Tematem tej części będzie fusion.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Poszukiwanie pulsu z T. Łosowskim, cz.21 Fuzja

Tematem tej części będzie fusion.

Zaprezentuję utwory, które w moim odczuciu mogą stać się dla was inspiracją oraz przykłady wykonania konkretnych groove’ów (audio - nuty). Stylistyka fusion zaczęła rodzić się w latach siedemdziesiątych. Swój pełen rozkwit przeżywała w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Styl ten cały czas ewoluuje. Do dziś wielu wspaniałych muzyków uprawia ten gatunek.

Fusion, czyli fuzja jazzu i rocka to muzyka głównie instrumentalna, z dość dużą przestrzenią do improwizowania. Wiele możliwości ma tutaj perkusja. W fusion występują często mocniejsze, nawet rockowe beaty oraz elektryczne instrumenty (zamiast kontrabasu - gitara basowa), zamiast fortepianu - syntezatory, keyboardy… Prekursorami tego stylu byli m.in. Miles Davis, Billy Cobham i Mahavishnu Orchestra, Weather Report, Return To Forever Chicka Corei.

Jako pierwszy przykład podam rytm z płyty "Spectrum" Billy Cobhama, z kultowego utworu pt. "Stratus". Jest to bodajże jeden z najbardziej znanych utworów ze stylistyki fusion. Na basie gra jeden z moich ulubionych basistów (Leland Sklar). Piszę o basie, bo bas odgrywa w tym utworze bardzo ważną rolę (ostinatowy, szesnastkowy przebieg). Jak posłuchamy tego utworu, to po około 3 minutach wchodzi ten groove, który zapisałem wam w nutach.

Billy Cobham, poprzez swój nowatorski jak na tamte czasy styl, zmienił granie na bębnach (podobnie, jak później Steve Gadd, Jeff Porcaro…). Cobham nie bał się wprowadzić różnych innowacji - mam na myśli duży rozbudowany zestaw z dwoma centralkami. Sposób jego gry był bardzo odważny i dość mocny (chodzi o dynamikę). Miał wpływ na ogromną rzeszę perkusistów. Pamiętam, że w czasach liceum też słuchałem dużo jego muzyki. Proponowany groove to typowy rytm fusion z lekkim synkopowo - funkowym zacięciem. Lewa ręka przez cały czas na werblu gra ghosty, które uzupełniają podstawowy rytm. Prawa przechodzi z hi-hatu na werbel tylko wtedy, kiedy gra główne uderzenia. Stopa gra "synkopującą" podstawę. Cobham nagrał wiele świetnych płyt - zachęcam do posłuchania chociaż części z nich.



Kolejny zespół z pogranicza jazz rocka to Tribal Tech. Zespół, w którym główne "skrzypce" grał Scott Henderson na gitarze i Gary Willis na basie. Na bębnach można usłyszeć tam znakomitego Kirka Covingtona. Piszę w czasie przeszłym - bo zespół po 2000 roku zawiesił działalność. W 2012 grupa reaktywowała działalność, ale już w innym składzie. Grupa ta nagrała szereg kultowych płyt. Znawcy i pasjonaci stylistyki fusion wiedzą, o co chodzi. Na początek utwór pt. "Signal Path" z płyty o tytule "Tribal Tech". Mamy tu groove, oparty o szesnastki (hi-hat) oraz stosunkowo rzadką stopę. Groove ten jest z jednej strony zagęszczony (przez hi-hat), ale z drugiej - dzięki niezbyt gęstym partiom stopy - daje dość sporo przestrzeni. W harmonii i budowie utworu słychać wpływy Weather Report (kultowej formacji, reprezentującej stylistykę fusion).



Teraz płyta pt. "Reality Check" i utwór pt. "Stella by Infrared". Jest to świetna płyta (bardzo lubię słuchać tej muzyki pod kątem ciekawych, nietuzinkowych akordów harmonicznych). Utwór, o którym mowa, to klasyczny przykład tzw. poweru w wykonaniu tego zespołu. Mamy tu podstawowy beat - ale bardzo mocno zagrany z ridem na bellu. Potężna gra na bębnach (Kirk Covington), uzupełnia się z potężnym brzmieniem gitary, riffów… Naprawdę warto posłuchać.



Teraz kilka słów o perkusiście, który był wybitnym groovowcem. Lubił też stylistykę fusion. Pisałem już o nim kiedyś kilka słów, a mam na myśli Carlosa Vega. Kiedy pierwszy raz widziałem go z GRP Dave Grusin Band - po prostu opadła mi szczęka. Jego gra to super groovowa fuzja jazz rocka z elementami funku, muzyki latynoskiej i popu. Proponuję utwór z GRP Super Live - Dave Grusin "Lee Ritenour". Tytuł utworu to "Early Morning Attitude". Carlos gra wstęp (rytm z hi-hatem i cowbellem na zmianę). W tym rytmie są fajne struktury rytmiczne pomiędzy hi-hatem i rimem (trochę na bazie przekształconego paradidla). Steve Gadd też często tak grał. Rytm ten jest bardzo ciekawy i w ogóle sama gra Carlosa - po prostu świetna. Polecam do uważnego posłuchania. Wpiszcie sobie też utwór pt. "Lee Ritenour & Dave Grusin live - Rio Funk". Sporo czasu minęło od tego koncertu, ale gra tych wybitnych muzyków się nie zestarzała.



Teraz czas, aby napisać kilka słów o Dennisie Chambersie. Pamiętam, jakim szokiem w polskim świecie perkusyjnym, był jego występ z Johnem Scofieldem w Sali Kongresowej (druga połowa lat osiemdziesiątych). Ponieważ była żelazna kurtyna, nie było YouTube’a - wszelkie wieści o nowych wspaniałych muzykach, o nowych płytach przychodziły do nas z wielkim opóźnieniem. Polegało to na tym, że ktoś wyjechał na Zachód, kupił płytę, a potem przegrywało się ją na kasetach magnetofonowych. Jak ktoś miał coś na wideo (obraz oprócz muzyki) - to był "mega wypasionym gościem". Wtedy nikt w Polsce nie wiedział, kto to jest Dennis Chambers… Na koncercie ze Scofieldem wyszedł taki czarny perkusista, usiadł za pożyczonym na tę okazję dużym zestawem Sonora i zagrał… Wszyscy perkusiści w Polsce nie wiedzieli, jak pozbierać szczęki (łącznie ze mną, ha ha ha). Gra Dennisa Chambersa nieodłącznie kojarzy się ze stylem fusion. Kultowe są płyty Scofielda, na których grał wraz z basistą Garym Graingerem. Dla Chambersa był to start wielkiej międzynarodowej kariery.

Proponuję płytę Johna Scofielda pt. "Loud Jazz" i utwór pt. "Dance Me Home". Dennis gra tu wolny, ale bardzo mocny groove. Zwróćcie uwagę na bardzo szybką podwójną stopę, która napędza ten beat.



Kolejna płyta Scofielda to "Blue Matter" i utwór pt. "So You Say". Tutaj mamy bardzo fajny rytm z cowbellem - Chambers gra wstęp w tym utworze. Pierwszy człon rytmu jest na "raz", a drugi jest przestawiony o szesnastkę szybciej (pod koniec taktu jest dłuższa przerwa). Ten zabieg daje ciekawą motorykę funkowo - fusion. Przy okazji - cowbell to mały i niedrogi instrument, a dużo daje. Jeżeli chcesz pograć stylistykę fusion oraz coś latyno - polecam nabyć. Dla zainteresowanych poznawaniem fenomenu Dennisa Chambersa - obejrzyjcie koniecznie koncert pt. Pick Hits Live (John Scofield). Jest to bodajże najlepsza rzecz z Chambersem, jaką widziałem. Jego gra, time i brzmienie, powala z nóg.



Pora na Electric Band Chicka Corei. Był to prawdziwy jazzowy hit tamtych lat (pełne sale koncertowe). To w tym zespole wypłynęli na szerokie muzyczne wody Dave Weckl i John Patitucci, czy też wspomniany przeze mnie wyżej gitarzysta Scott Henderson. Moim marzeniem w tamtych latach było, aby ten skład przyjechał do Polski. Niestety, lata upływały, a tak się nie działo. Po latach zrozumiałem, że być może skład ten był po prostu… za drogi jak na tamte czasy dla polskich organizatorów. Chick Corea zawsze miał udane muzyczne "strzały". Najpierw "Return To Forever", potem słynne "Three Quartets Band" ze Steve Gaddem i Eddie Gomezem, a potem właśnie Electric Band (który moim zdaniem miał największą medialną siłę rażenia). W tym czasie muzyka fusion wzbogacana była o instrumenty elektroniczne, stąd też może taka popularność tego składu. Była to popularność niemalże zbliżona do jakiejś gwiazdy pop (wielkie koncerty na stadionach, videoclipy…). Zjawisko niespotykane, jak na jazzowe standardy (może poza wielkim Weather Report i Milesem Davisem w ostatnich latach jego życia).

Płyta "Electric Band" i utwór pt. "Side Walk". Utwór jest na ¾ . Ma świetną konstrukcję i fajny groove. Mamy tu tzw. podwójny hi-hat i akcentowanie na "i". Stopa z werblem jest dość oszczędna (w podstawowym groovie).



Drugi utwór (również z tej płyty) nosi tytuł "King Cockroach". Do dziś bardzo go lubię - jest on typowym "przedstawicielem" fusion. Podaję groove ze środka numeru. Rytm ma wyprzedzony przedtakt. W rytmie tym stopa ściśle pracuje z basem. W trakcie tego groovu muzycy grają też umówione i wypracowane wcześniej inne akcenty, wyprzedzenia, unisona…(proponuję posłuchać całego utworu).



Teraz kompozycja pt. "Silver Temple" (również z tej samej płyty). Metrum tutaj jest na 6/8… Jest to moim zdaniem "bazowy" rytm - "matryca" - na 6/8 (taki, jak gra Dave w tym utworze). Ważne, aby zrealizować te ghosty na werblu oraz akcenty.



Kolejna proponowana przeze mnie płyta Chicka to "Inside Out" i tytułowy utwór pt. "Inside Out". Utwór ten otwiera płytę i zawiera fajny, mocny rytm z ridem i hi-hatem na "i". Jest to też taki dobry przykład na rytmu fusion z ridem. Na werblu i stopie mamy tu "synkopowane" struktury. Całość (wraz z innymi instrumentami) bardzo fajnie pulsuje.



Przywołam teraz jedną z moich ulubionych płyt "Electric Bandu" - "Beneath the Mask" i pierwszy, tytułowy utwór. Mamy tu już znacznie lepsze brzmienie bębnów. Weckl od tej właśnie płyty zarzucił krótkiego w brzmieniu Recordinga na rzecz klonowych bębnów. Jeszcze jedna ciekawostka - po tej płycie Electric Band (w tym składzie) na wiele lat zawiesił działalność. Później był znakomity Electric Band II (m.in. z powalającym Gary Novakiem) - ale to już inna historia. Sam utwór jest niezwykle żywy, rytmiczny i melodyjny. Świetny przykład muzyki fusion. Sam rytm nie jest jakoś zbytnio trudny, ale za to ma przedtakt. Zapraszam do posłuchania.



Na deser nie może zabraknąć też bębniarza, który ogrywa wszystkie style świata - Vinnie Colaiuta i "GRP Super Live In Concert", utwór pt. "The Sauce". Mamy tu loop (gra Vinniego jest nałożona na ten loop). W nagraniu i nutach prezentuję podstawowy groove. Jest to również esencja fusion.



Podsumowując - fusion istnieje do dziś dnia i ma się dobrze. Ewoluuje, a jego elementy możemy znaleźć na wielu współczesnych płytach i w wielu nurtach. Sam styl jest bardzo ciekawy do grania na bębnach. Można tutaj na pewno pograć "więcej". Jedyny problem jest "w drugą stronę". Jeżeli chcemy zagrać coś bardziej bluesowo, rockowo czy popowo - warto wtedy nie grać tych stylistyk na sposób "fusion". Piszę o tym, bo obserwuję pewną tendencję u perkusistów, którzy "liznęli" już trochę fusion. Wielu z nich, kiedy poczuje już wiatr w żaglach, to wszystko gra właśnie w ten sposób - tzn. gęsto. Podobnie ma się rzecz z tak modnymi teraz choopsami. Wrzucają je wszędzie, gdzie tylko się da. Są momenty w muzyce, kiedy naprawdę to niezbyt pasuje. Pamiętajcie, że grając pop, rock czy blues, należy wyłączyć guzik z gęstszym graniem. Stworzymy w ten sposób szansę, aby te stylistyki zagrać z muzycznym smakiem.

Reklama