PRZEJRZYJ ONLINE WAKACYJNE WYDANIE Perkusista Zamów z przesyłką GRATIS >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016
Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.
Niestety zespół nie doszedł do porozumienia z Billem Wardem i w trasę musiał pojechać ktoś pewny, sprawdzony w boju. Ktoś kto nie będzie udawał Billa, ale odda klimat oryginalnego składu. W tej sytuacji wybór nie był zaskoczeniem - perkusista Teda Nugenta, Roba Zombie, Alice’a Coopera i wreszcie Ozzy’ego Osbourne’a - Tommy Clufetos.

Z Tommym prezentowaliśmy obszerny wywiad w numerze 3/2014 (jeszcze wcześniejszy wywiad TUTAJ). Poruszaliśmy tam głownie tematy związane z dołączeniem do Sabbathów, co było z pewnością wielkim zaszczytem, ale też potężnym obciążeniem. Perkusista doskonale opisał swój stosunek do zaistniałej sytuacji: "Nie miałem chwili zawahania, bo patrzyłem na to, jak na okazję do grania świetnej muzyki i doświadczenia czegoś nowego. Gdybym z nimi nie zagrał, zrobiłby to ktoś inny. Jeśli ktoś proponuje mi granie, gdzie mógłbym się rozwijać i mieć wspaniałe doświadczenia, to jasne, że się zgodzę. Gdybym tego nie zrobił to bym tego żałował, więc dlaczego miałbym odmawiać? Rozumiem mieszane uczucia i emocje u fanów i krytyków. Rozumiem to, naprawdę." Nic dodać nic ująć.

Tym razem chcieliśmy porozmawiać z tym bardzo tajemniczym bębniarzem na tematy zgoła inne niż tylko Black Sabbath. Spójrzmy tylko. Zaczął grać w wieku 23 lat z Tedem Nugenetem, który w USA ma status legendy i któremu kładli groove tacy mistrzowie jak Carmine Appice czy Tommy Aldridge. Później trafia do równie uznanego Roba Zombie, który łoił długo z Johnem Tempestą. Po jakimś czasie przeskakuje do żywej legendy (o trupiej aparycji) w osobie Alice’a Coopera, a tam grali fachowcy w osobach Erica Singera czy też Jimmy’ego DeGrasso. Ostatecznie siada na stołku perkusisty Ozzy’ego Osbourne’a, gdzie długoletnim bębniarzem był przecież Mike Bordin. Uff… trzeba przyznać, zahartował się facet.

Właśnie dlatego podczas jego wizyty w Krakowie chcieliśmy wydobyć od niego jak najwięcej wskazówek i porad, jak zbudować taką niesamowitą karierę. Po odejściu z Black Sabbath raczej nie będzie miał problemów ze znalezieniem dobrej pracy.

Spotkaliśmy się w krakowskiej Tauron Arenie, pięknym obiekcie, który pod kątem logistyki koncertowej przebija wiele zachodnioeuropejskich uznanych hal. Najpierw kilka informacji od technicznego o sympatycznej ksywce Panda, później soundcheck z zespołem i udałem się wreszcie na rozmowę z bębniarzem.

Trzeba przyznać, że wejście do garderoby Black Sabbath robi wrażenie, szczególnie na kimś kto wychowywał się na tym graniu i wie jak wielkie piętno zespół odcisnął na całej muzyce. W zasadzie to od nich zaczęło się metalowe granie i rozwój całej ostrej muzyki, która teraz przybiera niesamowite formy.

Zasiedliśmy w czarnych kanapach, stojących na czarnych dywanach z wielkimi logo Black Sabbath. Co ciekawe na stole leżały nasze słodkie pączki, które bardzo intrygowały Tommy’go. Wspomniał jeszcze coś o polskich gołąbkach i pierogach, zahaczyliśmy też o piłkarskie Euro, które akurat trwało i szybko przeszedłem do meritum, przedstawiając ideę jaka miała nam towarzyszyć. Wyglądało to tak…

Będę starał się dowiedzieć od ciebie, jak zostać profesjonalnym bębniarzem w formacie światowym.


Och, to pytasz nie tego gościa co trzeba.


Dlaczego?


Po prostu nie wiem jak zostać profesjonalnym perkusistą.


Ty? Człowiek, który ma taki dorobek sceniczny?


Nie ma jednej właściwej drogi, która do tego wiedzie. Idź w tym kierunku, próbuj robić to tak, by wychodziło to naturalnie. Korzystaj ze swojej głowy i zawsze staraj się być najlepszym jak tylko jesteś w stanie być. Cokolwiek to znaczy dla ciebie. Każdy ma inną drogę i każdy ma inne wartości. Droga, którą ja podążałem nie zawsze musi pasować do tego co robi ktoś inny. Z drugiej strony, nie chcę też zdradzać więcej swoich sekretów, ludzie zaczynają to podchwytywać. Tak wiec muszę kilka rzeczy utrzymać w tajemnicy, bo ktoś inny to wykorzysta, a tego nie chcemy, prawda? (śmiech).


Niektórzy młodzi perkusiści boją się przyszłości, chcą być bębniarzami, ale boją się, że im się nie uda…


… w takim razie powinni dać sobie spokój, już, tu i teraz… Tak, tak, bo jeżeli boisz się to oznacza, że to nie jest dla ciebie, bo jest cała masa innych rzeczy, których powinieneś się obawiać. Chociaż patrząc na to, jak to wygląda w praktyce, to powinni się bać, bo to nie jest proste.


Ty nigdy nie miałeś obaw?


Nie, dlatego nigdy nie zrezygnowałem. Nigdy nie miałem chwili wątpliwości czy zachwiania co do tego co robię.


Zacząłeś grać na bębnach i po prostu wiedziałeś, że chcesz i będziesz grał.


Tak! Tak! Dokładnie tak było! Wiesz, zawsze chciałem grać i zawsze byłem mocno zdeterminowany by grać. Nie było u mnie nawet czegoś takiego jak "ciężkie dni", że wszystko się wali lub mam jakieś problemy ze sobą. Zawsze chciałem grać na bębnach i wiedziałem, że będę to robił. Taka było moja misja i moje zadanie. Grać to co się lubi i przy tym zarabiać jest rzeczą niesamowitą. Człowiek jest wielkim szczęściarzem jeżeli może to robić. Nawiązujesz do tego jak grałem na początku w małych klubach, gdzie czasami obsługi było więcej niż ludzi na publice. Cóż, musisz czerpać z tego radość, z tego że grasz, to jest twój moment. Radość z tego co robisz trzyma cię w pewności, że to co robisz jest właściwe. A tamte czasy? To nie były złe czasy, nie traktuje ich w tej kategorii. Była to część właśnie tej mojej drogi. Wtedy cieszyłem się z tego, że gram. Jeżeli nie czerpiesz radości z gry w klubach, to jak możesz wznieść się ponad to wszystko? Powiedz mi? Musisz to przeskoczyć, a kluczem do tego jest satysfakcja z własnej pracy. W innym przypadku wychodzi na to, że muzyka nie jest miejscem dla ciebie. To, że jesteśmy tu i rozmawiamy, że gram tu gdzie gram nie oznacza, że tak będzie też jutro. Są wzloty i upadki, życie, stary, życie.


A jak z dokonywaniem dobrych wyborów?


Musisz robić to co czujesz, co jest właściwe i dobre dla ciebie. Musisz podążać za swoim instynktem. To ma przełożenie na wszystkie działania w życiu. Jeżeli chcesz być prawnikiem to co robisz? Idziesz do odpowiedniej szkoły, uczysz się, zdajesz egzaminy. Robisz wszystkie rzeczy w tym kierunku. To ten sam pieprzony mechanizm. Podstawą jest to, że ty chcesz to robić. Od tego powinno się zacząć i takie pytanie trzeba sobie postawić. Jeżeli nie jesteś pewny, boisz się, masz wątpliwości, to wychodzi na to, że ten fach nie jest dla ciebie. Nie zgodzisz się ze mną?


To w sumie takie proste…


Tak, proste… Znaczy się, to brzmi prosto, w praktyce wiemy jak to jest. Między innymi dlatego, że udaje mi się wprowadzać tę ideę w życie nie mam czegoś takiego jak "plan awaryjny". Jak możesz udać się gdziekolwiek nie mając odpowiedniej postawy? Gdy liczysz na to, że masz jakiś plan awaryjny to nie wspomaga twojej determinacji. Mam wielu przyjaciół, którzy mieli rzeczy których ja nie miałem, mieli spokój i bezpieczeństwo, ale nie mieli tej jazdy jaką ja mam. Nie jestem najlepszym bębniarzem na świecie…


Nie musisz takim być.


Oczywiście, że nie. Chociaż jestem bardzo blisko (śmiech), nie no żartuję, nie jestem i nie muszę, ale idę przed siebie i zmierzam właśnie w tym kierunku, mimo że to jest tak bardzo odległe i pewnie nigdy tam nie dojdę, ale idę właśnie tam sumiennie przed siebie. Wydaje mi się, że brak takiego "planu awaryjnego" pomaga w takich sytuacjach. Wtedy nie pozostaje ci nic innego jak to, że musisz to zrobić. Musisz! Ale też żeby wszystko było jasne, nie oznacza to, że musisz rezygnować z normalnego życia, że możesz sobie odpuścić szkołę itd.


Co zatem uznajesz za największy błąd, wśród ludzi, którzy aspirują do bycia muzykiem?


Myślę, że błędnym wyobrażeniem na temat bycia muzykiem jest to, że każdy może to robić. Możesz wziąć byle instrument i nauczyć się grać z YouTube. To że się nauczyłeś grać nie oznacza, że muzyka jest dla ciebie. Jeżeli jest twoim życiem to jest dla ciebie. Tak jak bycie prawnikiem nie jest dla wszystkich. Ktoś bierze gitarę nauczy się paru chwytów i mówi: "Mógłbym to robić". Błąd. Jest jeszcze wiele innych rzeczy, które się na to składają. Nie chce też zabrzmieć tu negatywnie i odstraszająco, ale trzeba być szczerym z samym sobą i zapytać się czy to jest to co chcę robić, czy to jest to co myślę że chciałbym robić. To jest różnica, prawda? Ma to sens.


Wiele osób, które to przeczyta z pewnością powie: "Łatwo mu gadać takie naiwne farmazony, bo jest w Black Sabbath".


Tak. Dzisiaj jestem.


A jutro?


Właśnie doskonale sobie odpowiedziałeś na to pytanie poprzez samo pytanie. Nikt nie wie co będzie jutro. Wszystko może się wydarzyć. Powiem ci jednak dlaczego tak podchodzę do rzeczy. Staram się grać najlepiej jak tylko potrafię. Dziś wyjdę i tak będę robił na scenie, zero odpuszczania. Dziś gram tu. W biznesie muzycznym jest tak, że doprowadziłbyś się do szału, gdybyś zaczął się zastanawiać nad tym co będzie jutro. Nie wiemy co się stanie po koncercie dziś wieczorem, póki co - odpukać - wszystko działa jak należy. Wracając do tego co mówiliśmy wcześniej odnośnie wyboru drogi muzyka - czy jesteś gotów na wzloty i upadki? Czy mentalnie jesteś przygotowany na to, że pewne rzeczy są niezależne od ciebie i mogą pojawić się w twoim życiu? Cóż mogę tu więcej powiedzieć, jak powtarzać wciąż - graj na bębnach.


Czyli zaciera się ta granica między byciem profesjonalnym muzykiem, a zwykłym życiem?


Ja na całe szczęście nie miałem takich granic i udaje mi się to łączyć w przyjemność. Tu jest klucz, musisz to kochać, nawet jak ktoś nazwie to co akurat robisz gównianą robotą, nikogo nie ma, nikogo to nie obchodzi. Nawet jak nie było nikogo wokół to i tak kochałem to co robię. I tu ważna uwaga - nie chce wracać do tych czasów. To by było zaje*ście złe. Cofanie się w rozwoju jest do du*y. Trzeba orać do przodu.


Wróćmy jednak do tych początków, bo wciąż szukam odpowiedzi na moje pierwsze pytanie. Jak trafiłeś do Teda Nugenta, swojego pierwszego dużego artysty?


W sumie stało się to tak jak w przypadku każdej innej roboty. Ktoś zobaczył mnie jak gram. Dokładnie był to saksofonista od Boba Segera, nazywa się Alto Reed. Zagraliśmy razem, zaprzyjaźniliśmy się. Nagrywał muzykę do filmu w Michigan i razem z nim grał Ted Nugent, okazało się, że potrzebuje perkusisty, wieć Alto mnie zarekomendował i później dostałem telefon już od Teda Nugenta z propozycją gry.


Wspominałeś kiedyś o przesłuchaniu…


…nie było przesłuchania do Teda Nugenta.


Tak, wiem, daj mi skończyć (śmiech). Mówiłeś, że tak naprawdę przesłuchanie perkusisty trwa zawsze i wszędzie.


Dokładnie, to jest właśnie to. To jest esencja tego co mówiłem, by być najlepszym jak to jest tylko możliwe. Kiedykolwiek masz szansę to robić, rób to. To jest takie proste… Nie ma lepszej rady jaką można dać. Pracuję z Pandą (techniczny Tommy’ego) od 8 lat. On się nigdy nie pomylił, nigdy się nie spóźnił, nigdy nie był nieprzygotowany. Gdyby tak było, to byśmy razem nie współpracowali. Pracujemy razem, mamy to samo podejście do spraw. Dlatego chcę z nim pracować, dlatego ludzie chcą bym był ich perkusistą, dlatego ludzie chcą być prawnikami - już trzymajmy się tego przykładu z życia - dlatego ludzie chcą pisać dla magazynów perkusyjnych. Cokolwiek to jest, zawsze musisz wykonywać świetnie swoją robotę. Nie ma zmiłuj i wymówek. I to nie podlega dyskusji! To nie jest na zasadzie "czy byś chciał?" Zostajesz wrzucony w daną sytuację i tyle. Przecież jeżeli nie wykonasz świetnie swojej roboty, to znajdzie się ktoś inny na twoje miejsce.


Proste to i trudne jednocześnie.


Wiesz co, chyba to jednak jest tylko trudne. W czasie wolnym musisz pamiętać o odrobieniu lekcji. To jest jak wspinanie się po drabinie, szczebel za szczeblem. Ktokolwiek tym wszystkim kieruje, Bóg czy inna siła, nie dostaniesz możliwości wejścia na kolejny stopień jeżeli nie będziesz gotowy. Niektórzy niecierpliwie mówią: "Kiedy przyjdzie mój czas?" A jesteś gotowy? Bo jak dostaniesz swoją szansę i ją zawalisz to możesz winić tylko siebie, nie wejdziesz na kolejny szczebel. Dlatego zawsze musisz dawać z siebie wszystko. Owszem, bywa tak, że jesteś gotów, ale coś nie wyjdzie, zdarza się. Musisz być wtedy pozytywny i pewny siebie jednocześnie. Uwierz mi, widzisz głównie moje sukcesy, ale miałem w swoim życiu jeszcze więcej dołków, gdzie pewne sprawy nie szły po mojej myśli. Działo się to z pewnych przyczyn. Zajęło mi to rok by się dowiedzieć dlaczego, ale bywało, że zajmowało mi to 10 lat. Tak jak umawianie się z dziewczyną, nie wyszło z nią, a po jakimś czasie mówisz, dzięki Bogu, że nie wyszło! Zobacz, mam wspaniałą żonę, dom, psa, świetnego technicznego i jestem w trasie z Black Sabbath, chłopie, całe szczęście, że kiedyś tamte rzeczy nie wypaliły! Doprowadziło mnie to do takiego stanu jaki widzisz przed sobą.


Nie jesteś typem człowieka, który przesadza z używkami, delikatnie mówiąc…


Nie powinniśmy być największymi wrogami dla samych siebie. Nie obchodzi mnie co robią inne osoby, ale od pewnych rzeczy, stoję z daleka. Są to rzeczy, które stoją na twojej drodze przed osiągnięciem postawionych celów. I tak jest wystarczająco ciężko bez stwarzania sobie problemów. Lepiej więc sobie ich nie stwarzać, tak, tak jest lepiej.


Jakie zmiany zauważasz między tą trasą Sabbatów, a tą dwa lata temu?


Hm… dobre pytanie. Różnice? Wydaje mi się, że wszyscy czują się znacznie bardziej komfortowo, bo wszyscy już to raz przeszliśmy. Panowie czują się pewnie ze mną, a ja czuję się pewniej z nimi. To chyba normalne, taki stan rzeczy. Jesteśmy chyba bardziej jako drużyna.


Nie ma w powietrzu gdzieś tej myśli, że to już koniec Black Sabbath absolutnie na zawsze?


Ciężko mi o tym mówić, bo to oni stworzyli to wszystko prawie 50 lat temu i teraz zdecydowali to zakończyć definitywnie. To jest ich sprawa. Pytasz więc nie tę osobę co trzeba, ale myślę, że odbierają to bardzo emocjonalnie. Dla mnie tak naprawdę to dopiero początek (śmiech). Ja dopiero zaczynam. Bardzo bym chciał jeszcze z nimi pograć, ale nie wygląda, żeby miało się to stać.


Jak wygląda twoja współpraca z Geezerem?


Wiem kim jestem i co robię w tym zespole. Jestem kolesiem, który doszedł do tego zespołu. Mam nadzieję, że udaje mi się oddać ducha oryginału. Prawdę mówiąc, to my w zespole nie mamy o czym rozmawiać w tym temacie. Są pewne elementy, na które trzeba zwrócić uwagę, są sytuacje jakie pojawiają się na próbie. To musi być zrobienie i tyle z naszej rozmowy. Nie mamy o czym gadać, my mamy to zrobić, nie ma co się rozwodzić nad rzeczami, które są dla nas oczywiste. Nikt nic nie mówi, bo ta "rozmowa" polega na robieniu. Może to brzmi szalenie, ale tak jest. Im więcej grasz, im więcej sezonów spędziłeś grając z muzykami, tym mniej masz rzeczy do powiedzenia. Każdy jest profesjonalistą, łącznie z ekipą. Oni wszystko szykują, my wchodzimy na scenę i gramy, koniec.


Utrzymujesz cały czas kontakt z zespołem, mimo bardzo energicznej gry.


Bezsprzecznie. Nie oznacza to jednak jakiś konwersacji. Są to drobne rzeczy, drobniutkie, które są jednocześnie bardzo istotne. Może wyglądam jakbym był we własnym świecie, ale podczas koncertu wszystko jest ważne, nie mam jakiś swoich specjalnych punktów na których koncentruję się mniej lub bardziej. Wszystko składa się na dobrze zagrany koncert.


Podoba mi się twoja postawa na scenie, jesteś bardzo skupiony na grze, bez zbędnego…


…koncentrowania się na technice? Bo to jest g*wno warte. Tak właśnie podchodzę do tego. Liczy się dla mnie w tej muzyce podejście, jak to się prezentuje. Jeżeli ćwiczysz cały czas sam z książki u siebie w pokoju, to będziesz miał problem później na scenie, by to przełożyć, bo w muzyce rockowej często rozmawiasz - w sensie grasz - z ludźmi, którzy nie znają tego języka, nie posługują się techniką perkusyjną. Nie rozumieją jaka jest różnica między 4/4 a 5/4. Jak więc chcesz z nimi rozmawiać skoro spędzasz cały czas na graniu z książką, bez kontaktu z muzykami i ze sceną? Ale ok, pamiętajmy, że to jest droga, która sprawdziła się u mnie. Jeżeli chcesz być jak ja, to polecam ten kierunek, ale jeżeli chcesz nauczać, to powinieneś robić to inaczej, może właśnie tak.


Z pewnością nie koncentrujesz się podczas solo na zagraniu w 17/8 jakiś tam potrójnych pataflafli (śmiech)?


Zdecydowanie nie. Może niektórzy się ze mnie śmieją, ale mam to gdzieś, nie jestem perkusistą dla perkusistów. Ja gram w zespole i tam chcę grać.


Czyli już domyślam się, że nie będzie szansy zobaczyć cię na warsztatach?


Nie chcę grać klinik, nie chcę grać warsztatów, nie chcę grać wyłącznie dla muzyków. Ja chcę grać dla ludzi. Chcę grać na stadionach, w halach, gdzie ludzie stoją, podnoszą pięść do góry, piją piwo, czują się dobrze i jest pełen luz! Są światła, wzmacniacze, bębny i pełen czad. Jak patrzysz na scenę Black Sabbath widzisz świetnych muzyków. Tony Iommi… człowieku, to mistrz, jego muzykalność zrywa ci twarz! To są ludzie na zupełnie innym poziomie. Z drugiej strony oni są zupełne niezależni. A ja właśnie chcę to połączyć, tę muzykalność z otwartością. Takie granie zmusza mnie do większej gimnastyki, fakt, ale wciąż muszę mieć w głowie, że gram dla morza ludzi i muszę pamiętać co będzie przeszywać halę. Poza tym teraz to jest wszystko takie dziwne. Nową formą nauki jest YouTube, każdy z tych młodych perkusistów ma tam swój kanał, jakieś lekcje online, co uważam za absolutny koszmar! Ci wszyscy perkusiści chcą być jak gitarowi "szrederzy" w latach 80, tirlitirlitirli, co to jest? W tę stronę idą bębny, tylko, że oni będą bezrobotni za dziesięć lat, a ja będę grał swoje bum-bum bach, bum-bum bach, bo robota musi być zrobiona. Nie oznacza to, że uważam, że nie jest fajnie grać różne dziwne rzeczy, ale trzeba mieć solidną bazę. Jak rzucasz rzut wolny w koszykówce, to nieważne jak wymyślne triki znasz. Tak samo tu, nieważne jakie pieprzone potrójne pedały masz pod stopą i w jakich za*ebiście fajnych trampkach grasz, jak potrafisz kręcić lewa ręką, jeżeli nie masz solidnego fundamentu to masz stary problem.


Wielu współczesnych perkusistów wykorzystuje technologię i mocno koncertuje się na budowaniu sieci kontaktów.


Pieprzyć to g*wno. Wali mnie to…. Sieć kontaktów, weź… Nigdy nie dostałem roboty, bo miałem jakieś kontakty, wizytówki, strony w Internecie, jakieś facebooki, mayspace’y czy jakiekolwiek inne cholerstwo. Strata czasu. Ale hej, rozmawiasz ze mną! Tak to u mnie działa i nie uzurpuję sobie, że to jest jedyna droga. U kogoś może to działa, u mnie nie. Dostałem każdy angaż, ponieważ grałem najlepiej jak potrafiłem z nadzieją na lepsze jutro. Dostajesz pracę za to jak wykonałeś swoje ostatnie zlecenie. Jak wezwiesz hydraulika, który fachowo naprawi ci rury, to polecisz go komuś innemu. To takie oczywiste. I gwarantuję ci, że ten hydraulik rozkręci swój biznes na lata. Powoli, regularnie. Ma to sens?


No ma…


Tylko wciąż przypominam - rozmawiamy o mnie. Taka jest moja droga, to skąd się wywodzę, jak dorastałem. Teraz mieszkam w Kalifornii, ale wywodzę się z Detroit, nagle żona mi mówi: "Bądź pozytywny, uśmiechnij się!". Ale kochanie, jestem skąd jestem, u nas jest inaczej (śmiech).


Rozmawiałem tu wcześniej z twoją żoną Casey, na temat budowania twojego wizerunku w Polsce, ponieważ nie jesteś najpopularniejszym perkusistą w naszym kraju.


Nie tylko w Polsce, tak szczerze mówiąc. To bardzo ogólna tendencja.


Jak nie jesteś w trasie z Sabbathami czym się zajmujesz. Widziałem cię w zeszłym roku w Dead Daisies w Amsterdamie przed koncertem Kiss, ale co porabiasz poza graniem?


Siedzę w domu, razem z żoną, bierzemy psa i chodzimy na spacery, no i codziennie ćwiczę, bez przerwy.


Codziennie?


Tak, Zapytaj jej.


(w tym momencie odzywa się małżonka Tommy’ego, która siedziała cały czas obok)


Tak, gra codziennie, za wyjątkiem niedzieli, niedziela jest dla mnie (śmiech).


Rozmawiał: Maciej Nowak
Zdjęcia: Robert Wilk

Wywiad ukazał się w numerze wrzesień 2016





Galeria

Pozostałe

Brooks Wackerman (Avenged Sevenfold)

Dodano: 11.08.2017

Avenged Sevenfold doczekał się chyba wreszcie perkusisty na lata, z którym w pełni może się dalej rozwijać.

czytaj dalej

Adam Mikołajewski (Farben Lehre)

Dodano: 20.07.2017

Ponad trzydzieści lat na scenie, koncerty w kraju i za granicą, status legendy polskiego punk rocka, a mimo to nie zwalniają ani na trochę i nadal czują ogień na scenie.

czytaj dalej

Jakub Sochacki (Pro Drum)

Dodano: 28.06.2017

Sklep Pro Drum jest pierwszym polskim sklepem stricte perkusyjnym, który oprócz odwiedzin targów NAMM obejrzał linie produkcyjne fabryk Remo i DW Drums.

czytaj dalej

Lester Estelle

Dodano: 21.06.2017

Popowa Kelly Clarkson i chrześcijańsko - rockowy Pillar. Co może łączyć te dwa bandy? Oczywiście ten sam perkusista!

czytaj dalej

Ray Luzier (Korn)

Dodano: 14.06.2017

Zdaje się, że taka rocznica w terminologii ślubnej nazywa się cynową. Cóż, nie brzmi to może zbyt imponująco, tym bardziej, że czasami wydaje się, że Ray z Kornem gra od zawsze.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama