TU PRZEJRZYSZ BIEŻĄCE WYDANIE Perkusista ULUBIONYKIOSK.PL - PRZESYŁKA GRATISUlubiony kiosk
Wywiady

Ryan Van Poederooyen (Devin Townsend Project)

Dodano: 07.06.2017
Devin jest artystą nietuzinkowym. Świetny gitarzysta, wspaniały wokalista, nieprzeciętny talent z głową zawsze pełną pomysłów, taka metalowa wersja Franka Zappy.

Grać u niego w zespole to wyzwanie dla każdego bębniarza. RVP towarzyszy muzykowi już od kilkunastu lat i doskonale spełnia powierzone mu zadanie.

Ryan Van Poederooyen pochodzi z Kanady, kraju Neila Pearta, którego zresztą uważa za swoją największą inspirację. W Kanadzie dorastał i uczył się perkusyjnego fachu. "Mój tata jest muzykiem. Gra na klawiszach i grał w zespole rockowym, jak byłem dzieciakiem. Zawsze chodziłem na próby dźwięku i siadałem za bębnami tłukąc, w co się da. Jego perkusista powiedział: "Twój syn nie wie, jak grać na bębnach, ale ma rytmiczne zacięcie." Tata to zanotował i kupił mi pad do ćwiczeń. Później kupił mi zestaw padów." Perkusista nie jest muzykiem, który ma pękatą teczkę z dyplomami szkół muzycznych. Uważa się za samouka, który wspomagał się odrobiną prywatnych lekcji. "Brałem lekcje przez jeden rok, gdzie nauczyłem się podstaw, wciągnąłem się w to. Wracałem do domu i i ćwiczyłem przez godzinę lub dwie. Dla dziesięciolatka taka samodyscyplina i zacięcie było prawdziwym błogosławieństwem. Jestem zasadniczo samoukiem, ale przez ten rok pobierania lekcji nauczyłem się bardzo dużo. Chodziłem później na zajęcia szkolnego zespołu i to by było na tyle, jeżeli chodzi o moją perkusyjną edukację w szkole. Po skończeniu szkoły przeniosłem się do Vancouver i zacząłem grać w zespołach, a przy tym nieustannie ćwiczyłem." Trzeba przyznać, że determinacja godna pozazdroszczenia. Rzadko kiedy zdarza się, żeby tak młodzi ludzie tak mocno angażowali się z własnej woli w grę na instrumencie, dlatego nic dziwnego, że jest obecnie szanowanym muzykiem, świadomym i skoncentrowanym na kolejnych celach.

Drugim obliczem RVP jest jego działalność pozaperkusyjna. Muzyk prowadzi zajęcia motywacyjne, ale w odróżnieniu od często naiwnych szkoleń różnych tzw. trenerów jego seminaria są absolutnie darmowe i mają za zadanie pomagać ludziom w lepszym postrzeganiu świata. Ryan propaguje pozytywne myślenie i zdrowy tryb życia. Jest w to zaangażowany nie mniej niż w grę na bębnach i korzysta z każdej okazji, by dzielić się ludźmi swoją wizją świata. Przyjechał do Polski z Devin Townsend Project, żeby zagrać dwa koncerty w Krakowie i w Warszawie. Złapaliśmy go tuż przed pierwszym z koncertów i zamieniliśmy parę słów. Możliwe, że zaowocuje to tym, że większa grupa perkusistów zwróci uwagę na tego muzyka, bo naprawdę warto.

Dobrze cię widzieć znowu w Polsce. Masz jakieś wspomnienia związane z naszym krajem?


Świetnie jest być z powrotem. Jedno z moich ciekawszych wspomnień to, gdy poszedłem do Starbucksa z moim własnym kuflem (śmiech). Uwielbiam moje kufle, ale nie, serio. Widziałem sporo Warszawy, co było naprawdę fajne. Jedno z bardziej znaczących wspomnień to koncert razem z Fear Factory i fani, którzy reagowali bardzo entuzjastycznie, wspomagali nas i byli niesamowicie sympatyczni.


Widzisz duże różnice między fanami takiej muzyki z zachodniej i wschodniej części Europy?


Niekoniecznie. Widzę różnice w europejskich fanach ogólnie w porównaniu z Ameryką Północną. Amerykańscy fani są świetni, ale w Europie jest zupełnie inny klimat i atmosfera. Widać, że naprawdę znają tę muzykę i są skoncentrowani. Jest głośno, ale w trakcie piosenek widać, że są mocno skoncentrowani na muzyce. W Ameryce zdarza się, że jest "mosh" nawet przy zapalonym świetle, tutaj są ludzie bardziej w muzyce, znają teksty, machają rękami jakby grali na bębnach. Na każdym koncercie jest jakiś gość w pierwszym rzędzie, który gra w powietrzu. "O, mamy tu perkusistę!" (śmiech). Serio, publiczność jest tu bardzo serdeczna, w całej Europie, nie da się tego podzielić jakoś wyraźnie.


Twoje wielkie słuchawki są dość specyficzne…


Wiesz, dlaczego noszę te słuchawki? Mam tinnitus… Dzwoni mi cały czas i jest to naprawdę zaawansowane. Jak kładę się w autobusie i silnik jest włączony, to i tak słyszę dzwonienie. Wiem, że nie wygląda to jakoś super elegancko, ale mam to kompletnie w dupie. To, co się dla mnie liczy najbardziej, to mój słuch, dzięki czemu będę mógł dla was grać przez kolejnych 20 lat. Mam w uszach monitory i na to wszystko zakładam te słuchawki wyciszające. Taka jest geneza mego wyglądu na scenie.


Co masz w uchu?


Przede wszystkim klik. Poza tym wszystkiego po trochu, gitary, wokale itd. Najważniejszy jest klik, ale jak nie założę tych wyciszaczy to robi się naprawdę bardzo głośno. Blokuje to zewnętrzne źródła dźwięku, dzięki czemu mogę ściszyć sobie sygnał w uchu, jak tylko się da. Jestem bardzo wyczulony na głośne dźwięki. Byłem u laryngologa i powiedział mi, że słuch sam w sobie mam całkiem niezły, ale mogę tracić na wyższych częstotliwościach, jeżeli będę eksponował swój słuch na głośne granie.


Co jest ważne dla ciebie na scenie podczas koncertu?


W zasadzie podobnie jak z monitorami, wszystko po trochu. Podstawą jest komfort, który polega na dbaniu o mój słuch. Jeżeli mam tu wszystko pod kontrolą to mogę skupić się na koncercie w 100%, jeżeli jest inaczej to nie mogę zagrać najlepiej, jak tylko się da. A dla mnie nie ma znaczenia, czy jest 100 ludzi, czy 10000. Zawsze chcę dać z siebie wszystko, ale muszę mieć dobrą podstawę do tego, a tym jest dbanie o mój słuch. To jest punkt wyjścia do całości. Kontakt z chłopakami na scenie też jest ważny, chociaż, hej, jestem z Vancouver, a teraz gram koncert w Polsce, takie życie to spełnienie marzeń. Jestem za to bardzo wdzięczny. W podzięce za to, że fani kupują nasze płyty, koszulki, przychodzą na koncerty i płacą za bilety, jestem zobowiązany do tego, żeby każdy koncert był zagrany najlepiej, jak mogę. Najważniejsi są fani, ale powiązana jest z tym moja sytuacja ze słuchem. Gdybym stracił słuch - co się nie stanie, bo byłem wystarczająco mądry, by o to w porę zadbać - to nie byłbym w stanie robić tego, co robię i być w tym miejscu, w jakim jestem. Nie mógłbym odpłacić ludziom za to, że kupują nasze płyty. To wszystko jest jak organizm, powiązane ze sobą narzędzia i wszystko jest ważne.


Zapytałem Pavulona: "Co sądzisz o Ryanie jako perkusiście?". Paweł odpowiedział mi: "Precyzja".


Och, to wielki komplement z jego strony, bo on jest obłędny, to rewelacyjny perkusista. Z okresu Decapitated znam też Krimha, spotkałem go wczoraj, gra teraz z Sceptic Flesh. Obaj panowie są wspaniałymi bębniarzami, absolutnie fenomenalnymi. Być skomplementowanym w ten sposób przez takiego perkusistę jest czymś bardzo miłym. Wiesz, ja nie jestem wyczynowym perkusistą. Jedyne, co robię, to gram dla piosenek. Gram proste rzeczy, ale zdarzają się też szalone. A oni potrafią w zawrotnych tempach robić kółka wokół bębnów. Ja nie potrafię, bo nie jestem wyczynowcem i jak wiadomo bębny to nie żadna konkurencja sportowa. Myślę, że najważniejsze jest granie dla piosenek. Dlatego też Devin Townsend gra ze mną od tylu lat, ponieważ gram dla dobra piosenki, a on to lubi najbardziej. On mógłby mieć wielu innych świetnych perkusistów i wielu perkusistów chciałoby z nim grać. Dlatego czuję się wyróżniony faktem, że już tyle czasu z nim gram. Jestem w stanie zagrać dużo innych rzeczy, ale wiem, co jest potrzebne, żeby piosenka dobrze zabrzmiała i wiem, co lubi Devin, dlatego mam tę robotę. Odnośnie tej precyzji, o której powiedział Paweł, to rzeczywiście dużo nad tym pracuję i jestem z tego bardzo dumny. Precyzja i groove. Wszystko kręci się wokół precyzji i groove’u. Jeżeli ktoś tak o mnie mówi, to od razu pojawia się uśmiech na mojej twarzy, bo to najlepszy komplement, jaki mogę dostać. Bardzo mi miło, że tak mnie opisał.


Pomówmy o drugiej stronie twojej osoby. Czy łatwo być pozytywnym w obecnym świecie?


Tak, bo to ty jesteś odpowiedzialny za swoje wybory. Jest jedna rzecz, o której ludzie powinni wiedzieć, chodzi o podejmowanie wyborów i fakt, że w 100% jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jeżeli moim wyborem jest postrzeganie świata negatywnie, to wtedy świat staje się dla mnie negatywnym miejscem, ale ja nie wybieram takiej optyki. Wiesz co? 100 lat temu działy się na ziemi straszne rzeczy, 50 lat temu działy się na świecie straszne rzeczy, teraz też się dzieją straszne rzeczy, ale ja nie chcę postrzegać świat przez taki pryzmat. Staram się patrzeć pozytywnie i iść do przodu przed siebie. Czasami są rzeczy, których nie możesz zignorować, czasami masz po prostu zły dzień, ale próbuj starać się przechodzić przez to tak pozytywnie, jak to jest możliwe. Dlatego jestem zadowoloną osobą. Jutro w Warszawie będę miał seminarium na temat bycia pozytywnym, ma to być motywujące i inspirujące spotkanie. Mam umówionych pięć osób i spotkanie jest zupełnie za darmo. Nie kasuję nic za takie spotkanie, bo chodzi tu o to, by szerzyć taką postawę. Uczyć ludzi, dlaczego żyję w zdrowiu, dlaczego ćwiczę, dlaczego odnoszę sukcesy. W jaki sposób udaje mi się mieć pozytywne nastawienie w życiu i w muzyce. Na samym końcu pozostaje jednak kwestia naszych wyborów, jak chcemy przeżyć to nasze życie, jak chcemy je postrzegać. Ja wybieram pozytywne nastawienie, ale oczywiście miewam też złe dni jak każdy. Ale co robię z takimi dniami? Wyciągam wnioski, dlaczego tak się dzieje, co mogę poprawić i ruszam dalej.


Brzmi to tak łatwo…


Tak, to brzmi bardzo prosto, ale ludzie mają z tym problem. To jak z graniem na bębnach, jak ćwiczysz to wszystko jest łatwiejsze. Jeżeli wytrwale będziesz trzymał się pozytywnego myślenia, będziesz ćwiczył, dobrze się odżywiał, to stanie się to twoim życiem, ale nie tylko, bo będziesz też miał wpływ na swoje otoczenie. Ludzie będą podążać za tobą, musisz ich jednak tym zrazić, zainteresować ich. To właśnie próbuję robić.


Jest to jakaś forma misji?


No… Można tak to nazwać. Jest to raczej cel, jaki chcę osiągnąć. Staram się rozwijać jako perkusista, rozwijać jako muzyk. Jak każdy popełniam błędy na scenie, ale chcę tam być i wyciągam z tego wnioski. Lubię te spotkania motywacyjne. Cieszę się, że mogę przyjechać do Polski nie tylko z racji muzyki, ale właśnie też z tego powodu, że mogę poprowadzić seminaria motywacyjne. Uwielbiam to robić na całym świecie.


To jest ważne szczególnie dla Polaków, bo z wielu przyczyn mamy dość smutną naturę…


Tak, słyszałem o tym od kilku osób z Polski. Dochodziły mnie takie głosy, więc tym bardziej chciałem zrobić to spotkanie motywacyjne. W przeciągu pięciu minut miałem już ponad 12 zgłoszeń i ludzie wciąż pytali, czy jest jeszcze miejsce, ale z wiadomych przyczyn muszę to ograniczyć jedynie do 5 osób. Mimo wszystko zawsze warto. Chciałbym wrócić i zrobić coś podobnego na większą skalę. Dlatego też robię to za darmo, bo ludziom się to podoba i rozpowiadają innym, jak to wygląda. Może uda mi się wrócić w tym roku i zrobić seminarium dla 100 ludzi.


Który moment był najbardziej przełomowy w twojej karierze perkusyjnej?


To zdecydowanie praca z Devinem. Tylko, że najpierw był Devin Townsend Band, później przekształciło się to w Devin Townsend Project, co było wielką zmianą, bo od tego momentu zaczęto zapraszać nas na te wszystkie wielkie festiwale w Europie. Zaczęliśmy grać jako "headliner", później własne trasy koncertowe i te wszystkie szalone rzeczy. To był zdecydowanie punkt zwrotny, ale dla mnie jako muzyka to z pewnością moment, w którym zacząłem współpracować z Devinem Townsendem w 2002 roku.


Mimo wszystko jesteś też perkusistą do wynajęcia.


Tak, oczywiście. Pracuję sesyjnie, dużo nauczam, robię to w domu, jak i w trasie. Strasznie dużo tej roboty jest, a do tego teraz podczas trasy robię spotkania motywacyjne. Warto, naprawdę warto. Staram się być cały czas zajęty. Trasa jest bardzo absorbująca sama w sobie, ale nie chcę kłaść się na jednej półce, chcę robić wiele rzeczy, które czynią mnie szczęśliwym i czynią szczęśliwym innych ludzi. Wiem, że robimy to poprzez granie koncertów, ale skoro mogę pójść dalej i robić to poprzez swoje warsztaty, nauczanie i seminaria, to dlaczego nie?


Czy możemy usłyszeć twoje życiowe nastawienie w twojej grze?


Wydaje mi się, że w 100 procentach. To, jak grasz na instrumencie, jest odzwierciedleniem ciebie jako osoby. Jeżeli słyszysz moją grę i czujesz w tym włożone serce to by się zgadzało. Groove to uczucie. Chciałbym, by było słyszalne w mojej grze. Oprócz tego, co powiedziałem wcześniej o groove’ie i precyzji, to właśnie czucie gry jest tym, co w całokształcie jest najistotniejsze. Tak to postrzegam. Perkusiści tacy, jak Dirk Verbeuren, Gene Hoglan, Krimh są niesamowici, ale oprócz robienia cudów lewą ręką, potrafią zagrać wiele innych ciekawych rzeczy. Jakieś 90 procent bębniarzy, grających blasty, gra płasko i bez żadnego polotu, to mi zupełnie nie imponuje, w żaden sposób. Koleś gra 300 bpm i nie ma tam groove’u, nie ma tam żadnego klimatu, nic. Tak, jakby zasuwał szybko rudymenty. Chcesz mi zaimponować? Posadź naprzeciwko mnie Gavina Harrisona, to będę stał z rozdziawioną szczęką cały czas. On może zrobić wszystko, co chce, z dynamiką i jest to zawsze jakiś obłęd. Kolejny przykładem wyczucia gry jest Benny Greb, Tomas Haake. Jest przy tym wspaniałym gościem. Możesz być technicznie szalony jak Thomas Lang, ale musisz mieć przy tym groove.


Jesteś wspierany przez wielu producentów, chociażby Sabian, Sonor, Regal Tip...


…Evans, Zoom, och, jest tego trochę (śmiech), Trick, Audio-Technica, Drum Dial, Hardcase, Alesis - nie triggeruję już nic, ale korzystam w innych sytuacjach. Zawsze grałem na Sabianach, odkąd byłem młodszy. Te blachy to był mój pierwszy wybór i gram na nich do tej pory. Gram na nich jako oficjalny endorser od ponad 12 lat i traktują mnie przy tym bardzo fajnie, dlatego nigdy nie myślałem, żeby cokolwiek tu zmieniać. Blachy brzmią rewelacyjnie, a ja głównie upodobałem sobie serię HHX, są bardzo uniwersalne. Crashe, splashe albo zabójcza Holy China. Lubię innowacyjne firmy, zobacz na Sonora, to jedna z najbardziej innowacyjnych firm w historii. Grałem długo na Pearlu i traktowali mnie bardzo dobrze, nic złego nie mogę powiedzieć zarówno o mojej relacji z tą firmą, jak i o sprzęcie, jaki produkują, bo jest zdecydowanie najwyższego lotu. Jednak, kiedy miałem 18 lat, zagrałem na Sonorze i wtedy te bębny wgniotły mnie w ziemię. Niestety, nie było mnie na nie stać, bo były strasznie drogie, ale dokładnie pamiętam ten moment, jak zareagowałem na ich brzmienie. Pozostały dla mnie wzorem i gdzieś tam z tyłu głowy ten Sonor mi cały czas siedział. Nadarzyła się wreszcie okazja, by przesiąść się na Sonora, z czego skorzystałem, bo ta firma jest dla mnie najlepsza. Mam zamiar wkrótce odwiedzić fabrykę, bo jestem z firmą od zeszłego roku i nie było do tej pory okazji. Podobnie z pałkami Regal Tip, to jedna z bardziej innowacyjnych firm produkujących pałeczki, mało kto o tym wie. Do tego jest jedną z najstarszych, tak, jak Sonor jest jednym z najstarszych producentów bębnów.


Co byś poradził perkusistom, budującym swoje kariery?


Za dużo młodzi siedzą nosem w swoich tabletach, powinni odłożyć je na bok i więcej grać! (śmiech). Najważniejsze jest to, żeby być najlepszą wersją samego siebie, a nie drugą wersją kogoś innego. Czasami słyszę głosy, że: "Chciałbym grać tak jak ty!". Mówię wtedy tak: "Słuchaj, jestem najlepszą wersją RVP i nikt nie będzie lepszą wersją od RVP niż ja sam". Tomas Haake będzie zawsze najlepszym Tomasem Haake, Neil Peart będzie zawsze najlepszym Neilem Peartem. Czerp inspiracje, to jest bardzo ważne, ale weź wszystko, co się nauczyłeś i zrób to po swojemu. Zrób coś innego, zrób coś, co pozwoli stworzyć nową markę. I jeszcze coś… Zawsze się ucz! Bądź otwarty na inne gatunki muzyki, nie słuchaj tylko metalu czy tylko jazzu. Jednak najważniejsze, byś był przy tym sobą!


Materiał przygotowali: Maciej Nowak i Artur Baran
Zdjęcia: Romana Makówka

Wywiad ukazał się w numerze marzec 2017



Galeria

Pozostałe

Chris Coleman

Dodano: 14.12.2017

Jedna z największych gwiazd tegorocznego Meinl Festival, człowiek wesoły, sympatyczny, pełen energii, która emanuje od niego na odległość.

czytaj dalej

Piotr Kozieradzki (Riverside)

Dodano: 07.12.2017

Perkusista zespołu Riverside to doskonały przykład pracoholizmu i to niemal w takim wydaniu: "nieważne pieniądze, oby robota była".

czytaj dalej

Michał Jędras (Zacier, Zuch Kazik)

Dodano: 23.11.2017

Nie każdy młody zdolny ma szansę grać na jednej scenie z legendarnymi muzykami.

czytaj dalej

Marek Wawrzyniak (Kwartet ProForma)

Dodano: 09.11.2017

Kwartet ProForma to nie tylko muzyczna ekipa, wspierająca Kazika Staszewskiego, ale pełnoprawny i wielobarwny byt muzyczny, w którym za puls i rytm odpowiada nasz dzisiejszy bohater - Marek Wawrzyniak.

czytaj dalej

Kornel Kondrak

Dodano: 26.10.2017

Kornel Kondrak, jedna z nowoczesnych postaci polskiego perkusyjnego rynku, udowadnia, że bębny to nie instrument dla mięczaków, tylko dla prawdziwych facetów z krzepą w łapach.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama