Przedstawiamy fotoreportaż z procesu rozstawiania bębnów przez Terry'ego Bozzio (zrobiony w 2009 na festiwalu perkusyjnym w Opolu) oraz wywiad z Michelem Weekhoutem - technicznym mistrza.

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Terry Bozzio

Dodano: 03.01.2011

Przedstawiamy fotoreportaż z procesu rozstawiania bębnów przez Terry'ego Bozzio (zrobiony w 2009 na festiwalu perkusyjnym w Opolu) oraz wywiad z Michelem Weekhoutem - technicznym mistrza.

Terry Bozzio - jeden z czołowych perkusistów świata, człowiek-orkiestra specjalizujący się obecnie w solowych pokazach. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową nazwisko jegomościa i od razu otrzymamy dawkę niekonwencjonalnej gry na bębnach. Z drugiej strony wciąż wywiera olbrzymi wpływ na innych bębniarzy, których spokojnie można zaliczyć do grupy tych, co to mają największe zdjęcia w katalogach perkusyjnych. Terry także zajmuje dużo miejsca ze względu na swój olbrzymi zestaw, ale przede wszystkim ze względu na swoje piorunujące umiejętności.

Tak naprawdę, gdy zobaczymy jego dyskografię, możemy odnaleźć w niej olbrzymią dawkę różnorodnej muzyki. Terry potrafił jednak wszystkie te kierunki połączyć poprzez swój charakterystyczny styl gry. Słuchając tych płyt od razu słyszymy "Ooo? Bozzio zasuwa". Wydawałoby się, że Terry tak daleko odszedł od typowej perkusji, że nie interesują go już tradycyjne sesje w studio, tymczasem zaledwie trzy lata temu grzmotnął fenomenalne partie bębnów na płytę zespołu Korn. Od tego czasu wizyty Terry?ego w studio ograniczane są do minimum na rzecz solowych pokazów. Czerpie garściami z każdego gatunku muzyki w każdym zakątku świata przekładając to później na swoje zakręcone utwory, które, powiedzmy szczerze, nie dla każdego są zrozumiałe. Słuchając Terry?ego na pewno trzeba być skoncentrowanym, ponieważ nie jest to muzyka łatwa i lekka. Jednak jeżeli dasz się wkręcić w jego grę, zobaczysz nagle, jak kolorowo jest tam u niego za bębnami. Co tu dużo mówić, facet perkusyjnie nieźle odleciał?

W Opolu zawitał wraz ze swoim holenderskim technicznym, z którym mieliśmy przyjemność zamienić parę słów, zaczynając oczywiście od tematów piłkarskich. Postanowiliśmy prześledzić rozstawianie okazałego zestawu, dokładnie przyglądając się, jak Terry przygotowuje sprzęt do występu. Mieliśmy przecież szansę podglądać jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci perkusyjnego światka. Oto Terry Bozzio i jego zabawki?



1
Tak wygląda spakowany sprzęt mistrza. Potrzeba naprawdę solidnego "Żuka", by pomieścić cały zestaw. Terry ma około sześciu takich zestawów na całym świecie (Ameryka, Europa, Japonia).


2
Niepozorny początek rozstawiania to rzucona na podłogę wykładzina, po czym rozpoczyna się proces dokładnego nakładania pedałów stopek zgodnie z oznaczeniami.


3
Tak to wygląda po ułożeniu. Większość z nich nie ma jeszcze podłączonych ramion, ale widok takiego zbioru stopek DW przyprawia o zawrót głowy.


4 Kolej na pierwsze ramy, które są rusztowaniem całego zestawu. Terry dokładnie sprawdzał każdą z nich od razu, gdy poczuł choćby minimalne luzy.


5 Na środku leżą gotowe do założenia ramiona od stopek czy też hi-hatów, ponieważ Terry zamiast klasycznych kabelków stosuje do break maszyny (jak to mówi tata Artura Malika) właśnie takie rozwiązanie.


6 Podczas rozstawiania Michel nadzorował kolejność wachlując na prawo i lewo stojącymi case?ami. Terry zajmował się piekielnie ważnymi detalami, sprawami związanymi z płynnością gry, wygodą oraz brzmieniem.

7 Tu widzimy, jak Michel podłącza jedno z ramion do hi hatu. W tym miejscu Terry ma niezłą pajęczynę, ponieważ stoją tam jeszcze od zewnętrznej strony dwie centrale.


8 Wzrok już nie ten, a filc od bijaka odleciał i trzeba go przykleić. Terry zdobył tubkę kleju i własnoręcznie przygotowywał swoje bijaki, mrucząc coś pod nosem.


9 Kolejny etap za nami. Widzimy gotowe wszystkie pedały, założoną z tyłu zestawu długą pałąkowatą ramę. Z lewej strony widzimy założone mocowania pod bębenki.


10 Michel zakłada kolejne nastrojone bębenki. Mocowanie jest tak wygodne, że wystarczy je jedynie dociskać bez dodatkowego kręcenia śrubami. co zdecydowanie przyspiesza proces.


11 Zestaw nabiera kształtów. Po założeniu Terry będzie je jeszcze dostrajał, co nie jest rzeczą arcyniewygodną ze względu na wspomniane zamocowanie.


12 Terry z racji swojego stylu gry bardzo dokładnie stroi wszystkie tomy. Wykorzystuje do tego dzwonki, które ma rozstawione z tyłu zestawu. W tym czasie Michel dopasowywał inne elementy?


13 ?czyli centrale. Kolejny etap to zakładanie i mocowanie wszystkich central, a jest ich aż siedem plus cajon, stojący skrajnie z lewej strony zestawu. Nic nie ma prawa przesunąć się o milimetr. Michel opowiadał, jak to kiedyś jedna z nich nie była dobrze przytwierdzona i?


14 Tak wyglądają złożone blachy Terry?ego Bozzio! Dla niektórych może to być szok, że blachy leżą sobie tak luzem w case?ie założone już na ramiona statywu. Jednak blaszki mają się dobrze i nic im nie dolegało.


15 Terry dopieszcza wszystkie detale w momencie, gdy Michel ze swoim pozyskanym na miejscu pomocnikiem zakładają kolejno blaszki na ramie.


16 Ciekawostka. Rzadko spotykany patent na polskiej scenie. Terry usilnie potrzebował opalarki lub dobrej suszarki, żeby potraktować nią krawędzie tomów.


17 Jeden z końcowych etapów pracy nad zestawem to założenie perkusjonalii na znajdującą się za plecami Terry?ego ramę.


18 Na koniec ostatnia linia talerzy (a raczej dzwonków) tuż nad tomami i zestaw jest niemal gotowy. Pozostają detale, które Terry dokładnie sprawdzał jeden po drugim.


19 "W ostatecznej wersji mamy taki to oto turystyczny zestaw bębnów idealny do wypadu na Mazury lub do rozstawienia w bloku tudzież piwnicy obok kompotów babci" - zapewne miał na myśli Terry?


Michel Weekhout - techniczny Terry?ego Bozzio to niezwykle sympatyczny facet. Mimo, że wygląda jakby miał zaraz spacyfikować pół Opola jest typem bardzo wesołego i serdecznego człowieka, a co najważniejsze - cierpliwego, zważywszy na okoliczności rozstawiania bębnów przed opolskim koncertem (ta scena naprawdę może pomieścić sporo ludzi). Rozmawiamy z nim na temat sprzętu i roli, jaką ma do spełnienia przy boku mistrza.

Jesteś technicznym Terryego, ale także jego przyjacielem?


Tak, pracujemy ze sobą prawie 12 lat. Na początku byłem jego kierowcą, a Terry miał innego technicznego, po jakimś czasie zdecydował się pracować ze mną.


Podróżujecie razem po całym świecie, czy tylko w Europie?


Jeździmy także w trasy po Stanach, ale to jest trochę bardziej skomplikowane. Przede wszystkim działam z Terrym u nas w Europie.


Ile macie zestawów do dyspozycji?


Jest ich około sześciu w różnych konfiguracjach. W Europie jest ten właśnie, na którym gra dziś, w Stanach ma dwa - jeden tak duży, jak dzisiejszy, a drugi nieco mniejszy mimo, że ciągle ma w sobie 5 centralek. W Japonii ma także dwa zestawy.


Zajmujesz się pełną obsługa zestawu?


Tak, robię z nim właściwie wszystko. Jeżeli potrzebuję coś od bębnów DW, naciągów Attack czy blach Sabiana, kontaktuję się bezpośrednio z nimi i uzupełniam, konserwuję, wymieniam wszystkie niezbędne części, żeby utrzymać zestaw w należytym porządku, takim jakim chce Terry. Czasami, tak jak dzisiaj, mamy cały dzień, więc Terry może sobie sam spokojnie nastroić cały zestaw, ale często w trasie bywa tak, że Terry jeszcze śpi, gdy wstaję z samego rana rozstawiać zestaw. Siadam i stroję wszystkie instrumenty. Terry przychodzi praktycznie na gotowe i robi jedynie próbę nagłośnienia.


W końcu to on jest gwiazdą?


(śmiech) Zasadniczo tak, ale w praktyce tak nie jest. Terry na pewno jest gwiazdą, ale on nie myśli w tych kategoriach, uważa się przede wszystkim za bębniarza. Człowieka, który ma fajne hobby, dzięki któremu może co nieco zarobić. To naprawdę wesoły facet wbrew różnym dziwacznym opiniom. Jak zauważyłeś na konferencji jest piekielnie gadatliwy (śmiech).


Ooo tak. Jedno pytanie i milion różnych tematów w odpowiedzi.


On pracuje dla DW, musi tłumaczyć, dlaczego gra na tym sprzęcie, odpowiadać na pytania o Franka Zappę, o swojej grze itd. Itd. Wszyscy chcą wiedzieć, jakiego dokładnie sprzętu używa, ile ma bębnów, ile pedałów, blach? Jeden dziennikarz mnie dziś pytał "Ile bębnów ma Terry, ile pedałów". Kurde, nie wiem! (śmiech) To jest instrument, który jest w ciągłym rozwoju, czasami dodajemy lub odejmujemy jakieś elementy. Konkretne liczby nie mają tu znaczenia. Nie mam potrzeby liczenia tego wszystkiego.


Wiem, że wprowadziliście ostatnio dość znaczące zmiany?


Tak. Ważną rzeczą było obniżenie całego zestawu. Blachy poszły w dół o jakieś 5-7 centymetrów, w ogóle cały zestaw poszedł jakieś 15 centymetrów w dół. Spowodowane jest to faktem, że Terry po prostu starzeje się. Łatwiej mu uderzać w blaszki wiszące nieco niżej.


Co jest najważniejszą rzeczą podczas pracy z Terrym Bozzio?


Teraz jesteśmy na miejscu razem, ale zawsze staram się być około godzinę przed nim. W momencie, gdy przychodzi, zestaw już jest niemal rozstawiony. Postawienie wszystkich pedałów na wykładzinie, zamontowanie racków, czyli generalnie samego szkieletu jest rzeczą bardzo prostą. Później założenie wszystkich instrumentów i finalnie nastrojenie tego wszystkiego. Gdy Terry przychodzi, zestaw jest już praktycznie rozstawiony, zajmuje mi to około godzinki.


Co jest największym koszmarem?


Gdy zestaw nie stroi? Mieliśmy tak ostatnio w sobotę, gdy byliśmy w Bonn. Wszystko było ok, nagle wieczorem przed koncertem sprawdzamy, a niektóre tomy kompletnie nie stroją. Na każdym tomie Terry ma napisany konkretny dźwięk, a tymczasem bębny w ogóle są gdzie indziej! Terry jest wtedy piekielnie sfrustrowany? Przyczyny to zazwyczaj proza życia, czyli częste zmiany temperatury, wilgotność itd.


Lekka zmiana i pozamiatane?


Zgadza się, chociaż ten zestaw DW z tymi wszystkimi usprawnieniami nie jest tak łatwo rozstroić. Wyobraź sobie, że bębenki piccolo miały ostatni raz zmieniane naciągi jakieś 5 lat temu? ?Poważnie. Okazjonalnie zmieniamy naciągi z prawej strony zestawu, gdzie Terry gra bardziej rockowo, ale tamte mniejsze zasadniczo nie są od dawna zmieniane.


No, ale tracą przecież na świeżości!


Tak, ale Terry ma swoją teorię na ten temat, wykorzystuje między innymi, jak zapewne zauważyłeś, patent z podgrzewaniem. On gra dość gęsto, ale nie uderza w tą część zestawu zbyt mocno. Mimo to mam jeden case zapełniony samymi naciągami. Muszę być przygotowany na wszelkie wypadki. Mogę wymienić wszystkie naciągi w każdej chwili, ale nigdy nie było to potrzebne? na szczęście (śmiech).


Pracujesz z nim także w studio?


Zasadniczo nie. Chociaż podczas ostatniej sesji z Kornem pomagałem mu trochę. On już w sumie nie jest bębniarzem studyjnym. Jego główną robotą jest teraz drumchannel.


Jakieś zabawne, mrożące krew w żyłach sytuacje?


Może takie małe spostrzeżenie. Robiliśmy tour z Fantomasem Mike?a Pattona. Terry poprosił mnie, żebym z nim pojechał. Oczywiście zgodziłem się. Przygotowaliśmy zestaw na tą okoliczność z większymi nieco tomami. Pojechaliśmy w trasę, graliśmy na jakimś festiwalu. Wiesz, jak to bywa na tego typu spędach? Pełno bębniarzy metalowych, wielkie zamieszanie itd. Zdecydowanie inne myślenie niż podczas klinik. Rozstawiliśmy zestaw, zrobiliśmy próbę. Wszystko gotowe, więc gdy nadszedł czas występu poszedłem sobie do jakiegoś bufetu, napić się kawy, coś zjeść, zajarać szluga. Nagle wpada stage menager i krzyczy dlaczego tu jestem i czemu mnie nie ma za Terrym. Pytam go zdziwiony "A po co?". "No a jeżeli coś się stanie?" - krzyczy. "Przecież nic się nie stanie.." - odpowiedziałem mu spokojnie. Po koncercie gość mówi do Terry?ego, że podczas gry nie było mnie za nim, na co Terry odpowiedział "No i co z tego?" (śmiech). Jestem zazwyczaj parę minut, jak zaczyna grać i gdy widzę, że wszystko jest ok, a zawsze jest ok, mogę sobie pójść. Raz jedynie miałem taką sytuację, że jedna z centralek wyleciała? Po prostu jakiś dźwiękowiec kręcił coś tam przy niej i musiał ją poluzować. Terry uderzył i centralka pofrunęła. Wiesz, on ma siedem central, więc co to za strata (śmiech).


Nie masz nigdy problemów z pękającymi naciągami w centrali? Bo to największy koszmar technicznych.


Kiedyś podczas koncertów w Holandii musiałem zmienić dolny naciąg w werblu. Strzelił w jakiś sposób, nie wiem dokładnie dlaczego, ale stało się to na początku koncertu. Na szczęście Terry gra bardziej po przejściach w tej części występu, więc mieliśmy czas w przerwie, by go wymienić.


Pracujesz tylko z Terrym?


Tak. Moja normalna praca to sklep muzyczny w Amsterdamie, zajmuję się sprzętem dla orkiestr i instrumentami perkusyjnymi. Czasami jestem proszony do obsługi różnych festiwali w Holandii.


Macie fantastycznego bębniarza u siebie - Hans Eijkenaar?


A tak! Współpracowałem z nim. Widziałeś jego bębny? Taka staroć, poklejona taśmą, ale nie chce go zmienić. Pamiętam, jak kiedyś Hans spadł z podwyższenia i uszkodził sobie ścięgno Achillesa, poszedł do szpitala, wrócił i grał, nie mógł chodzić, ale grał. Nie wiem, jak on to robił!


Na koniec szybka porada dla polskich technicznych?


Zawsze słuchajcie swoich bębniarzy. Nigdy nie dyskutujcie, jak to powinno wyglądać. Po prostu róbcie to, co chce wasz perkusista. Jeżeli chce, żeby centrala była za jego plecami koło głowy, nie ma problemu, zrób to! Jeżeli bębniarz tak chce to zwyczajnie zrób to i zrób to dobrze. Nie dyskutuj, że lepiej by było, by centrala stała tu i tu. Rób to, co chce pałker. Perkusista powinien czuć się komfortowo na scenie i ty musisz zrobić wszystko, by tak było. Ty nie grasz, to on gra!



Terry Bozzio na temat swojej pierwszej sesji

Byłem oczywiście strasznie zdenerwowany. Nie miałem większego doświadczenia za wyjątkiem jednej demówki. To była sesja dla Louisa Gaska, gdzie byli między innymi Eddie Henderson, Jack DeJohnette, który grał także i na pianinie, George Duke, John Coltrane? Było to dla mnie wręcz przerażające! Dwa podejścia i tyle. Nikt mnie później nie zawołał do studia, bym posłuchał, jak poszło. Nawet nie dowiedziałem się, jak wygląda prawdziwe studio. Dostałem pieniądze, wróciłem do domu i tyle? Pamiętam, że później z moją dziewczyną siedzimy i nagle słyszę w radio coś znajomego? słucham, a to ja! (śmiech)

Terry Bozzio na temat rozgrzewki przed koncertem

Zazwyczaj rozgrzewam się około godziny. Głównie chodzi tu o rozciągnięcie ścięgien i rozgrzanie mięsni. Nawet nie używam padu, wystarczy mi moja noga. Każdy dzień jest inny, ale zazwyczaj staram się, żeby to było około godziny. Często skupiam się na rzeczach, z którymi mam problemy, dlatego nie siedzę bezmyślnie i tłukę. Oczywiście bywa i tak, ale najlepiej zająć się czymś, z czym mam problemy, wtedy wyraźnie się na tym koncentruję. Uczę się, rozgrzewam i nie denerwuję się koncertem - trzy rzeczy w jednym! Polecam ten sposób.




Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama