MARCOWE WYDANIE - PRZEJRZYJ I ZAMÓW Perkusista PRZESYŁKA GRATIS >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Matt Halpern (Periphery)

Dodano: 18.01.2017
Zespół Periphery wydał niedawno swój kolejny album. Jak zawsze zagrali karkołomnie i ostro, budząc szacunek wśród wielu słuchaczy.
Wszyscy fani z pewnością zostali zbombardowani danymi dotyczącymi miejsca, czasu i innych okoliczności tworzenia albumu Periphery III: Select Difficulty. Ci, którzy nie są fanami, mają te informacje kompletnie gdzieś, w związku z tym sytuacja stałaby się patowa i nasz okładkowy wywiad nie spełniłby swojej specjalnej roli. Na szczęście Matt Halpern to postać bardzo interesująca z racji swojej aktywności na wielu polach perkusyjnego życia. Tylko patrzeć, jak przyjedzie do nas niedługo z zespołem lub na tak lubiane przez siebie kliniki perkusyjne. Niegłupim pomysłem byłoby też zorganizowanie jakiegoś modnego wciąż spotkania w postaci obozu (camp). Wtedy obiecuję, że porozmawiamy o bardziej prozaicznych rzeczach i skoncentrujemy się na każdej, nawet najmniejszej śrubce jego zestawu. Teraz jednak będziemy rysować sobie jego portret i na samym końcu wywiadu chyba każdy będzie miał dość konkretny szkic jego osoby. Zatem kim dokładnie jest ten perkusista?

Matt, będę cię dziś przedstawiał na scenie. Co powiedzieć? "Matt…".


Hm, perkusista Periphery, więc chyba najprościej, jak to możliwe.


Musi być dłużej.


No cóż, kocham psy i w sumie wolę bardziej psy niż ludzi. Możesz powiedzieć, że będę grał dziś tylko same piosenki Periphery i nie zagram solówki. W zasadzie to powiedz, co chcesz, ciekawe, jak to wyjdzie, już się boję (śmiech).


Jesteś teraz w trasie?


W zeszłym tygodniu zagrałem całą serię klinik. Codziennie w innym miejscu. W poniedziałek Monachium, we wtorek Frankfurt, w środę Holandia, czwartek Belgia, wczoraj zagrałem znowu w Niemczech w Kilonii, a dziś jestem w Warszawie, tylko, że jutro od razu gram w Dreźnie i zaraz lecę do Afryki Południowej grać z Periphery. Tak, można tak powiedzieć, że jestem w trasie. Sporo tego w bardzo krótkim okresie.


Chyba lubisz grać kliniki. Nie każdy bębniarz to lubi.


Uwielbiam grać kliniki, jest to w sumie jedna z moich ulubionych rzeczy. Wynika to z tego, że lubię nauczać, co robię praktycznie cały czas. Jeżeli robisz coś takiego z publicznością to jest to wielkie wyzwanie. Ta łączność z każdym, próba osiągnięcia tego stanu, bardzo to lubię. Szukanie sposobu, by w jak najprostszy sposób wytłumaczyć zagadnienie i dotrzeć do każdego, niezależnie od wieku, poziomu gry na instrumencie. Świetne wyzwanie, by dotrzeć do ludzi, by mogli przyjąć to, co chcę im przekazać.


Korzystając z twojej wiedzy jako nauczyciela - co jest największym problemem wszystkich początkujących perkusistów lub tych, którzy chcą zostać zawodowcami?


Słowo "problem" nie jest tu może bardzo trafne, bo uważam, że dobrze jest, jeżeli chcesz zacząć grać, nieważne, gdzie i kiedy, ale…! Dla mnie jest ważna jedna rzecz, którą staram się zaszczepić innym. Jest to radość z gry, groove i wyczucie, zaangażowanie ciała do gry, bo widzisz bębniarzy, którzy siedzą i rąbią non stop tylko blasty albo grają cały czas przejście za przejściem lub grają tylko te rytmy, które stworzyli inni perkusiści. Nie pracują nad ruchem swojego ciała, nie próbują sobie wyrobić zmysłu kreatywności. Jest kilka rzeczy, które są bardzo ważne i trzeba je zrobić, gdy zaczynasz uczyć się grać. Są to przede wszystkim rudymenty, później przechodzisz do podstawowych rytmów, które rozwijasz, bo najpierw są to ósemkowe, później szesnastkowe rytmy, dalej przechodzisz do robienia przejść i innych wypełniaczy. Sęk w tym, że zanim przejdziesz do robienia przejść, powinieneś popracować nad ruchem głowy w rytmie ósemkowym, powinieneś popracować nad swobodnym poruszaniem się. Generalnie powinieneś nauczyć się ruszać swym ciałem pod to, co grasz. Taka jest moja odpowiedź na to pytanie. Zobacz, jest tylu perkusistów, którzy siedzą sztywno z kamienną twarzą. Później wychodzą na ulicę i się rozluźniają, idą swobodnie. Ten luz i swobodę powinni przenieść za zestaw.


Bębny są wizualnym instrumentem.


Nie tyle wizualnym, co instrumentem fizycznym! To najbardziej fizyczny instrument, więc jeżeli walczysz ze swoją pozycją i naturalnymi ruchami to możesz sobie tylko zrobić krzywdę. Znam bardzo dużo młodych perkusistów, którzy mają duże problemy z tzw. "łokciem tenisisty", mięśniami pleców, z samym kręgosłupem. Ich bębny nie są rozstawione prawidłowo, ich ruchy nie są płynne.


Potrzebuję porady od ciebie. Kiedyś zapytałem Virgila Donati, jak nudne ćwiczenia matematyczne uczynić ciekawszymi i mniej nużącymi. Virgil mnie oczywiście opieprzył, bo dla niego takie ćwiczenia same w sobie są ciekawe…


(śmiech) No tak, Virgil, będę się z nim jutro widział. Faktycznie, jest taka grupa ćwiczeń, których wykonywanie nie należy do najciekawszych. To fakt, nie ma co się oszukiwać, bo wiele ćwiczeń tzw. niekreatywnych jest nudnych, czyli takich, jak praca nad szybkością, wytrzymałością. Nie zawsze musi być zabawnie, gdy się ćwiczy te elementy. Chodzi tu bardziej o pracę nad pamięcią mięśniową, to jest jak chodzenie na siłownię, o, to jest dobry przykład. Musisz mieć formę by dźwigać ciężary, musisz mieć też formę, by grać na bębnach. To wymaga jednak czasu i stopniowego budowania. Nie wiąże się to z rezultatem tu i teraz, ale ze stopniowym progresem w budowaniu. W sytuacji, kiedy muszę przejść przez takie ćwiczenia, staram się je wszystkie w jakiś sposób ugroove’ić. Jeżeli masz groove, to jest fajnie, możesz pod to tańczyć, jest wesoło, prawda? Wszystko, co gram, staram się przekształcić w groove np. poprzez dodawanie akcentów. Weźmy takie paradidle, prosty przykład pierwszy z brzegu. Muszę je sobie wyrobić, więc zamiast grać sztywne prawa-lewa-prawa-prawa i lewa-prawa-lewa-lewa, mogę przecież próbować zrobić coś takiego (w tym momencie Matt pociągnął na kolanach soczystą dawką paradidli z przerzucanymi akcentami). Widzisz, ćwiczę sobie rudymenty, ale w sposób kreatywny. Później dodaję do tego nogi itd. Póki możesz tańczyć pod to, co grasz, jeżeli możesz się bujać do tego, co grasz, to jest fajnie.


Wszystko fajnie, ale oczu mi tu nie zamydlisz. Jak wchodzimy w podziały nieparzyste, jest ciężej z bujaniem.


Ok, dobra, pogadajmy o podziałach nieparzystych. Mam wiele metod podejścia do tego zagadnienia. W przypadku młodszych uczniów, tłumacząc podstawę, zawsze powtarzam, że w tym jest puls, nieważne, czy gramy na 5 czy na 7, zawsze jest puls. Kluczem jest liczenie tych podziałów. Możesz policzyć sobie to tak: 1 2 3 4 5 6 7, możesz policzyć to 1 1 1 1 1 1 1, ale też możesz policzyć Me-inl-cym-bals-and-Matt-Halp. To nie ma znaczenia, co mówisz, bo każda przestrzeń pomiędzy jest perfekcyjnie taka sama. W związku z tym podpowiadam, by robić np. tak: raz dwa TRZY cztery pięć SZEŚĆ siedem (Matt powtórzył to kilkukrotnie). Widzisz? Osiągamy puls, mimo, że jesteśmy w podziale nieparzystym. Uczysz się dzięki temu czuć podział na 7. Nie jest to płaskie 1 2 3 4 5 6 7. Możliwości kształtowania takiego pulsu masz bardzo dużo. Rozkładasz to później na zestaw i dodajesz poszczególne elementy, później zmieniasz skalę i tempo. Jest bardzo dużo fajnych metod, które uczynią to ciekawym i spowodują, że zaczniesz się wciągać w to coraz bardziej. Weźmy np. 3, hm… Posłużmy się przykładem liczenia Meinl-cymbals-rule, czyli mamy 3, tak? A zatem…. (i w tym momencie Matt kompletnie odpłynął na kilka minut, bawiąc się w różne kombinacje).


Wiesz, mam ochotę pójść do domu i poćwiczyć! A powiem ci szczerze, że jestem bardzo leniwy.


Ha, widzisz. Nie chodzi więc o to, jak to liczysz, tylko w jaki sposób to liczysz. Problemem jest to, że wielu nauczycieli mówi, że jest jedna droga i to jest ta jedna jedyna właściwa. Okazuje się, że tak nie jest. Im więcej sposobów opanujesz, tym szybciej zrozumiesz takie szalone zespoły jak Tigran Hamasyan, a przez to szybciej wyczujesz podział, jaki jest zastosowany. Dzieje się tak, bo nie jesteś ograniczony do szukania tylko "raz", ale nagle udaje ci się wyczuć cały puls. Wszystko staje się wtedy znacznie łatwiejsze.


Przechodzimy przez ćwiczenia, a co z nastawieniem. W ostatnim wywiadzie Tommy Clufetos wytłumaczył mi bardzo bezwzględnie, że bębny nie są dla wszystkich, że jak zaczynasz się bać o swoją przyszłość, to powinieneś dać sobie spokój. Zgadzasz się?


Nie do końca. Nie chcę mówić, że się myli w swojej opinii, ale nie byłbym aż tak kategoryczny. Dla niektórych ludzi stres, jaki się wiąże z grą, jest czymś, co ich przerasta. Są tacy ludzie, faktycznie. Jak trafia mi się taki uczeń, który bardzo wszystko przeżywa i nie może spać, bo przyszłość spędza mu sen z oczu, to rzeczywiście - ta zabawa nie jest dla niego. Możliwe, że jest to typ człowieka, dla którego satysfakcja życiowa wiąże się z bezpieczeństwem i komfortem. Są jednak ludzie, którzy mimo obaw chcą podjąć to ryzyko, warunkiem jest to, że muszą szczerze kochać bębny. To jest poza dyskusją. Myślę, że takie osoby znajdą swoją drogę i się odnajdą z graniem, ponieważ jest to dla nich tak ważne. Przykładowo dla mnie gra na bębnach jest tak ważna, że wszystko, co robię, jest temu dostosowane, jest to w centrum moich wydarzeń. Przyznam jednak, że jestem też ryzykantem, lubię ten dreszczyk z tym związany, bo lubię nowe wyzwania.


Możesz podać przykład tego budowania rzeczy wokół siebie?


Myślę w ten sposób: "Ok, gram na bębnach, co mogę z tym zrobić? Mogę tworzyć, być w zespole, mogę prowadzić kliniki, mogę nauczać, mogę pracować sesyjnie, mogę robić sample perkusyjne i je sprzedawać, mogę pomagać innym, jak nauczać." Jest cały szereg możliwości i ja to praktycznie wszystko robię, ponieważ jest to ze sobą powiązane. Musisz… Może inaczej. Jeżeli naprawdę kochasz bębny to nie ma pośpiechu, serio. Żyjemy relatywnie długo. Tak, wiem, mówi się o krótkim życiu, ale weźmy godziny, dni itd. Jest tego bardzo dużo i jeżeli mogę spędzić cały ten czas, by rozgryźć bębny i wszystko, co jest z nimi związane, to świetnie. Nie ma wtedy pospiechu, by to zrobić natychmiast. Mogę grać wieczorami i nocami, a w ciągu dnia pracować w jakiejś typowej pracy, mogę pracować w knajpie czy sklepie, gdziekolwiek. Mam wystarczająco pieniędzy, by grać na bębnach. Jeżeli będę konsekwentny w tym, co robię, to w pewnym momencie wskoczę poziom wyżej i okaże się, że już nie muszę w ciągu dnia sprzątać stoliki w restauracji. Tak właśnie ja zrobiłem! Pracowałem w wielu miejscach. Dużo pracowałem w nieruchomościach zaraz po skończeniu szkoły, ale w międzyczasie 4 razy w tygodniu grałem z cover bandem. Później byłem barmanem i grałem w zespole. Jechałem w trasę, a po powrocie szedłem do pracy i sprzątałem ze stołów. Z czasem zbudowałem silną grupę uczniów, więc nie potrzebowałem już pracować w knajpie. To wszystko zajęło mi trochę czasu, ale przez cały czas trwania tego procesu byłem szczęśliwy, że mogę sobie pograć, bo właśnie to chciałem robić. W związku z tym, jeżeli chcesz to robić w swoim życiu, to musisz przestać się zamartwiać, bo sukces nie musi przyjść już jutro. Dojdziesz do tego, spokojnie, bądź cierpliwy, budowanie kariery zajmuje trochę czasu.


Ludzie czasami liczą na cud, na swoistego "księcia z bajki" kariery.


Problem tkwi, że wszyscy mamy dziś to gó*no (Matt podniósł w dwóch palcach swój smartfon). Prawie wszystko, cokolwiek sobie zażyczę, mam dostarczone do domu, a rzeczy pokroju jedzenie to już w ogóle, 10 minut i są. Chcę książkę to sobie ściągam, chcę film to wchodzę na Netflix, wszystko jest błyskawiczne, błyskawiczne, cyk, cyk. Dzieciaki teraz przyzwyczajone są do tego, że wszystko jest błyskawiczne, a tego z karierą nie da się zrobić. I to nie chodzi tylko o grę na bębnach, tu chodzi w ogóle o karierę. Powiedzmy, że chcę założyć biznes i sprzedawać swoje własne ciuchy. Nie ma mowy, by zrobić to w przeciągu jednej nocy. Jest tyle czynności, jakie musisz wykonać, łącznie z pracą do upadłego. To zajmuje czasami lata, bo na pewno nie jeden dzień. Ludzie muszą zrozumieć, że wszystko, co jest warte wysiłku, wymaga też czasu.


W jakim miejscu znajdujesz się teraz? Jaki to moment twojej kariery?


Wiesz co, jestem teraz bardzo szczęśliwy. Cieszy mnie ta moja rola. Chodzi oczywiście o bycie perkusistą. Nie jestem w sytuacji, że ludzie wymagają ode mnie bycia kolejnym niesamowitym Virgilem Donati albo niesamowitym Mattem Garstka. Bo to nie jest tak, że lubię spędzać bardzo dużo godzin w sali prób, bez przesady, lubię robić też inne rzeczy. W momencie, gdy złapałem ten balans, odetchnąłem głęboko. Zapytałem siebie, co lubię najbardziej. Lubię groove, lubię grać piosenki, lubię być w zespole, lubię być na scenie i grać. Doszedłem do wniosku, że najbardziej interesuje mnie wykonanie, więc nie obchodzi mnie to, czy będę grał jakieś najbardziej zakręcone podziały. Chcę grać groove i piosenki, to mi sprawia radość. W tym samym momencie dla mnie jako dla perkusisty jest ważne nauczanie. Nie chodzi tu o czyste siedzenie i granie za zestawem. Chcę ludziom pomagać w dokonywaniu dobrych wyborów. To jest właśnie ten punkt. Bębny jako maszyna, dzięki której dosięgam do ludzi, aniżeli bębny jako rzecz, przez którą ludzie będą patrzeć i mówić "Łaaaał!".


Nie ma tu twojego ego.


Ani trochę. Dziś na koncercie zagra Jost Nickel, który jest po prostu niesamowity. Patrzę na niego i podziwiam, jak wspaniały groove jest w jego grze. Milos Meier jest cudowny, te wszystkie szalone rzeczy, efekciarstwo, to jest wspaniałe. Tylko, że ja nie patrzę na nich na zasadzie "chciałbym tak". To jest on, a to jest on, co oczywiście nie oznacza, że nie ćwiczę, że nie pracuję nad tym, by być lepszym perkusistą. Tylko, że nie jest to teraz dla mnie wszystkim, dlatego w ciągu doby poświęcam efektywną godzinę na ćwiczenia. Spędzam godzinę za bębnami i mam czas na robienie innych rzeczy, które np. też są związane z graniem i z karierą. Jeżeli będziesz robił tylko jedną rzecz przez cały dzień co dziennie, to zamkniesz się w jakimś pudełku. Musisz robić różne rzeczy, bo na tym polega życie. Odpowiadając na twoje pytanie, gdzie jestem teraz jako perkusista, odpowiem, że jestem tam, gdzie jestem jako osoba. Podjąłem decyzję, że zbuduję karierę perkusisty, ale nie oznacza to, że jestem wyłącznie perkusistą. Każdy ma chyba ten głos w głowie mówiący: "Kim jestem, dlaczego tu jestem, dlaczego to jest ważne, co to znaczy?". I możesz sobie odpowiedzieć, że jest przecież tylu ludzi na świecie, którzy zadają sobie to pytanie, ale to nie ma znaczenia. I jeżeli sobie to uświadomisz, będziesz mógł zrobić ze swoim życiem to, co sobie zażyczysz. Jesteśmy tu przez jakieś 80 lat, więc po co mamy sobie żałować wszystkiego, zamartwiać się, co inni ludzie robią i porównywać się do innych. Rób to, co lubisz. Lubisz gotować, gotuj. Lubisz pisać, próbuj pisać książki, blogi, cokolwiek chcesz, Chcesz projektować ubrania, to rób wszystko, by stworzyć sobie warunki, by to robić. Zaakceptuj to, kim jesteś.


A pieniądze?


Pieniądze nakręcają ludzi, ale pojawiają się wtedy, kiedy robisz to, co kochasz robić. Wtedy pojawia się kasa. Są przecież ludzie, którzy po prostu lubią zarabiać pieniądze i są w tym dobrzy, to jest ich talent - zarabianie pieniędzy. Są mistrzami marketingu, promocji, sprzedaży, po prostu są w tym bardzo dobrzy, bo to lubią. Są nawet tacy ludzie, którzy nie pokazują tego, jak bardzo są bogaci, ponieważ dla nich się liczy po prostu sam fakt pomnażania pieniędzy. Moim talentem jest chyba nauczanie. Nie jest to może najlepszy sposób, by zarobić krocie, ale to jest to, co lubię. Nie spędzajmy swojego życia na marzeniu, by być kimś innym! Jeżeli kochasz uczyć i ucząc możesz z tego żyć, to jesteś w domu! Jako przykład zobacz, co Mike Johnston uczynił ze swoim życiem. To jest świetny perkusista, ale rzeczą, którą lubi najbardziej robić jest dzielnie się informacjami z innymi. To jest jego pasja. Możesz z nim pogadać o różnych rzeczach i jakbyś go zapytał, dajmy na to: "Hej, Mike, nauczysz mnie prowadzić samochód?", to on odpowiedziałby ci: "Nie wiem dokładnie, jak to robić, ale daj mi rok, przygotuję się i cię nauczę". Bo on jest urodzonym nauczycielem i jak by trzeba było to chyba ze wszystkim by tak miał. Wszystko to, o czym tu mówimy, sprowadza się do tego, by być ze sobą szczerym. Łatwo dać się wciągnąć przez codzienne problemy. Dlatego tym bardziej wolny czas, jaki masz, powinien być poświęcony temu, co czyni cię zadowolonym, nie przejmując się tym prozaicznym gó*nem. Wracając do tego, co mówiłem wcześniej. Ja nie chciałem być barmanem, ale dzięki temu mogłem robić to, co chciałem i budować kolejny etap w swoim życiu. Osiem godzin dziennie pracowałem na to, by później móc robić, co chcę. Miesiąc zasuwałem w restauracji jako kelner, a później pojechałem na dwa tygodnie w trasę.


Traktowałeś to jako narzędzie do tego, by grać.


Tak. Zadasz sobie wtedy pytanie, czy rzeczywiście życie jest tak złe? Nie lubię używać tego porównania, ale stwierdzenie, że "mogło być gorzej" ma sens. Mógłbym nie mieć nogi. Tak się przydarzyło mojemu przyjacielowi. I wiesz, co zrobił? Pracuje teraz ze szpitalem, by przygotować specjalną protezę dla perkusistów! Możesz wiec pokonać przeciwności, przejść obok nich albo się załamać i się poddać. Możesz to w sobie wytrenować. Po prostu traktuj kolejne punkty swojego dnia jak wyzwania. Kiedyś dostałem taką dobrą radę, że jak wstanę rano pierwsze, co muszę zrobić, to pościelić łóżko. To jest dobry początek dnia, bo masz pierwszy test za sobą. Później idziesz myć zęby, robisz sobie śniadanie itd. itd. Tym sposobem sam się nakręcasz i chcesz robić coraz więcej i osiągać coraz więcej każdego kolejnego dnia. Małymi kroczkami. Nie przeskoczysz nagle z jednego miejsca w drugie, ale możesz przejść tam drobnymi kroczkami. Widzisz punkt, do którego zmierzasz i zaczynasz wędrówkę do niego. Wyobraźmy sobie, że moim celem jest zagranie dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi na festiwalu Download. Co muszę zrobić, muszę być w zespole, muszę ćwiczyć, muszę zrobić to, to i to, a to wszystko przesunie mnie w kolejny punkt do celu. Kiedyś, jak byłem gnojkiem, oglądałem telewizję i marzyłem o tym, by zagrać dla dziesiątków tysięcy ludzi. I wiesz co? W tym roku zagrałem dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi na Download! Zajęło mi to trochę, ale stało się, jestem! Sama droga miała jeszcze to do siebie, że w trakcie jej trwania osiągałem mniejsze zwycięstwa, co mnie budowało. Teraz następnym celem jest być tam jako główna gwiazda. Kto wie? Może do tego dojdziemy, na pewno dojdziemy, zajmie to jeszcze trochę, ale tak się stanie. Nie mam nic przeciwko temu, bo lubię to, co robię.


To wszystko jest bardzo logiczne i proste, co mówisz, ale paradoksalnie wykonanie nie jest najłatwiejsze.


Bo nigdy nie wiesz, co się stanie. Jest wiele rzeczy, nad którymi nie masz kontroli, w związku z tym jest jeszcze więcej przyczyn, by starać się kontrolować jak najwięcej i robić to, na co masz ochotę. Staram się tak robić ze wszystkim, dlatego jestem tu i teraz. Mimo, że jestem strasznie zmęczony, to wiem, po co to robię. Wejdę na scenę, zagram, może uda mi się kogoś zainspirować. To jest warte wysiłku.


Dzięki wielkie. Nie chciałem gadać z tobą o sprzęcie, idolach czy innych typowych pierdołach typu, jak zaczynałeś grać…


Tak, zauważyłem i jestem ci bardzo wdzięczny. To była fajna rozmowa. Kurczę, teraz wiesz już o mnie bardzo dużo, więc chyba przedstawisz mnie na scenie jakoś pozytywnie (śmiech).


Materiał przygotował: Maciej Nowak
Zdjęcia: Agnieszka "Szefowa" Litarska


Wywiad ukazał się w numerze październik 2016



Galeria

Pozostałe

Kaz Rodriguez

Dodano: 23.03.2017

Jak osiągnąć sukces będąc perkusistą? Już wiele razy na naszych łamach udowadnialiśmy, że nie ma tej jednej jedynej drogi.

czytaj dalej

Brad Wilk

Dodano: 09.03.2017

Powiedzmy sobie szczerze, że gdyby nie ostatnia płyta Black Sabbath to nazwisko perkusisty Rage Against The Machine zostałby mocno przykurzone i odbierane bardziej jako historyczny fakt.

czytaj dalej

Gerald Heyward

Dodano: 23.02.2017

To bez wątpienia postać, którą każdy perkusista ceniący gospelowe granie pragnie zobaczyć na żywo. W świecie R&B to wciąż jeden z najbardziej znanych i pożądanych artystów.

czytaj dalej

Michael Schack

Dodano: 16.02.2017

To już prawie ćwierć wieku, jak mocno zakręcony Belg współpracuje z największym producentem perkusji elektronicznych na świecie. Przyjechał do Warszawy z prezentacją nowego zestawu, dlatego był to doskonały moment, by zapytać go o… zupełnie coś innego!

czytaj dalej

Glen Sobel

Dodano: 09.02.2017

Glen Sobel, perkusista Alice Coopera opisuje, jak praktycznie dostosował swój sprzęt do wymogów gry hardrockowego repertuaru z legendą rocka.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama