TU PRZEJRZYSZ BIEŻĄCE WYDANIE Perkusista ULUBIONYKIOSK.PL - PRZESYŁKA GRATISUlubiony kiosk
Wywiady

Kaz Rodriguez

Dodano: 23.03.2017
Jak osiągnąć sukces będąc perkusistą? Już wiele razy na naszych łamach udowadnialiśmy, że nie ma tej jednej jedynej drogi.

Gość ubiegłorocznego Drumfest jest tego doskonałym przykładem. Przedstawiciel współczesnego gatunku perkusisty przed nami!

Kaz Rodriguez nie jest może gorącym nazwiskiem na polskiej scenie perkusyjnej, ale mamy wielkie podstawy do tego, by twierdzić, że ten stan może się stopniowo zmieniać. Jest przedstawicielem współczesnego, nowoczesnego modelu prowadzenia swojej kariery jako perkusista. W ostatnich numerach rozmawialiśmy z takimi muzykami jak Matt Halpern czy Michael Schack, także należących do grona muzyków, którzy nie żyją przeszłością, tylko łapią byka za rogi i idą przed siebie korzystając ze współczesnych technologii.

Kaz, na którego szybko zaczęliśmy mówić swojsko Kazik, próbuje dostosować swoją karierę do potrzeb i wymagań, jakie stawiane są przed współczesnymi bębniarzami. Podstawą jest pasja i oddanie temu, co się robi, a Kazikowi tego z pewnością nie można odmówić: "Rytm zawsze mnie przyciągał, od momentu, gdy pierwszy raz usłyszałem Michaela Jacksona, miałem wtedy 5 albo 6 lat". Trzeba przyznać, że to bardzo dobry wzorzec i jakże proroczy! Ścieżka rytmiczna u Króla Popu to przecież mieszanka żywych bębnów i elektroniki (to, co teraz świat stara się lansować jako nowość, było już na rynku 30 lat temu). Kaz balansuje gdzieś na granicy tych dwóch światów. Z jednej strony gra regularnie żywą muzykę, a z drugiej strony prezentuje na całym świecie instrumenty Roland. Dodatkowo tworzy bardzo popularne podkłady dla perkusistów. Są to kompozycje bez ścieżek bębnów i korzysta z nich naprawdę zacne grono perkusistów, o czym będzie można przeczytać poniżej.

Na Drumfest przyjechał wraz z Mariuszem Mocarskim, żeby zagrać szybką klinikę, prezentując zestaw Roland TD-50 czyli najnowszy potwór od giganta bębnów elektronicznych. Mariusz powiedział: "Zwróć na niego uwagę, naprawdę warto!". Wraz z Russellem Gilbrookiem przyglądaliśmy się, jak Kaz instaluje wspaniałe bębny i zaczyna próbę dźwięku. Z każdym uderzeniem sprawa się miała coraz jaśniej - Kazio nie wypadł sroce spod ogona. Kilka utworów dalej byłem już "kupiony"! Dlatego też z wielką przyjemnością zapraszamy na krótką, ale bardzo inspirującą rozmowę z muzykiem.

Na początek muszę zapytać o twoje doświadczenia z Polską…


Przede wszystkim darzę Polskę bardzo dużą sympatią. Wsparcie i energia, jaką dostaję od was, jest wspaniała. Byłem w Polsce wiele razy, zarówno jako perkusista grający pop, jak i choćby teraz jako perkusista grający warsztaty. Dajecie zawsze bardzo duże wsparcie i doceniacie moją pracę. Jestem za to wam bardzo wdzięczny i liczę, że przyjadę w zbliżającym się 2017 roku.


Zaczynałeś od grania w zespole? Chciałeś iść w tym kierunku?


Byłem w zespole rockowym, który grał covery piosenek Muse. Kto nie chciałby grać piosenek Muse?! Będąc w tym zespole nauczyłem się grać z innymi muzykami. Zajęło mi dużo czasu zanim pojąłem, jak być perkusistą, który gra z muzykami. Ostatecznie zmusiłem się do tego, by nauczyć się grać na innym instrumencie, przez co mogłem lepiej grać na bębnach. Wielu młodych perkusistów jest pełnych adrenaliny i chcą swoją grą każdego zamordować. Ucząc się gry na innym instrumencie pojmujesz, że nie każde pięć sekund to miejsce na solówkę perkusyjną. Byłem bardzo młody i ambitny. Miałem plakat ze Stewartem Copelandem i i mówiłem sobie, że pewnego dnia będę robił to, co on. Taki był cel. Gdy miałem 15 lub 16 lat zacząłem grać sesje i to był mój moment przełomowy do tego, by pracować z artystami, którzy nagrywają płyty i jeżdżą w trasy.


Czyli można stwierdzić, że zacząłeś budować swoje relacje z firmami już w bardzo młodym wieku?


Miałem 16 albo 17 lat, gdy dostałem pracę, ale wiedziałem, że nie jestem na tym etapie, by prosić oficjalnie o wsparcie. Skontaktowałem się z Tamą i poprosiłem, by po prostu mieli na mnie oko. Od tego czasu dorosłem, dojrzałem i gram jako artysta Tama. To była właściwa droga. Zbudowałem więź z nimi. Tak samo było z Zildjianem.


Zauważyłeś, że jest to klucz do całego środowiska - budowanie i rozwijanie swoich relacji.


Grałem sztuki pop i mój własny materiał, do tego kliniki firmowe. Za każdym razem, zawsze, jestem bardzo wdzięczny, że jestem tu, gdzie jestem, wdzięczny za każdy dzień wsparcia. To pomaga w budowaniu dobrych relacji, bo dzięki temu możesz być zarekomendowany do czegoś jeszcze innego. Zawsze miałem dobre relacje z artystami, z którymi grałem. Jakiś czas temu grałem z Jessie Ware i było fantastycznie, tak, jak z Sinead Harnett. Te dobre fluidy między nami przekładają się na pracę na scenie.


Wspomniałeś o pracy studyjnej. Jak ciężko jest wbić się w rynek pracy studyjnej?


Jest bardzo ciężko. Zawsze byłem jednym z tych młodych napaleńców, który chciał pracować na scenie pop. Wiem teraz, że nie musisz się koncentrować tylko na jednej rzeczy, szczególnie, gdy jesteś perkusistą. Perkusiści w muzyce sesyjnej we współczesnym świecie powoli zaczynają się rozmywać ze względu na rozwój elektroniki. Dlatego też zacząłem się uczyć elektroniki. To kolejny rodzaj wiedzy. Niektórzy perkusiści nie lubią zmian, ale ja lubię się uczyć non stop. Wiedza jest podróżą a nie przeznaczeniem. Mam potrzebę nauki różnych umiejętności. W muzyce sesyjnej ludzie czasami próbują grać jak ktoś inny lub próbują udowodnić swoją rację, by dostać robotę. To tak nie działa. 99 procent to twoja osobowość, a 1 procent to twoja gra. Nie musisz grać czopsów życia, żeby dostać jakąś robotę, ale musisz być miłym człowiekiem, z którym inni będą chcieli jechać w trasę.


Wchodząc w świat perkusji sesyjnej musiałeś brać udział w wielu przesłuchaniach. Jaki wpływ miało to na ciebie?


Przesłuchania są rzeczą dobrą i złą. Myślę, że muzycy są bardzo czuli na punkcie krytyki. Pamiętam, że moje pierwsze przesłuchanie było dla Jessie J. Trząsłem się z nerwów. Spotkałem tam Kojo Samuela, który jest MD (dyrektorem muzycznym) dla wielu artystów. Powiedział, że widzi coś we mnie, ale nie może mi dać tej roboty. Pomogło mi to w poprawieniu się jako muzykowi. Teraz mam szczęście pracować z Kojo regularnie.


Jaki jest twój stosunek do wszechobecnej krytyki w Internecie?


Myślę, że ludzie mają prawo do wyrażania swojej opinii, może mają rację lub się mylą, pisząc swoje komentarze, nie wiadomo. Ja wiem na pewno to, że krytyka nigdy mnie nie dołowała. Powinno to wręcz motywować perkusistów do rozwoju. Opinia jednej osoby nie powinna zasłaniać pasji i zaangażowania, jakie masz do tego, co robisz. Zawsze wierz w siebie, u mnie to działa!


Jak rozpocząłeś swoją współpracę z Rolandem?


Zawsze miałem bardzo przyjemny kontakt z tą firmą. Do Rolanda wprowadził mnie Jules Tabberer-Stewart, który uwierzył w to, co robię oraz w moje podejście do zestawów hybrydowych. Obserwował mnie od samego początku i widział, jak rozwijała się moja kariera, zawsze pchał mnie z Rolandem w świat, wierząc w moją wizję współpracy. Chodziło tu zarówno o występy z moim własnym materiałem, jak i występy u kogoś innego. Jestem bardzo zaszczycony, że stałem się ambasadorem tej marki i firmy.


A jak to jest teraz z TD-50?


Ojej, od czego zacząć? (śmiech) Myślę, że to, jak zostały wykonane te bębny, ich zawartość i możliwość może mocno zmienić świat perkusji elektronicznych. Uwielbiam zarówno ten estetyczny wygląd, jak i zawartość modułu czy też nową jakość triggerowania dla werbla i talerza ride. Brzmienia w urządzenia są moim zdaniem niesamowite. Dodawanie jeszcze więcej sampli, układanie ich w warstwy - są to odpowiedzi na wiele pytań, jakie do tej pory pojawiały się wśród publiczności.


Byłeś w trasie z Cirque du Soleil (taki nowoczesny cyrk). Jak doszło do tej współpracy?


To był jeden z tych momentów, w którym zmieniło się moje życie. Byłem wtedy na pierwszym roku studiów i miałem ciężki okres, ponieważ nie byłem zaangażowany w nic muzycznego. Miałem jakieś grania, ale trwały 2-3 tygodnie i tyle, musiałem szukać czegoś nowego. Wciąż czegoś poszukiwałem. Dostałem telefon od Boba Knighta, który zapytał, czy nie przyszedłbym na przesłuchanie do Cirque Du Soleil w przyszłym tygodniu. Byłem ostatnią osobą na przesłuchaniu i bałem się porażki, ale dostałem tę robotę. Musiałem rzucić wszystko i pojechać w trasę na 1,5 roku. To było niesamowite doświadczenie. Na studiach siedziałem cały czas w czopsach, nie grałem muzyki, cały czas czopsy. Gdy wróciłem z trasy byłem po doświadczeniu gry z 15 muzykami, umiejąc partie każdego z nich. Zmieniło to moje myślenie. Nauczyłem się, jak być muzykiem i od tego momentu próbowałem tworzyć. To było wyzwanie. Miałem 21 lat, a tam każdy już był po trzydziestce i miał doświadczenie. To był wielki zaszczyt móc grać z tymi muzykami.


Byłeś przerażony, gdy to się skończyło i trzeba było pomyśleć, co robić dalej?


Bałem się, ale to dobrze się bać, to pomogło mi stanąć na nogi. Zacząłem ubiegać się o robotę na scenie pop i zacząłem dostawać zlecenia od Kojo, grając dla Plan B i Jay Sean. Dało mi to bezpieczne połączenie ze sceną i uzmysłowiło, że dostaję pracę, ponieważ zacząłem grać odpowiednio i z większą dyscypliną. Moja osobowość stała się lepsza, ponieważ wróciłem bardziej skoncentrowany. Kontynuowałem szkołę i ją skończyłem, bo nie chciałem tego zostawić niedokończonego.


Wydaje się, że był to jeden z ważniejszych momentów w twojej karierze, który skierował cię w konkretną stronę.


To był ten moment, kiedy zrozumiałem, że potrzebuję czegoś więcej niż tylko bębnienia. Usiadłem przed pianinem i powiedziałem: "Dobra, tylko ty i ja. Musimy to rozgryźć." Rozgryzłem, jak robić muzykę jakieś pięć lat temu. Kiedyś bym nawet nie pomyślał, że będę robił to, co robię teraz. Powiedziałem ekipie od Tamy, że zrobię im demo. Zrobiłem to za darmochę. Zapłaciłem za przejazd do kwatery Tama w Birmingham i cały dzień robiłem demo. Nie byłem zdenerwowany. Pierwszą kompozycję stworzyłem w pociągu, jadąc do nich na nagranie. Stworzyłem utwór w podróży, która trwa 2 i pół godziny. Zagrałem pod to tego dnia. Wtedy też goście z magazynu Rhythm i z firmy Roland zaczęli mnie obserwować.


Czy twoje warsztaty zaczęły opierać sie głównie na twoich utworach?


Zagrałem trasę Tama Star parę lat temu, gdzie demonstrowałem zestawy Star w całej Wielkiej Brytanii. Grałem do swoich własnych podkładów, co było świetne. Teraz robię demo dla Rolanda i muszę jeździć dwa razy w roku do Chin prezentować V Drums. Gram przy tym własną muzykę, marzenia się spełniają.


Wydałeś do tej pory dwa albumy z podkładami


Tak, zrobiłem swój pierwszy album i wstawiłem go na iTunes, by podzielić się z innymi i zobaczyć, czy jacyś perkusiści będą chcieli do tego grać. Mój życiowy cel to przede wszystkim dzielenie się. Chcę inspirować ludzi, dlatego właśnie robię moje podkłady do bębnów. Ludzie mogą grać, cokolwiek chcą. Z pewnością udaje ci sie to. Jakie to uczucie, gdy tacy muzycy, jak Aaron Spears i Tony Royster Jr. korzystają z twoich nagrań podczas własnych klinik? Jako pierwszy korzystał z nich Aaron Spears. Od tego czasu udało mi się z nim bardzo zaprzyjaźnić. Byłem bardzo wdzięczny za to, że polubił to, co zrobiłem. Było to tak, że mailowałem do niego, dziękując za inspirację i dałem mu w prezencie utwór Seven To The Power Of Six z mojej pierwszej płyty. Powiedziałem mu, że może zrobić z tym, cokolwiek chce. To było po prostu podziękowanie ode mnie. Odpisał mi, że chciałby wykorzystać moje tracki na swojej trasie z klinikami. Sprawdził mnie też pod kątem tego, jakim jestem perkusistą, co było świetne. Podzielił się moimi materiałami w swoich mediach społecznościowych, co było dla mnie bardzo ważne. Tony Royster był kolejny. Później skorzystał z tego Eric Moore, grający wówczas w Suicidal Tendencies, dalej Gerald Heyward zapytał mnie, czy nie napisałbym dla niego jakiejś ścieżki. Następnie Chris Coleman.


Współpracowałeś także z Aniką Nilles.


To było super, ponieważ wiedziałem, że Anika to taka moja niemiecka wersja, jeżeli chodzi o pisanie muzyki i grę na bębnach. Nawet nie wiedziałem, że już ma mój album, dlatego też zdecydowaliśmy się na współpracę. Zrobiliśmy piosenkę o nazwie Solution, którą okrasiliśmy obrazkiem video. Tworzenie tych podkładów idzie do przodu i mam dużo szczęścia, bo ludzie wciąż proszą o kolejne. Napisałem fragment dla Chrisa Colemana Go, spodobał mu się. Zapytałem go, czy ma jakieś uwagi i podpowiedzi, żeby może coś zmienić, wszystko mu pasowało. Kiedy piszę jakiś utwór wyobrażam sobie siebie jako tego perkusistę, który pod to gra i myślę, co bym chciał mieć w tym podkładzie.


Obserwowałem cię dziś bacznie. Jak podchodzisz do grania klinik i warsztatów?


Moje podejście do grania klinik jest bardzo proste, zawsze staram się być sobą i zawsze chcę mieć radochę z gry. Lubię, jak publiczność mi towarzyszy i jest częścią tego, co robię, mojej muzyki, kreatywnie wpływa to na moją grę. Kliniki bywają często dość nerwowe, ale i tak je bardzo lubię. Daje mi to zupełnie nowe spectrum emocji za bębnami, jest w tym coś specjalnego, czego nawet nie bardzo mogę wytłumaczyć słowami... Możliwość gry z kilkoma moimi bohaterami jest wielkim szczęściem, bo przecież ja tylko robię dalej to, co kocham. Zawsze będę wdzięczny opatrzności, że moimi przyjaciółmi są moi idole perkusyjni.


Zbierając to wszystko do kupy, to granie sesji, klinik, pisanie własnego materiału, wydaje się to wszystko ciężkie do pogodzenia.


To dość skomplikowane. Muszę często zdecydować czy wziąć jakąś robotę, czy wziąć udział w masterclass, czy też zagrać klinikę. Kiedy pierwszy raz poleciałem do Chin miałem uprzednio przesłuchanie do Labrinth, dostałem wtedy telefon, że dostałem tę robotę. Zapytałem, kiedy zaczynają się próby, powiedzieli, że za trzy dni. Musiałem więc odmówić, bo właśnie zacząłem trasę w Chinach, ale miło było dowiedzieć się, że dostałem tę robotę i mogłem poznać ludzi z ekipy.


Czy to wszystko, co robisz, ta otwartość i gotowość do działania na wielu frontach jest kluczem do sukcesu?


Lubię typowe zlecenia w muzyce pop, ale lubię też fusion i lubię grać własne kliniki, lubię też tworzyć własne podkłady. To utrzymuje mój umysł w ciągłym ruchu i powstrzymuje przed robieniem jednej tylko rzeczy i zastanawianiem się, co robić dalej.


Materiał przygotowali: Artur Baran, Rich Chamberlain, Maciej Nowak
Zdjęcia: Joe Branston

Wywiad ukazał się w numerze grudzień 2016





Galeria

Pozostałe

Michał Jędras (Zacier, Zuch Kazik)

Dodano: 23.11.2017

Nie każdy młody zdolny ma szansę grać na jednej scenie z legendarnymi muzykami.

czytaj dalej

Marek Wawrzyniak (Kwartet ProForma)

Dodano: 09.11.2017

Kwartet ProForma to nie tylko muzyczna ekipa, wspierająca Kazika Staszewskiego, ale pełnoprawny i wielobarwny byt muzyczny, w którym za puls i rytm odpowiada nasz dzisiejszy bohater - Marek Wawrzyniak.

czytaj dalej

Kornel Kondrak

Dodano: 26.10.2017

Kornel Kondrak, jedna z nowoczesnych postaci polskiego perkusyjnego rynku, udowadnia, że bębny to nie instrument dla mięczaków, tylko dla prawdziwych facetów z krzepą w łapach.

czytaj dalej

Phil Rudd

Dodano: 17.10.2017

To były ciężkie dwa lata dla legendarnego perkusisty AC/DC. Kolosalne problemy z prawem, podupadające mocno zdrowie, usunięcie ze składu zespołu, który zresztą i tak przeżywa wielki kryzys personalny.

czytaj dalej

Kenny Aronoff

Dodano: 12.10.2017

Kenny jest skarbnicą wiedzy i doświadczenia dla każdego bębniarza, który widzi swoją przyszłość na profesjonalnej scenie w klimatach popu i bardzo szerokiego rocka, zahaczającego wręcz o metal.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama