PRZEJRZYJ ONLINE PAŹDZIERNIKOWY NUMER Perkusista PRZESYŁKA GRATIS >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Marek Wawrzyniak (Kwartet ProForma)

Dodano: 09.11.2017
Kwartet ProForma to nie tylko muzyczna ekipa, wspierająca Kazika Staszewskiego, ale pełnoprawny i wielobarwny byt muzyczny, w którym za puls i rytm odpowiada nasz dzisiejszy bohater - Marek Wawrzyniak.

Kwartet ProForma ma ok 2200 lajków na FB. Jak odbierasz postrzeganie obecnie zespołów przez pryzmat ilości lajków, viewsów itp. itd.? W twoim odczuciu jest to miarodajne, czy gdzieś świat się trochę w tym digitalu pogubił?


Moim zdaniem to trochę złudne. Może być jakimś tam miernikiem popularności, ale często tej szybkiej, sezonowej, ulotnej. Komuś spodobają się dwie piosenki, da lajka, ale zaraz zapomni, bo znajdzie nowy obiekt chwilowego zainteresowania. Oczywiście w dzisiejszych czasach Facebook jest niezbędnym narzędziem do komunikacji z odbiorcami, najszybciej dostarczającym bieżących informacji o zespole. Ale osoba prawdziwie zainteresowana oderwie się od telefonu czy komputera i zalajkuje przychodząc na koncert czy kupując płytę. I to według mnie jest faktyczny miernik popularności. Ilość osób angażujących się bezpośrednio, kupujących płyty (tak, wiem, z tym jest coraz gorzej) i przychodzących na koncerty. Zresztą, nie oszukujmy się, jak wszystkim w sieci, liczbą lajków też można manipulować. A że niektórzy się troszkę pogubili to widać na profilach prywatnych. Czy choćby 10 lat temu będąc na wakacjach zrobiłbyś zdjęcie talerza z obiadem w restauracji i później właśnie to pokazywał znajomym w urlopowych opowieściach? Raczej nie. A teraz? Proszę bardzo! Nie tylko z wakacji, nie tylko obiad! Patrzcie wszyscy, co dziś jem! Poziom ekshibicjonizmu w Internecie sięgnął absurdu. Łapka w dół. To nie dla mnie.


Perkusja nie zawsze była w ProFormie - opowiedz, jak zaczęła się twoja przygoda z zespołem?


Nasza współpraca rozpoczęła się w 2007 r., kiedy to w początkowej fazie nagrywania płyty Na końcu świta koledzy z Kwartetu ProForma doszli do wniosku, że kilku kompozycjom przydałoby się perkusyjne wsparcie. Jako, że znałem się wcześniej z Przemkiem, a przede wszystkim Marcinem, z którym przez parę lat grałem w metalowych składach Ad Patres i Corvus, zaprosili mnie do współpracy. Zgodziłem się. Nagrałem cztery piosenki, zagrałem z nimi ze trzy koncerty jako gość i na tym się skończyło. Odezwali się do mnie ponownie pod koniec 2012 r., kiedy to w końcu dotarło do nich, że bez perkusji to się jednak już dłużej grać nie da i zaproponowali stałą współpracę. Ułożyłem swoje partie do reszty autorskich utworów KPF oraz ogromnej liczby piosenek tria Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński, które grupa miała w repertuarze. Płyta Kwartetu w końcu zaświtała na rynku w 2015 r., a w międzyczasie zaczęła się rozwijać współpraca z Kazikiem Staszewskim. I tak od prawie 5 lat ciągniemy to wspólnie, jako - być może - jedyny pięcioosobowy kwartet na świecie.


Działacie niejako dwutorowo, a może nawet kilkutorowo. Jakie są różnice pomiędzy tym, co robicie z Kazikiem, a pozostałymi działaniami?


Kwartet Proforma od początku (od kiedy był jeszcze duetem) parał się szeroko rozumianą piosenką poetycką, nierzadko podszytą humorem, a nawet pastiszem. I to jest nadal obecne. Jesteśmy poważnym zespołem w czarnych koszulach, wykonującym własne interpretacje utworów, dajmy na to Kaczmarskiego, ale mamy też drugie, wesołkowate oblicze, które zmusza nas do zagrania co jakiś czas np. rozimprowizowanej wersji Białego Misia, szlagieru Krawczyka na metalowo lub wystąpienia na koncercie w idiotycznych przebraniach. Tu wszystko może się zdarzyć. Prawie jak u Zappy. Wiele zależy od miejsca i okoliczności. W twórczości K&KPF idzie to jednak bardziej liniowo, co nie znaczy, że bez odrobiny szaleństwa. Na nowej płycie również będzie można takowe elementy znaleźć. Poza tym repertuar wykonywany z Kazikiem zamyka się w kilkudziesięciu utworach. Kwartetowy obejmuje kilkaset. Od strony technicznej natomiast, granie KPF jest bardziej akustyczne. Ja gram hot rodsami, Piotr rzadziej sięga po swojego elektryka. W wypadku K&KPF ma to jednak trochę bardziej rockowy, elektryczny sznyt.


Czy masz poczucie, że rozpoznawalność Kazika i to, co razem zrobiliście, spowodowała, że również wasze pozostałe płyty zyskały nowych fanów?


Oczywiście, że tak! W końcu jest to na naszej scenie postać legendarna, kultowa (nomen omen) i mająca rzesze oddanych fanów. Część z nich zainteresowała się tym, co porabiamy sami, bez Kazika. Niektórym nawet się spodobało i na koncertach Kwartetu widzimy coraz więcej znajomych twarzy w strojach z charakterystycznymi, pomarańczowymi elementami.


Rozmawiamy przy okazji premiery płyty Tata Kazika kontra Hedora, czyli kolejnej kooperacji z Kazikiem Staszewskim. Wasza wspólna przygoda zaczęła się również od utworów jego ojca. Opowiedz coś więcej o tym projekcie.


Początek znajomości nie był najlepszy z możliwych. Nie było mnie wtedy jeszcze w zespole, ale znam historię z opowieści kolegów. Kwartet występował na jakimś festiwalu z własnymi interpretacjami utworów Stanisława Staszewskiego. Reklamę tego wydarzenia usłyszał, jadąc samochodem, Kazimierz. Jako, że jak później wspominał, humor tego dnia miał dość podły, zdenerwował się i wystosował maila do zespołu, zarzucając działanie bez zgody spadkobierców, bezczelne i nielegalne. Koledzy kolektywnie w przyjaznym tonie wyjaśnili, że intencje ich są czyste, że są fanami twórczości Stanisława i pragną nieść ją między ludzi. Choć Kazimierz racji nie miał, ponieważ żadne zgody potrzebne nie były. Sytuacja jakoś uległa załagodzeniu, do tego stopnia, że Kazik przyjął zaproszenie na gościnny udział wokalny w piosence Śmierć nie jest końcem oraz zgodził się wziąć udział w koncercie charytatywnym w marcu 2012 r. Początkowo współpraca nasza była bardzo epizodyczna i dopiero niemal rok później w lutym 2013 r. nastąpił pierwszy pełnowymiarowy koncert w warszawskim klubie Kosmos Kosmos już ze mną w składzie, a potem metodą kuli śnieżnej nabierało to coraz większego rozpędu. Zaczęliśmy włączać do repertuaru utwory z solowych projektów Kazika, czasem piosenki KPF. On sam najwyraźniej zaczynał z nami czuć się coraz lepiej. Jego inicjatywą było nagranie koncertówki, podsumowującej ten pierwszy etap wspólnej działalności. Wiwisekcja (ze studyjnym dodatkiem), która nagrana została w teatrze WARSawy we wrześniu 2014 r. (był to bodajże dopiero siódmy koncert tego projektu). Ukazała się w marcu 2015 r. Pod koniec roku pojawiło się jeszcze dvd Diwidisekcja z pełnym zapisem koncertu oraz teledyskami do utworów Gwiazda szeryfa i Gorzki płacz. Cały rok 2016 to intensywne koncertowanie i tworzenie materiału na kolejną płytę, która nazywa się Tata Kazika kontra Hedora.


Jak przebiegała praca nad tym albumem i jaki był twój udział w tworzeniu?


Zaczęliśmy od wyboru tekstów Staszka, które do udźwiękowienia najbardziej nam odpowiadały. Okazało się, że w tej kwestii jesteśmy raczej zgodni. Ale i tak bywało, że wertujący w milczeniu tomik ojca Kazik mówił nagle: - Słuchajcie, a może to? I zaczynał śpiewać jakiś tekst spoza ustalonej puli, więc parę wierszy weszło na płytę tylnymi drzwiami. Właściwa praca nad materiałem zaczęła się w czerwcu 2016 i trwała do końca roku. Nie był to jednak proces ciągły. Kazimierz zjawiał się u nas w Poznaniu średnio raz w miesiącu na 2-3-dniowe spotkania twórcze i praktycznie po każdym z nich mieliśmy gotowych kilka piosenek. Całość komponowania zamknęła się więc w jakichś 20 dniach roboczych, choć w międzyczasie miały oczywiście miejsce analizy i drobne poprawki. Założenie było takie, że wchodzimy do sali prób z niczym, a wychodzimy z piosenką. Były co prawda wypadki sięgania po pomysły z szuflady, a Przemek przyniósł jeden utwór w całości, bo taki mu się wyśnił. Serio! Wszystkie piosenki są jednak tworem zespołowym, powstałym dzięki interakcji i odpowiedniej chemii. Co do mojego wkładu w komponowanie, to nie był on może zbyt wielki, jako że nie gram na żadnym instrumencie melodycznym. Jednak włączałem się, gdy przychodziło do aranży. Co, gdzie, po czym, ile, jak, miałem swoje zdanie i starałem się je przeforsować. Wszystkie partie perkusji są też oczywiście mojego autorstwa... Ok, jeden rytm Kazik zasugerował. No i jako pierwszy wzięliśmy na warsztat tekst Klub Cynicznych Egoistów, a że początki często bywają trudne, nie bardzo wiedzieliśmy, jak to ugryźć. Zacząłem więc grać rytm w tempie, w jakim czułem ten tekst i dalej już poszło. Tak więc wszystko zaczęło się od bębnów!


Czy czujecie presję w związku z tą płytą? Tata Kazika Kultu był niewiarygodnym sukcesem komercyjnym, część druga wypadła bardzo dobrze, ale odczuwalnie słabiej, natomiast obie te płyty wyszły jeszcze w dużo lepszych czasach dla rynku fonograficznego.


Nie podchodziliśmy do tego w ten sposób. Może to dziwne, ale nie czuliśmy żadnej presji. W ogóle nie myśleliśmy o tym w kategorii sukcesu lub porażki, czy legendarnym statusie płyt Tatowych. Zależało nam na tym, aby napisać jak najlepsze piosenki, niekoniecznie przebojowe, żeby płyta za wszelką cenę osiągnęła sukces, ale takie, które oddawałyby klimat twórczości zarówno Stanisława, Kazika, jak i Kwartetu ProForma. Jedynym kryterium doboru było to, czy utwór nam się podoba i nie myśleliśmy wtedy o niczym innym. Osobiście uważam, że to jedyne zdrowe podejście. Nigdy nie zadowolisz wszystkich. Postaraj się przynajmniej zadowolić siebie samego. A ciągłe myślenie o presji też nie wpływa dobrze na kreatywność.


Jakie macie plany związane z promocją albumu? Będzie dużo koncertów?


Tu jest mały problem. Na tę chwilę mamy potwierdzonych tylko kilka dat. Wszystko się trochę skomplikowało, kiedy termin wydania płyty, planowany pierwotnie na późną jesień, przesunięty został na maj. Postawiło to na głowie cały plan koncertowej promocji. Ale sprawa jest otwarta. Zobaczymy. Jednak żadnych konkretów nie jestem w stanie teraz podać.


Co dalej? Szykujecie powoli materiał na kolejny album ProFormy?


W ciągu ostatnich dwóch lat nie było szans, żeby choć pomyśleć o nowym materiale KPF. Za dużo się działo. Mamy kilka interesujących motywów, nagranych podczas improwizowanych jamów, nad którymi warto popracować. I teraz nadszedł właściwy czas, aby się tym zająć. Bierzemy się zatem do dzieła!


Na koniec powiedz, proszę, o swoim zestawie.


Mój zestaw coraz bardziej się kurczył w ostatnich latach. Ostatecznie po dołączeniu do Kwartetu ProForma zdjąłem ostatni z tomów, zostawiając sobie tylko floor. Doszedłem do wniosku, że w tym graniu przede wszystkim chodzi o zaznaczenie rytmu, podbicie go tam, gdzie trzeba, czasem nawet tylko delikatnie. Nie o przewalanie przejść po tomach, ale o sam rdzeń, a to da się osiągnąć na tak minimalnym zestawie. Trochę potraktowałem to jak wyzwanie. Nie bez znaczenia jest pewnie to, że ostatnio raczej częściej słucham Charlie Wattsa niż Mike’a Portnoya. Od tego czasu do grania i w KPF i wersji K plus wystarcza mi więc stopa, werbel, floor, crash, splash, mała chinka, oczywiście hi-hat, ride, czasem cowbell. Wszystko. Do studia zabrałem kilka zestawów do wyboru. Ostatecznie najlepiej zabrzmiał tam DW Collectors, centrala 22x18" i floor 16x14". Użyłem też werbla 14x5,5", wyprodukowanego przez nieistniejącą już firmę spod Poznania MS Custom Drums. Ciekawy model, złożony z 200 klocków mahoniowych i klonowych, co tworzy także interesujący efekt wizualny. Blachy Sabiana 16" Crash Hand Hammered, 14" hh i 18"crash HHX, 20" ride i 14" china AA i 5" splash Istanbul. Naciągi Remo. Power Stroke3 na stopę, Emperor powlekany na floor i takiż Ambassador na werblu.


Rozmawiałem Przemek Łucyan
Foto: Kasia Polowy


Wywiad ukazał się w numerze czerwiec 2017



Galeria

Pozostałe

Kornel Kondrak

Dodano: 26.10.2017

Kornel Kondrak, jedna z nowoczesnych postaci polskiego perkusyjnego rynku, udowadnia, że bębny to nie instrument dla mięczaków, tylko dla prawdziwych facetów z krzepą w łapach.

czytaj dalej

Phil Rudd

Dodano: 17.10.2017

To były ciężkie dwa lata dla legendarnego perkusisty AC/DC. Kolosalne problemy z prawem, podupadające mocno zdrowie, usunięcie ze składu zespołu, który zresztą i tak przeżywa wielki kryzys personalny.

czytaj dalej

Kenny Aronoff

Dodano: 12.10.2017

Kenny jest skarbnicą wiedzy i doświadczenia dla każdego bębniarza, który widzi swoją przyszłość na profesjonalnej scenie w klimatach popu i bardzo szerokiego rocka, zahaczającego wręcz o metal.

czytaj dalej

Joey Kramer (Aerosmith)

Dodano: 26.09.2017

Perkusista jednej z najważniejszych hardrockowych formacji w historii. Od początku związany z kapelą, przechodził przez wiele różnych trudnych chwil, a widząc potęgę, siłę i legendę zespołu nie zdajemy sobie sprawy, jakie zawiłe zakręty miała kapela po drodze.

czytaj dalej

Mario Duplantier (Gojira)

Dodano: 07.09.2017

Gojira - nazwa, która nie jest obca nawet tym perkusistom, którzy nie przepadają za bardzo mocnym, wręcz brutalnym uderzeniem.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama