Doskonale pamiętam tamten poranek…

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Steve Vai - Fire Garden

Doskonale pamiętam tamten poranek…

W sumie zwyczajna sobota - nawet ciepło, jak na połowę września, nawet chciało się wcześniej wstać i nawet… Hm… Dziwne, coś wyraźnie wisiało w powietrzu, bo poszedłem pobębnić już wczesnym rankiem. Nie było to jednak odbębnienie pańszczyzny, ale bardziej kreatywne chwile spędzone z instrumentem. Niby tak trzeba zawsze, jednak często rutyna bierze górę, a codzienna ceremonia raczej podtrzymuje formę niż otwiera nowe horyzonty. Czyżby jednak tym razem poranne ćwiczenia miały być nieświadomą zapowiedzią czegoś więcej? A i owszem... Bo oto dopiero co pobudziłem swój umysł muzycznymi wprawkami, gdy lekcję perkusyjnego WF przerwał brutalnie telefon od Redaktora Naczelnego. Co sprawia, że dzwoni o tak wczesnej porze - pomyślałem - czyżby kolejny dobry kawał o perkusistach? Oj, nie, czułem, że to coś więcej, że Maciek chce mi rzucić wyzwanie. No, ale jak tu nie podjąć tej rękawicy, gdy od tygodnia zacząłem znów biegać?

"Wczoraj gościłem w Filharmonii Szczecińskiej na koncercie Steve’a Vai’a - wiedziałem, że grali, bo Facebook już mi doniósł - lepiej wymień soczewkę swej "lupy" na mocniejszą, bo weźmiesz na warsztat suitę Fire Garden."

Wow, ach, i jeszcze coś, czego tu nie przytoczę… Przez chwilę poczułem się bezradny jak Gołota na ringu z Lennoxem, ale dawna fascynacja gitarowym cyklem G3 sprawiła, że moment później poczułem te charakterystyczne motyle w brzuchu - inspiracja, chęć zmierzenia się z tak monstrualnym dziełem wykonawczym… A może po prostu pragnienie, by wyruszyć w kolejną muzyczną podróż? Ale nie jako Wilhelm Zdobywca ani nawet Columb odkrywca - bardziej jako pielgrzym, cieszący się tym pokaźnym szlakiem, tak obfitym w dźwięki i graniczące z nanotechnologią patenty rytmiczne. Na szczęście lupa to nie mikroskop, więc celowo nie będziemy rozbierać utworu na pojedyncze atomy - pomyślałem. Skupimy się za to na interesujących fragmentach, bo zabrakłoby czasu i papieru, gdyby chcieć rozpisać cały utwór. Zresztą, jak wiemy, kilka zdjęć z podróży cieszy dużo bardziej niż kilka… GB fotografii.

Prezentowany utwór ma konstrukcję suity, co oznacza, że składa się z kilku połączonych ze sobą utworów, odrębnych rytmicznie, jak też różnych pod względem melodyki i budowania napięcia. Od dawna ceniłem sobie błyskotliwość i melodyjność tematów utworów Vai’a, dużo bardziej niż jego kosmiczną wirtuozerię. Fascynacja muzyką Franka Zappy miała na pewno ogromny wpływ na oryginalność i bogactwo formy tworzonych przez Steve’a dzieł muzycznych.

Ponieważ suita jest bardzo złożona i relatywnie długa (około 6:30), przedstawię wybrane fragmenty, które mnie osobiście ujęły, nawet trochę bardziej niż inne, grane z prędkością światła, partie. Karkołomne momenty wprawdzie dużo szybciej na nas działają, a umiejętność ich odtworzenia mocno podbudowuje ego, jednak bardziej muzykalne treści o wiele dłużej w nas pozostają, więc na nich zwłaszcza chciałbym się skupić.

Dla ułatwienia przyjęliśmy jedno z nielicznych w sieci nagrań live utworu w wykonaniu Mike’a Mangini: Mike Mangini "Fire Garden Suite" live Seoul 2002 - Steve Vai cover.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Zacznijmy od uderzenia pioruna lub, jak kto woli, zamkniętej w ciasnym pomieszczeniu muchy, siejącej spustoszenie swymi energetycznymi podrygami - intensywne INTRO utworu już od początku zapowiada, że ojjj, będzie się działo… Szczególnie ujmującym muzycznie wydaje się być moment wejścia tematu granego na instrumentach klawiszowych w intrze (brzmienie fortepianu), według wspomnianego nagrania YouTube w 0:35.

W twórczości wirtuoza gitary bardzo dobitnie eksponuje się współpracę pomiędzy instrumentalistami, grającymi często partie unisono. Tak dzieje się też w tym utworze, w którym perkusja często gra rytmicznie patenty innych instrumentów.

We wspomnianym fragmencie intra Mike toczy linię melodyczną równolegle z linią fortepianu, zaczynając najpierw na talerzach, a później budując coraz większe napięcie na skutek akcentów, podbijanych stopą, werblem i tomami - Przykład 1:


Fraza 14-taktowa? Czemu nie! Powyższy zapis jest jednak właściwie tylko uproszczonym schematem partii bębnów, bo we wszelkich możliwych miejscach (takich, jak choćby takty 1-4, 7-8, 10, 13, 14) Mike dogrywa prawą ręką na ride gęstą stałą figurę (zwłaszcza w tak szybkim tempie utworu) - dwie szesnastki + ósemka na każdą ćwierćnutę w takcie. Jak widzimy na filmie ilustrującym, początek tematu grany jest na talerzach lewą ręką podczas, gdy prawa dogrywa wspomniane ostinato (stałą figurę) na talerzu ride.

Możemy rozpisać sobie ćwiczenie, ułatwiające koordynację obu rąk w początkowych 4 taktach zapisanego tematu, rozdzielając obie ręce na dwa różne instrumenty (dla uproszczenia zapisałem to jako prawa ręka grająca na ridzie/hi-hacie i lewa na werblu) - Przykład 1.1:

Tak, jak widzimy w 4 takcie, figura dwie szesnastki- ósemka musi się "skończyć" na 3, abyśmy byli w stanie zagrać naprzemiennie 2 szesnastki na 3i oraz kolejne 4 szesnastki na 4 (później oczywiście przekładamy je na tom tomy, jak w Przykładzie 1). Możemy pozwolić sobie na drobny niuans. Zamiast dwóch szesnastek prawą ręką na 3, zagrajmy tylko jedną z nich na ridzie, a drugą już ręką lewą na werblu (w formie ghosta). Dzięki temu zagęścimy podział do szesnastek, włączając w to rękę werblową, gdyż ciężko byłoby w tempie zdążyć zagrać dwie szesnastki prawą ręką na ridzie na 3 i szybko przerzucić ją na trzecie uderzenie na werbel/tom.

Pewną trudność może sprawić też zagranie gęstej - podwójnej - stopy z ręką prawą na ridzie (8 takt w Przykładzie 1). Rozpiszmy więc sobie i ten takt osobno - Przykład 1.2:

To, co z pewnością wzbudza kontrowersje i niemałe poruszenie na "sali" to gęste grupy, wypełniające takty 6 i 12 w Przykładzie 1. Gęste, ale jakże efektowne! W takcie 6 zapisałem je jako grupa dwóch septymol, a w 12 dwóch sekstol. W zasadzie nie ma sensu kopiować nuta w nutę, więc na ile moja percepcja była w stanie wychwycić nokautująco szybkie ciosy Mike’a, przedstawiam je jako przykładowe przebiegi, które również i mi wygodnie leżały pod pałkami (zachęcam jednak do zbudowania swoich własnych grup rytmicznych, opartych na takich kombinacjach stopa-werbel-tomy, które sprawdzą wam się w wygodnym i szybkim zagraniu).

Wspomniane i zaznaczone w zapisie nutowym fragmenty intra prowadzą dialog z melodyką tematu, więc są tak naprawdę podbiciem linii melodycznej. W takcie 6 Przykładu 1 zbudowane septymole najłatwiej będzie zagrać systemem: podwójna stopa (prawa noga), 2 tomy (P L), 3 ghosty (P P L lub P L L), natomiast w takcie 12 sekstole najsprawniej zagramy posługując się schematem: dwie stopy (prawa noga), 2 tomy (P L), 2 ghosty (P P), dwie stopy (prawa noga), 2 tomy (P L), dwie stopy (prawa noga) + wychodzimy na "3", grając oburącz na tomach (P na 3-cim tomie, L na 2-gim).

Są to bardzo efektowne zagrywki, które możemy sobie wgrać i wykorzystywać w wielu rozmaitych sytuacjach - mogę ci zagwarantować, że raczej nikt nie skojarzy ich z utworem "Fire Garden", więc jeśli opanujesz je należycie to w zasadzie możesz przyjąć, że już są twoje!

Po tak inspirującym fragmencie intra pora przyjrzeć się kolejnemu bardziej "muzycznemu" momentowi (przepraszam w tym momencie wszystkich miłośników ostrej szermierki za pominięcie co bardziej karkołomnych unisonowych momentów) - w 1:18 (według wspomnianego odnośnika filmowego) pojawia się następny charakterystyczny muzycznie motyw, zaczynający się konkretnym, mocno osadzonym groove’m - Przykład 2:

Akcentowany ćwierćnutowo mocny hi-hat (takt 1-2) i jakże finezyjne akcenty, podkreślające linię melodii (takty 3-4), a po nich - wyszukane triole półnutowe, objawiające dotkliwe rozrzedzenie przestrzeni wypełnianej przez partię garów (zapisałem je jako unisono grane na tomach 2 i 3, choć oczywiście w pokaźnym zestawie Mike’a trudno wyodrębnić, który tom jest drugim, który trzecim, a który szóstym, czy siódmym…). Cały przebieg też bardzo napędzająco kontrastuje, jeśli chodzi o gęstość grania, bo oto w taktach 1-2 mamy solidnie osadzony podział, w taktach następnych (3-cim i w pierwszej połowie 4-tego) - mamy rzadko, ale punktowo, w drugiej połowie 4-tego dynamiczne napędzenie, ale tylko chwilowo, by znów zwolnić do półnutowych triol w takcie 5-tym i… przyspieszyć w takcie 6-tym (dwie pierwsze triole zagęszczone do ósemek).

Dalsza część tematu jest już tak opaśna w zwroty muzyczne, że nie sposób streścić w paru zdaniach (a jak wiemy, każda strona Magazynu "Perkusista" kosztuje wydawcę sporo, więc musimy też myśleć ekonomicznie).

Po długim maratonie dźwięków pojawia się znów znajomy nam temat fortepianowy z intra utworu (w 2:46), kończący się ciekawym finałem na werblu (2:56), którego to nie mogłem nie przytoczyć ze względu na jego efektowną rytmikę - Przykład 3:

Początek bardzo punktowo i precyzyjnie, dokładnie w rytm linii pozostałych instrumentów. W tego typu przebiegach oczywiście bardzo istotna jest kolejność rąk, która wynika bezpośrednio z następujących po sobie szesnastek na werblu, granych naprzemiennie, a w tym wypadku - ich braku w kilku miejscach, ale jednak z zachowaniem właściwej kolejności (a więc licząc od początku taktu pierwszego - P L PLPLPL | P L PLPLPLPL |). Prawdziwie pancerne natarcie pojawia się w taktach 3-4, w których dochodzi stopa (podwójna), niesłychanie wzmacniając moc unisona. Po jakże mocnym natarciu czołgów, wkracza solidna armia, czyli podział opisany w taktach 5-8 - mocno, konkretnie, bez zbędnych pytań... Akcentowany na ćwierćnuty krótki hi-hat, bardzo zwarta część utworu, na której budowana jest iskrząca i błyszcząca z daleka solówka gitarowa. Charakterystyczne dla tej części są też akcenty na "raz" - na otwartym hi-hacie lub crashu.

Kolejnym mocnym groove’owo momentem jest pojawiający się w 4:38 riff, który Mike dzielnie i konsekwentnie wybija, bazując na schemacie opisanym w Przykładzie 4:

Zmienione metrum i ciekawie "złamany" werbel (na 4-tą ósemkę w pierwszym takcie). W tym miejscu także mamy solidnie akcentowany ćwierćnutami hi-hat (sugerujący nawet metrum 3/4 zamiast 6/8) oraz flama w czwartym takcie filla (P ręka gra przednutkę, L L akcenty na werblu oraz P L P akcenty na crash’ach). Po dwóch obiegach czterech pierwszych następuje potężne wzmocnienie poprzez dodanie podwójnej stopy, dzielącej ów podział na szesnastki (nagrałem ten przykład w niezmienionej formie, z fillem jak w pierwszych czterech taktach, choć Mike nie stosuje go już w momencie, gdy wchodzi podwójna stopa). Spacer dziś intensywny, wiem. Mimo, że znów biegam, dostałem już solidnej zadyszki... Chciałbym więc na koniec zaczerpnąć kilka głębszych oddechów, a jednym z nich będzie ostatni już podział, jaki prezentuję - nie sposób przecież zwiedzić wszystkiego od razu i później z odbytej wędrówki z nadmiaru wrażeń nie spamiętać nic.

Wielki finał wydaje się nadejść w ostatnim fragmencie utworu (5:22), który chwilę później (5:31) podkreśla ciekawy podział, także na 6/8, z inspirującym rytmicznie fillem - Przykład 5:

Bardzo przydatną formą jest wypełnienie (takt 3-4), które możemy zagrać na dwa sposoby - tak, jak Mike, grając szesnastki systemem prawa-lewa (i akcenty na blachach prawą) lub grać symetrycznie - odwracać sobie ręce (jak robi często np. Carter Beauford z Dave Matthews Band), a więc grać na przemian P(crash+stopa), LP(werbel), stopa, L(crash+ stopa) PL(werbel), stopa…

Dzięki temu możemy uzyskać ciekawą kombinację brzmienia, chociażby przekładając ręce na tomy (tak, jak w nagranym przeze mnie przykładzie audio).

No i cóż… Co się okazuje? Tyle przeszliśmy tym razem, tyle zwiedziliśmy, a wciąż wydaje się, że największe tajemnice ciągle nieodkryte i wciąż gdzieś daleko przed nami… Bo i na tym, tak myślę, polega prawdziwa magia muzyki, by poznawać ją coraz bardziej, doświadczać coraz intensywniej, zanurzać się w niej coraz głębiej, po czym stwierdzić, że i tak mi za mało…

Takiego właśnie niedosytu życzę ci w imieniu swoim oraz Mike’a Mangini, którego wirtuozerię pozwoliłem sobie tym razem zacytować i sparafrazować. A dlaczego ośmielam się życzyć ci tego w imieniu Mike’a? Bo ten gość, pomimo swojej potęgi warsztatu i dorobku wydaje się cały czas mieć ogromny muzyczny niedosyt!

Paweł Ostrowski

Reklama