Nowa płyta The Dave Matthews Band, zatytułowana 'Big Whiskey And The Groogrux' King to opowieść o śmierci i ponownych narodzinach. Carter Beauford w wywiadzie mówi o powrocie do korzeni i duchu Hendrixa.

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Carter Beauford

Dodano: 13.12.2010

Nowa płyta The Dave Matthews Band, zatytułowana 'Big Whiskey And The Groogrux' King to opowieść o śmierci i ponownych narodzinach. Carter Beauford w wywiadzie mówi o powrocie do korzeni i duchu Hendrixa.

Carter Beauford i cały zespół The Dave Matthews Band przeszli długą i wyboistą drogę od czasu wydania płyty Stand Up w 2005 r., aż po długo wyczekiwany album Big Whiskey And The Groogrux King. W sierpniu zeszłego roku rozstał się z życiem, w wyniku obrażeń odniesionych podczas wypadku, jeden z założycieli grupy Leroi Moore. Nowa płyta jest rodzajem hołdu złożonego zmarłemu saksofoniście, tytułowemu "Groogrux Kingowi". Na Big Whiskey, wyprodukowanej przez Roba Cavallo, słychać, że zespół powraca do formy. Płyta aż kipi energią i jest pełna napięcia, w odróżnieniu od niektórych ich wcześniejszych nagrań studyjnych, gdzie nie udało się uchwycić wyjątkowej witalności zespołu, widocznej zawsze podczas występów na żywo.

Styl perkusyjny pełen inwencji oraz technika openhand, którą posługuje się Carter, mają znaczący wpływ na brzmienie zespołu i sukces, który stał się udziałem kapeli. "Carter jest jednym z moich bohaterów"- mówi Dave Matthews. "Oczywiście, że żaden bębniarz na świecie nie gra lepiej od niego". To właśnie Dave, Carter i Leroi założyli 18 lat temu zespół w Charlottesville w stanie Wirginia. Od tego czasu stali się jednym z najważniejszych fenomenów muzycznych w całej Ameryce Północnej. Ich cztery albumy okupowały przez szereg tygodni pierwsze miejsce na liście przebojów Billboardu. Podobny wynik osiągnęły tylko Metallica i U2.

Dave i Carter pojawili się gościnnie na come-backowym albumie Carlosa Santany Supernatural. Poniższego wywiadu Carter udzielił przed występem w hali w Brixton, który został zarejestrowany i ma się ukazać na DVD.

Czy muzyka zespołu zmieniła się w czasie od wydanej w 2005 r. płyty Stand Up, aż po Big Whiskey??


Powróciliśmy do swoich muzycznych korzeni. Na początku brzmienie zespołu było naturalne, ale z czasem oddalaliśmy się od tego coraz bardziej. Podczas nagrywania tej płyty, zdecydowaliśmy się spróbować powrócić do naszego pierwotnego brzmienia i moim zdaniem to się udało. Niestety, ceną tego powrotu i przywrócenia brakującej części, była strata kogoś nam najbliższego. Weszliśmy do studia, wzięliśmy instrumenty i zaczęliśmy grać muzykę w sposób, w jaki robiliśmy to kiedyś, odkrywając całe piękno, które w niej tkwiło.


Jak zmieniła się twoja gra na tej płycie?


Kiedyś grał z nami gość na instrumentach perkusyjnych, z którym świetnie się rozumiałem. Kiedy umarł, starałem się zrekompensować ten brak swoją grą. Tkałem więc strasznie gęsto, co w pewien sposób mnie ograniczało. Podczas nagrywania ostatniej płyty, starałem się nad tym panować i budować swój styl wokół tej metody. Teraz może całe mnóstwo ludzi zrozumie, co staram się robić, zamiast czekać na porcję perkusyjnej siekanki i wymiatanie od początku do końca. Można powiedzieć, że chodzi tu o poważne granie, zdecydowanie lepsze strukturalnie.


Ile czasu powstawał materiał na Big Whiskey?


Weszliśmy z Davem do studia prawie dwa lata temu. Od dłuższego czasu miał garść pomysłów, którymi chciał się ze mną podzielić. Zdecydował, że przyjdziemy tylko my dwaj, żeby wypracować jakiś szkielet. Zaczęliśmy to ogrywać, tylko gitara i bębny. Brzmiało nieźle, więc zadzwoniliśmy do Leroia, a on przyjechał i zagrał na saksie. Kawałki zaczynały brzmieć, jak te z czasów początku zespołu. Kiedy czuliśmy się już pewnie z tym materiałem, postanowiliśmy wejść do studia w Seattle. Był już cały skład zespołu i zarejestrowaliśmy kilka numerów. Właściwie niektóre poszły bez zmian - brzmiały tak dobrze. Po miesiącu w studiu w Seattle, postanowiliśmy przenieść się do Nowego Orleanu. W sumie cały proces rejestracji płyty trwał dwa lata. Na początku pracowaliśmy z producentem Markiem Batsonem. Współpraca się nie kleiła, więc zdecydowaliśmy, że zrobimy sobie przerwę, by odpocząć wzajemnie od siebie. Myślę, że to było słuszne posunięcie, bo efekt końcowy jest właśnie taki.


Jaki jest wkład producenta Roba Cavallo w powstanie tej płyty?


Rob to swój człowiek, uwielbiam gościa. Od dawna śledzę jego poczynania. Jestem wielkim fanem Green Day i ich brzmienia. Zna branżę muzyczną zarówno od strony muzyka, jak i producenta. Tego właśnie nam brakowało: kogoś, kto mógł wejść i zagrać na pianinie albo usiąść za zestawem i pokazać, co chciał powiedzieć. Potrafi ł dać mi podstawowe wskazówki, czego oczekuje od bębnów tak bym je zrozumiał i dodał od siebie cały kolor i wykończenie. Sprawił, że wszyscy czuli się jak w domu, a to umożliwiło nam zrobienie tego, czego dokonaliśmy.


Jak nieobecność Leroia Moore?a wpłynęła na ostateczny kształt płyty Big Whiskey?


Znałem się z Leroiem, od kiedy mieliśmy po 5 czy 6 lat. Tak więc znaliśmy się od 45-ciu lat. Grał w każdym zespole, w którym ja decydowałem się grać. Trudno mi pogodzić się z tym, że już go tu nie ma. Jego odejście było jednym z głównych powodów, dla których tak zaangażowaliśmy się w tworzenie tego albumu. Mam wrażenie, że jego śmierć była próbą powiedzenia nam: Ok., chłopaki, tylko w ten sposób osiągniecie kolejny poziom. Poświęcam się, żeby to mogło się stać. Czuję, że to jego metoda mobilizacji zespołu. Okazała się skuteczna, choć wolałbym, żeby wymyślił inną. On się dla nas poświęcił, więc teraz nasza kolej na odpłatę, bo jesteśmy mu coś winni.


W którym kierunku powędrujesz jako perkusista?


Jest tak wiele możliwości, które chcę sprawdzić. Tak długo, jak jestem w stanie oddychać, chcę grać na bębnach. Chcę się zająć produkcją. Obecnie piszę muzykę dla stacji telewizyjnej ESPN i dla kilku oper mydlanych, tak więc chcę się rozwijać wielokierunkowo. Chodzi mi po głowie kilka pomysłów muzycznych, które chciałbym zrealizować w The Dave Matthews Band. Jest tak wiele rzeczy, które mamy do powiedzenia muzycznie jako zespół, oraz które chcę wyrazić ja, jako perkusista. Żaden z nas nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Dave jest zdumiewający. Kiedy usłyszałem go po raz pierwszy, powalał jego styl wokalu w połączeniu z gitarą. Nawet Leroi powiedział: Ten dzieciak ma to coś. Od tamtego czasu Dave wciąż się rozwija. Stefan na basie jest moją prawą ręką. Wystarczy, że spojrzymy na siebie i już każdy z nas wie, w którą stronę pójdziemy. Czasami zdarza nam się jakieś nieporozumienie na scenie, ale gdy tylko to się dzieje, wszyscy wiemy jak przekuć taką wpadkę w coś pięknego muzycznie. Tak się rzeczy mają i nie składamy jeszcze broni. Zostało nam jeszcze trochę czasu. Poradzimy sobie.


Gdzie bębnisz, gdy Dave nagrywa płytę solową?


Moje ulubione zajęcie, to nagrywanie efektów dźwiękowych do filmów. Uwielbiam to. Kocham to tak bardzo, jak grę na scenie. Jestem także pilotem. Mamy z żoną mały samolot śmigłowy - Cessnę. Ma przeszklony kokpit i wszystko, a może nawet więcej, niż Boening 747. Ma noktowizor, więc można założyć kask i oglądać widoki nocą albo chmury, gdy przez nie lecisz. To niesamowite. Mój ojciec był pilotem, więc zawsze trochę kręciłem się przy samolotach. To niezła zabawa. Umieściłem w swoim domu symulator lotu. Cały kokpit. Jestem wielkim fanem techniki. Kiedy bębnienie się skończy, tym właśnie się zajmę. Będę pracował jako pilot.


Jak się grało z Carlosem Santaną?


Carlos jest niewiarygodnym gościem, bardzo fajnym, otwartym i bardzo uduchowionym. Graliśmy jeden z kawałków i szło świetnie. Dobiegliśmy do końca numeru, ale było tak fajnie, że nie przerywając weszliśmy w jakiś latynoski rytm i odlecieliśmy. Karl Perazzo grał na kongach, wszyscy byli skupieni i zrelaksowani. No i wyobraźcie sobie, że to wszystko działo się w studiu Jimiego Hendrixa Electric Lady w Nowym Jorku. Gramy więc ten kawałek, Carlos wycina solówkę, zaczyna skakać po gryfi e w górę i w dół, odlot. My podążamy w ślad za nim, by ostatecznie wylądować i skończyć utwór. Carlos powiedział: "Człowieku, Jimi właśnie wszedł do studia". Poczułem to, myślę, że wszyscy poczuli. Coś poniosło wszystkich i odlecieli. To była jedna z tych chwil, gdy wiesz, że coś jeszcze jest w pomieszczeniu i przysięgam, że tamtego dnia to był Jimi Hendrix.


David West, Adam Kubacki

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama