O stanie polskiego bębnienia cz. 2. Beata Polak

Dodano: 18.06.2009

Jak wygląda Polska scena perkusyjna oczami znanych bębniarzy? Kim są na co dzień? W jaki sposób pracowali by osiągnąć sukces? Czy go osiągnęli? Poruszmy wszystkie tematy, nawet te, które mogą zaboleć, tutaj perkusiści mają głos! W drugiej części najbardziej znana polska perkusistka - Beata Polak.

Wstęp

Beata mimowolnie poprawia swoje włosy. Wprawnym ruchem lewej ręki zaczesuje je lekko na boki by po chwili znowu zasłoniły jej twarz. To swoisty element wizerunku Beaty - długie blond włosy sięgające niemal do pasa. Są do tego stopnia charakterystyczne, że swego czasu pewien znany muzyk zaproponował jej żeby przefarbowała je na czarno bo podczas gry skupiała na sobie zbyt dużą uwagę.

Patrząc na dokonania Beaty Polak trudno nie kryć słów podziwu.  Jest przykładem na to, że nigdy nie jest za późno by sięgnąć po pałeczki perkusyjne by zacząć grać. Współpracowała z takimi zespołami jak: Armia, Houk, 2TM2.3, Sweet Nosie, Maryla Rodowicz, Arka Noego. U wielu pojawi się z pewnością lekki uśmiech pobłażania na wieść o tym, że grała w Arce.  Beata ma jednak na ten temat bardzo ciekawy pogląd, tam także można się bardzo dużo nauczyć. Podobnie w Tymoteuszu gdzie gra na dwa zestawy perkusyjne wspólnie ze "Stopą" Żyżylewiczem czy "Ślimakiem" to nie lada wyzwanie.

Późno zaczęłaś grać na bębnach?

Bardzo późno, ponieważ od drugiej klasy szkoły podstawowej byłam w szkole muzycznej na fortepianie, a w szkole średniej poszłam na rytmikę i dopiero w czwartej klasie poznałam środowisko perkusyjne.  Był tam Tomek Goehs - ówczesny perkusista Turbo i Wilczego Pająka, ale także Grzegorz Kupczyk - wokalista Turbo. Tak więc mieliśmy taką dość rockowo metalową klasę, bo było tam jeszcze paru innych muzyków,  którzy zajmowali się tym gatunkiem. Tak więc po tej linii coraz częściej schodziłam do klasy perkusji. Kiedyś Tomek posadził mnie za zestaw i powiedział "No to graj." A ja "Nooo?ale co?" On na to: "No graj - stopa, werbel, stopa, werbel." i tak zaczęłam grać jakiś rytm.

Tomek zawsze grał na dwie stopy, więc widząc 2 pedały, nie mogłam oprzeć się pokusie, i sama "odpaliłam" na dwie. Nagle z końca sali wraca Goehs i mówi "Kurcze, nie jeden koleś nie potrafi grać na dwie stopy, a ty od razu zapaliłaś... weź się poważnie za bębny!". I tak to się właśnie stało, że zaczęłam przychodzić do klasy perkusji i ćwiczyć. Tam tez zauważył mnie Zbyszek Łowżył, ówczesny profesor klasy perkusji i stwierdził, że mam pewną łatwość w graniu na instrumentach perkusyjnych, i że muzycznie dobrze stoję, bo w końcu byłam rytmiczką - pianistką.

Dał mi parę lekcji i zaproponował bym postarała się o przydział dodatkowego instrumentu - perkusji. To była piąta klasa szkoły II stopnia, a ja od połowy semestru miałam dodatkowo jedną godzinę perkusji.  Jak zdałam dyplom z rytmiki poprosiłam dyrekcję o możliwość pozostania w szkole kolejnego roku realizując tylko program perkusji, by przygotować się eksternistycznie do dyplomu. Wtedy właśnie razem z Tomkiem Goehsem zrobiliśmy dyplom, on po sześciu latach a ja po 2 i pół.

Jak trafiłaś do Akdemii?

Szefem klasy perkusji był wówczas profesor Jerzy Zgodziński, który był założycielem Poznańskiego Zespołu Perkusyjnego znanego w Europie i ponadto bardzo stawiał na muzykalność. I mimo, że tej techniki po 2,5 roku grania nie miałam za dużo, to na dobrym poziomie zagrałam egzamin wstępny, i właśnie moja muzykalność zwróciła jego uwagę. Oczywiście na egzaminie przydarzyła mi się przygoda, bo w czasie grania złamała mi się pałka do ksylofonu, ale na szczęście pani Maja Anders (wykładowca) wyjęła ze swojej "magicznej" szafy komplet pałek, i dokończyłam utwór.

Trzy pierwsze lata na studiach, to była głównie praca na instrumentach klasycznych - marimba, werbel, kotły, wibrafon, a dopiero później zaczęłam tak naprawdę grac na zestawie. Moi koledzy perkusiści -podśmiechiwali się pod nosem, bo to było bardziej środowisko jazzowe, czyli klimaty Dave?a Weckla itp. No, a ja - Pantera, Machine Head... I jeszcze dobrze nie umiałam grać na zestawie, a zasuwałam na dwie stopy.

Teraz widzę, że pokutuje to do dzisiaj, bo lepiej na zestawie czuję się w nogach niż w rękach. Nikt mnie wcześniej nie uczył tego przekładania paradiddli na bębny itp. Grałam raczej prosto - rockowo, właśnie tę szkołę rozwijałam w sobie. Nie miałam takiego etapu uczenia się jaki mają dzisiaj ci młodzi ludzie mający dostęp do szkółek czy materiałów z internetu. Teraz wszystko tak naprawdę jest do dyspozycji. Ja natomiast uczyłam się słuchając płyt, między innymi właśnie Pantery, jak robić przebitki z podwójną stopą. Pamiętam jak nagrywaliśmy nasze pierwsze demo z zespołem Infinity to pełno było podwójnej stopy, ciągle - tygydy tygydy?.(smiech)

Ktos jeszcze oprócz Pantery?

Zdecydowanie pierwsza płyta Machine Head Burn My Eyes i Chriss Kontos - bębny osadzone bardzo mocno, ani za dużo ani za mało, po prostu w sam raz. Ale też: Grip Inc., Sepultura, Korn...

Ten czad zaprocentował w Syndicate.

Tak, głównie tam. Chociaż parę kawałków miało charakter, można by rzec - transowy. Bębny od początku do końca grały niemal ten sam rytm i ta uporczywa china na "raz", cały czas, dodatkowo napędzała ten trans.

Jak wyglądał dyplom? Piotrek Pniak mówił, że na swoim pamięta tylko jak przygasły świtała gdy mielił.

Mieliśmy podzielony dyplom na dwie części. Najpierw grałam dyplom  złożony tylko z utworów na zespół kameralny - oprócz różnych zestawów klasycznych instrumentów perkusyjnych, grałam też na zestawie jazzowym w utworze John?a Beck?a (pisałam tez o nim pracę magisterską), a po 3 miesiącach, miałam recital solowy. Bardzo dobrze to pamiętam. Szczególnie kamerzystę, który kompletnie zepsuł mi nagranie, bo cały czas odpalał jakieś efekciki w kamerze, które w konsekwencji zamazywały obraz... i momenty, które najbardziej chciałam zobaczyć od strony wizualnej, bo były trudne technicznie, niestety były nie do podpatrzenia... a Pan się cieszył, że wykorzystał w nowej kamerze dużo efektów.

Na dwie stopy dużo było? (śmiech)

Nie bardzo... bo grałam z nut, ale w niektórych momentach jakieś małe przebitki na podwójnej stopie udało się przemycić, mimo, że nie było to mile widziane.

Przecierałaś szlaki perkusistek rockowych w Polsce.

Nie było łatwo, no i chyba ciągle nie jest. Cały czas jest to przeświadczenie, że jednak ciężka muzyka jest przeznaczona  wyłącznie dla facetów. Poniekąd jest trochę w tym prawdy, ale nie do końca...

Pamiętam recenzję Infinity w Metal Hammer w rubryce Out of the darkness, Remo Mielczrek pisał o kobiecej ręce...

Tak, tak. Zastanawiałam się, czy gdyby pisał recenzję nie wiedząc, że na bębnach gra kobieta, to czy również pisałby o "kobiecej ręce"...Miałam z nim wymianę korespondencji, gdzie mnie przepraszał, twierdząc, że tym określeniem nie chciał umniejszać moich umiejętności perkusyjnych. Bo tak naprawdę co to znaczy czuć kobieca rękę? Na nagranie wpływ ma wszystko: pomieszczenie, bębny, mikrofony, preampy, realizator... Wtedy nagrywałam na bardzo słabych bębnach, w piwniczno-domowym studiu, a niedługo później z Syndicate na triggerowanych bębnach, gdzie cios był zupełnie inny, a przecież grała ta sama perkusistka.

Jak reagowali koledzy? Dziewczyna na bębnach w metalowej kapeli to nie było normalne zjawisko, szczególnie w Polsce..

Jak zaczynałam to grałam z amatorskim zespołem w garażu gdzie robiliśmy covery Metalliki czy Slayera. Jednocześnie ćwiczyłam sama  w sali akademii, gdzie mieliśmy rozstawione prywatne bębny. Wtedy też zobaczyłam jaka jest różnica w graniu razem, a samemu. I tak w tym "garażowym" zespoliku szlifowałam swoje umiejętności.

W pewnym momencie  gitarzysta Infinity zapytał mnie czy nie zechciałabym zagrać z nimi, bo mają jakieś problemy ze swoim bębniarzem. Trafiłam więc do zespołu, gdzie w jakimś sensie bębny były już wymyślone, a ja co najwyżej dokładałam te swoje podwójne stopki. A reakcje chłopaków na granie dziewczyny na bębnach były różne - od euforii do powątpiewań - w zależności od tego czy już słyszeli "jak gram" czy tylko słyszeli, "że gram"...

Nie miałaś wzorców muzycznych w domu?

Nie. Byłam pierwsza w rodzinie z wykształceniem muzycznym, ale dzięki moim starszym braciom poznałam kilka dobrych, starych kapel, jak: Led Zeppelin, Deep Purple, Queen, Electric Light Orchestra, Boney M, Jimmiego Hendrixa czy The Doors. 

Pierwszy krok w zawodową scenę to Syndicate.

Tak?

Jak było na początku?

Zagraliśmy nasz pierwszy koncert na dużej imprezie tu w Poznaniu Były to Rockowe Walentynki w poznańskiej Arenie. Mieliśmy parę tygodni prób i zaledwie cztery utwory, które oczywiście zagraliśmy. To był taki rockowy spęd, grały tam znane na tamten czas zespoły. Oczywiście Acid Drinkers, Illussion, Armia, Sweet Noise, Mafia

Później nagroda na festiwalu w Węgorzewie.

Tak... dostałam nagrodę dla Największej Indywidualności Festiwalu...Gwiazdą był wtedy Perfekt. Ich perkusista - Piotr Szkudelski, napisał w wywiadzie dla jakiejś gazety, że "gram na dwie stopy z prędkością światła" (śmiech). To mnie bardzo podbudowało... W materiale Syndicate było sporo tej podwójnej stopy. W jury był basista - Wojtek Pilichowski, i stąd chyba nagrodą dla ?indywidualności muzycznej? była gitara basowa. Pytałam "Dlaczego nie jakiś fajny talerz?". No, ale sfinalizowałam ową gitarę, i kupiłam sobie  16-sto calową chinę.

Później wspólna trasa z Acidami.

"Lica"- Robert Friedrich, zaproponował nam trasę w sumie z wdzięczności. Flapjack nagrywał wtedy tę płytę z jabłkiem...

...Juicy Planet Earth...

No właśnie...dla mnie to ich najlepsza płyta... Mieliśmy wtedy razem obok siebie salki prób w Zamku, tu w Poznaniu. Niestety im tę salę z jakiś powodów chwilowo zamknięto. Zapytali czy mogliby wejść do nas bo terminy ich gonią. Zgodziliśmy się rzecz jasna. Lica zaproponował nam później zagranie wspólnej trasy. W sumie to graliśmy dwie trasy z Acidami a potem z Vaderem.

Acid byli wtedy u szczytu...

Rola supporta była trudna - należało szybko rozstawić się przed samym  występem, zagrać określoną ilość minut, a później szybko usunąć sprzęt ze sceny. Mimo to bardzo miło wspominam te koncerty. Publika była w porządku. Nie skreślili nas tylko dlatego, że byliśmy "rozgrzewaczem". Rzeczywiście słuchali naszej muzyki, i były potem całkiem fajne recenzje.

Pamiętam koncerty z tej trasy. Ludzie zwracali mocno uwagę na to, że na bębnach gra dziewczyna.

Wiele razy tak było, że na koncertach stawał za mną rządek muzyków i nie-muzyków z założonymi rękami, i dolatywały do mnie teksty  w stylu: "No, zobaczymy co panienka potrafi." Ale po koncercie spotykałam się już z  normalniejszym nastawieniem...

Przygoda ze Sweet Noise.

To był taki epizod. Trwało to jakieś pół roku.

Mówisz to tak lekko, a oni byli wtedy na totalnym topie. Pierwszy polski zespół z takiej półki, który miał kontrakt na zachód. Nawet dziś takich zespołów można wyliczyć na palcach jednej ręki. To ty nagrałaś z nimi singiel Ghetto...

Tak, to był czas, że ich bębniarz nagle zniknął. Byli pod ścianą, bo mieli sporo koncertów i właśnie ten kontrakt na Zachód. Zgodziłam się, i zagraliśmy kilka fajnych koncertów. Praca nad singlem była dla mnie bardzo trudna, bo nagrywałam piosenki mając wysoką gorączkę, a materiał powstawał w studiu, więc wymagało to dużego skupienia. Niestety pamiętam, że w tamtych latach tak przejmowałam się każdą sesją nagraniową, że przy nagraniach każdej płyty zawsze byłam chora, i nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie mogę mieć choć jednej sesji, w której będę na "pełnych obrotach"...

Na koniec epizodu ze Sweet Noise, zadzwonił do mnie Glaca - w Wigilię.... Trochę nie w porę, bo właśnie siadałam do stołu, a on dzwoni z poważną rozmową. Ja mówię: "Nie bardzo mogę rozmawiać, czekają na mnie z wigilijną kolacją...o co chodzi?" On na to: "Wiesz, myśleliśmy o tym, że może chciałabyś grać z nami na stałe? Tyle, że chcielibyśmy żebyś grała tylko w Sweet Noise." Dla mnie wtedy Syndicate było niemal jak dziecko - byłam współtwórcą zespołu, więc dziwnym wydało mi się porzucenie tej kapeli dla Sweet Noise. I tak to się skończyło...

Grałaś tez z bardzo znanym wówczas Houk.

W Houku także było zastępstwo, bo odszedł Tomik, a Ślimak który miał go zastąpić nagrywał w tym czasie płytę Acidów. Maleo zaproponował mi, żeby pograć jakiś czas razem. Przyznam, że koncerty były dla mnie dość egzotyczne, bo my chyba nawet próby nie mieliśmy w całym składzie, przygotowywałam się sama i od razu koncerty...a to przecież ludzie z Warszawy - zupełnie inne myślenie muzyczne niż w Poznaniu...

Panował taki pogląd, że muzycy z Poznania to niemieckie, kwadratowe granie - wszystko wyliczone, a u warszawiaków - przeciwnie...pełna swoboda, nigdy nie wiesz co cię zaskoczy...i tak się często czułam na koncertach z Houkiem - to była niezła jazda...(śmiech)

To był czas, kiedy grałam wtedy w Syndicate, w Armii - zastępstwo za Stopę, w Houku - za Ślimaka, i w Tymoteuszu (2Tm2,3) - albo za T.Goehsa albo za Stopę, w zależności którego nie było. Miałam już taki muzyczny mętlik w głowie, że przyjeżdżałam na koncerty z kartkami, na których miałam rozpisane swoje partie w nutach, żeby pamiętać o jakiś ważnych momentach.

Brzmi to imponująco. Zastępstwo, ale za kogo? Goehs, Stopa, Slimak, zostałaś wrzucona na wysoką półkę.

Jest to na pewno dla mnie miłe. Nie mniej uważam, że na to nie zasłużyłam...(konsternacja) Nie wiem, nie jestem jakimś wybitnym bębniarzem, jest wielu znacznie lepszych. Po prostu wierzę w opatrzność Bożą (śmiech)

Rock i heavy metal, a tu nagle przygoda z Marylą Rodowicz?

Zadzwonił do mnie Andrzej Karp - realizator muzyczny płyty "Przed zakrętem" Maryli Rodowicz - z propozycją nagrania dla niej paru piosenek. Byłam wtedy w Warszawie, bo nagrywaliśmy z 2Tm2,3 drugą płytę. Mówię zaskoczona " Jak to? Przecież nie znam numerów." On na to: "Spokojnie, to nic, przyjedź, dam ci wieczorkiem taśmę, posłuchasz i będziesz nagrywała następnego dnia rano". Przyjechałam wieczorem, posłuchałam, i od rana były nagrania. Zapytałam na czym będę grać, a Andrzej mówi: "o, tutaj leżą bębny...." 

To był taki rozwalony zestaw Remo. Popatrzyłam na nie, i gdy przypomniałam sobie moje piękne, żółte MMXy Pearl?a, które mogłam tu przywieźć, to aż mi się ciężko na sercu zrobiło.  "Poskładaj, poskładaj" mówił. To poskładałam je, i ledwo się kupy trzymały. Jak stroiliśmy werbel, to Andrzej - realizator mówił żebym na maksa opuszczała naciąg. W pewnym momencie to był już totalny "karton".

Tymczasem w reżyserce pod mikrofonem zabrzmiał po postu genialnie. Była to dla mnie kolejna lekcja odnośnie różnicy w brzmieniu akustycznym, a studyjnym. Andrzej Karp przy nagraniach był bardzo surowy, i często przerywał jak coś leciutko się omsknęło. Musiało być idealnie z metronomem. Pamiętam jak nagrywaliśmy nową wersję Małgośki, to w jednym miejscu  zrobiłam przebitkę na dwie stopy. Nagle wpadł do sali i mówi "Beata! To jest Maryla Rodowicz, a nie jakiś heavy metal!". No, ale została ta przebitka, jakoś tak zakamuflowana. Później nastał czas rozmów z samą Marylą, bo chciała, żebym grała z nią na stałe...podobno kiedyś marzył jej się zespół złożony z samych dziewczyn...

Wśród perkusistek konkurencji wielkiej nie było...

Zaprosiła mnie do Wrocławia na nagrywanie teledysków do kilku piosenek, które poleciały w telewizji. Później zaprosiła mnie do udziału w takim koncercie - show -  w cyrku. Taki dwuczęściowy, wielki program. Było naprawdę sporo muzyki do zrobienia. Trudna dla pozostałych muzyków w zespole była też sytuacja ze zamianą bębniarzy, ponieważ wszyscy w poprzednim składzie się kumplowali.

Jak przyjechałam na próby do Warszawy to zespół, za wyjątkiem Zbyszka Krebsa, nie był zbyt przyjacielsko nastawiony do mnie. W powietrzu wyczuwało się jakąś nieprzyjemną zawiesinę. Cały czas zwracali mi uwagę, że gram zbyt rockowo, podczas gdy właśnie dla tej rockowej gry zostałam zaproszona na płytę Maryli. To było dla mnie trudne doświadczenie...

Po nagraniu teledysków spotkałam się rano przy śniadaniu z Marylą, która powiedziała, że wpadł jej niespodziewanie do zagrania jakiś bankiet, i który ja musze zagrać. Było to ok. 40 nowych piosenek, głownie biesiadnych. Nie byłam w stanie tego zrobić - bankiet miał się odbyć za 5 dni, a ja właśnie wybierałam się na koncerty z Tymoteuszem, więc brak możliwości ćwiczenia tej biesiady. Wyraziłam swoją wątpliwość w jednoczesne przygotowanie materiału do cyrku i biesiadnego bankietu, i tak nasze drogi się rozeszły...

Armia.

Stopę zastępowałam wiele razy w Armii, bo miał bardzo dużo koncertów z Voo Voo. Poleciałam za niego też na koncerty do Stanów.  Jak wróciliśmy, to zaczęłam grać w Armii już na stałe.

No i 2TM2.3.

Okazało się, że miał to być projekt jednej płyty powstały podczas rekolekcji dla muzyków w Ludźmierzu, a tu wyszedł regularny zespół. Ekipa muzyków rockowych, którzy się nawrócili, grają nadal  muzykę czadową wymieszaną z reggae, ale śpiewają psalmy. Z Tymoteuszem nagrałam 2 płyty czadowe, podwójny koncert akustyczny i studyjną płytę akustyczną.

Jak wyglądał twój kontakt z ideą i ideologią zespołu?

Kiedy Lica zaproponował mi pojechać na pierwszy koncert Tymoteusza w Sopocie, by zastąpić Stopę, to kompletnie nie miałam świadomości jaki to jest zespół. Dostałam płytę, żeby się przygotować, ale nie słuchałam tekstów tylko koncentrowałam się na bębnach. Musiałam przygotować się do koncertu sama, bo niemożliwe było zorganizowanie specjalnie dla mnie próby, ponieważ muzycy pochodzą z różnych stron Polski.

Byłam trochę przerażona...tym bardziej, że miało to być moje pierwsze granie na 2 zestawy perkusji, i to bez żadnej próby... Poza tym cały czas ciążyła na mnie ta świadomość, że bardzo szybko zaczęłam grać w takich poważnych kapelach, a wciąż czułam, że mam jeszcze tyle do zrobienia na bębnach... Dlatego też bardzo dużo musiałam pracować, żeby utrzymać poziom bębniarza, którego zastępuję.

Przygotowując tego Tymoteusza, słuchając bębnów na dwa kanały, który zestaw jest mój, byłam tak wkręcona, że kompletnie nie zwracałam uwagi na teksty . Jak Lica mi powiedział, że śpiewają psalmy to myślałam, że żartuje...

Gdy jechałam z Licą na trasy z Acid nie miałam świadomości, że on jest nawrócony, i że Pan Bóg jest dla niego taki ważny. Byłam wtedy od dobrych paru lat poza kościołem, i to tak na poważnie. Zauważyłam to dopiero jak wróciłam z drugiej trasy z Acidami, po paru rozmowach z nim, jak widziałam, że nie jeździ busem z resztą, dojeżdża sam na koncerty pociągiem, razem z żoną Dobrochną. I tak szarpał u mnie tę strunę, która od dawna we mnie nie grała...

Pamiętam jak przed pierwszym koncertem z 2Tm2,3 podszedł do mnie i powiedział "Beatka, chodź pomodlimy się razem." A ja pomyślałam: "pogięło go?!" Dla mnie to był jakiś odjazd! Był tam nie tylko cały zespół, ale także ludzie ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Zaczęli się głośno modlić, w różnych językach. Wystraszyłam się, bo nigdy nie miałam doświadczenia Kościoła od tej strony.

Myślałam: "co to jest? Jakiś show z amerykańskiej telewizji?". Chodziłam kiedyś na religię i do kościoła w niedzielę, ale tak naprawdę moja wiara była martwa... Nie miałam do czynienia z tą żywą wiarą, przede wszystkim nie znałam Kościoła, do którego od dziecka należałam..., a tu nagle znane postaci z polskiej sceny rockowej modlą się bez zahamowań... W miarę czasu jaki z nimi spędzałam mogłam zobaczyć, że nie jest to żadna poza, i że ich życie naprawdę się zmienia...

Ruszyło cię to, dałaś się porwać...

Pamiętam jak poszłam porozmawiać z Licą na temat nowego wokalisty do Syndicate, a on ciągle mi nawijał o Panu Bogu. Nie byłam wtedy jeszcze za bardzo otwarta na to, i po jakimś czasie wkurzyłam się i wyszłam. To był jednak taki moment, że stanęłam za drzwiami i nie mogłam się ruszyć z miejsca. Dziewczyna, która wiedziała jedno - jeżeli nie wypracuję sobie czegoś sama, to nic nie osiągnę, jeśli nie będę ćwiczyć na tych garach to nie będzie mnie na scenie..., że muszę polegać tylko na sobie, praca, praca, praca...".

Zawsze mi to Goehs powtarzał, że talent to jest 10%, a praca 90%. A tu się nagle okazuje, że ja, taka pewna siebie wychodzę zbuntowana z domu Licy i nie mogę się ruszyć...  To był taki pierwszy poważny moment u mnie, kiedy po wielu latach zaczęłam się zastanawiać nad istotą Boga...

Poszłam później na katechezy Drogi Neokatechumenalnej, bo większość z nas w zespole jest we wspólnocie Drogi Neokatechumenalnej. No i tak cios za ciosem... a dziś jestem cała w tym. Nie jestem już przypadkowo, tylko całą sobą.

Jak się gra koncerty z Arką Noego?

Specyficznie... Dlatego, że granie jest przyjemne, bardzo proste technicznie, ale jednocześnie na swój sposób trudne. Bo grasz tak, żeby nie przeszkadzać dzieciom. Lica jest skupiony na dzieciach, i jak go coś rozproszy, czy muzycznie mu nie przypasuje, to się denerwuje. Ale ja to rozumiem, ponieważ cały ciężar prowadzenia koncertu i panowania nad wszystkim dźwiga właśnie on...Poza tym kiedy w grę wchodzi ewangelizacja, jak jest w przypadku Arki N., to zawsze jest dużo przeciwności...


Graliście też w Stanach.

Ja zagrałam z Arką dwie trasy koncertowe po USA. Głównie dla Polonii.  Pewnego razu poszliśmy przed koncertem z dziećmi do polskiego radia na wywiad. To był czas, gdy Arka była po wydaniu pierwszej płyty z największymi hitami w stylu "Święty", "A gu,gu", a w Polsce zaczęły się pojawiać podróbki Arki Noego.

Ktoś ponagrywał te same piosenki, nazwał tak samo zespół, tylko, że śpiewane one były strasznie smutno - jakby dzieci robiły to za karę. Muzyka nagrana była oczywiście z jakiegoś marnego klawisza. Prowadzący w radio pytał nas o Polskę, o różne rzeczy, o zespół, i w pewnym momencie mówi "A teraz posłuchamy Arki Noego" i właśnie włączył jedną z tych podróbek.

Nagle wszystkie dzieci zaczęły się wydzierać "To nie jest Arka Noego!" W reżyserce zrobiło się zamieszanie, a redaktor był lekko zaskoczony... w Stanach, na antenie, taka wpadka...(śmiech)

Obecnie udzielasz się w solowym projekcie Tomka Budzyńskiego.

Jestem bardzo zadowolona z grania w tym projekcie, bo bardzo podoba mi się ta muzyka, i jest to zupełnie inne granie - nie rockowe...używam w tradycyjnym zestawie również darabuki i temple block?ów. Na płycie Luna nagrałam dużo różnych instrumentów... Powstał nawet utwór tylko na instrumenty perkusyjne - taki trochę w stylu capoira, w którym pod koniec dochodzi jakby z zaświatów gitara i głos Budzego.  Przy pierwszej płycie Budzy napisał, że jest to muzyka dla kobiet...i że jest to apokaliptyczny folk. No, ale ta druga płyta - Luna jest  bardziej mroczna, czarna, ale jednocześnie bardzo głęboka w warstwie tekstowej...

Widziałem cię również w projekcie Koty.

Koty powstały na potrzeby koncertu na festiwalu "Crossdrumming 2008", ale mam nadzieję, że uda się pociągnąć go dalej, bo bardzo dobrze pracuje mi się z dziewczynami (Małgorzata"Tekla"Tekiel-ex Pudelsi i Urszula Stosio-ex Renata Przemyk). Pomyślałam, że skoro zostałam zaproszona przez Stasia Skoczyńskiego na festiwal, to nie zagram z Tymoteuszem czy Armią, tylko z czymś zupełnie nowym. Pomyślałam, że skład żeński na tego typu imprezie, gdzie oprócz klasyki wystąpią również jazzmani, to będzie właśnie to... I nasze trio to kompilacja poznańsko-krakowska : Beata-Ula- Tekla - bębny-gitara-bas...

Ciekawa jest także twoja współpraca z chórem..

No tak. Chór Skowronki, który ma na swoim koncie wiele zdobytych nagród... Dla mnie jest to szokujące, bo jest to chór dziewczęcy, czyli dziewczynki w wieku gimnazjalno - licealnym, ale jest wręcz fenomenalnie przygotowany przez Alicję Szelugę i Benignę Jaskulską (nad ruchem pracuje też Teresa Nowak).  Śpiewają bardzo zróżnicowany repertuar: od chorałów średniowiecznych, przez renesansowe madrygały i motety, romantyczne pieśni, aż do muzyki ludowej różnych narodów, i współczesnej muzyki chóralnej.

Największe wrażenie wywarło na mnie ich wykonanie bardzo trudnego utworu - "Psalmu 100"  Marka Jasińskiego, którym zdobyły I miejsce na Festiwalu Chórów Żeńskich (a nie dziewczęcych) w Hiszpanii.  Początkowo podeszłam do propozycji zagrania z chórem z lekkim dystansem, dziś natomiast sprawia mi to wiele satysfakcji, i wciąż przymnaża zadziwienia nad ich występami...

Zanim przejdziemy do Sunguest to coś pominęliśmy z twojego portfolio?

Był jeszcze jeden zespół, który nazywał się Zbylaki. Powstał on dla potrzeb grania akustycznego...w skrócie można powiedzieć, że był to pomniejszony skład zespołu 2Tm2,3 wykonujący akustyczne wersje utworów tego zespołu, jak również Armii, i innych kapel, które lubiliśmy. była też muzyka z różnych filmów... Śpiewał - Budzy, na basie - Kmieta, na gitarze - Drężmak, i ja na bębnach.

Koncerty były bardzo luzackie, trochę się wygłupialiśmy. Publika szalała, a nam  towarzyszyły teksty z filmu "Rejs" czy "Miś"...nie zapomnę jak na bis Drężmak zaśpiewał solo czeską piosenkę (to była konsternacja dla ludzi...), albo podczas wykonywania piosenki z "Rejsu" wchodził na krzesło i tańczył podrywając do zabawy całą salę. Żartobliwie nazywaliśmy nasze występy "blokiem muzyczno-filmowym". Była przy tym kupa zabawy ...

Twój rodzimy projekt Sunguest.

To zespół niemal rodzinny. Wokalistką jest moja córka Kaja, która studiuje wokal na wydziale jazzu w Zielonej Górze (filia Katowic), natomiast mój mąż gra na gitarze, i jest twórcą większości piosenek. Grają również basista Artur Gronowski i gitarzysta Norbert Śliwa. Charakterystyczną cechą jest to, że muzyka jest rockowa, a wokal totalnie nie rockowy. Takie założenie miałam od początku. Kaja ma bardzo delikatny wokal, i mimo, że była najstarsza w Arce Noego, w której śpiewała kilka lat, i nagrała sporo arkowych hitów, to miała najbardziej dziecięcy wokal. Bardzo chciałam to wykorzystać. Klasyczne ujęcie jest takie, że - rockowa muza i mocny wokal, tymczasem ja wolałam zupełnie coś innego. Byłam producentem płyty. 

Wiele fajnych pomysłów realizatorskich wniósł Lica, który ją miksował. Ja i Kaja bardzo podobnie myślimy w kwestiach prowadzenia wokalu, układania linii melodycznych, dlatego nagrywałyśmy ich dużo, wiele wersji jednej zwrotki, dogrywałyśmy inne głosy, a później edytowałam to na komputerze wybierając to co mi się najbardziej podoba. W konsekwencji na płycie oprócz głosu głównego jest wiele innych dogranych wokali, i żeby tego nie stracić na koncertach, postanowiłam wykorzystać Rolanda SPD-S-a - elektroniczną perkusję z samplerem, wrzucając w poszczególne pady właśnie te dodatkowe wokale. Na przykład, w utworze  Ehije Aszer Ehije wstęp jest lekko folkowy - trochę w stylu chóru bułgarskiego, zaśpiewany na kilka głosów, przez co na koncercie nie mając innych wokalistek, nie ma innej możliwości, jak właśnie grać samplerem.

Było to duże wyzwanie dla mnie jako bębniarza, bo oprócz pilnowania swoich partii bębnów, wciąż muszę myśleć wokalami, i orientować się, że np. w 17 takcie są dwa chórki, więc powinnam uderzyć w taki to, a taki pad. Przy czym nie ma możliwości, by włączyć sampl na początku piosenki i wyłączyć go na końcu, bo w sytuacji jakiejkolwiek pomyłki, czy opóźnionego wejścia Kai na jakąś zwrotkę po prostu leżymy...dlatego muszę odpalać każdy sampl wokalowy w konkretnym takcie utworu. Płytę  Labirynt nagrywaliśmy prawie dwa lata, ponieważ wciąż czekaliśmy na wolny termin studia u Licy. W konsekwencji moje bębny nagrał Michał Garstecki (basista Arki Noego) - w swoim bardzo fajnym studiu w Poznaniu, Marcin i Norbert  nagrywali gitary w Zamku, a ja sama nagrywałam basy i wokale w studiu Michała, załapując się na momenty jego wyjazdów z Arką na koncerty, by przez kilka godzin skorzystać z wolnego studia.

Dlatego to wszystko tak długo trwało, bo byliśmy zmuszeni robić to wieloetapowo ze względu na brak terminów w studiu. Tak więc mnie przypadło nagrywanie bębnów w ósmym miesiącu ciąży... Znajomi Michała, którzy siedzieli z jego żoną na górze, aż zeszli do studia, by zobaczyć czy ten "hałas" bębnowy, który porusza całym domem wychodzi od grającej kobiety w ciąży... (śmiech). Mój syn, z którym wtedy byłam w ciąży, jak miał półtora roku wyciągał z szafy garnki (robi to do dziś), obracał i plastikowymi nożami walił nieustannie...zadziwiała mnie tylko jego wytrwałość w tej grze - był niezmordowany. A jak potrzebowałam jakiś garnek do zupy czy sosu, to awantura była na całego...

Dzieciaki grają?

Maks ma 4,5 roku i ma swoją gitarę, takiego małego Fendera. Czasem go podłączamy pod mały wzmacniacz, żeby poczuł, że gitara ma moc... Ma zacięcie, chociaż jeszcze nie ogarnia chwytów tylko tak sobie wachluje. Gabryś jest bardziej uniwersalny, bo łapie się wszystkiego co wydaje dźwięk... chociaż głównie perkusja - chyba właśnie przez te nasze wspólne nagrania. To, że kobieta rodzi dzieci wcale nie znaczy, że musi przestać robić to co lubi... Jest jakiś taki lęk w kobiecie, że straci karierę, ale tak wcale nie musi być...

Jak się gra na dwa zestawy perkusyjne?

Świetnie, ale wciąż trzeba być czujnym. Każdy ma inny felling, i czasami zdarza się coś takiego (w tym momencie Beata robi na kolanach coś a?la flamy - przyp. red.) ale to jest nieuniknione, a nawet momentami ciekawe. Pamiętam jak nagrywałam ze Stopą płytę Pascha, to oboje graliśmy do metronomu, i jak każdego z osobna się odsłuchiwało to wszystko wydawało się być równo, ale jak puszczaliśmy ze sobą jednocześnie 2 zestawy, to były minimalne obsunięcia, ponieważ tu w grę wchodzi właśnie felling. W zestawieniu ze wszystkimi instrumentami tych minimalnych nierówności nie słychać. Natomiast śmiesznie było jak nagrywałam  ze Ślimakiem utwór na drugą płytę 2Tm2,3.

Wyszło całkiem fajnie, ale Lica, który miksował płytę razem z Edziem Sosulskim wydzwaniał do nas wkurzając się   "Coście tam narobili? Pełno blach! Nic nie można zrobić z tymi bębnami!". A nasze bębny w związku z tym, że były dużymi zestawami na ramie, nie mieściły się w sali studia, i zostały ustawione w takiej zwykłej sali z gołymi ścianami i sufitem,ale wypełnionej materacami do spania.  Graliśmy kawałek Shema Israel, czyli numer dość mocno osadzony, w którym razem ze Ślimakiem nawalalismy na crashach cały wstęp. Lica wściekał się przy miksie, bo co chciał wyciągnąć bębny, to automatycznie wyłaziły  crashe.

Pod co nagrywasz w studio?

Różnie. Jak nagrywałam z Tymoteuszem, grałam do metronomu i pilotów gitar. Natomiast Sunguest grałam z pilotami, które zrobiłam sobie sama na klawiszu i do metronomu, a jeden kawałek nagrałam z pamięci tylko do metronomu. Z Syndicate nagrywałam do wcześniej nagranych na płytę pilotów gitar, a z Armią - podobnie jak w 2Tm2,3

Już nie ćwiczysz tak intensywnie?

Gram mniej. Przychodzę sobie wieczorkami do mojej sali prób jak już dzieciaki położę spać i tak sobie gram do nocy. Kupiłam ostatnio telewizor z video, bo mam sporo rzeczy na kasetach przywiezionych ze Stanów. I bardzo doceniłam szkołę Tomka Łosowskiego. Przerabiałam sobie tę szkołę, i bardzo dużo mi to dało. To był powrót do rzeczy, których dawno nie grałam. Ale bardzo podobały mi się przygotowania do koncertu Kotów, bo materiał był zróżnicowany, a w nim między innymi cover Vinnie Moore?a - musiałam trochę posiedzieć nad nim, ale kiedy już go przygotowałam, to okazało się, że dziewczyny nie chciały go grać (śmiech)

Jakieś konkretne ćwiczenia?

Ostatnio ćwiczę głównie materiał koncertowy z laptopem, lub różnego rodzaju przebitki. Ćwiczę groove. Czasem gram sobie utwory kapel, które lubię. Ale mam świadomość, że pewnych rzeczy już nie przeskoczę, tak więc odpuszczam sobie ćwiczenie patentów np.Weckl?a, czy tym podobnych bębniarzy.... Poza tym jest jeszcze jedna rzecz. Mam generalnie fizycznie słabe nadgarstki. Pamiętam, że jak grałam czadowe koncerty, to bardzo często miałam kontuzje, i to nie dlatego, że się nie rozgrzewałam, tylko "taka już moja uroda." Mam takie delikatne łapki i tyle. Jak robiłam dyplom z perkusji to moja profesorka - pani Morawska chciała bym zrobiła również dyplom z fortepianu. W sumie trzy fakultety... 

I miałam zamiar to zrobić. Grałam bardzo dużo na fortepianie, a etiudy oktawowe zabijały moje ścięgna. Do tego dużo pracy przy instrumentach perkusyjnych, i w końcu nagle siadły mi ręce - szczególnie prawa. Na 6 tygodni miałam założony gips, a później usztywniacze. Trochę tego nie rozumiałam, bo wielu bębniarzy ma problem z nadgarstkami, a zauważyłam,  że dla niejednego lekarza jedyną radą jest unieruchomienie rąk. A chyba nie jest to jedyny sposób...

Uczysz w szkole muzycznej. Jest potencjał w uczniach?

Jest to szkoła średnia i podstawowa czyli: werbel, marimba, ksylofon, wibrafon, kotły. Wśród tych początkujących trudno jeszcze cokolwiek powiedzieć, chociaż wcześniej miałam naprawdę paru uzdolnionych uczniów...Dwie moje absolwentki dostały się do Akademii Muzycznej na perkusję... 

Są dziewczyny?

Jest sporo dziewczyn, ale generalnie mniej zainteresowanych zestawem, bardziej instrumentami płytkowymi...

Jak myślisz, nauczanie akademickie wypacza perkusistów? Pozbawia ich charakteru?

Nie wiem jak jest dzisiaj, ale gdy ja kończyłam akademię to i tak nie miałam źle. Szef perkusji - profesor Jerzy Zgodziński, był bardzo otwarty na granie wszelkiego rodzaju. Mimo, że cisnął na zespoły kameralne i orkiestrę,  to nie zamykał drogi do muzyki rozrywkowej. A wiem, że były takie uczelnie w Polsce, w których zestaw jazzowy był zamykany przez profesora w szafie, żeby studenci nie tracili przy nim czasu, tylko skupili się na klasyce...U nas w akademii zawsze można było grać na bębnach. Wprowadzono zresztą przedmiot : zestaw jazzowy, na którym uczyliśmy się grać swinga czy tańce latynoamerykańskie. Na pewno obecnie jest lepiej.

Komponujesz?

Muzykę? Nie...Po co? Gitarzyści to robią (śmiech) Najwyżej się wtrącam, mam swoje uwagi, tak jak parę rzeczy zmieniłam w Sunguest.

Masz wolne chwile?

U mnie wolne chwile nie są tak naprawdę wolnymi chwilami bo
zawsze kręci się jakiś mały gzub i robi zadymę, ale jak uda mi się ich zatrzymać na jakiś czas przy oglądaniu bajki, to idę do kuchni, odpalam CD, zakładam słuchawki na uszy i próbuję się trochę oderwać od rzeczywistości...Ostatnio odreagowuję najnowszą płytą Slipknot?a  - nie jestem fanem tego zespołu, ale ta ostatnia płyta bardzo przypomina mi wczesny Machine Head, albo totalny kontrast - Pata Methenego koncertówkę Travels. Czasem jednak najzwyczajniej wychodzę z domu, umawiam się z koleżanką na plotki, żeby poczuć się jak typowa kobieta, lub  wędruję po mieście...

Widziałaś nowy image Jordisona?

Tak. Dla mnie jest przerażający. Generalnie nie lubiłam Slipknota, gdzieś podskórnie wyczuwam, że w warstwie ideologicznej tej kapeli jest coś takiego, z czym nie chciałabym się identyfikować. Pierwszą ich płytę dostałam w prezencie, ale mogłam wysłuchać zaledwie 2-3 utworów, bo miałam wrażenie, że dostanę jakiejś arytmii serca. Chętnym na jej przejęcie okazał się Popcorn. 

Drugą płytę przyniósł do domu Marcin, a ja zwyczajnie spłukałam ją w toalecie. Kiedyś byłoby mi obojętne co dzieje się w warstwie tekstowej czy samej ideologii kapeli...ważna byłaby dla mnie tylko muza. Tak było kiedyś w przypadku Korna, którego przestałam słuchać na etapie Issuse... Dziś jest trochę inaczej, wiem już, że nie jest bez znaczenia jakiego słucham przekazu...

Jak z wczasami, feriami?

Jeździmy głównie nad morze, bo we Władysławowie jest tzw. Góra Tabor - spotkania młodych, podczas których robię warsztaty bębniarskie na przedmiotach użytkowych. Czyli jakby nie patrzeć wszystko wokół perkusji... Mam wielkie marzenie, żeby móc zostawić pod dobrą opieką dzieci, i  przynajmniej przez tydzień pojeździć sobie na snowboardzie. 

Ogólnie bardzo lubię jeździć autem i organizować sobie atrakcje na bieżąco...kiedyś często praktykowałyśmy to z Kają - w ciągu kilku minut potrafiłyśmy spakować najważniejsze rzeczy i zaraz potem już być w drodze np. do Czech na snowboard... Przez 3 lata pod rząd  spędzałam wakacje również w ruchu - swoim autem - zjeżdżając prawie cała zachodnią Europę...

Gdybyś miała oddać władzę jakiemuś bębniarzowi, kogo byś wybrała?

Ciężkie pytanie(śmiech)... Wybiorę kogoś z Polski. Tomek Łosowski . Dlaczego? Bo to facet konkretny, przede wszystkim pro-rodzinny (ma żonę i 4 córki), z pedagogicznym podejściem, ma poukładane dobrze w głowie, wie czego chce, jest dowcipny ale ma też klasę. Natomiast moim ulubionym bębniarzem jest Danny Carey z Toola. Był taki moment jak grali na początku, że wyglądali na zainteresowanych tym całym  okultyzmem. Miałam przez to lekki blok, co sprawiło, że na jakiś czas "odstawiłam" Toola.

Ale celowo przeczytałam o nich książkę, szukałam różnych z nimi wywiadów, byłam na ich ostatnim koncercie w Spodku, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie, i okazało się, że oni sami mówią o sobie, że wiele razy dziennikarze doszukują się w nich nie wiadomo jakich ideologii, i próbują do nich "doklejać pewne etykietki", dlatego czasem poruszają jakieś drażliwe tematy prowokując lub ośmieszając te działania. Nie wiem czy to jest do końca prawda, bo nie znam osobiście tych gości. Wiem tylko tyle co o nich przeczytam.

Niemniej jednak jest to mój ulubiony bębniarz. Jak usłyszałam go po raz pierwszy - na płycie Aenima - to zwariowałam...od razu poczułam coś takiego co mi się nigdy nie zdarzyło -po raz pierwszy słuchając bębnów miałam takie wrażenia jakby opowiadały one swoją historię, a nie były tylko akompaniamentem dla pozostałych muzyków. Coś podobnego wyczuwam też w grze naszego polskiego bębniarza - Czarka Konrada.

Parę słów na koniec.

Perkusiści i nie tylko...Regularnie kupujcie pismo, bo po pierwszym numerze widać, że nie jest przeładowane reklamami, a nasycone rzeczami ważnymi merytorycznie dla bębniarzy.


BEATA I SAMOCHODY

Samochody mnie bardzo interesują...nie tylko pod względem tego, żeby nimi jeździć, ale lubię też wiedzieć co się w nich dzieje, jak pracuje, potrafię zdiagnozować wiele rzeczy, choć nie jestem mechanikiem (śmiech)... Lubię prowadzić auto.  Bardzo trudno jest mi siedzieć w fotelu pasażera, a jeśli jestem już do tego zmuszona, to wolę usiąść z tyłu, bo zwyczajnie boję się, kiedy sama nie mam panowania nad autem. Siedząc z  przodu za szybko na wszystko reaguję, i mogę być uciążliwa dla kierowcy (śmiech) Lubię większe auta, dlatego już po raz drugi kupiłam minivana. Jeszcze do niedawna miałam volvo 850, i wciąż jestem wielkim fanem tej marki, ale przy mojej licznej rodzinie i czasem konieczności zabrania bębnów okazał się zbyt mały...


SPRZĘT

Moje bębny to Pearl Reference o wymiarach: bass 22x18, tom 10x9, tom 12x10, floor 14x14, floor 16x16 i werbel ( 20-sto warstwowy) 14 x 6,5.  Talerze firmy Paiste - mam bezpośredni kontrakt - głównie modele Signature, ale już wiem, że wymienię je na model - Dark.

Przy okazji wielkie podziękowania dla firmy Silesia Music Center (dystrybutor Pearl'a), Sławka Sadlika i Gabrysi Piotrowskiej, którzy spełniają wszelkie moje oczekiwania sprzętowe, bardzo szybko reagują na każdy mój problem, i z którymi od wielu lat jestem zaprzyjaźniona. Przez wiele lat byli tez moimi dostawcami talerzy Paiste, i zawsze gdy potrzebowałam jakieś talerze dostawałam je "od ręki" - nie musiałam czekać na ściągnięcie ich ze Szwajcarii, bo wszystko było u nich w magazynie. Poza tym, gdy wymieniałam co jakiś czas cały set blach, to też nie musiałam czekać na realizację swojego zamówienia do czasu aż rozpatrzy ją producent, tylko dostawałam wszystko od zaraz, a firma później rozliczała się w moim imieniu z fabryką Paiste'a. Podziękowania również dla sklepu Music Store z Poznania i firmy GBM Polska.

Przez pewien czas wykorzystywałam elektroniczną perkusję Ddrum, grając na padach z modułem - w akustycznej wersji zespołu 2Tm2,3 - wykorzystując próbki akustycznych instrumentów perkusyjnych lub bardzo zniekształcone próbki bębnów przepuszczone np. przez phazer. Natomiast na koncertach Armii wykorzystywałam często triggery z modułem, które ratowały mnie, bo okazywało się, że pan akustyk ma tylko 3 mikrofony na cały 6-cio elementowy zestaw + blachy...

Wówczas akustyk dostawał  do konsolety dwoma kanałami całe gary oprócz talerzy oraz werbla, i generalnie koncert zawodowo brzmiał. Był taki duży koncert w Warszawie "Punk Rock Later", gdzie grało dużo kapel i bębny niestety nie były najlepiej nagłośnione. Później na jakiejś bootlegowej płycie usłyszałam, że moje bębny dzięki triggerom zabrzmiały najmocniej i najbardziej wyraziście - nie było "buły".

Na samym początku grałam na Amatii, nie doświadczyłam na szczęście męki z Polmuzem. Kiedyś także pękało mi bardzo dużo blach. Zastanawiałam się czemu tak jest. Grałam mocno i używałam Zildjian Z czyli blachy grube, które przez mniejszą sprężystość mają większą tendencję do pękania. Druga sprawa, że woziłam je w miękkich pokrowcach, poza tym w zimie przez różnice temperatur też były bardziej podatne na pękanie. Paiste?y na początku też mi pękały, ale od jakiegoś czasu nie mam z nimi problemów.

Może dlatego że lżej gram...? (śmiech) .Teraz w moim secie mam crash?e - 16", 17" i 18", splash?e - 10" i 12", ride - 20", china - 16" i 20", hi-hat - 14" i 13". Wszystkie blachy to Signature, oraz mały bell-8" - Sound Formula. Generalnie lubię blachy co nie zawsze spotykało się z uznaniem osób, z którymi grałam. Miałam kiedyś crash?a 19" -  2002,  która wydobywała takie alikwoty, że basista obok powtarzał "Beata wywal tę blachę, bo mi robi dziurę w głowie".


NAJLEPSI WSPÓŁPRACOWNICY

Jeżeli chodzi o bębniarzy najlepiej grało mi się ze Stopą. Miałam z nim tę przyjemność grania na dwa zestawy przez długi czas. Cenię go oczywiście również jako bębniarza, który gra sam. Z basistów to przed wszystkim Marcin Pospieszalski, ale także Artur Gronowski z Sunguest. Jeżeli chodzi o gitarzystów to bardzo dobrze gra mi się z Robertem Drężmakiem (ze względu na jego spokój)  i Pawłem Klimczakiem. No i przyjemnie było grać też z Popcornem, który jak na samouka, był wyjątkowym gitarzystą w kwestii myślenia muzycznego i tworzenia harmonii.


DYSKOGRAFIA

Sweet Noise Ghetto singiel PolyGram/Universal Music Polska 1997
Tomasz Budzyński Luna Innova Concerts 2008
Maryla Rodowicz Przed Zakrętem PolyGram/Universal Music Polska 1999
Syndicate Head Over Heels Metal Mind Productions 1999
Armia Droga Metal Mind Productions 2001
Armia Antiarmia Metal Mind Productions 2005
Armia Triodante Metal Mind Productions 2004
Armia Soul Side Story 1 Metal Mind Productions 2001
Armia Soul Side Story 2  Metal Mind Productions 2001
Armia Pocałunek Mongolskiego Księcia Pomaton/EMI 2003
Arka Noego Mama Tata Mam 2 Lata Metal Mind Productions 2001
2TM2.3 koncert DVD Metal Mind Productions 2006
2TM2.3 Dementi Metal Mind Productions 2008
2TM2.3 Pascha Metal Mind Productions 2000
2TM2.3 Pascha 2000 Tour Metal Mind Productions 2000
2TM2.3 Propaganda Dei Metal Mind Productions 2004
2TM2,3 2TM2,3 Metal Mind Productions 1999
Sunguest Labirynt 2008


Kawałek na pogrzeb.

Zmartwychwstał Pan - bo wierzę w życie wieczne, a z rozrywki - Are You Going With Me Pata Methenego (wersja koncertowa z Travels) - ten utwór zawsze kojarzył mi się z tym jak przemierzam drogę, gdzieś jadę...wprowadza mnie w zupełnie inny świat - szczególnie ta wersja z Travels.

Kawałek który Cię porwie do tańca.

Utwory Boney M - to zawsze była świetna muza na imprezy...do dziś bawimy się przy tej kapeli...

Kawałek który przypomina ci szkołę podstawową i średnią.

W podstawówce  byłam wielkim fanem AC/DC, tak więc - Back In Black AC/DC, a w szkole średniej - Script For A Jesters Tears Marillion, i  New Dawn Fades Joy Division - szczególnie ta druga kapela sprawiała, że wchodziłam w jakiś inny wymiar...

Twój kawałek wizytówka.

Cała płyta koncertowa Soul Side Story Armii - materiał na żywo, bez żadnych poprawek w bębnach...

Który utwór chciałabyś zagrać na żywo.

Deftones Passenger, Perfect Circle Judith, jakikolwiek kawałek Machine Head, i Killing Joke...