Rozmawiamy z Robertem z Heroes Get Remembered, zespołu, który został zwycięzcą nagrody Border Breaker na festiwalu Jarocin 2010.

 

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Roberto (Heroes Get Remembered)

Dodano: 27.08.2010

Rozmawiamy z Robertem z Heroes Get Remembered, zespołu, który został zwycięzcą nagrody Border Breaker na festiwalu Jarocin 2010.

 

Dobry wieczór Robert! Witamy się bardzo serdecznie po ciężkim dniu w Twoje pracy a u mnie w domu. Gotowy na małe pogaduszki przy kieliszku?


Zwarty i gotowy, jak zawsze.


To się cieszę. Słuchaj, jesteście po Jarocinie, robi się o Was głośno - takie portale jak nasz zaczynają się Wami interesować. Jak to jest wyjść z undergroundu na szerszą wodę? A może wódę z Red Bullem z którym mieliście już kontakty...?


Wiesz co, jeszcze nie wiemy jak to jest bo dopiero to się to wszystko rozkręca. Na pewno miłe jest to że nas doceniono. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Staramy się robić i grać muzykę taką jaka w nas siedzi, a jeżeli jeszcze komuś się to spodoba, przyjdą na nasz koncert czy kupią płytę to jest to bardzo pozytywne doświadczenie.


Jakie to wszystko proste. W sumie standardowa odpowiedź. A nie czujesz, że macie pod górkę? Wiesz gdybyście grali death metal też byłoby inaczej, a gdyby deathcore to już w ogóle. A tak jesteście alternatywni - tacy, co to ich metalowcy nie lubią, bo to nu-metal i basta... Z jednej strony możecie czuć rynek (ten zachodni) z drugiej iść pod prąd na przekór temu, co promuje się w Polsce (a wciąż mówimy tutaj o metalowej niszy). Z jakim środowiskiem można Was utożsamiać? Bo raczej nie jako nerdów grających w karty, pijących colę, od czasu do czasu brzdąkających shoegaze czy inny niezwykle żywiołowy nurt muzyczny.


Nie zastanawialiśmy się nad tym co by było gdybyśmy grali death i palili bilbie na koncertach, może faktycznie wstrzelilibyśmy się w jakąś tam scenę. Gramy rocka to nas jara, a to czy ktoś nas podklei pod kalifornia punk czy gospel to już wyłącznie jego sprawa. Mnie osobiście irytuje takie szufladkowanie. Wiem że to wszystko stworzone jest dla mediów i dla osób które idąc na koncert czy kupując płytę wyrabiają sobie jakiś tam wstępny pogląd na dany band. Nie chcemy się utożsamiać z żadnym środowiskiem. Ja mam np. nadzieję że na nasze koncerty będzie przychodzić swoisty misz masz środowisk muzycznych. Mamy misję (śmiech).


Jeszcze powiedz, że chrześcijańską. Jesteście wierzący? Ma to dla Was jakieś konkretne znaczenie? Wiesz, teraz jest moda na christian hardcore...


Jeżeli pytasz czy będziemy za kilka lat grać akustycznie z bandą dzieciaków to raczej nie jest to szczyt naszych marzeń. Nie będę się wypowiadać za chłopaków, bo temat wiary to osobista sprawa. Aczkolwiek ja wierzący nie jestem. Jeżeli mam w coś wierzyć to w siebie, w chłopaków i zespół.


W sumie dobre podejście. W końcu Boga nie ma. Ponoć. A jak reagujesz na kwestię krzyża? Jesteś w końcu niemalże w centrum wydarzeń. Dobry temat na kawałek, nie? Ale coś mi się wydaje, że wyszedł by z tego doom metal....


Na temat krzyża mógłbym wypowiedzieć się Dan (gitara), jest w temacie i brał udział w całej tej manifestacji antykrzyżowej. Mnie to wszystko osobiście śmieszy, aczkolwiek nie jestem jakoś na bieżąco w temacie. Ostatnimi czasy w ogóle nie oglądam TV, czasami przeczytam coś w necie. Brak mi tam chyba zdecydowanej reakcji rządu. Pewnie można by z tego ukręcić niezły text do numeru to fakt. Ale ja ich nie piszę.


Wróćmy jednak do Heroes Get Remembered. Skąd nazwa? Ot, tak po prostu w post-hardcore'owym stylu, czy kryje się za tym jakąś głębsza komiksowo-historyczna opowieść?


Nazwa wzięła się od utworu kapeli Four Year Strong - Heroes Get Remembered, Legends Never Die. Usiedliśmy i pomyśleliśmy że to po prostu fajnie brzmi. Nie ma tu zatem żadnej grubej historii z tym związanej.


Zatem swoją drogą dobrze trafiłem z porównaniem do Four Year Strong w recenzji. Jesteście pod dużym wpływem amerykańskiej sceny...


To prawda. Wszyscy wychowaliśmy się na amerykańskich zespołach. USA no i UK. Ogólnie rzecz biorąc zachód. Tak więc siłą rzeczy przelewa się to na naszą twórczość. Fajnie jak ludzie mówią, że bardzo im się nasza muza podoba i że nie brzmimy jak band-nie-z-Polski. Dla nas to akurat komplement bo takie było założenie zespołu. Wiele osób pyta się też dlaczego nie śpiewamy po polsku itd. Niektóre zespoły pisza po angielsku bo tak jest łatwiej albo, dlatego że polski język trudno wpleść w kompozycje muzyczne. U nas wyszło to naturalnie. Nie wyobrażamy sobie po prostu śpiewać po polsku. Ktoś kiedyś recenzował naszą EPkę porównując nas do jakiegoś polskiego bandu (już nie pamietam jakiego) i powiedział, że w ich przypadku nasz ojczysty język z muzyką jeszcze jakoś współgra, ale gdybyśmy to my śpiewali po polsku, to byłaby to po prostu kaszana a osobiście miałbym problem ze wskazaniem nawet pięciu ulubionych polskich zespołów. A jeżeli już miałbym wybierać to byłyby to raczej bandy z tzw. podziemia.


Być może ten ktoś wspomniał o CF 98, które dopiero teraz zdecydowało się na Polski. Faktem jednak jest, że aby napisać dobry tekst w naszym ojczystym języku trzeba się nieźle napocić by nie wyszło z tego coś na kształt pseudo-artystycznych jednego z legendarnych polskich wokalistów, który jak się okazuje popełniał małe plagiaty kradnąc linijki poezji krajowych poetów. Po drugie trzeba uważać by nie powstała z tego grafomania po której wszyscy będą jechać jak w przypadku Comy (oj, osobista opinia redaktora tutaj - przyp. red. prow.). Angielski daje też możliwość "śpiewania" o dosłownie byle czym... przeciętny Polak i tak ma to gdzieś. Ważne, że po angielsku...


Na pewno angielski jest bardziej melodyjny, łatwiej układać rymy itp. Fakt, że część Polaków słysząc song po angielsku niespecjalnie skupia się na tekście. Ale i tak jest coraz lepiej. Angielski staje się coraz bardziej popularny. Najciężej jest jednak z wytwórniami muzycznymi, rozgłośniami radiowymi. Ciężko im się do tego stanu przekonać. Chociaż i tutaj pojawia się parę wyjątków. Np. Doda ze swoim nowym albumem (śmiech). Słyszałem też że nowe LP Out Of Tune ma być po angielsku, a jak wiadomo wydaje ich EMI i pierwsza płytka była po polsku. Może coś się zaczyna zmieniać...


Ja pierwsze słyszę o Out of Tune (śmiech). Doda chyba jednak ma ochotę wybić się poza Polskę, pewnie dopiero jak Adam wyzdrowieje (i znowu byśmy mogli panowie podyskutować w trójkę - przyp. red. prow.), ale tak czy owak angielski to krok odważny - zwłaszcza, że większość rodzimych wokalistów kaleczy niemiłosiernie... A u Was jak jest? Chłopaki ćwiczą od rana do nocy? Pod prysznicem też?


Nie wiem, nie kąpię się z nimi. U nas nie jest jeszcze tak źle jeżeli chodzi o ich angielski. Tak się składa, że James (gitara) urodził się w Australii i jako native pilnuje Arka i Daniela, żeby się nie błaźnili (śmiech).


Wow. No proszę. Ale na co dzień porozumiewa się z Wami po polsku, tak?


Tak, pochodzi z polskiej rodziny i mówi normalnie po polsku.


Tyle dobrze. Słuchaj, w zespole pełnisz rolę perkusisty. Jak zaczęła się Twoja przygoda z garami, pierwszy sprzęt, na czym grasz teraz na czym nigdy nie zagrasz,  dlaczego nie jarają Cię wszechobecne blasty i czy kiedykolwiek w twórczości Heroes Get Remembered usłyszymy breakdowny?


Ten materiał, który można usłyszeć na "Anthony Forgotten" ma już trochę czasu. EPką zamknęliśmy pewien rozdział, w którym szukaliśmy odpowiedniego brzemienia, swojego stylu. Dlatego jak zauważyłeś, kawałki są dosyć różnorodne. Obecny materiał jest ostrzejszy. Jeżeli mielibyśmy patrzeć na to pod kątem 'szufladek' to jest on bardziej post-hc niż alternative ;). Breakdowny jemy teraz na śniadanie i popijamy wódą. Jesteśmy teraz na takim etapie, że wiemy czego chcemy i wiemy jak to osiągnąć. Właśnie dlatego szukamy obecnie wydawcy i planujemy w najbliższej przyszłości zarejestrować cały materiał. A muszę Ci powiedzieć, że uzbierało się już tego całkiem sporo. Wracając do mnie jako perkusisty, to zaczęło się niewinnie. Na osiedlowej ławce z piwem w ręku i natłokiem myśli. Siedzieliśmy we trójkę i rozmyślaliśmy nad tym czym można było się wtedy zająć. Miałem wtedy 17 lat, wakacje, nudy. Spośród kilku niezłych pomysłów (m.in. zbudowania tratwy czy samochodu z silnikiem od pralki) był taki żeby założyć zespół. Jeden kumpel powiedział, że będzie grał na basie, drugi że na gitarze no i mi chcąc nie chcąc została przydzielona perkusja. Nie zastanawiałem się nad tym specjalnie długo.

 

Pomysł został odłożony na bok, na parę miesięcy. Potem jednak do niego wróciliśmy, chłopaki ogarnęli do tego czasu gitary a ja kupiłem sobie pałeczki i zaczęliśmy grać próby w Miejskim Ośrodku Kultury w Józefowie. Pierwsze projekty były stricte punkowe - Bryndza, The Affairs, Gunshots - nazwy które nie mówią nikomu nic. Bo i poza paroma koncertami nie udało się z nimi nic wielkiego osiągnąć. Chociaż pamiętam że z Bryndzą udało nam się pograć parę fajnych gigów. M.in. z wczesnym Eye For An Eye, Leniwcem, Farben Lehre. Wtedy, dla takiego małolata to było coś wierz mi :). Potem przyszedł pop punkowy projekt Getahead, który po kilku latach bezpośrednio przerodził się w HGR. Pierwsza perkusja to stary dobry Polmuz, kupiony od znajomego z oszczędności. Pamietam że miałem wątpliwości czy ładować całe granie na perkusji. Myślałem: mam już 17 lat, czy aby nie za późno? Miałem znajomych którzy zaczynali grać na instrumentach mając po 10,12 lat. Ale jak się okazało na naukę gry nigdy nie jest za późno. Bardzo dobrze, że jednak kupiłem te graty. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez bębnów. Motywujący okazał się jeszcze fakt, że mój tata zaczął wtedy prowadzić sklep muzyczny. Pomyślałem, że to jest jednak jakiś znak i że powinienem dalej grać. Obecnie gram na bębnach Gretsch Catalina Club Rock z limitowanej serii na rok 2010, które kupiłem jakiś miesiąc temu.



W zasadzie twą małą opowieść skwitować można stwierdzeniem, iż punk rock w różnej formie (browarnej też) towarzyszył Ci przez całe życie. Faktycznie zacząłeś grać późno, aczkolwiek przynajmniej na "Anthony Forgotten" słychać, iż mamy do czynienia z kreatywnym perkusistą, który wie jak dołożyć do pieca. Co chciałbyś osiągnąć jako perkusista? Obstawiam, że nie zależy Ci na szybkości i gravity blastach. Z polirytmią chyba też nie bardzo po drodze, co?


Hehe, dzięki. Co chciałbym osiągnąć? Jak chyba każdy z nas - utrzymać się z grania. Nie wyobrażam sobie co mógłbym innego robić w życiu. Najlepiej oczywiście z HGR :). Co do mojej gry, to demonem szybkości chyba nie będę. Nie jarają mnie jakieś zajebiście szybkie rytmy i ultra prędkości, blasty etc. Drugim Terrym Bozzio też nie będę. Daleko mi od wirtuozerii. Skupiam się przede wszystkim, na tym aby partie bębnów jakie gram dały mocne, rockowe i mięsiste tło dla reszty zespołu. Zresztą jak narazie się to bardzo dobre sprawdza. Robiłem ostatnio przymiarki do twina, ale zrezygnowałem na rzecz pojedynczej stopy. Zaraz.. to chyba serwis o gitarach, nie?


Zgadza się, ale co ja za to mogę, że jestem perkusistą i rozmawiam z perkusistą. Wasz błąd, że akurat Ty się do mnie odezwałeś. Ja osobiście szanuję i podziwiam grających na singlu... ale... nie sądzisz, że gra na pojedynczej stopce to tak jakby "zmniejszenie mocy"?


W pewnym sensie tak. Jednak można ułożyć ciekawe beaty bez podwójnej sieki w tle. U mnie wygląda to tak, że po prostu większość bębniarzy od których czerpię inspiracje gra na singlach. Dlatego ciężko mi się było przerzucić na twina. Stwierdziłem, że nic na siłę. Chociaż te wspomniane breakdowny... Łatwiej by się je faktycznie grało na podwójnej stopie. No ale z drugiej strony jest to dla mnie swego rodzaju wyzwanie.


Wiesz, breakdownów wymaga muzyka. To chug chug najlepiej brzmi właśnie z twinem. Nie wiem jak bardzo jesteś kreatywny (mogę się jedynie domyślać) ale granie post-hc do ich grania zobowiązuje. Ja od siebie dodam, że od roku gram na singlu zamiast na twinie i granie breakdownów na singielku (nawet jak grasz dwójki-trójki) to istna męczarnia. No chyba, że w Waszej twórczości będą to po prostu proste, ale za to bardzo skoczne fragmenty.


No na pewno nie będzie łatwo. Tych breakdownów narazie aż tak dużo nie ma. Ale zobaczymy jak to się rozwinie. James jest wielkim fanem tego typu partii, zaraził mnie Parkway Drive. Złapałem zajawkę na twina, a teraz mi przeszło. Narazie grając w HGR nie potrzebuję drugiej stopki.


Nic dziwnego skoro James jest z Australii. Jakie macie plany na przyszłość - tegoroczną i tą dalszą?


Przede wszystkim wydanie nowego materiału w jakimś wydawnictwie. Zobaczymy jeszcze jaką formę to przybierze, LP może EPka. Planujemy także zrobić parę klipów w tym roku. No i koncerty, koncerty, koncerty. Mamy w planach parę gigów w UK. Gramy muzykę, po to żeby móc ją prezentować na żywo, więc jest to istotna część tego wszystkiego. To tyle jeżeli chodzi o bliższą przyszłość. Będziemy ostro grać przez najbliższe pół roku. Potem może uda się wkręcić na jakieś letnie festiwale. Na pewno chcemy też odwiedzić Niemcy.


Pozazdrościć zagranicznych wojaży,  bo o to chyba najciężej. Z drugiej jednak strony tamten rynek jest bardziej open minded jak ten u nas. Czekam zatem na wizytę na południu. Ostatnie słowo jak zwykle dla Ciebie. Piona!


Najciężej na pewno zebrać się w sobie i ruszyć tyłki. Dostawaliśmy wielokrotnie sygnały, że za naszą wschodnią granicą jest zupełnie inna mentalność i kultura jeżeli chodzi o koncerty. Trzeba to wykorzystać bo to w końcu jest pod samym nosem, jakby nie patrzeć. Na południe wybieramy się od roku, ale tym razem na pewno się tam pojawimy. Dzięki za wywiad. Strzała!

Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor



Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama