Kilka odcinków z rzędu poświęcę na groovy popowe.

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Reklama

Poszukiwanie pulsu z T. Łosowskim, cz.14 Pop po raz pierwszy

Kilka odcinków z rzędu poświęcę na groovy popowe.


Pop, czyli styl bodaj najczęściej wykonywany na planecie, charakteryzuje się głównie tym, że jest to muzyka wokalna (piosenki). W niektórych produkcjach popowych perkusista nie ma co robić - bo programuje się maszyny. Inna sytuacja jest na koncertach. Jeżeli nawet na płycie grał na bębnach automat, na koncertach - dla większego show - ten sam materiał jest grany przez żywego bębniarza (często wspomaganego przez loopy, sample, brzmienia elektroniczne itp.).

Zaproponuję wam jak zwykle utwory z kilku płyt. Pop to przede wszystkim charyzmatyczni wokaliści, wokalistki… Ale - by nie zanudzać - przy płytach, o których opowiem, maczali palce wybitni perkusiści.

Pierwszy artysta to Phil Collins. Phil to dla mnie przede wszystkim bardzo dobry perkusista legendarnego Genesis. W jego solowych projektach zawsze brali udział świetni muzycy (m.in. Chester Thompson, Nathan East, Lee Sklar). Lubię jego melodyjne piosenki, w których zawsze jest dobry puls i dobra popowa gra na bębnach. Na marginesie - kiedyś doznałem szoku, jak usłyszałem Collinsa na perkusji w jazz rockowym projekcie Brand X.

Dzisiaj natomiast w tematyce "pop" przedstawię dwa koncertowe utwory Collinsa. Tytuł pierwszego koncertu to "Phil Collins Serious Hits Live", gdzie na bębnach gra Chester Thompson, a na basie Lee Sklar. Drugi to późniejszy koncert "Live and Loose in Paris"; mamy tutaj w sekcji Rickie Lawsona i Nathana Easta. Słuchając poszczególnych utworów możemy sobie porównać te dwie znakomite sekcje rytmiczne.

Pierwszy utwór to "Don’t Lose My Number".



Podoba mi się tu szczególnie świetny groove na bębnach we wstępie. Zwróćcie uwagę, że w rytmie mamy sporo "pustych" werbli (w partii stopy jest dużo przestrzeni). Mówiłem o tym zjawisku, które często występuje w "czarnych rytmach". Groove kończy się świetnym, rytmicznym przejściem po kotłach i potem wchodzi już cały zespół.

Następna piosenka to "You Can’t Hurry Love". Mamy tu świetny, rytmiczny wstęp na kotłach (w wersji koncertowej). Potem wchodzi cały groove. Nie jest on taki prosty, jeśli weźmiemy pod uwagę czas trwania utworu, przez który należy go utrzymać. Tempo jest dość szybkie. Grając to trzeba być bardzo czujnym. Jedna pomyłka, przesunięcie stopy może spowodować, że rytm utraci swoją płynność i stabilność.



Na koncercie ten utwór przechodzi w świetną piosenkę "Two Hearts"… Są to tak fajne przeboje, że pisząc ten artykuł zasłuchałem się, obserwując, jak grają to na scenie wielcy sidemani (Thompson, Sklar i inni). Zachęcam was też do przesłuchania "Something Happened On The Way To Heaven" - świetnie tu pracuje sekcja rytmiczna. To jest tak genialny utwór, że znowu się zasłuchałem… (koncert Live and Loose in Paris z 1997 roku). Sposób, w jaki zagrał tam Nathan East i jak przerobili harmonicznie kilka małych fragmentów, po prostu mnie urzekł.

Kolejna kultowa płyta popowa to Peter Gabriel i jego "So". Proponuję drugi utwór pt. "Sledgehammer". Jest to wielki przebój Gabriela. Na bębnach w tym utworze gra Manu Katche, a na basie Tony Levin. Jeszcze bardziej polecam wam koncert (np. z 1993 roku), gdzie gra ta sama sekcja rytmiczna. Na wokalu wspomaga Gabriela intrygująca i piękna brunetka. Sam Manu Katche to świetny bębniarz, który stworzył swoje niepowtarzalne brzmienie i styl grania. Powrócimy jeszcze do niego w tym odcinku. Rytm w "Sledgehammer" ma dość prostą strukturę, ale jest zagrany w shuffle. Trzeba tego pilnować (mówiłem wielokrotnie o różnicach pomiędzy prostym beatem opartym o ósemki, czy też szesnastki, a shuffle).



Teraz czas na Stinga. Sting to jedna z ikon popu, wielki kompozytor i artysta.  Zawsze grał z wybitnymi perkusistami takimi, jak Steward Copeland, Omar Hakim, Manu Katche czy Vinnie Colaiuta.

Najbardziej lubię go z Colaiutą na bębnach. Od razu przyszedł mi do głowy słynny album "Ten Summoner’s Tales". Jest tam wiele genialnych utworów takich, jak "Seven days" czy też "Everybody Laughed But You"… Dzisiaj natomiast proponuję pierwszy, otwierający płytę numer pt. "If I Ever Lose My Faith in You". Vinnie zapodał tam świetny groove, który również zagrany jest z myśleniem shuffle. To lekkie "swingowanie", dodane do rockowo-popowego beatu sprawia, że wszystko jakoś fajniej płynie.



Kolejny utwór Stinga pochodzi z płyty "Mercury Falling". Chodzi mi o kawałek, otwierający płytę - "The Hounds of Winter". Mamy tu tremolo i świetne wejście Vinniego z odważnym beatem na ride (bell).



Jest tu dużo przestrzeni na stopie; tempo nie jest zbyt szybkie, za to Vinnie wypełnia co jakiś czas groove niezwykle fi nezyjnymi wstawkami na tomach, splashach… Jest to genialna kompozycja i świetnie się tego słucha. Polecam!

Następny utwór to starsza kompozycja Stinga z płyty "The Dream of the Blue Turtles". Jest to słynny przebój "Children’s Crusade". Na perkusji gra tu Omar Hakim. Metrum jest na ¾. Jest to przykład na to, że w muzyce pop czasami występują nieparzyste metra i wbrew pozorom utwór taki też może stać się hitem. Zwróćcie uwagę, że hi-hat mamy tu grany na "i". Granie na "i" nie jest taką prosta sprawą, natomiast jest to bardzo przydatny zabieg - rytmy stają się wtedy jakby lżejsze (w przeciwieństwie do cięższych rytmów rockowych, w których myślenie i granie jest na ‘raz’).



Teraz przechodzimy do jednego z moich ulubionych piosenkarzy popowo - soulowych. Panie i panowie - Michael McDonald! Nie ma on nic wspólnego ze słynną siecią fast food. Odkryłem go śledząc dyskografię Jeffa Porcaro. Pamiętam, jak wpadł mi w ręce magazyn Modern Drummer, gdzie wielcy muzycy wypowiadali się o Jeffie i wymieniali niektóre tytuły płyt, w których grał. Kilkakrotnie padło nazwisko "Michael McDonald" (w kontekście genialnych tracków Jeffa). Kupiłem kiedyś w Stanach jego kilka albumów… i odpadłem. Pierwsza płyta jest dla mnie kwintesencją popowego grania. Jeff zagrał na tej płycie fenomenalnie. Tytuł albumu - Michael McDonald "Take to Heart".

Pierwszy utwór to "Lonely Talk". Jest to bardzo trudny groove - prawa ręka jest mocno eksploatowana na hi-hacie (Jeff miał genialną prawą rękę na hi-hacie - lekką i finezyjną - to zdanie wielu muzyków, z którymi grał). Werbel grany jest dość oszczędnie. Dopiero później Jeff zmienia genialnie beat, dodając dodatkowe uderzenia na werblu. Cóż tu mówić - proponuję posłuchać.



Kolejny świetny popowy numer z tego albumu nosi tytuł "Homeboy". Groove na hi-hacie jest tu grany obiema rekami (szesnastki). Numer (jak zwykle) zagrany po mistrzowsku i z wielką finezją. Na basie Abraham Laboriel i Michael Landau (mnóstwo przestrzeni w partiach gitar).



Teraz nieco późniejsza płyta Mc Donalda pt. "Blink of an Eye" i utwór "No More Pain". Na bębnach gra tu wspomniany przeze mnie wcześniej Manu Katche. Mamy tu bardzo przyjemny, niezbyt skomplikowany pop rockowy groove. W tym wszystkim chodzi właśnie o to, aby nie było przerostu formy nad treścią, czyli żeby rytm po prostu miło dla ucha płynął. Manu Katche niezwykle barwnie gra na bębnach (używa w trakcie grania różnych małych blaszek, splashy… itd.). W jego grze jest też dużo "Afryki".



Przyszedł czas na króla popu, Michaela Jacksona. Quince Jones, który jako producent odegrał kluczową rolę w budowaniu sukcesu Jacksona, zawsze dobierał na płyty wspaniałych muzyków. Zacznijmy od utworów z "Off the Wall". Pierwsza piosenka to "Don’t Stop ‚Til You Get Enough". Na bębnach gra tu słynny sideman - John Robinson. Rytm bardzo fajnie współgra tu z syntezatorowym basem. Ten rodzaj basu - to charakterystyczna rzecz w produkcjach Quince Jonesa.

W czasach, kiedy powstawały te utwory (przełom lat 70- i 80-tych), produkcja muzyki nie była na tak zaawansowanym poziomie technicznym jak dziś. O wiele trudniej było ukręcić dobre brzmienie bębnów, przez co było ono mniej potężne i nieco suche. Miało to jednak swój urok (np. dość suche i krótkie brzmienie werbla - które słychać w tym utworze). Ponoć, gdy Michael Jackson usłyszał zgrany materiał to się załamał. Może w jego głowie była pewna plastyka brzmienia z przyszłych epok (bardziej potężna i nasycona wspaniałymi urządzeniami studyjnymi z dzisiejszych czasów?). Na szczęście obroniła się sama muzyka.



Następny kawałek, również z tej płyty, to genialny przebój pt. "Rock With You". Jest to jedna z moich ulubionych popowych kompozycji wszech czasów. Na bębnach gra tu również John Robinson. Miał on pewien rodzaj niepowtarzalnych i świetnych zagrywek w różnych beatach, przez co wypracował swój styl grania groovów. Nie dziwię się, że był tak często brany pod uwagę jako sideman.



Na koniec słynny "Thriller" i utwór "Beat It’. Tu zarówno ten utwór, jak i całą płytę, zagrał Porcaro. Mamy tu podstawowy groove (raz stopa, raz werbel) z pewnym wichajstrem rytmicznym w drugim takcie (celowo trochę opóźniona stopa).



Ktoś kiedyś zauważył, że nie ma genialniejszego groovu do muzyki pop, jak właśnie stopa na 1 i 3, a werbel na 2 i 4… Patrząc z perspektywy czasu myślę, że chyba miał rację. Muzyka popowa jest dla mas i taki beat powoduje, że te masy zaczynają tupać nogami.

Pamiętajcie, że grając popowo, warto myśleć o pulsie, groovie oraz … wyłączyć guzik z gęstym graniem i przejściami co cztery takty. Podstawowy błąd polega często na tym, że zbyt gęsta struktura bębnów powoduje muzyczne "wylanie dziecka z kąpielą". Warto pamiętać, że nadrzędną sprawą jest muzyka oraz styl, którym aktualnie się poruszamy (w danym utworze, płycie, zespole). Warto być czujnym i grać ze smakiem, aby nasza gra nie była jak przysłowiowy "wół do karety" - bo wtedy powstaje jakaś groteska, karykatura, kubizm, Picasso…



Reklama