Przedstawiamy wywiad z Tomasem Haake z Meshuggah, przeprowadzony na KnockOut 2009

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tomas Haake (Meshuggah)

Dodano: 27.12.2010

Przedstawiamy wywiad z Tomasem Haake z Meshuggah, przeprowadzony na KnockOut 2009

Tomek wraz z ekipą przyjechał do Krakowa dość późno, prosto z odległego Nijmigen. Chłopaki musieli odespać podróż i? wziąć się do roboty. W jego przypadku nie było mowy o zwiedzaniu miasta czy nawet udzieleniu wywiadu. Sympatyczny olbrzym zza bębnów Meshuggah, dostał niezłe puzzle do ułożenia przed koncertem, o czym sam zainteresowany mówi poniżej. Kompletnie zrezygnowany chciałem udać się już na początek rasowej thrasherki, która miała być za chwilę zaaplikowana przez Testament, ale niezmordowana pani Karolina poinformowała mnie, że Tomas jednak przyjdzie, tylko troszkę się ogarnie po zakończonym właśnie koncercie. W momencie, gdy dało się zauważyć, że towarzystwo także po tej stronie barykady wpadało już w lekki stan zużycia alkoholowego, o czym świadczył szalony, nagi taniec jednej z kapel na dachu swojego busa, w drzwiach pojawił się dostojny brodacz przypominający raczej ochroniarza VIP aniżeli pałkera, którego obawia się, w kontekście perkusyjnym, nawet sam Inferno. Dostał z miejsca naszym magazynem, po czym miętosząc strony w celu przyjrzenia się, z kim ma do czynienia, prawie idealnie przeczytał w języku Piasta nagłówek "Perkusziszta". "Kto to jest?" - zapytał zaciekawiony niemal wsadzając Ślimakowi palec w oko. "Ślimak czyli snail, jeden z czołowych polskich bębniarzy" - odrzekł pewnie towarzyszący nam przez chwilę kolega Maciek. "Aaaa slymak? ok." - pokiwał ze zrozumieniem wiking. Szybka orientacja w terenie, gdzie by tu przycupnąć w celu skromnej pogwarki i przeszliśmy stopniowo do meritum? Tusz do rozmowy podawał już w tle Testament.

Gdy rzucałeś pałeczki w publikę, wyglądałeś jak gladiator?.


Gladiator? (śmiech) Oooo, nie czuję się jak gladiator, na pewno nim nie jestem, jestem po prostu gruby!


Jeszcze godzinka i można ci śpiewać "happy birthday"!


Cooo?... Ojej, cholera! Rzeczywiście, ha! Zapomniałem zupełnie o tym! Dzięki wielkie! (śmiech)


Zwyciężyłeś w zeszłym roku w plebiscycie legendarnego Modern Drummer. Co sądzisz na temat takich plebiscytów?


Cóż? To fajna sprawa w kontekście, jak fani są z tobą związani. To tak naprawdę pokazuje, ilu masz fanów w danym momencie. To nie jest oczywiście konkurs na to, kto jest lepszym perkusistą, a kto gorszym. Rzecz, która mnie naprawdę zawsze zaskakiwała, ale jest jednocześnie bardzo fajną sprawą to fakt, że każdego roku w czołówce jest Lars Ulrich. Pokazuje to zatem jak dużo fanów posiada. W takich plebiscytach są bębniarze właśnie z wielkich bandów, z wielkich zespołów. W momencie, gdy w takich okolicznościach zostaje wspomniany bębniarz z dość niszowego zespołu jest to wtedy rzecz wyjątkowo przyjemna. Naprawdę dało mi to obraz, jak dużo oddanych fanów posiadamy. To, że tam się znalazłem zawdzięczam właśnie dzięki nim i nie ma dla mnie większego znaczenia, jak kto gra, bo to wszystko zależy od fanów, którzy chcieli wskazać właśnie ciebie.


Nie ma tam wszakże jakiegoś jury?


Dokładnie! To wszystko dzięki fanom!


Tak samo jak Testament, wy także macie po krakowskim koncercie parę dni przerwy.


Tak. Później gramy w Szwecji, Belgii, dużo latania, wczoraj graliśmy w Holandii, dziś jesteśmy w Polsce. Latamy, bo nie miałoby większego sensu wynajmowanie busa na kilka koncertów i to tak porozrzucanych. Czasami jest to problem ze względu na brak, nazwijmy to, regularnych bębnów przy sobie.


Bębny dostajesz przecież na miejscu.


No tak. Tylko, że tak jak dziś dostaję je zupełnie nowe, nieużywane. Kompletnie zapakowane, nie mające nawet założonych naciągów. W momencie, gdy jest to totalnie nowy, fabryczny sprzęt potrzebuję dobrych kilku godzin, tak około cztery - pięć, by je przygotować do gry. Gdy mam zestaw koncertowy przy sobie wystarczy ok. dwóch godzin na przygotowanie. Dziś miałem zaledwie dwie - trzy godziny, by rozstawić całkowicie nowe bębny do gry i było to, szczerze mówiąc, dość stresujące? Ale udało się, zadziałał!


Jesteś zmęczony, a ja ci tu głowę truję?


Coś ty! Jestem w pełni wypoczęty.


Powiedz mi więc, która z sesji nagraniowych była dla ciebie najbardziej stresująca i męcząca?


Na pewno 'obZen'?. Byłem wtedy swoim własnym reżyserem. Miałem komputer koło siebie i kontrolowałem wszystko to, co się dzieje wokoło. Siadałem za bębnami z metronomem i komputerem obok i nagrywałem samego siebie. Tak naprawdę to nie było zbytnio stresujące. To bardzo fajne być sobą i nie przejmować się, że z drugiej strony ktoś siedzi i mówi ci, że musimy niestety zagrać kolejne, już czterdzieste piąte ujęcie (śmiech), ale z drugiej strony, gdy skończyłem, okazuje się, że mam i tak strasznie dużo różnych podejść. Później musiałem usiąść i wybrać te właściwe w momencie, gdy tyle z nich było tak dobranych? Tak więc samo nagranie zabrało miesiąc, a kolejny wybranie odpowiednich partii bębnów?! Po prostu najpierw siedziałem i nagrywałem za bębnami, a później wybierałem odpowiednie partie siedząc za komputerem. Wszystko mi wtedy w pewnym momencie zaczynało powoli wysiadać? To był naprawdę stresujący czas dla mnie? Ponadto był to również bardzo owocny czas, bo tak wiele rzeczy się nauczyłem, tyle się dowiedziałem.


Miewałeś problemy ze swoją kondycją i zdrowiem?


O tak? Miałem bardzo poważne problemy ze swoim ramieniem. Po zakończeniu sesji 'obZen', a tuż przed trasą, musiałem podjąć poważną decyzję, czy iść na operację. Nie mogłem praktycznie podnieść ręki. Zdecydowałem, że na operację nie pójdę, skontaktowałem się ze specjalnym masażystą i zacząłem robić serię specjalnych ćwiczeń. Problem był już bardzo zaawansowany, ale na szczęście dzięki tym regularnie wykonywanym ćwiczeniom zacząłem wracać do formy. Działo się to bardzo szybko, bo już w przeciągu jednego tygodnia poczułem się zdecydowanie lepiej. Ciągle jednak czuję tę rękę... (tutaj Tomas zakręcił szeroki łuk lewą ręką, trzymając się za ramię - przyp. red.). Dziś pod koniec koncertu czułem już duże zmęczenie w ramieniu i czasami czułem ból, gdy musiałem podnieść rękę, a jak wiesz, muszę to robić dość często, z lewą nie mam tak wielkiego problemu, bo pracuje nieco mniej. Kolejna rzecz to problem z plecami, wykonano mi właśnie zabieg chirurgiczny, ponieważ miałem nacisk na nerwy i czuję nieraz ostry ból podczas gry. To było coś takiego, jak wielki bąbel na jednym z kręgów, który mi strasznie uciskał na nerw. Podczas ostatniego tournee po Stanach, na sam koniec nie mogłem właściwie grać! Moje nogi nie chciały wykonywać poleceń mojej głowy. Od jakichś czterech lat ten stan się pogarszał u mnie czyli od momentu, gdy to zauważyłem. Jednak przez ostatni rok ruszyło to strasznie do przodu. Wcześniej działo się to tylko czasami, ale niestety na tym ostatnim tour po Stanach było już tragicznie. Nie mogłem zagrać prostego ta ga ta ga ta ga. Z tygodnia na tydzień jest teraz coraz lepiej, ponieważ wykonuję odpowiednie ćwiczenia. Same plecy są w super stanie, jak u piętnastolatka, ale nerw jest kompletnie zdemolowany i zajmie to może nawet dwa lata, zanim ogarnę wszystko i wrócę do pełnej formy.


Nie obawiasz się zatem przyszłości, kontrolujesz sprawę?


Taaak, czuję się coraz lepiej. Na szczęście nie jest to jakieś nieodwracalne uszkodzenie, bo byłaby to najgorsza rzecz, jaka mogłaby mi się przytrafić? Przestać grać to byłaby tragedia. No, ale czuję się naprawdę lepiej. Czuję się lepiej niż dwa tygodnie temu, zauważam to. Wszystko idzie w dobrym kierunku, więc nie jestem jakoś mocno tym przerażony.


Słyszałem, że orientujesz się co nieco w naszej rodzimej scenie perkusyjnej?


Jeden z moich ulubionych bębniarzy pochodził z Polski. Niestety już nie żyje, nazywa się Vitek i był z zespołu Decapitated. To był niesamowity bębniarz! W tym gatunku muzyki nie wiem, czy jest wielu pałkerów mogących mu dorównać. Ich ostatni album był po prostu miażdżący!


Twoim wielkim fanem jest również Inferno z Behemoth.


O tak, słyszałem go, to także niesamowity bębniarz!


Każdy bębniarz potrzebuje wzorców. Jakie były twoje wzorce, kiedy zaczynałeś grę, jak to się zaczęło u ciebie?!


To jest w miarę ciekawe, bo gdy byłem mały miałem wyjątkowo dziwny zwyczaj, że chowałem się do szafki, takiego kredensu i zaczynałem grać na garnkach. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że zaczynałem grać dopiero wtedy, gdy nikogo nie było, a najlepiej właśnie, gdy się schowałem. Tłukłem w pokrywki od słoików i inne rupiecie kuchenne. Mama otwierała szafkę i patrzyła na mnie zdziwiona "Co ty tu robisz?" (śmiech).


Nie miałeś wtedy jeszcze brody?


Ha! Nie, jeeeeszcze nie (śmiech).


Nikt u ciebie w domu nie grał na żadnym instrumencie?


Nie, zasadniczo to nie. Mój kuzyn, który siedział dziś za stołem z naszym oświetleniem gra na bębnach.


Zwróciłem na niego uwagę, niezwykle rytmicznie cały reagował na muzykę, machając gałkami od świateł.


On jest naprawdę świetnym pałkerem. Miał zestaw perkusyjny jeszcze zanim ja zacząłem grać. Tak naprawdę pierwszą osobą, która mnie zainspirowała do gry na bębnach był po prostu Zwierzak z Muppet Show. Jego pojedynek perkusyjny z Buddy Richem jest niesamowity. Tak więc gdybym miał powiedzieć, kto był moim pierwszym perkusyjnym idolem to powiedziałbym bez wątpienia - Zwierzak! Oczywiście to było, gdy miałem z 5-6 lat. Później zakręciłem się wokół wszelkiego rodzaju poduszek, by uzyskać różne brzmienie wybierałem różne ich rodzaje i kładłem je sobie to na krzesło, to na oparcie itd.. Cały dom był wtedy zakurzony, bo tłukłem niemiłosiernie (śmiech). Za to mój pierwszy prawdziwy zestaw to Premier Silver Sparkle z dwudziestocalową stopą. Taki malutki jazz rockowy zestawik. To było, gdy miałem już z 7 lub 8 lat.


Miałeś nauczycieli?


Próbowałem kilka razy, ale nigdy tego nie lubiłem. Miałem trzy podejścia. Pierwszy nauczyciel, to był taki starszy facio, który zaczynał lekcje od rudymentów. Pamiętam, jak poszedłem do niego pierwszy raz, stał taki piękny zestaw w jednym rogu i mały w drugim. Pierwsze, co zrobiłem to poleciałem od razu do tego dużego, a on na to "O nie, nie, zaczynamy tutaj". Pokazał mi ten mały zestaw, do tego zabrał mi blachy i centralę zostawiając z hi-hatem i werblem, po czym zaczęliśmy żmudne ta da ta ta - da ta da da. Nienawidziłem tego, byłem u niego dwa - trzy razy, miałem wtedy 8 lub 9 lat. Później poszedłem do jakiegoś gościa, gdy miałem 11 lat, a na sam koniec, gdy miałem 14, w sumie to nigdy nie brałem jakichś poważnych, regularnych lekcji u kogoś.


Nie uczęszczałeś też do żadnej szkoły muzycznej?


Nie, nigdy.


Jak budujesz swoje partie bębnów do utworów? Zazwyczaj są dwie metody - ogólny zarys i stopniowy jego rozwój albo budowanie każdego fragmentu jeden po drugim.


Hmm? Można by rzec, że i tak, i tak. Zazwyczaj mam ogólny zarys bębnów do całego numeru czyli tak, jak mają być osadzone w całym numerze. Czasami jest to jednak jedynie bardzo krótka część numeru. Wklepuję ją na kompie i patrzę, co mogę z tym zrobić. Wtedy też zazwyczaj pod koniec dnia mam już dość konkretną i dłuższą część tychże bębnów. To z czego może nie zdają sobie sprawy niektórzy to fakt, że angażuję się w stworzenie bębnów jedynie w numerach, które sam współtworzę, nie robię partii bębnów do innych kawałków, których nie napisałem. W tych innych kawałkach jest tak, że zostaną zaprogramowane bębny i później właściwie nic w nich nie zmieniam podczas nagrań. Zasada jest mniej więcej taka, że ten kto pisze utwór, pisze też partie bębnów.


Próbujesz realizować się w innych projektach muzycznych? Solowych?


Nie, nie ma niczego takiego. Myślałem kiedyś o tym, ale wychodzi na to, że Meshuggah to praktycznie już firma, więc nie mam żadnych bocznych projektów. Jest tu wystarczająco dużo roboty związanej z tworzeniem materiału, nagrywaniem, produkcją itd. więc nie ma czasu na inne pomysły. Czasami czuję się nawet jak facet w biurze. Siedzę przed komputerem otoczony książkami i dłubię?


Nie uważasz, że w związku z tym wszystkim, co mówiłeś wcześniej o swoim zdrowiu twoje tempo pracy jest nieco za duże?


Nie sądzę? Naprawdę jest mi z tym wszystkim bardzo dobrze. Tak jak teraz, czuję się świetnie (śmiech).


Dzięki, Tomas. To jak? Strzelimy sobie jakieś chore fotki?


Dzięki, stary. Jasne, dawaj!


Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama