Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016
Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.
Mimo, że zespół samodzielnie nie wypełnia hal na dziesiątki tysięcy ludzi, Charlie jest jednym z bardziej szanowanych perkusistów metalowych. Dlaczego? Jest kilka powodów…

Jeżeli ktoś interesuje się sportem zwanym piłką nożną, to pewnie wie, że jest taki słynny włoski bramkarz o ciekawym nazwisku Buffon. Charliemu oczywiście daleko do muzycznego bufona, ale wspólną cechą obu tych mistrzów w swoim fachu jest niesamowita wręcz umiejętność utrzymywania się na piekielnie wysokim poziomie. Są bramkarze, którzy przechodzą do historii jakąś tam interwencją czy też meczem, ale ich kariery są pełne nierównych spotkań, gdzie raz na jakiś czas pojawia się wpadka. Są też właśnie tacy jak Buffon, którzy przez 20 lat potrafią utrzymywać wielką formę a ilość wpadek przez ten okres można policzyć na palcach jednej ręki. Podobnie ma Charlie Benante. Jest perkusistą, który od 30 lat utrzymuje bardzo wysoką formę, a jego energiczne i dynamiczne partie bębnów niesione są wielkim groovem. Nawet w gęstych podziałach czuć oddech i przestrzeń, czego mogą pozazdrościć inni popularni perkusiści od Adlera do Garstki.

Charlie nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a swoją dużą muzykalność prezentował chociażby podczas koncertów Bonzo Bash, gdzie potrafił oddać ducha Bonhama i wręcz czarował w dość ciężkim utworze (dynamika i przestrzeń), jakim jest Dazed And Confused. Podczas występu na NAMM Show z okazji 40 rocznicy firmy Tama, Charlie zagrał z Anthrax instrumentalnie. Siedzący w pierwszym rzędzie muzycy Weather Report dopytywali z wielkim przejęciem, kim jest ten niesamowity perkusista, który potrafi tak wspaniale pompować groove! Człowiek z prawdziwym dynamitem w nogach. "Motorhead był jednym z tych zespołów, który spowodował, że chciałem dostawić sobie drugą centralę" - wspomina Charlie. "Później był Simon Phillips. Jak zagrał na płycie Judas Priest Sin After Sin byłem rozwalony na kawałki. Później znów pojawił się niemiecki zespół zwany Accept, mieli piosenkę Fast As A Shark, która w tamtym czasie miała najszybsze podwójne stopki, jakie słyszałem, kochałem to. Wspominam o nich jako zespół, który mocno wpłynął na thrash metal, miało to w sobie tę prędkość i było zabójcze."

35 lat później podwójne stopki Stefana Kaufmanna z Accept nie robią już takiego wrażenia. Do takiego stanu rzeczy walnie przyczynił się Charlie, który przeniósł tę sztukę bębnienia na zupełnie inny poziom i po latach sam został wzorem dla wielu perkusistów. Najnowszy album Anthrax ma w sobie bardzo dużo pompujących partii na dwie centrale. Między innymi o tym rozmawiamy z perkusistą…

Kiedy zacząłeś pisać materiał na nowy album?


Zwykle przez lata piszę dużo riffów, wygląda to tak, że zaczynam pisać i boom! - pojawiają się nowe pomysły, nowe riffy. Tak powstała ta płyta. Wróciliśmy z trasy Worship Music. Zagraliśmy ponad 300 koncertów, wiele z nich z przyjaciółmi z Zatoki takimi, jak Death Angel, Exodus, Testament. Myślami byłem bardziej w staroszkolnym thrash metalu, więc gdy wróciliśmy z trasy trzy pierwsze piosenki napisane od razu to były szybkie You Gotta Believe, Evil Twin, Zero Tolerance. Po prostu czułem, że muszę je wyrzucić z siebie, wiesz? Tak zacząłem, a potem powoli zbierałem materiał na resztę płyty. Jak tylko wiedziałem, że mamy sześć świetnych numerów, mogłem zrobić sobie przerwę i napisać coś innego - tak powstały piosenki Blood Eagle Wings i Defend/Avenge. Dla mnie zróżnicowanie jest lepsze niż jednowymiarowa płyta. Naprawdę chciałem zabrać słuchacza w muzyczną podróż. Nawet sposób, w jaki album jest ułożony, jest podobny, zabiera cię od galopu w You Gotta Believe do wolniejszego tempa, potem znowu przyspiesza i kończy się na totalnym odlocie.


Co cię inspiruje podczas pisania muzyki?


Te magiczne chwile zawsze powstają dzięki ludziom, których podziwiam. Myślę, że każdy jest odzwierciedleniem wieku, w którym zaczął interesować się muzyką. Dla mnie Beatlesi, Led Zeppelin, Black Sabbath, te zespoły. Pierwszy album Sex Pistols jest dla mnie genialny. Wszystko w nich, słowa, muzyka... Zawsze, gdy je słyszę, nie mogę się powstrzymać, muszę wstać i zacząć działać. Zawsze wracam do tych albumów. To moja miłość. Zabawne jest to, że zawsze wracam do tego, gdy wchodzimy na temat Beatlesów. Ci goście osiągnęli tak wiele przez osiem lat, a dzisiaj osiem lat przemija jak moment. A do tego mieliśmy to pasmo śmierci, to nienormalne. Co się dzieje? Jeszcze parę tygodni temu graliśmy ze Scottem na 70 urodzinach Lemmiego, a dwa tygodnie później go nie było. Co się do cholery stało? Gdy David Bowie zmarł, byłem zszokowany. Jego występ to pierwszy koncert, na jaki poszedłem, gdy byłem jeszcze mały.


Czy będąc głównym twórcą nie żałujesz, że nie możesz grać na gitarze na żywo?


Zawsze mówiłem, że jestem gitarzystą w ciele perkusisty. Śmieszne jest to, że nie lubię grać na gitarze na żywo, po prostu nie lubię. Nie wiem, dlaczego. Z gitarą czuję się nagi. Przy perkusji czuję, że jestem w swoim środowisku, bezpieczny, ale z gitarą jest inaczej, chociaż przez większość dnia gram właśnie na niej. Chyba lubię grać na gitarze dla siebie, ale nie dla innych ludzi.


Pracowaliście znowu z producentem Worship Music, Jay Rustonem.


Jest wspaniały i był zaangażowany od pierwszego dnia. Gdy spotkaliśmy się ze Scottem w Los Angeles, on już tam był. Ma świetne ucho. Jest naszym George Martinem (legendarny producent Beatlesów, który… właśnie zmarł, 8 marca). Sprawił, że pracowało się bardzo gładko. Jest dobry w studio, słucha nas i stara się wyciągnąć z nas to, co najlepsze i tego właśnie potrzebujemy. Chcesz kogoś, kto będzie cię motywował, a nie tylko mówił - to jest dobre, idziemy dalej.


Rozmawialiście dużo o brzmieniu albumu i perkusji?


Tak. Jedyne, w czym się nie zgadzaliśmy to to, że chciałem nagrywać perkusję na taśmę, ale on mnie przekonał do rezygnacji z tego pomysłu. Na poprzednim albumie nagrywaliśmy na taśmę i przegrywaliśmy to na sygnał cyfrowy, ale teraz przekonał mnie, że to nie da takiej różnicy i żeby próbować nagrywać od razu cyfrowo i zobaczyć, jak to będzie brzmieć. No więc tak zrobiliśmy.


Czy łatwiej było nagrać ten album w porównaniu do Worship Music, który miał zawiłą historię powstania?


Oczywiście. Było nam łatwiej dlatego, że teraz wiedzieliśmy, że jesteśmy pełnym zespołem i wiedzieliśmy kto ma śpiewać, kto grać na gitarze - w zespole jest struktura i uważam, że to mi bardzo pomogło. Robiliśmy to w dwóch podejściach, co też uprościło pracę. Nagraliśmy pierwsze osiem czy dziewięć numerów w grudniu i je skończyliśmy, a potem zagraliśmy resztę na przełomie lutego i marca. Było nam łatwiej mentalnie, a nie tak, jak dawniej, kiedy siedząc w studio myślałem sobie: "Co ja tu robię? Zabierzcie mnie stąd!".


Do czego nagrywasz perkusję? Masz pilota w postaci gitary czy basu?


Lubię mieć jakiś podkład. Czasami robimy tak, że zagrają razem ze mną dwa razy i potem gram do przygotowanych ścieżek i sprawdzam, które wyszło mi lepiej, bo jestem w swoim środowisku i jeśli ktoś się pomyli to mnie nie rozproszy. Wolę to robić w ten sposób, że szukamy najlepszego tejku i potem do niego gram.


Gdzie nagrywaliście perkusję?


Graliśmy w studio w L.A. Sage&Sound, które ma świetne pomieszczenie. Sprawdzaliśmy wiele różnych miejsc, ale nie miały one ani klimatu, ani oświetlenia, a ja je lubię, nie cierpię ciemności. Pierwsze kilka studio były słabo oświetlone i bez atmosfery. Gdy gram tę muzykę, chcę się czuć jak gwiazda!


Z tzw. Wielkiej Czwórki thrash metalu Anthrax jest jedyną kapelą z Nowego Jorku - pozostali są z Zachodniego Wybrzeża. Uważasz, że pochodzenie wpłynęło na brzmienie zespołu?


Myślę, że tak. Zawsze mieliśmy podejście nowojorskie. Na przykład, gdy były ataki na WTC, to nowojorczycy po prostu się podnieśli, otrzepali z kurzu i wrócili do roboty. Kiedy graliśmy koncert charytatywny dla policjantów i strażaków to chyba była najbardziej emocjonalna rzecz, jaka zdarzyła się w zespole, gdy oni nam klaskali. To był piękny moment. Nigdy tego nie zapomnę. Pamiętam, jak poszedłem na Ground Zero (miejsce ataków) kilka dni po zamachu i to, co mnie najbardziej uderzyło, to zapach. Nie chcę być przesadnie dramatyczny i mówić, że śmierdziało śmiercią, ale to śmierdziało śmiercią. Miało dziwny zapach. Nigdy tego nie zapomnę.


Anthrax coverował punkowe zespoły. Graliście z Public Enemy i The Misfits. Czy to wszystko pasuje do waszego brzmienia?


Czasami wpływy innej muzyki po prostu docierają do twojego brzmienia. Zawsze mówiłem sobie - jak muzyka może się mylić? Ale gdybyś mnie o to dziś spytał, to uwierz mi, mogę wiele powiedzieć o tym, jak bardzo można się mylić. Tylko eksperymentowanie, podejmowanie ryzyka, myślenie poza schematami nie jest najgorsze. Na pewno poczuliśmy to, kiedy graliśmy z Public Enemy. Byliśmy zaangażowani na 100%, ale straciliśmy część publiczności. Chyba nie trzymaliśmy się religii metalu. Opuściliśmy na chwilę kościół i ludziom się to nie podobało. Oczywiście potem to się odwróciło i ci, którym się to nie podobało, mówili, jakie to nie jest przełomowe itd.


Byliście zmartwieni, kiedy grunge wszedł na scenę?


Nie sądzę, żeby miało to wpływ na zespół. To było jak fala, która przypłynęła i zmyła wszystko to, czym stawał się metal, ale czym już nie był. My byliśmy metalem. Wiele kapel z tamtych lat to były popowe kapele, które udawały metal. To stawało się popularne, a potem przyszedł grunge, który zmył te lakiery do włosów. Byliśmy w dobrym stanie, wyszedł wtedy nasz największy album Sound Of White Noise. Wszystko było dobrze aż do momentu, kiedy termin Heavy Metal stał się tabu i został zastąpiony terminem ‚Alternatywny’. Wtedy, kiedy określałeś się jako heavy metal, nie byłeś mile widziany. To była swoista zmiana warty.


Myślisz, że los przechylił się w waszym kierunku?


Tak. Ruch grunge’owy, chociaż lubiłem wiele tych kapel, trochę był smutny. To, co sobą reprezentował, było smutne. Kiedy idę zobaczyć KISS, nie chcę, żeby nie mieli swojego show i makijażu itd., nie chcę, żeby to łagodzili. Chcę zobaczyć KISS i myślę, że wiele zespołów chce pokazać ludziom, że są do nich podobne. Chodzi o to, że tak, jak Slayer i Metallica, byliśmy autentyczni. Graliśmy na scenie i szukaliśmy swojej publiczności, ale chcieliśmy czegoś nowego. Życie nie było do kitu, było wspaniałe.


Czytałem, że nie byliście do końca zadowoleni z produkcji Eddie’go Kramera, albumu Among The Living, ale na tym albumie jest wiele kultowych numerów Anthrax. Jak spoglądasz na ten album po latach?


Ok, muszę to wyjaśnić, bo nie chcę, żeby tak brzmiała opinia o atmosferze, jaka panowała podczas nagrań. Wybraliśmy Eddiego Kramera z powodu miłości, jaką mieliśmy do niego i tego, co wniósł do innych zespołów (KISS, Led Zeppelin). Mieliśmy lekki problem z tym, że on chciał nagrać krążek brzmiący jak lata 90, a my chcieliśmy surowe brzmienie lat 70. Mieliśmy tu spór. Kiedy to wyjaśniliśmy, wszystko poszło świetnie. Eddie Kramer to jeden z moich ulubionych producentów, kocham jego i ten krążek. Kiedy nas zrozumiał, a my jego, wszystko było już dobrze.


Jak brzmienie zespołu rozwijało się na State Of Euphoria? Wydaliście go w czasie, gdy zaczęliście grać w coraz większych miejscach.


Myślałem, że spieszyliśmy się z wydaniem. Nadchodziła wielka trasa z Iron Maiden i album miał być gotowy i w sklepach, a ja czułem, że nie jest gotowy. Na wiele sposobów miałem uczucie, jakby to była druga płyta, a nie czwarta, bo mieliśmy bardzo ciasne terminy. Myślę, że trochę się zapędziliśmy i oderwaliśmy od życia. Po tej płycie powiedzieliśmy - nie, chcemy wracać do tego, kim jesteśmy. Kolejną płytą była Persistence Of Time (1990), która była bardziej mroczna. Myślę, że odzwierciedla gówno, przez które przeszliśmy wcześniej. Myślę, że ludzie zaczęli się na nas wyżywać pytając, czemu się uśmiechamy na zdjęciach, czemu jesteśmy tacy weseli? To były konkretne pytania i przestało nam się to podobać. Zbudowali nas, a potem trach! - ściągnęli nas z powrotem w dół.


Na Spreading The Disease świadomie próbowaliście pchać tempo z Gung Ho i prędkością tej piosenki?


Na pewno próbowaliśmy walczyć, bo ta piosenka jest szalona. Graliśmy ją na żywo przed nagraniem i podwójna stopa robiła się coraz szybsza i szybsza przez adrenalinę. Kiedy przyszło do nagrań, chciałem uzyskać tę samą intensywność. Chciałem zachować to uczucie, gdy graliśmy ją na żywo. Ta piosenka to pociąg wypadający z torów, czysta intensywność i miłość do bębnów.


Jak teraz trzymasz formę?


Nie mam najlepszej dyscypliny. Często ćwiczę, gdy pójdę na jakiś koncert i mnie coś zainspiruje i zacznę grać, czy kiedy przychodzi czas na trasę… Albo kiedy mam jakiś pomysł i chcę go sprawdzić. Zwykle gram częściej na gitarze niż bębnach, ale z drugiej strony one są we mnie, to taka pierwotna potrzeba.


Materiał przygotowali: Szymon Ciszek, Kajko, Maciej Nowak, David West
Zdjęcia: Prasa, Andy Buchanan i Ron Lyon


Wywiad ukazał się w numerze kwiecień 2016



Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama