, dlaczego miałbym udawać to, co on zrobił? Jordison jest jednym z najlepszych perkusistów, jakich miałem okazję zobaczyć na żywo. Jako fan zespołu i ktoś, kto szanuje tych ludzi i ich muzykę, nie chciałem być zwykłą kopią. To nie interesuje ani mnie, ani ich i byłoby obrażaniem wszystkich łącznie z fanami.


Czy na pierwszych sesjach twój zestaw odzwierciedlał sposób, w jaki grał Joey?


Nie brałem nic pod uwagę, gdy zaczęliśmy pisać nowy materiał. Klimat muzyki, którą robiliśmy, był tak silny, że od razu wiedziałem, jakiego sprzętu potrzebuję, żeby tworzyć i nagrywać w trakcie sesji. Dwie olbrzymie centralki, mosiężne werble, talerze, które przebiją się przez osiem warstw instrumentów i wokali. Kopiące tomy. Na pewno bez triggerów czy sampli. Mój zestaw jest wszechstronny w tym sensie, że ma wszystko, co chcę osiągnąć muzycznie.


Robiłeś jakieś poprawki w zestawie? Musiałeś coś dodać specjalnie na koncerty?


Wręcz przeciwnie, odejmowałem, kiedy zaczęliśmy grać na żywo. Rzadko uderzałem w jeden talerz po lewej, więc go usunąłem. Grałem tylko kilka razy na gong drumie, więc go usunąłem. Chcę grać muzykę i rytmy w głowie z relatywnie prostą paletą brzmień. Wydaje mi się, że częścią nastawienia i filozofii Slipknot jest utrudnianie niż ułatwianie, żeby zatracić się w sile sztuki i muzyki. Maski, uniformy, pirotechnika o tym świadczą. Więc chcę odejmować i ograniczać się do tego, co niezbędne. Ciągle mam od cholery bębnów i talerzy, ale to tylko to, co potrzebne.


Używasz dwóch centralek z pojedynczymi pedałami zamiast jednej centrali z podwójnym wykopem. Dlaczego wolisz jedno od drugiego?


Lubię mieć dwa osobne pedały na centralkach, bo odpowiadają dwóm stopom - one są osobnymi kończynami i lubię, żeby tak brzmiały. Nigdy nie czułem się komfortowo z podwójną stopą. Dwa osobne bębny, dwa osobne pedały. Cała ta gonitwa, żeby centralki brzmiały tak samo, używanie sampli triggerów - *ebać to, człowieku, chodzi o naturalny ton i to, co możesz zrobić, jak jaskiniowiec! Jeden bęben, jeden pedał, proste!


Jaka była reakcja fanów na twoje przyjście?


Myślę, że dobra. Spotykając się z fanami fajnie było podzielić się doświadczeniami z zespołem i zobaczyć, jak im się to podoba i chyba widzą, że są tacy jak ja, że wszyscy jesteśmy fanami. To jest pierwszy zespół, który przekonał mnie do potęgi i magii muzyki, nie tylko heavy metalu, ale całej muzyki - to był zespół, który przekonał mnie, że temu powinienem się poświęcić, sztuce i muzyce. Widzę siebie w fanach i ich pasji. Oni widzą siebie we mnie, bo ja byłem 10 lat temu tym, który był po drugiej stronie barierek i wykrzykiwałem płuca, miażdżony przez tłumy, a teraz udało mi się przebić przez barierki na scenę. Wiele osób mówi mi, że to ich motywuje do podążania za marzeniami, że są one w ich zasięgu, bo mi się udało. Oni też mogą obierać cele i osiągnąć wiele. To trudne i trzeba wiele poświęcić, ale z tym poświęceniem przychodzi wielka nagroda. Ja widzę granie ze Slipknotem jako wielką nagrodę. Jedyne opinie, jakie dostaję, są wtedy, kiedy spotykam ludzi i widzę ich miłość do muzyki, do członków zespołu, dzięki czemu czuję się chciany. To bardzo miłe uczucie. Mam świetny kontakt z fanami, kocham ich, bo jestem jednym z nich.


Jak duży miałeś wpływ na tworzenie swojej maski?


Clown wymyślił dwie ogólne maski Robali (Maggot - fanów zespołu) dla mnie i Alexa (Alessandro Venturelli, basista). To fajne, bo oczywiście później pomalowałem swoją, porwałem materiał, trochę ją zmieniłem. Szczerze mówiąc, zaczyna się rozpadać przez pot, ślinę, wymioty, krew itd. To odrażające. Moi rodzice przyjechali raz na show i mówiłem im, żeby ją powąchali! Jesteśmy w trasie już od ponad roku i doszedłem do momentu, kiedy mogę pozwolić swojej osobowości przebić się przez to płótno. Maska jest bez ekspresji, prosta i silna. Im bardziej stawałem się częścią Slipknot, zacząłem łączyć się z fanami. Na początku nawet nie wychodziliśmy na spotkania. Mamy codziennie spotkania z fanami, ale my nie wychodziliśmy, bo mieliśmy być tajnymi członkami. Teraz robię to codziennie i jestem bardzo szczęśliwy, bo uwielbiam kontakt z ludźmi, z którymi mogę się dzielić muzyką. Zacząłem ściągać te ochronne warstwy. One zaczynają spadać i widać, jak moja osobowość zaczyna być bardziej widoczna w grze. To, że rozmawiamy, jest na to przykładem, bo jeszcze rok temu nie moglibyśmy tak pogadać. Więc im bardziej mija czas... Sztuka jest ważną częścią mojego życia, więc zaczynam malować maskę, by była bardziej osobista i żeby coraz więcej mnie przez nią przechodziło. To jest naturalna progresja, ewolucja związana z trasą, która zaczyna ciążyć na wszystkich zaangażowanych. To najlepsza praca, ale jest ciężka i zaczynasz łączyć się z tym, kim jesteś wobec siebie i tego cyrku, jakiego jesteś częścią, tych wszystkich ludzi. To ważna część koncertów i chcę coraz bardziej się odsłaniać.


Jak gorąco może być w takiej masce?


Cholernie gorąco! Na szczęście słyszałem, że na kolejną trasę mamy rezygnować z pirotechniki, która czasami jest wymagająca fizycznie. Masz uniform, maskę, muzykę, która jest trudna do grania, masz ogień, stroboskop - to całkowite przeładowanie sensoryczne! Ale to chyba część zespołu. Chcę być pewien, że na koniec koncertu, kiedy robię ostatnie uderzenie, nie mam sił na ani jedno więcej! Co noc chcę być całkowicie wyczerpany. Lubię fizyczną część bębnienia, szczególnie dla Slipknot, to jak zawody z samym sobą. Chcę cisnąć i wymagać od siebie coraz więcej. Graliśmy trasę z Lamb Of God późnym sierpniem w Las Vegas, które i tak jest brutalnie gorące, jak to na pustyni. Byliśmy ostatnim zespołem, czekaliśmy cały dzień na topiącym się asfalcie, piekliśmy się w słońcu i kiedy zaczynasz grać, i zaczynają się ognie, jest piekielnie gorąco! Są czasy, że zapominam całkiem, że gram koncert. To jak amnezja kierowcy, zapominasz, że jedziesz. Jedyne, co wiesz - to, że wyjechałeś z pracy i że jesteś w domu, ale nie wiesz jak dojechałeś. Na jednym koncercie Alex zemdlał z odwodnienia i wyczerpania, i musieliśmy grać koncert bez niego. To przerażające, ale to prawdziwa rzecz, której trzeba być świadomym. Mój cały dzień skupiony jest wokół dwóch godzin koncertu. Rozgrzewam się przez dwie i pół godziny przed wejściem na scenę. Chcę wejść od razu rozgrzany, chcę czuć krew jeszcze przed wejściem, więc gram cały dzień i jem najlepiej jak potrafię. Już teraz żyję zdrowo, nie piję alkoholu, nie używam narkotyków, tylko gram muzykę i żyję najlepiej jak umiem. Mimo to nawet, jak o siebie dbasz, Slipknot cię zniszczy! Jest gorąco, boli, ale kiedy ściągasz maskę możesz powiedzieć: właśnie zagrałem koncert na Wembley Arena! To wyjątkowe uczucie i zawsze jest tego warte.


Jak szalenie może być na scenie?


Jest kilka tego aspektów. Jeśli chodzi o setlistę, to lubimy zabawę. Na tą trasę wyrzuciliśmy zasady, gramy dużo materiału, jakiego wcześniej nie graliśmy, niektórych piosenek nigdy nie graliśmy. Potem, kiedy już jesteśmy na scenie, mamy nieprzewidywalne osobowości. Taki Clown - nigdy nie wiesz, co zrobi. Może wczuć się w klimat i zatracić jak wszyscy, czasami wygląda, jakby miał rzucić w ciebie kijem do baseballa! Chris Fehn po prostu podchodzi i zabiera talerze i muszę wymyślić, jak zagrać refren bez crashy, po prostu sobie poradzić. Mamy takie powiedzenie - nie wywiniesz się, musisz sobie radzić! Jest zabawnie i nieprzewidywalnie. Nic nie jest wcześniej ustalone. Nie gram do metronomu, nie używam triggerów. Nie ma sampli, nie ma podkładów. Jak na zespół tej wielkości i to, co robi, zachowuje się jak stary punkowy skład. To podejście, z jakim się wychowałem w kapelach punkowych i hardcore’owych, gdzie się daje z siebie wszystko i pieprzy zapakowany na wpół nagrany rock’n’roll. Slipknot to najmniej przewidywalna muzyka i jesteśmy z tego bardzo dumni.


Granie z dwoma perkusistami musi być fajne - jak podchodzisz do partii, w których jest was trzech?


Jest jedna rzecz, którą powiedział mi Clown na samym początku. To, co robię w Slipknot, moja misja, to żeby było im niemożliwe wpasować się w piosenkę. Żeby on i Chris jako perkusiści nie mogli się wpasować. Bo oni i tak znajdą jakiś sposób. To są słowa Clowna, bo uczył mnie filozofii Slipknota i podejścia perkusyjnego, że muzyka musi stać o własnych siłach, że on i Chris zawsze znajdą sposób na wpasowanie się w to, co im zaserwuję. Czasami mówiłem - hej, jeśli ja robię to i to, to możecie zagrać perkusyjnie to i to. Clown odpowiedział mi: my tutaj tak nie robimy. To, co ty robisz - robisz sam i nie myślisz o mnie, nie bierzesz nas pod uwagę, gdy wymyślasz partie. Ja znajdę sposób, Chris znajdzie sposób i razem się połączymy, bo każdy z nas musi być pewien siebie w tym, co robi.


Możesz wybrać każdą firmę produkującą perkusję, ale zostałeś przy customowych bębnach SJC.


Mam kilka zestawów od SJC - braci Ciprari, kocham ich, wymyślili dla mnie wiele fajnych rzeczy. Wspierali mnie, kiedy byłem nikim i wspierają mnie do dziś. Lubię pracować z ludźmi, których szanuję i którzy są moimi przyjaciółmi, zawsze byli dla mnie ważni i jak długo będą robić bębny, będę grał na SJC. Kiedyś wpadłem na pomysł i mówię im: "Hej, chcę perkusję całą bez wykończenia, ale zróbcie sprayem logo Slipknot i chcę werbel 50-warstowy z dziurami, które nagłośnimy, bo chcę, żeby był piekielnie głośny", a oni na to: "Spoko, robi się" i przysyłają mi go na drugi dzień. Nie wiem, czy jest jakaś firma, która tak robi. Mam pomysł na werbel i jest w moich rękach następnego dnia. Niesamowite. SJC robi wszystko i jeszcze więcej. Moje główne zestawy Slipknot to jeden z klonu i drugi z bubingi, szykowany na następną trasę. Lubię różne drewna. Kocham bębny, na których gram, ale jeśli jestem znudzony, w strefie komfortu lubię coś pozmieniać, grać na innym drewnie, innym rozmiarze, może zabrać jakieś bębny albo dodać, lubię, jak wszystko jest świeże. Chcę mieć szybką odpowiedź, ostre brzmienie, uderzyć cię pięścią w twarz i zniszczyć, wyszarpać bębenki z uszu. To jest to, co chcę robić bębnami!


Czy twój tata Max dał ci dużo rad na temat perkusji?


Relacja, jaką mam z ojcem, jest bardzo wyjątkowa, wręcz bezcenna. Jak się nad tym zastanowię, to nie rozmawiamy dużo o perkusji. Dał mi wartościowe rady ze swojej 55-letniej kariery muzycznej, jeśli chodzi o zdrowie i nieniszczenie swojego ciała grą - czegoś, co robię bardzo w Slipknot. Bardziej rozmawiamy o swojej relacji z muzyką w ogóle, z zespołami, w których gramy i ludźmi, którymi się otaczamy, ponieważ mamy podobne kreatywne drogi w życiu. Jego najlepsza radą było wspieranie mnie, żebym dał całego siebie swojej pasji. Żeby grać z każdym muzykiem, jakiego napotkam w każdym stylu. Jesteśmy bardzo różnymi perkusistami, ale uważam, że przekazał mi swoją bezlitosną etykę pracy i to jest jedno, co mamy wspólnego w naszej wyjątkowej więzi.


Brałeś z nim lekcje, z jakimiś słynnymi nauczycielami?


Po prostu mówił mi, żebym harował jak wół! Szczerze mówiąc, tyle miałem z praktyki perkusyjnej. Nigdy nie brałem lekcji. Jednak ciągle uczę się od tych dookoła mnie i zawsze wypytuję perkusistów, z którymi gram trasy. Preferuję, żeby moja gra odzwierciedlała moją pasję do instrumentu i muzyki, którą tworzyli, a nie była stworzona na zasadzie formuł, sterylnych metod podchodzenia do sztuki. Nie ma dobrego i złego podejścia do tego rzemiosła, to jedna z rzeczy, którą kocham w bębnach.


Materiał przygotowali: Kajko, Szymon Ciszek, Artur Baran, Chris Burke
Zdjęcia: Joby Sessions/Jay Weinberg/Yeti


Wywiad ukazał się w numerze kwiecień 2016



Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama