Rammstein to zespół, który cały czas budzi duże kontrowersje. Jedni nie trawią tego topornego stylu opartego na niemieckiej mowie, inni znów ubóstwiają cały koncept, charakter i niepodważalną siłę kapeli. Jedno jest pewne - panowie mają swój własny styl rozpoznawalny na kilometr.

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Christoph Schneider (Rammstein)

Dodano: 10.01.2011

Rammstein to zespół, który cały czas budzi duże kontrowersje. Jedni nie trawią tego topornego stylu opartego na niemieckiej mowie, inni znów ubóstwiają cały koncept, charakter i niepodważalną siłę kapeli. Jedno jest pewne - panowie mają swój własny styl rozpoznawalny na kilometr.

Utwory zespołu to proste kompozycje oparte na pulsie i transowym rytmie, wybijanym przez garowego Christophera Schneidera. Zacznijmy od tego, co odnośnie nowej płyty wydobył z perkusisty David West, dlaczego "miłość jest dla wszystkich..."

Minęły cztery lata od wydania ostatniej płyty zespołu Rammstein - ulubionych rockowych buntowników Niemiec. Chociaż nie śpiewają po angielsku, a ich muzyka pełna jest grozy i ekstrawaganckiej teatralności, stali się najbardziej rozpoznawalnym niemieckim wykonawcą wszechczasów. Perkusista grupy, Christoph Schneider, zaczął przygodę z muzyką w NRD jeszcze przed zburzeniem Muru Berlińskiego, grając na trąbce w orkiestrze jako chłopiec. Zawsze imponowali mu grający na bębnach koledzy z ostatnich rzędów. W przesiadce z trąbki na bębny pomogły mu losy rodziny.

"Przeprowadziliśmy się i nie mogłem już grać w orkiestrze" - wyjaśnia. Pomimo niechęci rodziców do pomysłu syna, Christoph zaczął tworzenie własnego zestawu. "O muzyce myśleli wtedy konserwatywnie i nie wspierali mnie, z kupieniem perkusji były problemy. Zestawy dużo kosztowały, więc grałem na czym popadnie, np. wiaderkach."

Nowa fala niemieckiego metalu


Członkowie Rammstein grali w różnych formacjach przed upadkiem Muru Berlińskiego. Zespół założyli w kilka lat po zjednoczeniu Niemiec. Głównym impulsem było poszukiwanie brzmienia i stylu, który odzwierciedlałby korzenie muzyków, a nie był tylko małpowaniem muzyki amerykańskiej.

"Zamysłem Rammstein jest, żeby brzmieć po niemiecku. Jak zabrzmi niemiecki zespół grający ciężką muzykę? Na pewno inaczej. Sposób, w jaki gramy, jest nam dobrze znany. Nie mamy w sobie elementu bluesa czy silnego groove?u, bo nie wyrastaliśmy w takiej muzyce. Wiemy natomiast, jak grać rocka. Wpływa na nas wszystko od punka, metalu, aż po pop czy techno" - mówi Christoph. Brzmienie stworzone przez Rammstein zostało nazwane "Nową falą niemieckiego metalu", co jest odniesieniem do czasów, kiedy niemieckie brzmienia odnosiły sukcesy na listach przebojów.

"Na początku lat 80-tych, kiedy to popularność zdobyły instrumenty elektroniczne, miał miejsce okres w muzyce, zwany niemieckim New Wave. Pionierem tego stylu był Kraftwerk, a połączenie muzyki New Wave i śpiewania po niemiecku zaowocował kilkoma hitami. To też miało na nas wpływ, sam byłem wielkim fanem niemieckiego New Wave" - dodaje. Drugim albumem, 'Sehnsucht', zespół wyrwał się z krajowego rynku i osiągnął międzynarodowy sukces mocnym singlem 'Du Hast'. Ich brzmienie było wtedy wyjątkowym połączeniem teutonicznego chrzęstu gitar, industrialnych rytmów i gotyckiego rozmachu. Być może to już był początek nowej fali niemieckiego metalu, ale nikt nie brzmi tak, jak Rammstein, a zespoły mające podobnie surrealistyczne poczucie humoru można policzyć na jednej ręce.

Miłość jest dla wszystkich


Mimo długiej przerwy od ostatniego albumu grupy, 'Rosenrot', Christoph i reszta zespołu tylko pozornie, bez większego pośpiechu, zabierała się do nagrania najnowszego albumu 'Liebie Ist Für Alle Da' (Miłość jest dla wszystkich).

"Po ostatnim albumie i trasie koncertowej zrobiliśmy sobie roczną przerwę, bo spędziliśmy ze sobą bardzo dużo czasu i po prostu musieliśmy od siebie odpocząć" - mówi Christoph. "Po przerwie dużo czasu zabrało nam ponowne wzięcie się do pracy. Na początku nie chcieliśmy narzucać sobie żadnych terminów, co sprawiło, że prace rozpoczęliśmy bardzo leniwie. Stworzenie nowej płyty zajęło nam prawie trzy lata. W czasie tworzenia robiliśmy dużo przerw, a kiedy odkłada się pracę nad utworem na cztery tygodnie, potrzeba kolejnych dwóch, żeby się ponownie rozegrać."

Stylistycznie, 'Liebie Ist Für Alle Da' to powrót zespołu do ciężkich gitar znanych z wcześniejszych albumów. "Chcieliśmy, żeby nowa płyta była trochę cięższa niż poprzednio. Na dwóch ostatnich płytach trzymaliśmy się stylistyki bardziej epickiej, podniosłej. Tym razem chcieliśmy pokazać cięższą stronę Rammstein. Na nas, jako na zespół, największy wpływ ma metal, dlatego płyta okazała się trochę cięższa, ale to wciąż Rammstein, jeśli chodzi o aranżacje i porządne teksty."

Wspominając dwa poprzednie albumy grupy, 'Rosenrot' i 'Reise, Reise', Christoph zauważa: "W większości piosenki były w średnim tempie, raczej wolne, ale za to bardzo podniosłe i dramatyczne, z dużą ilością brzmień symfonicznych. Na tej płycie nie chcieliśmy się powtarzać. Użyliśmy dużo trąb."

Jeśli chodzi o proces nagrywania, Christoph mówi nam o bardzo szczegółowych przygotowaniach jeszcze przed wejściem do studia: "U nas wszystko musi być zgrane wcześniej, żeby wszyscy wiedzieli, jaki rytm zagram w danej piosence i czy na pewno wszystko pasuje. Mam wolną rękę, jeśli chodzi o bardziej kreatywne rzeczy, ale podstawy są ustalone przed nagraniem. Sam natomiast ćwiczę, dopóki nie jestem w stanie bez problemu zagrać tych rytmów. Nie jestem typem bębniarza sesyjnego, który co miesiąc wchodzi do studia. To nie takie proste dla mnie nagrać ścieżki do całego albumu w trzy, cztery dni."

Dwa i cztery


Podczas procesu twórczego Christoph wciąż stara się podnosić rytmiczną poprzeczkę zespołu, choć nie zawsze jest to proste: "Ciągle mam jakieś nowe pomysły, które nie podobają się za bardzo kolegom z zespołu" - mówi. "Chcą, żebym cały czas grał bardzo prosto, z werblem na dwa i cztery. Jeśli wymyślę bardziej skomplikowany rytm, zwykle nie mogą go wyczuć; mówią, że nie ma w nich dużo groove?u oraz, że nie pasują do utworu. Muszą poświęcić czas, by się do tego przyzwyczaić. Stawiam na swoim, dzięki czemu na kolejnej płycie słychać zawsze coś nowego."

W celu nagrania 'Liebie Ist Für Alle Da', Christoph udał się to studia Henson w Los Angeles. "Jest to studio z dużymi tradycjami, posiadające stare pomieszczenia i sprzęt, ale w bardzo dobrym stanie. Dzieli się ono na cztery mniejsze. Studia D i B nadają się świetnie do bębnów, my nagrywaliśmy w tym ostatnim. Pomieszczenie zbudowane jest głównie z cegieł i betonu. Kiedy się do niego wchodzi i widzi te ściany, myśli się, że to jakaś pomyłka, że tutaj bębny nie zabrzmią, ale - o dziwo - sprawdza się to wyśmienicie."

Od czasów 'Rosenrot' Christoph przesiadł się na bębny Sonor i talerze Sabian, aby na nowo stworzyć swoje brzmienie. Zmianę tą planował od dłuższego czasu: "Szczerze mówiąc, przez długi czas nie obchodziło mnie brzmienie" - zdradza. Miałem umowę z jednym z dystrybutorów w Niemczech, który zaopatrywał mnie w potrzebny sprzęt. Kilka lat temu bardziej zacząłem się interesować moim brzmieniem, nigdy nie byłem zadowolony z tego co wychodzi ze studia, więc rozmawiałem z innymi bębniarzami, zbierałem informacje i zacząłem kombinować. Na początku zmieniłem bębny, ale w końcu zmieniłem wszystko." Ulubionym elementem zestawu jest dla Christopha jego werbel z serii Sonor Artist Series Bronze: "Ma dużo ataku i jednocześnie jest bardzo głośny. Ale pomimo projekcji potrafi być bardzo wrażliwy. Jest to niezwykły werbel. Inne firmy też robią werble z brązu, ale żadna nie brzmi jak ten od Sonora."

Precyzja w studiu


Christoph uważa, że oprócz naciągów, najważniejszym elementem dobrego brzmienia jest odpowiedni realizator dźwięku. Dużym uznaniem za brzmienie na nowej płycie obdarza Ulfa Kruckenberga, realizatora, z którym łączy ich wieloletnia współpraca.

"Wykorzystuje dużo mikrofonów. Inni realizatorzy używają najwięcej ośmiu lub dwunastu ścieżek na bębny. On wykorzystuje dwadzieścia, czasem dwadzieścia cztery. Ma swój własny styl, który świetnie się sprawdza. Istnieje wiele możliwości podczas miksu, jeśli użyje się pięciu różnych mikrofonów tylko na werbel. Ulf stawia mikrofon nawet przy otworze, z którego ucieka powietrze - pomaga to, kiedy potrzeba ataku i można to wstawić do miksu jako fajny smaczek. Jeśli pracuje się z taką ilością gitar, jak my, dobrze jest mieć te opcje, by wystawić bębny na front, żeby przebiły się przez tą ścianę dźwięku. Stosuję bardzo otwarty strój, niczego nie tłumię i mam bardzo niską stopę i tomy."

Gdy spytaliśmy, jak upewnia się, że nisko nastrojona stopa przebija się przez ścianę ciężkich gitar, wyjaśnia: "Nie gram bardzo gęsto, stopa ma wtedy więcej przestrzeni, żeby wybrzmieć. Oczywiście trochę tłumię centralę, ale tomy są bardzo otwarte."

Listopad 2009 to dla Rammstein pierwsze chwile na nowej trasie koncertowej. Christoph jest bardzo podekscytowany wyjazdem, gdyż długa przerwa w graniu była frustrującym doświadczeniem. "Dla mnie jako bębniarza jest to trudne." - mówi. "Jestem trochę zniecierpliwiony; gdy nie masz tego doświadczenia bycia na scenie, jako perkusista tracisz siły i energię do gry. Podczas gry na żywo dostajesz dodatkowego kopa energii, a tego nie można przygotować."

Przygotował: Szymon Ciszek


Christoph był obecny również na targach Musik Messe we Frankfurcie. Wyraźnie dało się zauważyć, że jest to w Niemczech bębniarz niezwykle popularny i jego status gwiazdy jest niepodważalny. Dzięki uprzejmości firmy Sabian, która organizowała spotkanie z muzykiem mieliśmy szansę porozmawiać chwilę celem uzupełnienia wywiadu Davida Westa. Interesowały nas w szczególności jego początkowe lata gry na bębnach, gdy dorastał w Niemczech wschodnich. Czy podobnie jak my, Christoph miał tak samo ciężko?

Pojawił się punktualnie w sobotnie przedpołudnie na stoisku Sabiana. Tłum stopniowo zadeptywał dotychczasową atmosferę sielskości targów. Wszakże był to dzień otwarty i mieszkańcy Frankfurtu zanim zasiądą przed swoimi sobotnimi sznyclami, mają możliwość pochodzić sobie po jednych z największych targów muzycznych na świecie? Pozazdrościć. Christoph od razu został zauważony przez fanów, którzy powoli zaczęli osaczać stoisko Sabiana. Wysoki, smukły przystojniacha, z lekkim wpływem siłowni i chyba dużym pani kosmetyczki. Zasiadł z buteleczką wody w ręku w oczekiwaniu na zwolnienie pokoju do wywiadów. "Perkusista" był pierwszy w dość krótkiej kolejce, ponieważ o sam wywiad z muzykiem nie było wcale tak łatwo. Przycupnęliśmy więc sobie razem i zaczęliśmy komentować powstały wokoło harmider. Panowie z Rammstein słyną z małomówności i raczej stronią od udzielania wywiadów. Christoph okazał się jednak bardzo sympatycznym i otwartym koleżką. Z iście niemiecką rzetelnością sumiennie odpowiadał na nasze pytania.

Pamiętasz swoje pierwsze nagrania?


Ooo tak! To było dla pewnego włoskiego zespołu. Przenieśli się do Amsterdamu, by nagrać swój pierwszy album. Producent kapeli zatrudnił mnie, ponieważ stwierdził, że będę lepszy od laski, która grała u nich na bębnach.


Mieli pannę za bębnami?


Tak, to był zespół z Sycylii i mieli perkusistkę. Poznałem się z nimi, polubiliśmy się, więc wszedłem do studia, gdzie miałem około dwóch dni na swoje partie bębnów. To był także pierwszy raz, gdy grałem pod metronom, więc tym bardziej byłem podekscytowany całą sytuacją. Pierwszy dzień był dla mnie bardzo trudny i producent miał ze mną sporo pracy (śmiech), ale w końcu nagrałem to i wydaje mi się, że wyszło nieźle. Wszedłem w zespół i zrobiłem swoje. Najciekawsze jednak jest to, że zaraz po zakończeniu sesji natychmiast dostałem okrutnego bólu zęba. Z tych wszystkich nerwów i emocji, bo to było wielkie przeżycie dla mnie, rozbolał mnie ząb i musiałem szybko iść do dentysty. Całą jedną stronę twarzy miałem napuchniętą z tych emocji (śmiech).


Mówiłeś we wcześniejszej rozmowie dużo o sesji z nagraniowej ostatniej płyty. Co chciałbyś rozwinąć w swojej grze?


Wiesz, gdy tak spojrzę na czasy, kiedy zaczynałem grać, na to, czego słuchałem i w sumie słucham wciąż, są to głównie rzeczy z lat siedemdziesiątych oraz zespoły metalowe cały New wave itd? Moja gra jest zorientowana właśnie głównie w tym kierunku. Nawet, gdy gram rzeczy znacznie inne niż te w Rammstein, to staram się przede wszystkim rozwinąć samego siebie, wejść na wyższy poziom. Wszystko to, o co chodzi w graniu polega na tym, by przede wszystkim rozwijać samego siebie jako osobę. Nigdzie przecież się nie wybierasz w sensie - jesteś i grasz na bębnach. Ciągle mi to sprawia wielką przyjemność. Z rzeczy technicznych obecnie staram się rozwinąć bardziej te słabe punkty, jak np. lewe kończyny.


Rzeczywiście, widziałem, że jako praworęczny często grasz techniką open-handed.


Dokładnie, lubię tak grać z wielu względów. Zdecydowanie czuję się wtedy bardziej komfortowo, nie jestem tak ściśnięty i - co najważniejsze - pomaga to przy śpiewaniu, ponieważ przy skrzyżowanych rękach śpiewanie nie jest do końca czynnością, która wychodzi naturalnie. Do tego wiadomo, jest to bardzo dobre ćwiczenie. W sumie zacząłem tak grać, ponieważ miałem obolałe plecy i pozycja wyprostowana z nieskrzyżowanymi rękoma jest wtedy wygodniejsza. A wracając do rozwoju to chcę jeszcze rozwinąć swoje nogi. Głównie lewą. Chcę bardziej popracować nad grą na dwie centralki.


No właśnie, jesteś dość energicznym bębniarzem. Nie miałeś żadnych problemów ze zdrowiem do tej pory?


Nie, kompletnie. Tym, co trzyma mnie w kondycji to jest po prostu granie na bębnach. Występowanie na scenie i żywe reagowanie na grę, rytmiczne machanie niemal każdą częścią ciała jest swego rodzaju gimnastyką. Oczywiście, bardzo dużo pomaga mi również joga. Jest to doskonałe rozruszanie wszystkich stawów i rozciągnięcie mięśni. Musisz być w ruchu, to poprawia twoje samopoczucie, bo inaczej czujesz się, jak? ech?


Powiedz mi, co podczas występów na żywo doprowadza cię do pasji?


Na pewno fakt, że się mocno pocę. Ma to znaczenie, gdy masz pomalowaną twarz i np. tusz na oczach. Nie lubię strasznie, jak mi się zatykają systemy odsłuchowe. Wiesz, noszę w uszach te małe słuchawki i gdy jesteś przepocony nagle to wszystko ci się zasysa i jesteś jak w kosmosie (śmiech). Musisz to wyciągać, suszyć. Tak, to jest wnerwiające. Nie lubię także tych wszystkich wietrznych scen, gdzie wieje ci z każdej strony. Czasami mam też coś takiego związanego z dyspozycją dnia, np. czuję. że mój hi-hat lub siedzisko nie jest we właściwej pozycji? Nie wiem, jak to jest, ale wszystko jest ustawione tak, jak wczoraj, a mi coś nie pasuje i kręcę tym stołkiem (śmiech). Nie widzę publiki, bo kąt jest inny i już mnie to zastanawia, czemu niby tak nisko siedzę. Pytam technicznego: "Nie zmieniałeś nic?". "Nie, nic nie zmieniałem, wszystko mierzę, sprawdzam i za każdym razem jest tak samo".


Co jest tajemnicą Rammstein, że jesteście ze sobą już tyle czasu?


Hm? Tu chodzi chyba głównie o to, że wiemy, co chcemy robić i wszyscy wierzą w siebie wzajemnie, wierzą w naszą przyjaźń. Darzymy się wzajemnie zaufaniem. Zależy nam na tym, by utrzymać taki stan rzeczy. Nigdy nie zastanawialiśmy się, by kogoś wymienić. Oczywiście w sytuacjach, gdy ktoś nie byłby w stanie grać z różnych względów, sytuacja wyglądałaby inaczej. Nigdy nie myśleliśmy, by kogoś usunąć, bo akurat w danym momencie mamy słabsze chwile i ktoś z kimś ma jakiś konflikt lub się na coś obraził. Zawsze staramy się rozwiązywać problemy i nie dopuszczać do konfliktowych sytuacji.


A jak to bywa podczas tour? Sam wspominałeś, że potrafi człowiek zmęczyć się wspólnym przebywaniem?


Na trasie sprawa jest paradoksalnie łatwiejsza, ponieważ spędzamy ze sobą więcej czasu i poznajemy się bliżej. Poza trasą każdy ma swoje życie prywatne, każdy ma swoje rodziny. W takich sytuacjach tracimy kontakt ze sobą i to może być początkiem ewentualnych problemów. Na trasie po paru tygodniach czujemy się już praktycznie, jakbyśmy byli na wakacjach. Wiadomo jednak, że czasami trzeba odpocząć.


Co robisz, gdy już wracasz z trasy? Czasami gracie naprawdę cholernie długo?


Nic. Po prostu nic. Co najwyżej muszę trochę ogarnąć w domu (śmiech), a tak naprawdę to robię po prostu nic. Odpoczywam. Później stopniowo wracam do normalnego życia.


Jak postrzegasz swoją karierę, jej wzloty i upadki, momenty, gdy zespół zaczął się wspinać coraz wyżej?


Kiedy zaczynałem grać na bębnach, moi rodzice mówili bez przerwy, żebym zajął się czymś normalnym (śmiech), bo to nie prowadzi do niczego, nie będę miał z tego żadnego utrzymania. Nie słuchałem tego, co mówili, bo zawsze sobie powtarzałem, że o ile moja, nazwijmy to, kariera się rozwija to będę szedł za ciosem i to robił. Gdy w pewnym momencie odwróciłem się i spojrzałem wstecz na to, co robiłem, widziałem na przestrzeni lat ten progres. Z zespołem stopniowo przechodziliśmy krok po kroku stopień wyżej i wyżej. Na każdym takim poziomie rozwoju mieliśmy wspaniałe chwile. Pamiętam, że gdy byliśmy nieznanym zespołem to chcieliśmy grać w klubach i halach, gdzie grają inne zespoły. Kiedy to osiągnęliśmy mówiliśmy sobie: "Tak, zrobiliśmy to!". Wszystko szło bardzo naturalnie. To jest istotna kwestia szacunku, pokory i docenienia tego wszystkiego, co się zrobiło. Zastanawiam się często, jak młode zespoły, których członkowie mają po 18 lat, nagle nagrywają jakiś hit i grają w wielkich halach. Nam zajęło 15 lat, by to osiągnąć! Wydaje mi się, że taka kolej rzeczy może rodzić kłopoty, bo dla nich coś takiego jest normalne. Uważają, że są kimś wyjątkowym, Tylko, że jeżeli nie utrzymasz takiego poziomu lądujesz w małych klubach, w których nigdy nie grałeś. Jest to dla nich kompletny szok i świadomość pewnego upadku. U nas rozwój działał stopniowo. Tym bardziej, że pochodzimy ze wschodu i nie mieliśmy tylu możliwości, co na zachodzie.


Dobrze wiem, o czym mówisz, jesteśmy z tej samej strony "żelaznej kurtyny". W Polsce również nie było łatwo?


Pamiętam, że przed Rammstein grałem w takim zespole, który wcześniej grał na festiwalu w Polsce, nazywał się Jaz?


Jarocin?


Tak, Jarocin! Pamiętam taki plakat z punkiem, co miał wielkiego irokeza (śmiech).


Dokładnie, a jak to wyglądało w NRD


Kiedy zaczynałem grać na bębnach był to czas, gdy cały system zaczął się powoli zapadać. Była to połowa lat osiemdziesiątych. Powstawało wtedy wiele zespołów, coś się zaczynało dziać. Wbrew pozorom bardzo miło wspominam ten okres i uważam go za jeden z ważniejszych w moim życiu.


Jak wyglądała sprawa ze sprzętem?


Oczywiście mieliśmy problemy ze sprzętem. Pamiętam, że miałem taką czechosłowacką perkusję.


Amati!


Taaak, Amati. To były wtedy niezłe bębny.


Stary, mieliśmy to samo w Polsce!


Miałem je dość długo i powiem ci, że nie było wcale tak łatwo je dostać. Na sklep rzucano zazwyczaj jedną sztukę. Trzeba się było zapisywać na jakieś listy, stać w kolejkach...


Talerze również? Jaki kolor, zapewne czerwony?


Talerze również, sprzedawali je w całych pakietach: bębny, hardware i talerze. Wystawiało się pudełka i można było grać. Kolor miała - rzecz jasna - czerwony. Wcześniej miałem jakieś stare bębny, gdzie statywy miały cieniutkie rurki, a nóżki były płasko na ziemi. Amati było takim skokiem do przodu (śmiech).


Piękna sprawa. Nie miałeś nigdy ochoty odpocząć od bębnów?


Miewałem tak kiedyś, kiedy kompletnie nie przejmowałem się tak naprawdę, na czym gram, co się dzieje ze sprzętem. Od paru lat interesuję się mocno tym, na czym gram, jakie jest moje brzmienie. Sprawa jest prosta, jeżeli masz lepszy sprzęt to i zadowolenie z twojej gry jest większe. Masz większą motywację. Gra na kiepskim sprzęcie często deprymuje. To oczywiste.


Ok, dzięki wielkie. Parę słów na koniec. Może chciałbyś kogoś pozdrowić w Polsce?


Cóż mogę powiedzieć. Trzymajcie się! Raczej nie znam zbyt wielu polskich kapel. Pamiętam, że taki zespół kiedyś był - Armia.


O tak, to teraz mocno chrześcijański zespół?


To oni jeszcze grają?! W tamtych czasach to była mocna kapela. A tak poza tym? Nie! Czekaj! Znam tego perkusistę z Dimmu Borgir - Daray, spoko bębniarz.


ZESTAW CHRISTOPHA:

Bębny:
Sonor Delite Maple:
24"x18" kick drums (x2)
10"x7" tom-tom
12"x8" tom-tom
16"x16" fl oor tom
18"x16" fl oor tom
14"x6" Artist Series
Bronze werbel

Blachy:
Sabian
14" Paragon hats
12" HHX Evolution splash
14" AAX X-Celerator hats
22" HH Power Bell ride
19" HHX X-Plosion crash
18" HHX X-Plosion crash
18" HHX X-Treme crash
20" HHX X-Plosion crash
19" AAX X-Plosion crash
18" HHX Chinese
20" HHX Chinese
12" HHX Evolution splash
10" HH China Kang Chinese
20" AAX X-Plosion crash
18" HHX Evolution O-Zone crash
18" APX O-Zone crash
10" HHX Evolution hats

PLUS
Naciągi Remo:
Powerstroke 3 na centrali,
Clear Emperors na tomach,
Emperor X na werblu;
Pałki Vic Firth Signature;
Stopa Sonor Giant Step;
Hardware Sonor i Gibraltar

Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama