Groovy to kolejny obszerny temat, który rozciągnięty będzie na szereg odcinków. Wspomnimy o prostszych rytmach oraz o trudniejszych. Zahaczymy też o różne stylistyki muzyczne. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Warsztaty z T. Łosowskim cz. 2 odc. 1 "Groove czas zacząć"

Groovy to kolejny obszerny temat, który rozciągnięty będzie na szereg odcinków. Wspomnimy o prostszych rytmach oraz o trudniejszych. Zahaczymy też o różne stylistyki muzyczne. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.


Wielu perkusistów zapomina o groovach w graniu, ćwiczeniu... Napiszę trochę przewrotnie, że jest to nieco naturalne zjawisko (pod naszą szerokością geograficzną), ponieważ - niestety - jesteśmy słabo muzykalnym narodem. Jeszcze gorzej u nas z pulsem. Na podstawie wieloletnich obserwacji dochodzę nawet do wniosku, że jesteśmy w dużej mierze arytmiczni i do pewnego stopnia niereformowalni. Nie chcę, abyście odczytali to jako jakiś "dół" czy "atak". Po prostu chciałbym stanąć w prawdzie i napisać, że jesteśmy "100 lat za Murzynami"... (nie wspomnę o Latynosach). Jest wiele przyczyn tego zjawiska.

Jedną z nich może być fakt, że nasz naród od wieków musiał się zmagać z walką o wolność. Dziesiątki wojen, lata zaborów, komuna - bardzo nas osłabiły (moralnie, duchowo, intelektualnie)... Kultura i sztuka potrzebują pewnej sfery wolności - wtedy mogą się rozwijać. Skoro elita narodu (która w dużej mierze mogłaby się przyczynić do rozwoju nauki, kultury i sztuki) zginęła - pozostała pustka. Wiele pokoleń żyło w ciężkich czasach. Naród walczył o to, aby przetrwać i nie zajmował się szukaniem przyjemności (do których muzykowanie się zalicza). Możemy dodać też złe zwyczaje i tradycje. W krajach latynoskich niemal codziennie wieczorami się muzykuje (całymi rodzinami). Dużą rolę  odgrywają tam puls i rytm, które są dla tamtych ludzi jak tlen. Gdyby zabrać im muzykę - znaleźliby się w wielkiej depresji i wielka część z nich być może dostałaby szału.

Z kolei naszą narodową tradycją od wieków jest np. picie napojów rozweselających, a nie wspólne rodzinne muzykowanie (chyba, że śpiewa się przy stole "sto lat"). Dodajmy do tego jeszcze lenistwo (jedna z głównych wad narodowych), marnowanie czasu na siedzenie godzinami przy internecie, czatach, filmach, na imprezach...

W takich warunkach pozostaje mało czasu na rzetelną pracę, solidny rozwój, wielogodzinne ćwiczenie z pasją na instrumencie, słuchanie wartościowej muzyki. Ten problem dotyka jednak nie tylko muzyki. W jakimś stopniu jest obecny także w innych profesjach i dziedzinach życia.

Mimo ogólnonarodowej głuchoty, ludzie którzy chcieliby zająć się sztuką przez duże "S" muszą się jakoś ratować.

1. Należy poświęcić bardzo dużo czasu na pracę z instrumentem - ćwiczenie, rozwój (trzeba w związku z tym nauczyć się szanować swój czas). Pomocny jest w tym plan pracy, plan ćwiczenia, a nawet plan każdego dnia, tygodnia...

2. Trzeba słuchać jak najwięcej dobrej i wartościowej muzyki w celach edukacyjnych. Co to znaczy dobrej muzyki? To znaczy takiej, gdzie grają dobrzy muzycy. Potrzebujemy wzorców, autorytetów, mistrzów, nauczycieli.

3. Warto też mieć nauczyciela. Są oczywiście ludzie, którzy powiedzą, że jest grono perkusistów, którzy nie mieli nauczyciela i świetnie grają. OK. Ja także nie miałem nauczyciela i mogę Wam powiedzieć z ręką na sercu, że ubolewam nad tym do dziś. Jestem przekonany, że przy wsparciu ze strony dobrego edukatora, szybciej i mniejszym nakładem pracy rozwinąłbym swoje umiejętności (w latach osiemdziesiątych było jednak bardzo ciężko o takiego kogoś).

4. Zaprocentuje również wdrożenie kilku elementów, jak: systematyczność, maszyna perkusyjna, time, praca w wolnych tempach itd. itp. Nikt za Was tego nie uczyni. Koniec dygresji.

Wracając do perkusistów, którzy nie ćwiczą rytmów - nie grając groovów lub źle je grając będziesz miał problem z graniem w kapeli. Muzycy grający na innych instrumentach, poszukują do swego zespołu bębniarza, który gra dobrze rytmy, który trzyma "time", który ma dobry groove.

Wyjątkiem są amatorskie zespoły, hobbyści lub pewne "układy" (chodzi również o zawodowe granie). Tam tworzy się zespół z "kolegów" i często ważniejsza jest atmosfera niż poziom wykonawczy. OK. Zgodzę się, że atmosfera też jest ważna, ale... np. na Zachodzie jest mniej sentymentów. W większości zawodowych zespołów przede wszystkim liczy się ten, kto dobrze gra. Przykładowo: nie wyobrażam sobie sytuacji, w której np. Buddy Rich trzymałby w swoim Big Bandzie saksofonistę, który ciągle nie stroi i nierówno gra, ale jest fajnym kumplem, bo np. fajnie się z nim pije... Albo, że w Królewskiej Londyńskiej Orkiestrze Symfonicznej grają przypadkowi muzycy, bo się lubią (nieważne, że połowa np. prezentowałaby więcej niż mierny poziom).

 

Podstawowy rytm

 

Celowo nie piszę "prosty rytm", bo zagrać go porządnie wcale nie jest tak prosto. Tak, jak mówię na DVD - dobrą szkołą jest ćwiczenie i częste powracanie do grania tego rytmu (raz stopa, raz werbel - na zmianę). W ćwiczeniu tym głównie chodzi o to, aby skupić się na "timie". Jest to m.in. jedno z ulubionych ćwiczeń mistrza Steve Gadd?a.

Pierwszy wariant polega na tym, że gramy w wolnych tempach z clockiem. Inny wariant - gramy z jakimś podkładem (dobrze, gdy podkład jest bez bębnów). W takim podkładzie często nie ma wspomnianego clocka. Możemy wtedy skupić się np. na partii basowej, która gra w podkładzie. Bas jest dość ważnym czynnikiem. W dużej mierze od niego zależy, co i jak będę grał stopą itd. Jest to fajna praca - praca nad moim osobistym "time?m", który będzie miał tak wielki wpływ na brzmienie zespołów, w których będę grał.

Starajmy się grając dopasować to, co będziemy grać, do charakteru muzyki. Ważną rolę odgrywa stopa, która przeważnie zaczyna groove. Jeśli stopa źle zacznie, to cały rytm może się okazać nierówny (werbel "pójdzie" za nierówną stopą).

Na początku proponuję ćwiczenie pt. "praca w podzespołach", czyli niekoniecznie granie wszystkiego na raz. Można zacząć od samej stopy. W szkole DVD starałem się samą stopą wejść precyzyjnie w "time" basu. Potem może to być np. hi-hat ze stopą

lub też hi-hat z werblem.

Są to dobre ćwiczenia - eksperymenty na szukanie "time?u" i badanie, czy nasza gra się nie waha (nawet drobne wahania np. pomiędzy stopą a werblem mogą w studiu okazać się prawdziwą zmorą). Oczywiście, da radę wyrównać to myszką w komputerze. OK. Tylko kto zapłaci za dodatkowy czas realizatora, który będzie siedział całą dobę i "prostował" twoją grę? Poza tym mając takie myślenie najlepiej nic nie robić, nie ćwiczyć, tylko iść na piwo.

I tu dochodzimy do bardzo ważnej sprawy, czyli podejścia do wykonywania muzyki. Można nastawić się na robienie "efektu", kreowanie się na gwiazdę i odcinanie kuponów, bez przejmowania się poziomem wykonawstwa. Można też potraktować granie, jak każde inne zajęcie i wykonywać je solidnie, z pełnym zaangażowaniem, dążeniem do samodoskonalenia i jak najwyższego poziomu wykonania. Wybór należy do ciebie.

W szkole DVD wspomniałem też, że na werblu możemy grać albo "klasycznie", albo z tzw. rim - shotem (czyli jednoczesnym uderzeniem pałki w rant i w naciąg). Technikę tę warto poćwiczyć osobno, aby uderzenia były jak najbardziej do siebie podobne. Jest to ważne (np. podczas nagrywania w studiu piosenek). Należy też pamiętać, by umieć grać klasycznie (bez rim - shota) oraz z tzw. lekkim rim - shotem. W muzyce są różne sytuacje dynamiczne i dużym błędem byłoby grać wszystko bardzo mocno i bardzo głośno - chyba, że do końca życia mamy zamiar grać hard rock.

Kolejne ćwiczenie

Gramy cały rytm. Grając musimy pamiętać o tym, aby być własnym akustykiem. Nie tylko należy pamiętać o graniu równo i precyzyjnie, ale również musimy nauczyć się miksować i balansować dynamicznie swoją grę (hi-hat, stopę i werbel). U mnie sprawa ta wygląda tak, że staram się hi-hat dynamicznie "wtapiać" w stopę i werbel. Hi-hat to akompaniament do tego, co robi stopa i werbel. Za głośny hi-hat może zburzyć groove. Umiejętność grania ciszej na hi-hacie przydaje się również w studiu.

Pamiętajcie, że perkusja składa się z wielu instrumentów, a każdy brzmi inaczej - jeden jest głośniejszy, inny cichy. My musimy grając stworzyć z tego wszystkiego jeden instrument o przyjemnych proporcjach i podać to brzmienie kolegom - muzykom w zespole oraz docelowo - słuchaczom. Musimy z naszej gry na tych wielu różnych instrumentach stworzyć MUZYKĘ.  

Czasami robię taki zabieg kosmetyczny, że używam hi-hatu nogą, podczas gdy gram na nim ręką.

Tak jak powiedziałem na DVD - poprawia mi to humor, kiedy gram groove.
Pamiętajcie, że wszelkie dodatki (jak wspomniane wyżej) czy też np. otwieranie hi-hatu (open hi-hat) dodajemy po uprzednim, rzetelnym poćwiczeniu rytmu bez tychże dodatków. Dodatki nie mogą przesłonić podstawowego groove?u i powinny raczej wypływać z muzyki.

Przykładowo: Myślenie podczas grania nie powinno być typu: "Ale nudny prosty rytm... Muszę zastanowić się, co by tu dodać".

Warto raczej "iść" w taki rodzaj myślenia: "Gram prosty rytm bez dodatków... Muszę go rozkołysać, by ludziom, którzy tego słuchają tupały nogi. A teraz np. jest taka fajna zagrywka basu - tu pasuje, bym zdwoił stopę z werblem." Trzeba SŁUCHAĆ, co się dzieje w MUZYCE, podkładzie, co grają koledzy... To są olbrzymie różnice w myśleniu podczas grania. Taki, a nie inny model myślenia odbija się potem w graniu i decyduje o tym, czy nasza gra jest zaje-fajna, czy do bani... Jeżeli charakter utworu, linia basu pasuje - mogę gdzieniegdzie zdwoić stopę z werblem (aby podkreślić tę sytuację muzyczną).

Zwróćcie uwagę na pracę basu w podkładzie na DVD. Na początku bas gra charakterystyczne trzy ćwierćnuty. Można to wykorzystać i czasami podkreślić stopą. Trzeba uważać, aby pomiędzy stopą a werblem nie wychodziły flamy - bo to jest dość brzydkie (słuchowo). Trzeba poćwiczyć sam werbel ze stopą - przydaje się to też do grania w... dyskotece. Nie chodzi mi tu o granie pszenno-buraczanego disco polo. Jest natomiast sporo nowoczesnej i fajnej muzyki, opartej na tym beacie. Dlatego warto opanować ten rodzaj techniki.

Później, kiedy gramy różną muzykę, podkłady bez bębnów, aranżujemy bębny do nowego utworu - ważna jest tzw. interpretacja (która bardziej polega na dyscyplinie i kontroli każdej zagranej nuty niż na braku tejże dyscypliny). Ważna jest muzykalność - aby to, co grasz, wypływało z muzyki, z którą grasz oraz na wyczuciu i smaku (aby nie stosować zagrywek, czy przejść, które w tym momencie zupełnie N.I.E P.A.S.U.J.Ą). Taka nie pasująca zagrywka łamie "time" i potrafi nieźle zdewastować utwór.

Istotne jest też, aby starać się rozkołysać groove - niech to, co gramy będzie taneczne (zwłaszcza w piosenkach!). Będzie dobrze, kiedy stwierdzimy, czy też poczujemy, że to, co gramy zaczyna fajnie "płynąć". Jak to poczuć???

WARTO NAGRAĆ SOBIE SWOJĄ GRĘ I POSŁUCHAĆ, PRZEANALIZOWAĆ.

Można też puścić swoją zarejestrowaną grę i zagrać do tego na klawiszach, zastanowić się nad partią bębnów od strony tych innych muzyków, grających na instrumentach melodycznych - czy moja gra jest zadowalająca? Czy jest muzykalna? Czy jest precyzyjna? Czy mój zestaw jest dobrze przeze mnie zmiksowany dynamicznie? Czy mój "time" fajnie płynie? Czy miło i przyjemnie mi grać ze mną na klawiszach? (do podkładu moich nagranych bębnów)??? Zwróćcie też uwagę na akcentowanie na hi-hacie. Wariant akcentowania pulsu na hi-hacie zależy w dużej mierze od charakteru muzyki.

Akcenty na "raz" powodują, że groove jest cięższy. Z kolei granie na "i" powoduje, że groove staje się lżejszy, bardziej skoczny. Często w piosenkach właśnie ważne jest to "i". W wielu przykładach bębny uzupełniane są w pracy z tzw. przeszkadzajkowcem - np. bębniarz gra groove z hi-hatem na "raz", a przeszkadzajkowiec uzupełnia marakasem czy "jajeczkiem" na "i".

Jeżeli nie ma przeszkadzajkowca, to często jest to jakiś loop z sekwencera itd. (mowa o aranżacjach w piosenkach). Przy okazji przeszkadzajkowców - uważam, że jest to jeszcze trudniejszy fach niż bycie bębniarzem. Człowiek taki musi mieć olbrzymi time i precyzję oraz muzykalność, aby umieć wpasować odpowiednie zagrywki w charakter utworu plus zagrać to precyzyjnie. Trzeba też opanować grę na wielu trudnych instrumentach... W naszym kraju spotkałem kilku bardzo fajnych perkusjonistów. Z drugiej strony zdarzało mi się też spotkać przeszkadzajkowców, którzy rzeczywiście przeszkadzali (próbując grać mega gęsto, ale za to nierówno, niekoniecznie muzycznie itd.).

 

Kolejny temat to tzw. Gęsty hi-hat (grany jedną ręką).

 

Opisując ten rytm, a zwłaszcza pracę prawej ręki wypadałoby stwierdzić: jasna cholera - przydaje się technika Moeller?a! Obserwując młodych ludzi, jak próbują ćwiczyć różne techniki (w tym Moeller?a) zauważam, że często gdzieś po drodze gubią cały sens - mianowicie ćwiczą same ćwiczenia, a nie za bardzo stosują je później w praktyce.

Przykładowy rytm z gęstym, szesnastkowym hi-hatem granym jedną ręką, to dobra okazja, aby wdrożyć wspomnianą technikę w praktyce. Chciałoby się dodać: skoro ćwiczysz technikę - zrób fajnie groove, w którym ta technika ma swoje fantastyczne zastosowanie w pracy prawej ręki. Będzie to pierwszy groove, w którym będziesz mógł zastosować Moeller?a.

W innym wypadku robi się taki dziwny "rytuał" - ćwiczę przysłowiowego "Moeller?a" bo... wszyscy ćwiczą, bo tak wypada i to jest "trendy" (a nadal mam problemy z podstawami na bębnach - nie umiem porządnie zagrać nawet podstawowych rytmów...). To jest słabe. Wracając do pracy hi-hatu w tym rytmie - dla mnie osobiście ważne jest, aby brzmienie tego hi-hatu nie było za głośne, toporne. Staram się grać na hi-hacie bardziej delikatnie.

Na koniec kilka przykładów rytmów prezentowanych przeze mnie w szkole z 1997 roku pt."Powrót do podstaw".

Jest to dobry rytm dla początkujących oraz na pracę nad time?m. Kolejne ćwiczenie zawiera w sobie charakterystyczną, szybką "dwójkę" zagraną stopą. Trzeba tu pamiętać o tym, by uderzenia na stopie pokrywały się idealnie z hi-hatem. Ten element (ta dwójka) jest często wykorzystywany w różnych rytmach (np. w sambie). Warto poświęcić mu więcej czasu.

W następnym rytmie zaraz na początku jest ósemka z kropką i szesnastka (bardzo ciekawa figura rytmiczna).

Kolejny rytm jest bardziej ciężki - otwarty rockowy hi-hat (trzeba tylko uważać, aby nie rozwalić blach). Są też przednutki na werblu. Całość fajnie "płynie", kiedy gramy w tempie średnio-wolnym.

PAMIĘTAJCIE O TYM, ŻE NIE MUSICIE ĆWICZYĆ RYTMÓW, JAK NAJSZYBCIEJ POTRAFICIE (chyba, że gramy tzw. "Jungle"). GROOVY WARTO GRAĆ W TEMPACH WYGODNYCH - aby się fajnie kołysały.


Jeszcze jeden pop - rockowy rytm (proponuję zwrócić uwagę na zdwojenie stopy z werblem w drugim takcie).

Następny rytm brzmi fajnie, kiedy zagramy go w nieco szybszym tempie. Stopa gra krótkie, ale dość szybkie wstawki (ważna jest precyzja) natomiast werbel uderza miarowo w swoich miejscach. W groovie są też momenty większego "oddechu" pomiędzy stopą a werblem.

Ten groove jest cięższy i wolniejszy. Otwarty hi hat zdradza rockowy charakter.

Następny przykład różni się od poprzedniego gęstszym (również otwartym) hi-hatem.

Ten przykład to rytm z gęstym szesnastkowym hi hatem. Prezentowałem go wcześniej. Tutaj jednak zmienia się pulsacja - akcent na hi-hacie "podpowiada" nam, że jest to rytm na "i".

Następne ćwiczenie to rytm z ridem. Akcenty pokazują, że jest to rytm z ridem na "raz". Dodatkowo pracuje i urozmaica brzmieniowo gęsty hi-hat - grany nogą (ósemki).

To ćwiczenie jest podobne do poprzedniego - z tym, że charakter granego ride?u jest na "i".

Ostatnia propozycja to różne kombinacje (które możemy wymyślać).

Bazą jest podstawowy rytm (raz stopa, raz werbel). Na górze mamy ride w różnych konfiguracjach: 1. Rzadki ride na "raz". 2. Ride na "i" 3. Tzw. gęsty ride (ósemkowy).
Ta sama sytuacja dotyczy hi-hatu granego nogą. Warianty hi hatu zaznaczone są literkami, a ride?u - cyframi.
Proponuję to poćwiczyć w następujących wariantach:
1A - Ride i hi-hat (nogą) grają tak samo, ale rzadko (ćwierćnuty).
1B - Ride gra rzadko na "raz", a hi-hat (nogą) pracuje na "i" - przez co fajnie się uzupełniają na tle groovu (stopa - werbel).
1C - Ride gramy ćwierćnutami, a hi-hat (nogą) gra gęsto (ósemkami).
2A - Ride jest na "i", a hi-hat (nogą) na "raz" - znowu - fajnie się uzupełnia hi-hat z ride?m.
2C - Ride na "i", a hi-hat (nogą) gęsto (ósemkami).
3C - Ride gęsto ósemkami, a hi-hat (nogą) rzadko na "raz".
3B - Ride gęsto, a hi hat na "i".
3C - Ride i hi-hat gęsto.

Ćwiczenia te bardzo pomagają usprawniać relację hi hat - ride. Pozwalają przetestować różne warianty pracy nogą na hi-hacie podczas grania rytmów na ride. Nie jest nigdzie powiedziane ani napisane, że zawsze trzeba grać hi-hat nogą, kiedy gramy na ride. Przykładowo wielokrotnie widziałem, że np. Steve Gadd grając na ride w ogóle nie używał hi-hatu. Wszystko to zależy od muzyki. Są też utwory, gdzie bardzo pasuje taki hi-hatowy akompaniament. Zawsze jest to dodatkowa linia rytmiczna - czyli teoretycznie większe bogactwo w groovie. Napisałem "teoretycznie", bo jeżeli gramy to nierówno - nie ma to sensu. Pamiętać należy o tym, aby grać precyzyjnie - po to też te ćwiczenia.

Na koniec jeszcze jedna ważna sprawa. Jeżeli gramy rytm "x" na hi-hacie, a potem przechodzimy (w trakcie grania) na ride, to musimy bacznie kontrolować stopę i werbel. Chodzi o to, aby w wyniku tego przejścia (tej zmiany) podstawa (werbel, a zwłaszcza stopa) nie uległa wahaniom, dziwnym kombinacjom lub niespodziewanym bałaganom, które mogą spowodować mocne zachwianie groovu.

To tyle na teraz.


Pozdrawiam czytających

Tomasz Łosowski



Reklama