Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Inne

Perkusiści - wokaliści

Dodano: 15.09.2016
Na przestrzeni lat, wielu perkusistów kusiło złapanie za mikrofon i zaśpiewanie piosenki.
Część bębniarzy ruszyła zza zestawów i odważnie stanęła na środku sceny, niektórzy do tego zakładali gitary przez co ich transformacja z bębniarza do roli frontmana była już całkowita. Inni znów postanowili podciągnąć mikrofon do swoich zestawów i kontynuując grę śpiewać kolejne wersy. Jednym to wychodziło lepiej, innym gorzej, jest też parę postaci, które przeszły do historii. Oto mały subiektywny ranking takich "wybryków".

Gra na bębnach i jednoczesne śpiewanie uznawane jest po dziś dzień jako lekki przejaw scenicznej ekstrawagancji. Perkusiści operują za zestawem perkusyjnym, który jest atrakcyjny sam w sobie. Wielki mebel z metalowymi plackami, stojący zazwyczaj na środku sceny i bez przerwy ruszający się w środku człowiek. Wokaliści mają inną broń, znacznie potężniejszą i przez to niesamowicie skuteczną. Jest to środek sceny i możliwość bezpośredniego kontaktu z publicznością, całkowita swoboda zachowania. Wzrok publiczności skupia się głównie na osobie, która wypowiada słowa, kieruje swój przekaz do ludzi. W momencie gdy bębniarz zaczyna śpiewać na drodze stoi nam ten wspomniany mebel, który nie dość, że nam zasłania widok to jeszcze powoduje, że muzyk jest przytwierdzony do jednego miejsca i ciężko będzie oczekiwać jakichś nieprzewidzianych ruchów. Wiadomo, że czasami wystarczy jeden gest czy ruch ręką frontmana by porwać tłumy. Tu wiemy, facet (lub babka) musi przy śpiewaniu obsługiwać bębny, więc raczej nic mistycznego lub symbolicznego się nie wydarzy, bo ruchy są praktycznie z góry ustalone pozostaje nam wtedy sama piosenka.

Czasami perkusiści rzucają pałki i wychodzą na chwilę na środek sceny. U niektórych ta chwila przemienia się w całą, bogatą karierę, do tego stopnia, że niektórzy fani nawet nie wiedzą, że gwiazda stojąca na scenie tak naprawdę zaczynała swoją karierę jako perkusista.

KRYTERIA DOBORU


Po długich naradach doszliśmy do wniosku, że nasz ranking musi opierać się na jednej podstawowej zasadzie - mają to być przede wszystkim perkusiści. Myśleliśmy o tym by zrobić listę tylko tych co śpiewają podczas gry, ale ostatecznie nie miałoby to większego sensu, ponieważ lista byłaby strasznie dziwna i nie reprezentowałaby dobrze omawianego tematu. Skupiamy się więc na muzykach, których pierwszym instrumentem są bębny. Dlatego też muzycy tacy jak np. Jack White (mimo całkiem niezłej obsługi baniaków) nie do końca pasują do tego kryterium. Idąc tym tropem trzeba by było dać wtedy też np. Jamesa Hetfielda, Neal Morse’a, Jamesa LaBrie czy chociażby naszego rodzimego Licę. Zachowujemy więc najważniejszą zasadę - najpierw bębny!

Przyszykowanie takiego zestawu perkusistów nie jest rzeczą prostą. Wystarczy czasami, że perkusista wykona jeden utwór lub jego fragment by zapisać się na kartach historii znacznie większymi zgłoskami niż ci co przez lata zdzierali sobie łapy i gardła. Wystarczy, ze Mike Portnoy zaśpiewa pierwszą część Take The Time i już publiczność szaleje. Mike ze swoim ego miał zawsze parcie by być na pierwszej linii, dlatego od czasu do czasu gdzieś sobie zaśpiewa na koncercie no i regularnie udziela się w chórkach. Sam mówi o swoim śpiewie: "Nie ćwiczę, nie biorę lekcji, nie rozgrzewam się, po prostu… jadę!"

Foto: Robert Wilk

Jak ma się to do takich zespołów jak The Lucksmiths, Death From Above, gdzie regularnymi wokalistami są perkusiści? O podobnej okazyjnej wizycie przy mikrofonie można też mówić w przypadku zmarłego parę lat temu Jamesa Sullivana czyli popularnego Reva z zespołu Avenged Sevenfold, Matt Helders z Arctic Monkeys także stara się mieć w zasięgu ręki mikrofon i jak tylko nadarzy się okazja dołączyć nie tylko do chórków. Weźmy takiego Terry’ego Bozzio, wszyscy doskonale wiedzą że wszedł on na perkusyjny poziom, który nie dla wszystkich jest zrozumiały i jego wyczynowe granie na kolosalnym zestawie nie każdemu przypada do gustu. Terry grał sporo z Frankiem Zappą, a tam bardzo ekspresyjnie śpiewał np. Punky’s Whips. Nick Hodgson, były perkusista Kaiser Chiefs, oprócz chórków śpiewa też główne partie np. w Remember You’re a Girl. Odszedł z zespołu i zajmuje się przede wszystkim pracą studyjną.

Jen Ledger, młoda perkusistka ze Skillet, zespołu może niezbyt szanowanego wśród dojrzałej publiczności, ale mającego swoich fanów, dlatego próby wokalne perkusistki trzeba jak najbardziej tu odnotować. Zasadniczo naszą listę powinniśmy zacząć od Aarona Gillespie. Perkusista, który nie liczy się z połamanymi blachami, pękniętymi pałkami czy też wybitymi naciągami. Jego gra przypomina bardziej kontrolowane niszczenie sprzętu niż muzykowanie. Mimo to, ten szaleniec znajduje jeszcze przestrzeń do śpiewania czy to w Underoath, Almost lub w swoich solowych projektach. Ciekawa postać, z pewnością warta większej uwagi.

15. Jürgen "Ventor" Reil


Warty odnotowania przypadek bębniarza śpiewającego w thrash metalu. Ventor robił to głównie na wcześniejszych płytach Kreator (np. na Endless Pain zaśpiewał połowę całego materiału), ale na koncertach zza bębnów wciąż bierze na siebie rolę wokalisty, chociażby w Riot of Violence.

14. Don Brewer


Mówimy tu o perkusiście zasłużonego zespołu Grand Funk Railroad. Don oprócz bardzo sprawnego obsługiwania bębnów doskonale radzi sobie ze śpiewaniem i dzielił mikrofon z Mike Farnerem. Niektórzy mogą kojarzyć go z bujnej grzywy i szalonej gry na bębnach gdzie lubił sobie pogadać z publicznością.

13. Kelly Keagy


Perkusista mało znanej w Polsce, ale popularnej w USA, bardzo wytrawnej formacji Night Ranger. Odpowiedzialny za wiele głównych ścieżek wokalnych w zespole. Wydał także solowe albumy. W obu rolach sprawdza się bardzo dobrze i jego rola może przypominać nieco - to jak odnajduje się (muzycznie) - Deena Castronovo.

12. Eric Carr/Eric Singer


Dwóch perkusistów Kiss, którzy zastąpili Petera Crissa. O ile Eric Carr miał ustawowo wejść w buty oryginalnego perkusisty Kiss i śpiewać wszystkie jego partie, to w przypadku Erica Singera sprawa nie była tak oczywista z racji okresu, w którym dołączył do zespołu. Na początku Singer nie udzielał się solo, dodając swój wysoki, chropowaty głos jedynie do chórków. Stopniowo coraz częściej wychodził na środek sceny, a gdy oficjalnie przywdział makijaż i kostium Crissa, wiadomo było, że dwa razy jednego wieczoru będziemy słuchać go w roli wokalisty prowadzącego.

11. Dave Clark


Cofamy się o 55 lat do czasów kiedy muzyka rozrywkowa dopiero rozwijała swoje skrzydła. Gdy The Beatles rozpoczynało swoje panowanie nad światem, głównym ich konkurentem była formacja Dave Clark 5. Dave nie był wielkim wymiataczem, ale z pewnością nie ustępował w niczym Ringo. Razem z chłopakami z zespołu stworzył kilka ładnie zaśpiewanych hitów (np. Glad All Over), ostatecznie przegrali rywalizację z Beatlesami, ale to już zupełnie inna i bardzo długa historia.

10. Taylor Hawkins


Niedaleko pada Taylor od Grohla - chciałoby się powiedzieć. Nominalny perkusista Foo Fighters wydaje się mieć wiele wspólnego z liderem formacji. Obaj panowie są tak samo walnięci i pełni pozytywnej energii. Taylor nie stroni od śpiewania i robi to zarówno z Foo Fighters np. w Cold Day in the Sun oraz w swoim zespole Taylor Hawkins and the Coattail Riders. W Foo Fighters jest mu o tyle wygodniej, że za bębnami siada sobie Dave Grohl, w swojej kapeli musi już niestety wyginać szyję do mikrofonu, ale nie jest mu to obce z racji chórków w Foo Fighters.

9. Levon Helm


Perkusista zespołu The Band, co chyba niezbyt dużo mówi, ponieważ The Band nie osiągnęło w Polsce zbyt wielkiej popularności. Mówimy tu jednak o zespole, który jest w słynnym Rock And Roll Hall Of Fame, który przez kilka lat był koncertowym zespołem Boba Dylana. Levon Helm obsługiwał bębny i często śpiewał główne linie wokalne. Na Youtube można znaleźć film (Levon Helm - On Singing While Drumming), w którym opisuje temat śpiewania i grania jednocześnie, warto zerknąć.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

8. Deen Castronovo


Fenomenalny perkusista o bardzo trudnym charakterze, za którym ciągną się różnego rodzaju paskudne procesy sądowe. Został zwolniony niedawno z Journey, zespołu, który otworzył przed nim wrota kariery jako wokalista. Zdaniem sporej grupy fanów był wręcz najlepszym głosem w Journey od czasów Steve’a Perry! Deen bębnił i śpiewał, a 2 lata temu założył supergrupę Revolution Saints, w której oczywiście bębni i śpiewa jednocześnie. Dlaczego tak wysoko u nas? Deen naprawdę dużo śpiewa i nie ogranicza się do pojedynczych wykonań.

7. Peter Criss


Pierwszy perkusista Kiss. Wiele można mu zarzucić odnośnie kiepskiej gry na bębnach, czy też wiecznych pretensji o byle pierdołę, jednak jedną rzecz trzeba oddać Crissowi - świetny głos! Pojawił się już na pierwszej płycie jako lider w doskonałym Black Diamond, później zaśpiewał jeszcze cały zestaw (w większości mniej udanych) piosenek. Na uwagę zasługuje płaczliwe Beth, które mocno pchnęło Kiss do przodu. Po rozstaniu z Kiss jego kariera solowa miała opierać się przede wszystkim na jego głosie. Z racji burzliwego charakteru nie osiągnął solo większego sukcesu i na zawsze pozostanie Catmanem z Kiss.

6. Sheila E


Amerykańska perkusistka, córka perkusisty Pete’a Escovedo, to postać bardzo barwna, chyba najbardziej kolorowa na naszej liście. Sławę osiągnęła dzięki grze na bębnach w zespole Prince’a, mimo że już wcześniej współpracowała z kilkoma wielkimi nazwiskami. Od tej pory cokolwiek robiła, to zawsze w okolicy musiały stać jakieś bębny - jej znak rozpoznawczy. Oprócz szalonych koncertów próbowała kariery solowej, wychodziło to z różnym skutkiem, mimo że posiada ciekawy głos, a w jej wykonaniach widać wielki muzyczny talent, który przejawia się przede wszystkim w wielkiej swobodzie.

5. Roger Taylor


Zespół Queen składał się z czterech wybitnych muzyków. Każdy z panów potrafił grać, śpiewać i pewnie jakby zaprosić ich do kuchni, to by upitrasili coś dobrego! Roger nie jest może najlepszym perkusistą na świecie, ale z pewnością posiada bardzo charakterystyczny styl. Oprócz tego ma świetną barwę głosy, zawadiacką, chrypliwą, która potrafi wywołać u niejednego gęsią skórkę. A wszystko zaczęło się prozaicznie: "To był czysty przypadek! W jednym z moich pierwszych zespołów, nasz wokalista odszedł chwilę przed tym, jak mieliśmy zagrać koncert, więc nie miałem wyboru i musiałem zacząć śpiewać. Wystawiliśmy bębny na przód i po prostu zaczęliśmy…"

Fot: Romana Makówka

4. Karen Carpenter


Karen jest chyba najbardziej tragiczną postacią na naszej liście, ale zawdzięczamy tej artystce bardzo dużo. Owszem, przyciągała uwagę fanów swoim ciepłym głosem w zespole The Carpenters (współtworzonym ze swoim bratem), ale bez wątpienia znaczącym elementem wyróżniającym ją z tłumu wokalistek był fakt sprawnej gry na bębnach. Biorąc pod uwagę to, na jakim poziomie rozwoju były w latach 70 bębny Karen Carpenter, radziła sobie rewelacyjnie. Posiadała świetną technikę werblową ze swingującym zacięciem, poza tym była po prostu utalentowana i muzykalna. Jeżeli ktoś wciąż kręci nosem i wątpi w umiejętności Karen, zapraszamy na Youtube i polecamy wpisać "The Karen Carpenter Drum Workshop", dziewczyna miała wielką wyobraźnię i bębnienie sprawiało jej kupę radości. Pokazała światu perkusję z zupełnie innej strony, dodała subtelności i uroku. Zmarła młodo w wyniku powikłań spowodowanych anoreksją.

Foto: Getty Images/Hulton Archive

4. Don Henley


Mało się mówi o tym Teksańczyku, co jest także i naszą winą. Don wypłynął na morze sławy ze swoją grupą The Eagles. W zasadzie, można tu wskazać jeden tytuł piosenki i przejść bez słowa do dalszej części naszej listy, bo wszystko będzie jasne. Hotel California, genialna kompozycja zespołu to właśnie głos Dona Henleya. Tylko ten jeden utwór winduje Dona w górę na naszej liście, ale to jednak nie wszystko. Po zawieszeniu działalności The Eagles muzyk stwierdził, że trzeba wykorzystać fakt, że posiada tak dobrą barwę głosu i rozpoczął bardzo owocną karierę solową. Utwory takie jak np. The Boys Of Summer cieszyły się wielką popularnością także w Polsce. Mało który perkusista wiedział wtedy w epoce PRL, że facet, który tak fajnie śpiewa tę piosenkę jest też bardzo dobrym bębniarzem.

Foto: Getty Images/Ebet Roberts


3. Ringo Starr


Mówimy tu o absolutnej legendzie muzyki. Perkusista prawdopodobnie najbardziej znaczącej grupy muzycznej w historii. Słowa Lennona o tym, że grupa jest popularniejsza od Jezusa, nie były pustymi przechwałkami. To co towarzyszyło The Beatles na początku lat 60 przerasta współczesne wyobrażenia na temat sławy. Wpływ zespołu jest trwały i cały czas kolosalna masa kompozycji opiera się na tym co zrobiło The Beatles. Zespół był fenomenem kulturowym, dlatego każdy z muzyków był indywidualnością. Status Ringo Starra w zespole często był przedmiotem żartów, zarówno w kwestii jego wyglądu, gry na perkusji czy też wkładu twórczego. Ringo chciał śpiewać i robi to z powodzeniem do dziś, jednak bądźmy szczerzy, w dużej mierze wielkim magnesem nie są cudowne kompozycje i wspaniałe partie wokalne, ale właśnie fakt, że jest ostatnim z dwóch żyjących Beatlesów.

2. Dave Grohl


Kto nie słyszał o Dave’ie Grohlu ręka w górę! Nie widzę. Oglądając w 1991 roku w MTV teledysk do Smells Like Teen Spirit Nirvany, utworu, który otwierał nową erę w ostrzejszej odmianie rocka, nikt nie spodziewał się, że koleś, który niemiłosiernie łupie tam w obskurne bębny stanie się nie tylko jednym z najbardziej lubianych i szanownych perkusistów, ale też jedną z najbardziej lubianych i szanowanych gwiazd rocka w ogóle! 25 lat po rewolucyjnej płycie, Dave rządzi w swoim Foo Fighters, gdzie pełni rolę wokalisty i gitarzysty. Dla nas pozostanie zawsze przede wszystkim bębniarzem. Oprócz Nirvany, rąbał przecież cudowne partie w Queens Of The Stone Age lub Killing Joke. Dla nas cały czas jego obecność na środku sceny z gitarą sprawia wrażenie jedynie incydentu, a największa moc muzyka drzemie w jego grze na bębnach. Nie jest typem wirtuoza grającego skomplikowane wzory matematyczne, ale żaden z tych wielkich matematyków perkusji nigdy nie odniósł i nie odniesie takiego sukcesu jak Grohl. Nie ma opcji by stać bez ruchu, gdy Dave wgniata bębny w ziemię.

Foto: Robert Wilk

1. Phil Collins


To chyba nie jest dla nikogo zaskoczenie, chociaż wiele głosów u nas stawiało na pierwszym stopniu podium Ringo. Problem w tym, że Phil w odróżnieniu od legendarnego Beatlesa wspinał się powoli po drabinie sukcesu jako wokalista i nie bazował na dokonaniach Genesis. Wkradł się w serca fanów zupełnie niezależnie od dokonań słynnej formacji. Wiele osób, które nie śledzą regularnie świata muzyki, w pewnym okresie nie wiedziało, że Phil to jeden z najlepszych bębniarzy na świecie! Swój kunszt potwierdzał zarówno na solowych koncertach jak i występach z Genesis. Mimo, że obok stał olbrzymi zestaw Chestera Thompsona, Phil miał zawsze rozstawionego swojego Gretscha za którego wskakiwał i z przerażającą swobodą grał progresywne połamańce Genesis, które bezpośrednio inspirowały mistrzów z Dream Theater. Było to bardzo zdradliwe, ponieważ swoboda z jaką grał powodowała mylne poczucie prostoty, tymczasem są to bardzo trudne partie. Collins bardzo często dzielił rolę wokalisty i perkusisty, a prawdziwą kwintesencją jest In The Air Tonight, gdzie po długiej partii wokalnej Phil siada za bębnami i gra przejście… tak, to przejście! Wielu bębniarzy nie zdaje sobie sprawy jak wiele dobrego dla świata bębnów dała postać Phila Collinsa. To co zapoczątkował Dave Clark, rozwinęła Karen Carpenter, do znudzenia powtarzał Ringo, Phil Collins wyniósł na salony i czynił prawdziwą sztuką.

Foto: Getty Images/Michael Putland

POLSCY PERKUSIŚCI-WOKALIŚCI


Polska scena także może się poszczycić kilkoma perkusistami, którzy stwierdzili, że poszukają szczęścia z "sitkiem", chociaż nasi perkusiści ogólnie niezbyt często łapią się nawet za chórki. Wynikać to może po prostu z tego, że w ogóle idea śpiewania na kilka głosów w kapeli na scenie, nie była nigdy najsilniejszą stroną polskich zespołów. Wyróżnić tu trzeba z pewnością Piotra Koźbielskiego z zespołu Łąki Łan, który mocno angażuje się w partie wokalne zespołu. Fani Acid Drinkers wiedzą, że motor napędowy zespołu w osobie Ślimaka potrafi czasami wyskoczyć na środek sceny i zaśpiewać jakąś balladę. Sam Ślimak traktuje to mocno z przymrużeniem oka, ale faktem jest, że sił wokalnych próbował już nie raz, chociaż czasami sam nie wiedział do końca, co tak naprawdę śpiewa (np. Midnight Visitor). Nie spodziewamy się by np. Inferno wziął mikrofon w garść, ale zdarzają się inne spontaniczne wycieczki perkusistów jak np. Dimon śpiewający na przystanku Woodstock z Jazzombie w utworze Ekwilibrystyka 1931. Generalnie są to incydentalne przypadki i jeżeli prześledzimy historie większości czołowych kapel, to mamy świetnych bębniarzy, ale mocno skoncentrowanych na trzymaniu pulsu, a przecież już Jerzy Skrzypczyk perkusista, a obecnie lider Czerwonych Gitar przecierał szlaki. Początkowo pan Jerzy udzielał się w chórkach, po jakimś czasie pojawiło się granie i główny wokal jednocześnie. Jest autorem wielu kompozycji zespołu, który w grudniu skończył już 50 lat.

6. Marian Lichtman


Współzałożyciel i bębniarz kolejnej legendy polskiej sceny muzycznej - zespołu Trubadurzy. Pan Marian to człowiek niesamowicie energiczny i występy z mikrofonem w ręku, poza zestawem nie są dla niego czymś stresującym. Chętnie sięga po nowoczesne brzmienia i współpracuje z młodymi artystami. Aż szkoda, że polska scena perkusyjna nie ma więcej tak kolorowych postaci.

5. Leszek Dziarek


Obecnie perkusista występuje wspólnie z zespołem KSU, ale jak spojrzymy na jego dorobek artystyczny to można być pod wrażeniem. Nic dziwnego, jest to perkusista naprawdę solidnej klasy i niestety mocno niedoceniany na naszym podwórku. Jeżeli chodzi o jego pracę jako wokalista to nieco starsi fani powinni pamiętać jego projekt o nazwie Dogz. Wydana w 1996 roku płyta to materiał, gdzie w pełni słyszymy wokal muzyka.

4. Artur Hajdasz


Wokalista grupy Made In Poland, a także były perkusista zespołów Apteka, Tilt, Püdelsi oraz Homo Twist. Pomimo wcześniej zaśpiewanych kilku piosenek to muzyk uznaje piosenkę What Is Apteki jako początek transformacji w wokalistę: "…to Kodym tak naprawdę przekonał mnie do zaśpiewania - bo jemu się nie chciało." Sam wspomina że śpiewał od zawsze i brał to naprawdę na poważnie: "Zdarzało mi się nawet, że przestawałem grać podczas koncertu, kiedy wokalista fałszował."

3. Jan Emil Młynarski


Niesamowicie utalentowany muzyk, budzi wielki szacunek wśród perkusyjnej braci i można powiedzieć, że zawsze Janka Młynarskiego było mało na perkusyjnej scenie. Muzyk podejmował zawsze wiele różnych wyzwań i uderzał w rejony niezrozumiałe dla przeciętnego słuchacza, dalekie od szeroko pojętego mainstreamu. Tym bardziej wielkim zaskoczeniem jest Warszawskie Combo Taneczne, gdzie artysta gra na gitarze i śpiewa z zespołem różne "warsiaskie klymaty" w sam raz pod "lornetę z meduzą". Polecamy zerknąć!

2. Sidney Polak


Czyli po prostu Jarosław Polak. Perkusista zespołu T-Love wydał dwie solowe płyty, na których występuje jako wokalista. Po sukcesie kilku singli jak np. Chomiczówka czy Otwieram Wino, temat gry na perkusji odszedł na dalszy plan i znaczna część fanów nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że muzyk bębni w tak uznanym zespole. Jednym z jego bębniarzy w ekipie jest "Władca Time’u" czyli Piotr Pniak, ale w jego przypadku większych popisów wokalnych nie odnotowaliśmy (ale może to i dobrze).

1. Andrzej Dąbrowski


Jeden z bohaterów niniejszego numeru magazynu. Prawdziwa legenda polskiej estrady. Chciałoby się rzec człowiek renesansu. Odsyłamy do wywiadu jaki przeprowadził Jacek Pelc z artystą, z pewnością nikt nie będzie zawiedziony, znajduje się tam pełno opowieści związanych z grą na bębnach i śpiewaniem. Pan Andrzej to świetny bębniarz jazzowy, a jako wokalista znany jest chociażby z takich szlagierów jak Do Zakochania Jeden Krok lub Zielono Mi. Oprócz tego jest fotografem i rzecz jasna uznanym kierowcą rajdowym.

Materiał przygotował zespół magazynu Perkusista

Artykuł ukazał się w numerze maj 2016





Pozostałe

Z wizytą w fabryce Remo

Dodano: 17.06.2016

Jest to jeden z najbardziej znanych producentów sprzętu w świecie perkusji. Marka, która łączy nie tylko stylistyki muzyczne poprzez różnorodność swoich artystów, ale również łączy ze sobą chyba wszystkich producentów bębnów na świecie. 

czytaj dalej

Wizyta w fabryce Tama cz.2

Dodano: 12.05.2016

W pierwszym odcinku naszej relacji z wizyty w fabryce Tama przedstawiliśmy długą, ciekawą historię firmy. Tym razem przyjrzymy się produkcji bębnów. 

czytaj dalej

Wizyta w fabryce Tama cz.1

Dodano: 08.04.2016

Nie ma chyba perkusisty, który by nie znał marki Tama. Marki, która zapisała się w historii muzyki nie tylko wspaniałymi nagraniami, ale też wieloma innowacjami.

czytaj dalej

Jak nagrać drum cover?

Dodano: 29.02.2016

"Gram chyba na tyle dobrze, że mógłbym złapać się za drum cover, sęk w tym, że nie wiem jak! Nie wiem, jak się za to złapać, nie wiem, co jest bardziej ważne, a co mniej?". Pamiętajmy - często sami sobie szukamy wymówek, a przecież Polacy zaradność i kreatywność mają w genach!

czytaj dalej

Kochamy solówki!

Dodano: 03.12.2015

Uwielbiamy perkusyjne solówki! Trzeba jednak wiedzieć, kiedy je grać? Jak grać? Co grać? a przede wszystkim - po co w ogóle dodatkowo pocić się za zestawem bębnów, jakby odpowiedzialność za trzymanie w ryzach całej muzyki było czymś niewystarczającym.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama