"Gdy zaczyna brakować herosów" - Comiesięczny Felieton Perkusyjny

Dodano: 31.07.2021
Autor: Maciej Nowak

W tym miesiącu miałem poruszyć temat związany z interakcją, ale kolejny raz, los okazał się bardzo okrutny i środowiskiem perkusyjnym, chociaż nie tylko, wstrząsnęła tragiczna wiadomość o śmierci Joey'a Jordisona.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Zaznaczę od razu, co w sumie ma też pewne znaczenie w kwestii obiektywności, że nigdy nie byłem jego wielkim fanem. Nie zmienia to jednak faktu, że regularnie śledziłem co się u niego dzieje, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę, jak ważnym perkusistą jest dla wielu tysięcy młodych bębniarzy. To czy podoba mi się jego granie nie ma tu najmniejszego znaczenia. Reakcja świata muzycznego na jego śmierć tylko przystemplowała fakt, że mamy przed sobą prawdziwą ikonę pokolenia, a na takich perkusistach i w ogóle muzykach, zależy mi ogromnie. Dlaczego? Bo to właśnie muzycy jak Joey tworzą magię, przyciągają i są – jak to zwykłem mówić na gwiazdy, których raczej w życiu nie pozna się osobiście – „idolem z plakatu”, który rozbudza wyobraźnię za każdym razem, gdy na niego spojrzymy. Takich muzyków jest coraz mniej. Z jednej strony jest to efekt tego, że świat na swój sposób mocno się skurczył, z drugiej strony jednak dużo też zależy od samego muzyka. Weźmy takiego Mike’a Portnoya perkusistę, którego uznaję za jednego z trzech najważniejszych bębniarzy w historii (tak, mówię poważnie i mam na to „papiery”, jak ktoś chce, mogę to rozwinąć). Oczywiście nigdy przed nim nie padałem na kolana, utrzymujemy nawet sporadycznie kontakt. Mike jest bez wątpienia wielką postacią całego rocka progresywnego, ale to, jak przez ostatni rok „obnażał” się w mediach społecznościowych spowodowało, że strasznie… znormalniał w moich oczach, żeby nie powiedzieć spowszechniał. Pewnie, nawet największa gwiazda to człowiek z krwi i kości, ale ja jestem duszą romantyczną, która lubi jak za idolem ciągnie się nutka tajemniczości i niedopowiedzenia. Nawet Ozzy Osbourne w swoim telewizyjnym show, żeby przetrwać upierdliwość ekipy filmowej, chodził cały czas naprany, przez co widzieliśmy amerykański kit, a nie prawdziwe oblicze Ozza.

Moim zdaniem, Joey zachował do końca swój mistyczny anturaż. Osiągnął kolosalny status wśród fanów i nie rozmienił się na drobne twarzując permanentnie w mediach społecznościowych z kolejnymi „mongolskimi teoriami” na jakiś tam temat. Brakuje mi takich muzyków, brakuje mi takich ikon, autorytetów i uważam za bardzo zły znak, że zaczyna ich coraz bardziej brakować w świecie muzyki, kina i sportu. Szczególnie w tym ostatnim wszystko jest przeliczane i monetyzowane, no ale takie są przecież ludzkie pragnienia, mimo że tak naprawdę tej esencji nie da się kupić za żadne pieniądze. Leo Messi, który sportowo jest może i lepszy, ale nie będzie taką legenda jak Diego Maradona. Ale wróćmy do muzyki. Czy koleżanka, która świeci dupą i robi kretyńskie miny ledwo uderzając w perkusję, staje się autorytetem tylko dlatego, że ma natrzaskanych miliony odsłon? Nie uznaję takich osób nawet w kategorii popularnej ostatnio nazwy „influencer”. Znacznie bardziej interesuje mnie co dobrał sobie do bębnów grający sporadycznie Jurek Piotrowski (pozdrawiam Cię Jureczku!) niż jakaś tam pacynka, która w świecie powszechnego tępienia seksizmu tworzy swoje treści opierając się na ujęciu na pośladki. No, ale producenci sprzętu pędzą w wyścigu ze swoimi gratami. Paranoja…

Nasza uwaga jest krótka, nietrwała, kapryśna, skupiona na wyraźnych sygnałach, szybko przenosimy zainteresowanie w inne miejsce i zapominamy co się działo całkiem niedawno. Wyobraźnia nie pracuje, tylko jest zalewana kolejnymi bodźcami. Nie rozwijamy wątków, tylko je zmieniamy. Pamiętam swojego idola 30 lat temu na plakacie, w zasadzie nie wiedziałem o nim wtedy zbyt dużo, tylko zespół w jakim grał. Stał na wielkiej perkusji z podniesioną łapą. A moja wyobraźnia wręcz kipiała i przeszedłem przez piękną drogę poszukiwań i odkryć.

Zapewne jestem z innej epoki, ale czy aby na pewno tylko ludziom w moim wieku brakuje obecności wielkich postaci? Możliwe, że młodsi po prostu o tym jeszcze nie wiedzą, ale zapewne z czasem zaczną szukać lub podświadomie to wyczuwać. Tak się dzieje chociażby, gdy wielkie osobistości umierają. Nagle czujemy, że o kimś będziemy mówić już tylko w czasie przeszłym, a oni sami stają się jeszcze większą legendą. Najgorsze jest jednak to, że coraz ciężej kogoś znaleźć w to miejsce.

Trzymaj się Joey, gdziekolwiek jesteś. Dzięki wielkie, że tak pięknie zaczarowałeś i natchnąłeś tysiące osób.

Quiz - MORE REMO
1 / 12
Jak nazywają się naciągi do cichego grania?
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"