Witam cię w nowej roli… Nasze spotkania będą miały na celu inspirować się i uczyć od światowych gigantów muzyki rozrywkowej.

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Rage Against The Machine - Killing In The Name

Witam cię w nowej roli… Nasze spotkania będą miały na celu inspirować się i uczyć od światowych gigantów muzyki rozrywkowej.

Będziemy przyglądać się największym hitom, które wyryły się na kamiennych tablicach historii muzyki, tworząc jeden po drugim perkusyjny dekalog. Cokolwiek by nie uważać na temat najbardziej znanych, czasem nazbyt komercyjnych kawałków, warto mieć świadomość tego, że to one właśnie kreują muzyczny popyt, często wyznaczając nowe kierunki lub też nadając zupełnie nowego charakteru klasycznym i utartym już formom…

Odwieczny dylemat muzyka-artysty to rozdarcie między graniem swojej autorskiej muzyki, a graniem coverów. Prawda jest jednak taka, że i tak prawie zawsze mniej lub bardziej świadomie kopiujemy zasłyszane wcześniej schematy. Bo niby skąd mamy uczyć się, skąd czerpać inspiracje i szersze poznanie muzyki, jak nie od tych, którzy zrobili już to przed nami? Życie wręcz pokazuje, że to właśnie na wnikliwej analizie czyjejś twórczości rozwijamy swoją muzyczną świadomość, nie tylko szkoląc warsztat, ale też znajdując odpowiedni punkt odniesienia w twórczości własnej, zatem… do dzieła!

Zaczynamy z grubej rury, a co! W pierwszym odcinku bierzemy na warsztat numer Rage Against The Machine "Killing In The Name".

Piosenka bardzo ciekawa, zróżnicowana rytmicznie, także pod względem zmieniającego się tempa. Już sam początek narzuca mocne uderzenie - donośnie brzmiące akcenty, z soczystymi blachami i "grubymi" gitarami, po nim nieoczekiwane uspokojenie i chwila dla basisty (jak to mówią - można pogadać w tym czasie). Prosty i efektowny riff basowy inicjuje bardzo energetyczny wątek instrumentalny, z niezwykle ciekawą rytmiką (od 0:17)



Zwróć uwagę na dwie cechy podziału: Ciekawy kontrapunkt sekcji, objawiający się w drugiej części taktu. Dość nietypowe uderzenie w werbel szesnastkę po 3 oraz w stopę szesnastkę przed 4, która celowo gra pomiędzy linią basu, grającą szesnastkę później niż stopa (na 4 oraz 4i). Interesująca partia hi-hatu - otwierany w kilku miejscach - na 1, na 4i i niemalże półotwarty na 4 (słychać to zwłaszcza w wolniejszym tempie nagranego przeze mnie podkładu).

Dzięki otwarciom oraz akcentom, hi-hat sprawia wrażenie jakby zwalniał (ćwierćnuty na 1 i 2) oraz przyspieszał pod koniec taktu (ósemki na 3, 3i, 4, 4i). Taki zabieg bardzo napędza i dynamizuje podział. To trochę tak, jakby jechać sportowym autem i co sekundę dociskać pedał gazu, zwiększając jeszcze bardziej i tak już pokaźny moment obrotowy! Godnym uwagi jest FILL pojawiający się pod koniec motywu (0:32), ku zaskoczeniu triolowy.



Drugim istotnym motywem utworu, który chciałbym przytoczyć jest mocno riffowa zwrotka (od 0:53). Zauważ, jak prosty podział realizuje Brad Wilk.



Z pewnością mógłby zagrać gęściej, podbijając chwytliwe dźwięki gitar, jednak ta PROSTOTA podziału powoduje, że napięcie narasta stopniowo, adrenalina napływa do żył powoli, ale coraz intensywniej, aż jej stężenie urasta do granic możliwości, tak, by prawdziwie eksplodować w ekstatycznym refrenie! Chciałbym, aby właśnie ta oszczędność podziału stała się puentą tego spotkania. Uczmy się budować napięcie i "uwalniać" stopniowo emocje, tak, jak robi to Brad m.in. poprzez zabiegi otwierania i akcentowania hi-hatu (PRZYKŁAD 1 i 3). Do następnego razu!

Paweł Ostrowski



Reklama