Charlie Benante to pan, który podchodzi już mocno pod pięćdziesiątkę, jest zresztą najstarszym garowym z całej "Wielkiej Czwórki", która hulała w czerwcu w stolicy. Facet ma niesamowicie charakterystyczny styl gry i szczerze mówiąc to głównie dzięki niemu utwory Anthrax można posłuchać i dziś.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Charlie Benante

Dodano: 04.04.2011

Charlie Benante to pan, który podchodzi już mocno pod pięćdziesiątkę, jest zresztą najstarszym garowym z całej "Wielkiej Czwórki", która hulała w czerwcu w stolicy. Facet ma niesamowicie charakterystyczny styl gry i szczerze mówiąc to głównie dzięki niemu utwory Anthrax można posłuchać i dziś.

Trzyma zespół w kupie, jak mało kto. Scott Ian jest szefem całego Wąglika, jednak to właśnie Charlie zarówno na koncertach, jak i na płytach powoduje, że utwory zaczynają pulsować. Buja nielicho, co w przypadku thrashowych garowych nie jest proste. Nie jest typem chirurga, który aptekarsko dzieli swoje partie. Słychać tam troszkę tego wspaniałego brudu, oznaczającego nic innego, jak to, że za bębnami zasuwa (i to nie byle jak!) żywa istota, a nie kolejny potworek chowany na książkowych przepisach. Jego odloty w różne części świata muzycznego kończą się zawsze tym, że pozostawia za sobą wygroovione kawałki. Tak jest w kolorowym Anthrax, ale i w surowym S.O.D. Pamiętam, jak cudownie wybił utwory swoich idoli z KISS - Parasite i She. Pięknie pomykające centrale, balansujący groove i soczyste blaszki pozwoliły tym kawałkom obudzić się z letargu. Osobiście uważam, że Charlie jest najbardziej niedocenianym pałkerem całej wspomnianej czwórki. Być może narażę się wielu maniakom Slayera, ale zasadniczo jestem zdania, że Charlie gra z całej "Big4" najbardziej kolorowo, miękko (ale agresywnie), wyprowadzając konkretne ciosy, wspaniale dynamizując stopkami i tylko Dave może z nim w tym temacie porozmawiać, jak równy z równym.

Umówiliśmy się na lotnisku. Miałem przekazać mu kilka gadżetów na czas pobytu u nas, mającego trochę potrwać ze względu na przygotowania do pierwszego koncertu otwierającego trasę. Przylecieli (poszczególne zespoły) kilka dni wcześniej, ponieważ ten pierwszy historyczny koncert miał się odbyć właśnie u nas (zygu - zyg, drodzy Amerykanie, he he he). Dało się zauważyć wśród ekip częstsze wizyty w toalecie wywołane przygotowaniem i nerwowym wyczekiwaniem. Co ciekawe przyleciał cały Anthrax za wyjątkiem? Charliego. Frank Bello (basista) powiedział mi, że Czarek po prostu spóźnił się na latającą brykę do Warszawy. Wpakowałem więc całą kapelę do busa i odesłałem bezpiecznie do hotelu, co by nie trafi li przypadkiem na jakiegoś "obrotnego" kierowcę, który przewiózłby ich przez Wołomin do hotelu oddalonego raptem 7 kilometrów od lotniska. Po chwili odezwał się Charlie? "Sorry, sorry! Będę leciał następnym". Umówiliśmy się więc na spokojnie na drugi dzień w hotelu. Zwlókł się przed południem i spełzł ze "śpiochami" w oczach do lobby, gdzie z wyszczerzonymi kłami przywitałem go w stylu Breżniew - Gierek. Zasiedliśmy na sofi e i właśnie tam rozpoczęliśmy luźną rozmowę. Charlie wyraźnie nabrał wigoru, po czym poprawiając wygląd skwitował, że dobrze, że nie ma długich włosów?

A co, nie lubisz?


Nie u siebie. Długie włosy są fajne, ale u kogoś. Kiedyś graliśmy koncert, jeszcze jak miałem długie włosy i żułem gumę. Robiłem cały czas balony i w pewnym momencie balon pękł i poprzyklejał mi się do włosów. Powiedziałem wtedy, wystarczy, nigdy więcej (śmiech).


Co sądzisz o "Big4"?


Wydaje mi się, że wiele zespołów, które przyjdą na koncert to ludzie, którzy dorastali słuchając takich zespołów, jak Metallica, Slayer, Anthrax i Megadeth. Wydaje mi się, że jest to odpowiedni moment, ponieważ połowa lat osiemdziesiątych to bardzo ważny okres w historii muzyki. Przed nami były zespoły takie, jak Judas Priest, Motorhead, Iron Maiden. Tamte zespoły inspirowały te zespoły. Stworzyliśmy pewien styl muzyki i kilka bardzo istotnych płyt w tamtym czasie, które stały się ponadczasowe. Teraz ci wszyscy - tak mniej więcej - czterdziestolatkowie, którzy doceniają tę muzykę mają szansę zobaczyć te cztery zespoły razem na scenie? To wspaniała sprawa.


Dlaczego akurat teraz?


O to trzeba zapytać Metallicę.


Pamiętam trasy Clash of the Titans z 1991 roku (Megadeth, Slayer, Anthrax) czy niektóre wspaniałe Monsters of Rock. Tym razem taki skład i to nie w USA.


Tak, nie w Stanach, co jest dla mnie trochę dziwne, ponieważ są to cztery amerykańskie zespoły. Może w przyszłym roku? Moim zdaniem heavy metal zawsze był mocny w tych rejonach i ta muzyka nigdy tutaj nie umarła, nigdy! I wydaje mi się, że jeżeli zaczynać wspólne granie to właśnie tutaj. Wszystkie pierwsze naprawdę wielkie koncerty dla każdego z tych zespołów odbyły się właśnie tu, w Europie. Tak więc to chyba ważne, żeby na początku zagrać tu.


25 lat to szmat czasu? Wiele zmieniła się muzyka metalowa w tym czasie.


Wszystko w pewien sposób ewoluuje i dotyczy to nie tylko muzyki metalowej. Co teraz będzie? Teraz historia zaczyna zakreślać koło i wracamy do korzeni tego prawdziwego heavy metalu. To jest naturalny proces, który sam się napędza. Wszystko w pewien sposób się zmienia, ale później wraca do tych korzeni. Oczywiście w pewnej zmienionej już formie, ale zawsze ma to wspólną bazę. Są różne rodzaje heavy metalu w sensie niekoniecznie muzycznym, jest podziemny heavy metal i ten taki pop heavy metal.


Co masz na myśli mówiąc pop heavy metal?


Może to brzmi nieco strasznie, ale chodzi tu jedynie o sposób postrzegania. Chodzi mi o takie zespoły, które w pewien sposób wpisują się mainstream. To takie zespoły, które każdy zna lub wie, co to jest. Zapytaj o Metallicę na ulicy, zapytaj jej (tu Charlie wskazał urodziwą pracownicę hotelu). Prawie każdy wie, co to jest. Jest to znak, że coś urosło do takich rozmiarów, że wciąga za sobą masy. Nie jest to już wtedy przysłowiowe podziemie. Zasadniczo jest takie dążenie, by coś takiego osiągnąć ze swoją muzyką. Jest jednak grupa muzyków, która woli być w zgodzie z samym sobą i zatrzymać to dla siebie. Oczywiście nie wiem, jak to jest z Metallicą, nikt nie wie za wyjątkiem ich. Ja mogę mówić tylko za siebie, tym bardziej, że ich bardzo lubię. Wiesz, heavy metal jest bardzo, bardzo niezwykłą sprawą i nie można z nim walić w chuja (śmiech). Musisz być prawdziwy, bo inaczej po pewnym czasie ludzie powiedzą - nic z tego.


Anthrax jest teraz właśnie takim podziemnym zespołem?


I tak, i nie. Wyszliśmy z tego, po czym wróciliśmy. Rozpoczął się nowy rozdział dla nas.


Stare zespoły z powrotem zaczynają wydawać płyty w starym stylu. Anthrax milczy już od siedmiu lat.


Hm? Tak, kawał czasu. Przez ten czas tak naprawdę wiele się wydarzyło. Mamy w sobie wiele muzyki, ale nikt jeszcze tego nie słyszał. To dość trudny temat do rozmowy, ponieważ działo się wiele rzeczy związanych z zespołem, z nami, wiele rzeczy osobistych, wiele różnych zdarzeń, nad którymi nie mieliśmy do końca kontroli. I powiem ci, kiepsko się czuję z faktem, że nie zrobiliśmy nic nowego przez tak długo. Obiecuję, że to nadrobimy.


Musicie być zatem uważni, bo moim zdaniem niewiele wspaniałych niegdyś zespołów zrobiło płyty, które miały być powrotem do korzeni, w naprawdę dobrym stylu. Udało się to Whitesnake, Kiss, ale Metallica znowu była kontrowersyjna...


Osobiście uważam, że przez ten cały długi okres oni nie zrobili nic złego. Po prostu wielu nie podobało się to, co zrobili z płytami Load czy St. Anger. Teraz po tej najnowszej płycie ta grupa fanów mogła w końcu powiedzieć "Tak! Wracają do korzeni!". Wiele zespołów zrobiło dobre płyty? Kogóż by tu wymienić? Hm (śmiech) O, AC/DC, oni zrobili świetną płytę, strasznie podoba mi się ich ostatni materiał. Jestem wielkim fanem tej kapeli, uwielbiam ich.


Tak, jak Slayer i Iron Maiden, którzy robią niemal cały czas te same rzeczy.


Wiesz, sprawa jest prosta. Slayer robi płyty dla fanów Slayer, a Iron Maiden dla fanów Iron Maiden - w tym cały klucz.


Co sądzisz o wybuchu parę lat temu tzw. progresywnego grania? Dotyczy to również i bębnów.


Razem z Mikiem Portnoyem dobrze się kumplujemy. To on przez bardzo długo dzierżył w rękach sztandar tego typu muzyki. Fantastyczny perkusista. Z Dream Theater jest tak, że oni dają zawsze dokładnie to, co chcą fani. Chcesz skomplikowanych kawałków trwających 16 minut, nie ma problemu. Dorastałem też przy muzyce progresywnej i bardzo sobie ją cenię. Jedną z moich ulubionych kapel jest Rush. Oprócz tego, że Rush gra gęsto, potrafi zrobić zajebiste piosenki. Nie ma chyba lepszej piosenki, jak Tom Sawyer. Coś pięknego. Lubię też Jethro Tull, Yes. Jedną z moich ulubionych kapel progresywnych z lat siedemdziesiątych jest UK. Pierwszy album był niesamowity, po czym przyszedł jeszcze Terry Bozzio i wszystkich zupełnie zabił. Terry Bozzio rządzi.


Grał ostatnio u nas w składzie z Holdsworthem, Levinem i Patem Masteloto.


Stary, jaka ekipa! Niesamowite.


Masz nowy sygnowany werbel zrobiony przez - rzecz jasna - firmę Tama. Słyszałem go, jest tłusty, ciężki, szeroki i przestrzenny.


To właśnie chciałem uzyskać. Idea mojego werbla przewijała się od jakiegoś czasu. Chciałem zrobić dwa rodzaje - jeden metalowy, a drugi pół na pół, metal i drewno. Problem z tym drugim był taki, że jest to zbyt kosztowne, po prostu byłby za drogi. Wydaje mi się to nie w porządku, by dawać perkusistom sprzęt, którego nie są w stanie kupić, na który nie są w stanie sobie pozwolić. Dlatego pozostałem przy werblu stalowym. Jest to mój ulubiony materiał wśród bębnów metalowych, więc powiedziałem Tamie: "Zróbmy to!". Pięciocalowy nie bardzo mi pasował, był nieco za cienki, dlatego zdecydowałem się na 6,5". Jedynie, czego się obawiałem to te metaliczne przydźwięki, które czasami się zdarzają, dlatego też nałożyliśmy czarny lakier od wewnątrz. I to był strzał w dziesiątkę. Zostaliśmy też przy nieco grubszej wersji korpusów - 1,2 mm. Dlatego werbel jest taki tłusty. Kombinowałem z wieloma naciągami i w końcu znalazłem idealne rozwiązanie w postaci Evans Power Center Reverse Dot. Co najfajniejsze, zakres dynamiczny jest tak duży, że sprawdza się w różnych gatunkach muzyki. Ubraliśmy go później we wszystko to, co powinno wyróżniać mój werbel i nabrał on charakteru.


Absolutnie ma charakter!


Zapewne jako perkusista dobrze to wiesz, że gra na otwartej przestrzeni, a gra wewnątrz to pod kątem brzmienia dwie różne rzeczy. Teraz będziemy grać na zewnątrz, więc zobaczymy, jak się zachowa. Dodatkowo Tama zrobiła mi nowy zestaw, więc także ciekaw jestem, jak będzie się grało.


Nowy zestaw? Cóż tam Tama ci zrobiła, bubinga?


Chciałem kombinacji bubingi i klonu. Nie byli do końca przygotowani na taką ewentualność ze względu na pośpiech, więc powiedziałem im - poproszę o klon. Uwielbiam bubingę, brzmi, och, zabójczo. Nigdy nie byłem fanem brzozowych bębnów. Brzoza jest dla mnie za bardzo "pingy" i nie czuję tego dobrze.


Charlie, często zadaję to pytanie, bo wiążą się z tym zabawne historie i podoba mi się ten rozanielony wyraz twarzy, gdy pytam. Pamiętasz pierwszą sesję w studio?


Tak, pamiętam. Pamiętam ją dokładnie. Nagrywałem wtedy z Ross the Boss z Manowar. Produkował nasz pierwszy singiel Soldiers of Metal i to była właśnie moja pierwsza prawdziwa praca w studio. Poszło mi nieźle i tak naprawdę zdenerwowany byłem dopiero, gdy nagrywaliśmy naszą pierwszą płytę - Fistful of Metal. Nie mieliśmy po prostu za dużo czasu i wszystko musiało przebiegać szybko. Bębny były nagrywane dosłownie w godziny.


Walczyłeś z metronomem?


Nie używałem metronomu aż do... Hm, Nie jestem pewien, ale chyba było to Sound of White Noise. Wszystko wcześniej graliśmy bez klika, razem. Największym problem nagrywania Fistful było to, że była to po prostu dla nas pierwsza cała płyta, a nie jedna piosenka. Chcieliśmy, żeby wszystko było, jak należy. Pamiętam, że pierwszy miks był koszmarny i o ile prawa stopka miała, powiedzmy, w sobie 100 procent mocy to lewa miała około 60 procent, przez co brzmiało to strasznie kulawo. Musieliśmy to zmienić. Do tego gitary brzmiały jak komary. Koszmar. Trzeba było wszystko miksować od nowa. Samo nagranie tej płyty zajęło nam kilka dni, bo dobrze wiedzieliśmy, co chcemy uzyskać i w która stronę chcemy iść. Co ciekawe, niedługo potem nagrałem materiał na S.O.D. na tym samym ustawieniu.


To było jednocześnie najtrudniejsze nagranie?


Chyba tak, bo byliśmy trochę zieloni i wszyscy wkoło mówili nam, byśmy robili to tak, a to tak. Słuchaliśmy dokładnie i w ten sposób, krok po kroku, wykreowaliśmy brzmienie Anthrax. Człowiek był wtedy bardzo młody i jak ktoś kazał coś robić to się to robiło, bo wydawało się, że tak musi być.


No, ale teraz ktoś, gdzieś w studio może powiedzieć - powinieneś brzmieć jak Charlie Benante.


(śmiech) No właśnie


Jak tworzysz swoje partie bębnów? Pytam, bo widzę, że nie jest to jeden ciąg tej samej gry.


Różnie z tym bywa i różnie to wyglądało na przestrzeni lat. Gdy wychodziła każda nowa płyta Rush, zawsze słuchałem gry Neila Pearta i szukałem, co nowego zrobił na płycie, jakie innowacje wprowadził. To samo zawsze chciałem robić z Anthrax, by na kolejnym albumie zagrać inaczej niż na wcześniejszym, wejść przy tym w utwór i zagrać tak, by było to dobre przede wszystkim dla danej piosenki. Gdy słucham wcześniejszych płyt Anthrax to widzę, jak mocno zajęty byłem (śmiech). Od Sound of White Noise zacząłem zbliżać się bardziej w tę stronę muzyczną i skupiać się na groovie. Później słychać, że połączyłem obie te rzeczy. Nie muszę być gwiazdą wieczoru. To gitarzyści mogą pogwiazdorzyć, no i oczywiście frontman powinien robić show. Ja jestem ze swoimi partiami w danej piosence i muszę zrobić wszystko, by brzmiała ona jak najlepiej.


Co cię doprowadza do pasji podczas gry?


Nie lubię strasznie, jak nie słyszę za dobrze na scenie. Gdy nie mam centralek dobrze słyszalnych to mnie to rozwala. Nie można wejść wtedy w groove!


Więc to jest najważniejszą rzeczą dla ciebie podczas koncertu?


Powiedziałbym, że raczej energia między zespołem a publiką. To jest chyba najistotniejsze. Pozwala mi też zapomnieć właśnie o tych wszystkich mankamentach z odsłuchem. Wchodzę na scenę, gram, nie słyszę się, zaczynam się wkurzać, ale nagle publika robi z nas miazgę i wtedy już nic mnie nie obchodzi tylko odlatuję. To są najlepsze koncertyyyy (Charlie wypowiedział to z wielkim natchnieniem w głosie)


Wolisz więc grać w klubach? Tam jest bliższy kontakt z ludźmi.


To zależy. Wiesz, rok temu graliśmy koncert z Johnem Bush, nie graliśmy ze sobą bardzo długo. Staliśmy na scenie i w ogóle zapomnieliśmy, że jest publika. Graliśmy razem dla siebie. Wyszło świetnie. Teraz będziemy grać nasz pierwszy koncert z Joey'em, więc jesteśmy lekko zdenerwowani (śmiech).


Jak wyglądały twoje początki, kiedy dorastałeś w Nowym Jorku na Bronxie?


Pamiętam, że kiedy miałem cztery lata, po przeciwnej stronie ulicy była rodzina, w której były cztery dziewczyny, żadnego chłopaka. Dziewczyny miały zespół coś w stylu religijnym, grały po kościołach. Miały klawisze, gitarę, no i bębny. Laska, która grała na bębnach poszła do college'u, więc nie mogła już dłużej grać. Zestaw stał bezużyteczny, a był to Gretsch. Mój ojciec pogadał z ich ojcem i tak za około 50 dolarów kupił mi te bębny. Grałem wtedy z taśmami pod Ringo. To był mój bohater, kiedy miałem cztery lata (śmiech).


Brałeś lekcje?


Tak, gdy miałem pięć lat zacząłem brać lekcje gry. Zacząłem poznawać wszystkie tajniki gry na bębnach w postaci rudymentów itp. Uczyłem się podstaw, ale też przy okazji grałem z płytami. Później uczyłem się grać z nut, ale nie chciałem tego robić, bo pragnąłem po prostu grać na bębnach!


Kiedy zacząłeś poświęcać więcej uwagi swojej grze na dwie stopy, która jest naprawdę niesamowita. Piekielnie dynamiczna.


Przyczyny były dwie. Pierwsza to Simon Phillips, a druga to Motorhead. Uczyłem się na podstawie Judas Priest 'Sin after Sin' i Motorhead 'Overkill'. To były dobre ćwiczenia, później zacząłem je podkręcać i tak to jakoś się samo stało. Kolejną osobą był Alex Van Halen, który na dwie stopki raczej miał zwyczaj grać shuffle. Tak też robił Simon Phillips, jak grał np. z Jeffem Beck w kawałku Space Boogie. Graliśmy kiedyś tribute koncert dla Simona i na próbach poprosiłem go: "Simon, pokaż mi, jak grasz Space Boogie!". Gramy ten kawałek nieco inaczej, ja robię to w ten sposób (i tu Charlie poleciał stopkami po podłodze hotelowej). Popatrzył i powiedział, że to fajna interpretacja, ale w momencie, kiedy pokazywał mi swoją partię tego numeru to, ach, Stary! Jaka kontrola! On jest niesamowity.


Simon gra stylem "open-handed". Nie próbujesz też w ten sposób grać?


Tak, kilka piosenek staram się zagrać w ten sposób. Przekładam czasami ręce na ten styl (jak się później okazało w fabryce Paiste zrobiono Charliemu specjalny mały ride nad lewy hi-hat). Moim ulubionym bębniarzem grającym w ten sposób jest Carter Beauford. Mocno mnie inspiruje. To coś pięknego, co on robi grając na hi hacie?


Zobacz, a leworęczny Eric Carr grał na kompletnie praworęcznym zestawie, na krzyż.


On miał wielkie te bębny. Siedziałem kiedyś za nimi. Wszystko było tak daleko od siebie ustawione. Talerz tu, tomy tam, werble jeszcze gdzie indziej. A co ciekawe, on był dość niski. Nie wiem, jak on to ogarniał.


Masz jakieś rutynowe ćwiczenia przed koncertem?


Na pewno mogę powiedzieć, że robię rozgrzewkę. Różnie to po prostu wygląda. Najlepiej, gdy mogę sobie pograć pod jakiś utwór, to mnie wprowadza w atmosferę koncertu. Czasami jednak jest tak, że siadam w ciszy i rozgrzewam się na padzikach.


A po koncercie?


Schodzę ze sceny i muszę się uspokoić. Troszeczkę ochłonąć. Później zazwyczaj rozmawiamy o koncercie, jak było, analizujemy, co było ok, a co nie funkcjonowało, jak należy. Staramy się być nastawieni pozytywnie nawet, jak coś nie wyjdzie. Nie mówimy rzeczy typu "Ale dałeś dupy!". To nie ma sensu. Powoduje złe nastawienie całego zespołu.


Gdy jedziesz w trasę nie jest lekko żegnać się z rodziną?


Oj, nie jest. Mam czteroletnią córkę i ten wyjazd bardzo mocno przeżyła, płakała i krzyczała, że chce ze mną jechać. "Jeszcze nie tym razem, kochanie". To trudne, ponieważ gdy masz rodzinę to twoje priorytety się zmieniają, Będąc tutaj muszę być skoncentrowany, więc nie funkcjonowałoby to tak, jak należy.


Nie masz problemów ze zdrowiem perkusisty?


Mam dolegliwość z ręką. Czasami mi wysiada i potrzebna jest sekundka odpoczynku. Muszę coś z tym w końcu zrobić.


W Polsce ciągle dużą popularnością cieszy się serial Married with Children (Świat według Bundych). Możesz opowiedzieć coś o waszej wizycie na planie?


To dobry serial. Niezły ubaw z tym mieliśmy. Manager w tamtym okresie wiedział, że jestem wielkim fanem The Simpsons. Chciał nas wrzucić nawet do jednego odcinka, ale nie udało się. Pogadał z ludźmi od Married with Children i zrobili odcinek z nami, gdzie Bud i Kelly zapraszają nas do siebie do domu. Spędziliśmy wtedy z nimi w Kalifornii cały tydzień i było naprawdę zabójczo. Jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Pewnego dnia grała w okolicy Metallica, więc wzięliśmy Buda czyli Davida ze sobą. Impreza była dość konkretna, a na drugi dzień trzeba było pracować. Producenci powiedzieli nam, że byliby wdzięczni, gdybyśmy więcej nie wyciągali ze sobą Davida na imprezy. "No, ale dlaczego!". (śmiech)


Co jest najważniejsze dla młodych pałkerów, zalewanych mnogością materiałów z Internetu?


Najważniejsze jest to, by umieć korzystać niemal ze wszystkiego, z każdego miejsca wyciągnąć coś dla siebie. Być po prostu bardzo otwartym. Tylko trzeba pamiętać, by to wszystko przerobić samemu i stworzyć siebie. Nie próbować naśladować. Ostatnimi czasy pojawiło się pełno bębniarzy RnB, którzy brzmią po prostu identycznie. Dla mnie to jest gówno warte. Kopiują dosłownie wszystko od wyglądu po najważniejszą rzecz czyli styl. Zero oryginalności to jest to, czego nie lubię. Słaby bębniarz może być dla mnie najlepszym. Zobacz na Philla Rudda, on gra: bum trach bum trach i tyle. Dla mnie jest niesamowity, mogę go oglądać całą noc. Tam jest tyle przestrzeni i lekkości, to jest powietrze.


Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama