Kofi Baker: mój ojciec to kompletny dupek

Dodano: 14.06.2018
Autor: Szymon Kubicki

W najnowszym wywiadzie z magazynem Rolling Stone, syn legenadarnego perkusisty Cream, Gingera Bakera, opowiedział o trudnej relacji z ojcem.

Trudny i wybuchowy charakter Gingera Bakera nie jest tajemnicą. Jego przykłady można było zobaczyć choćby w filmie dokumentalnym "Beware of Mr. Baker" z 2012 r. Niełatwa osobowość idąca w parze z wieloletnim uzależnieniem od narkotyków, niezwykłymi umiejętnościami perkusyjnymi i legendarnym statusem związanym głównie z grą w Cream, to sytuacja niełatwa dla dzieci muzyka. Kofi Baker, przynajmniej pod względem wyboru instrumentu, poszedł jednak w ślady ojca. Co więcej, na jesień Kofi zapowiedział trasę koncertową The Music Of Cream, w ramach której w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii wystąpi zespół złożony również z Malcolma Bruce (syna basisty Cream, Jacka Bruce) i Willa Johnsa (siostrzeniec byłej żony Erica Claptona, Pattie Boyd i sym Andy Johnsa, inżyniera dźwięku Led Zeppelin, Rolling Stones i Jimi Hendrixa).

Z tej okazji Kofi Baker udzielił wywiadu magazynowi Rolling Stone, z którego wyłania się mroczny obraz Gingera nie radzącego sobie z ojcostwem.

"Mój ojciec nauczył mnie rudymentów kiedy byłem bardzo młody, ale potem zniknął. Brałem od niego lekcje mniej więcej do chwili, gdy skończyłem siedem lat. Wtedy odszedł, a ja radziłem sobie sam. Znalazłem bęben basowy, werbel i hi-hat, które zostawił i to był mój pierwszy zestaw. Grałem w ten sposób przez pięć czy sześć lat, dopóki nie spotkałem go we Włoszech. Wtedy znowu wziąłem od niego kilka lekcji" - mówi Kofi Baker, wyjaśniając, że nauka od Gingera nie była łatwa. "Kiedy nie robiłem czegoś prawidłowo, krzyczał na mnie i przeklinał, potrafił mnie również uderzyć. Byłem tam tylko trzy miesiące więc szybko musiałem zakończyć te lekcje."

 

Podczas nauki, Kofi nie miał świadomości, że jego nauczycielem jest muzyk uważany za jednego z największych perkusistów wszech czasów, nie tylko dlatego, że nie słuchał wtedy Cream. "Nie obchodziło mnie to. Nigdy nie zawracałem tym sobie głowy, ponieważ mój ojciec był kompletnym dupkiem. Nie stresowałem się chęcią sprawienia, aby poczuł się ze mnie dumny." - wyjaśnia.

Ze słów Kofiego wynika, że pomimo zgromadzonego majątku, Ginger w żaden sposób nie wspierał rodziny. "Kiedy miałem 13 lat odcięli nam prąd, rok później zostaliśmy bez gazu. Gdy miałem 14 lat zostaliśmy eksmitowani, ale włamałem się z powrotem do domu i przez jakieś sześć miesięcy mieszkaliśmy tam jak squattersi, dopóki nie przyszli i nas nie wywalili, niszcząc i wyrzucając wszystkie nasze rzeczy przez okno oraz zabijając gwoździami drzwi, co uniemożliwiło nam powrót. Przez kilka tygodni spałem w parku i jedyne co wówczas posiadałem to moja perkusja i kilka ubrań, które trzymałem w futerale od bębna basowego. Miałem 15 lat i nie chodziłem do szkoły. Nikt nie mówił mi co mam robić. Zajmowałem się jedynie grą na perkusji oraz koncentrowałem na tym, żeby zdobyć coś do jedzenia i dostać się do czyjegoś domu, aby wziąć prysznic".

Sytuacja nie zmieniła się nawet, gdy Cream zagrał cztery koncerty w 2005 roku, na czym Ginger zarobił 5 milionów dolarów. Kofi zapytał ojca, czy mógłby kupić jakieś mieszkanie i wynająć je, żeby mógł płacić ojcu a nie komuś obcemu. "Spierdalaj - miał odpowiedzieć Ginger. Zamierzam kupić za to konie." "Wtedy zdałem sobie sprawę, że on nie dba o nikogo. Ani ja ani moje siostry Nettie i Leda nie rozmawiamy z nim. To prawdziwy wstyd" - mówi Kofi, który ostatni raz widział ojca dwa lata temu w Chicago. "Przyszedł na jeden z moich koncertów. Ja grałem w sobotę, on w niedzielę. Przyszedł i siedział na backstage przez około pół godziny, powiedział do mnie kilka słów i wyszedł. Gdy poszedłem go zobaczyć przed jego koncertem, powiedział dosłownie, żebym spierdalał i zostawił go samego. Obejrzałem koncert, pożegnałem się i to by było na tyle."

"Jest wspaniałym bębniarzem. Kocham jego grę. Jego wyczucie jest fantastyczne. Wielki muzyk. Ale jako osoba? Nigdy go nie poznałem, ponieważ nie dostałem takiej szansy. Pojawiał się w moim życiu jedynie epizodycznie. Nie myślę o nim. Robię to tylko wtedy, gdy ludzie o niego pytają. Jedyny czas jaki z nim spędziłem był wtedy, gdy próbowałem zmusić go do tego, aby dał mi kilka lekcji. Jedyną rzeczą, jaką od niego otrzymałem to wyczucie perkusji" - konkluduje Kofi, który zapytany o to, co będzie czuł po śmierci ojca, odpowiedział - "Wątpię, abym był szczególnie smutny. Wypierał się mnie tyle razy, że czuję się, jakby umarł już dawno temu."

Cały wywiad można przeczytać na stronie Rolling Stone.