Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Brian Tichy

Dodano: 04.03.2013
Brian Tichy wraz z ekipą jako Steamroller otwierali DrumFest 2012.

Muzycy wystąpili w trzech miejscach, począwszy od Opola przez Wrocław aż po Gliwice. Każdy z koncertów był coraz lepszy, ponieważ na scenie panowało to, czego często brakuje naszym muzykom. Luz i swoboda, polana doskonałym warsztatem Briana, Douga Aldricha (gitara) oraz Michaela Devina (bas i wokal).

Początek koncertu był doskonałą zapowiedzią tego, co miało się dziać przez cały miesiąc Drumfestu. Trzej muzycy weszli na sporą scenę filharmonii opolskiej, a ja zasiadłem sobie centralnie za bębnami Briana. Zapanowała kompletna cisza, zgasły światła? Po witających owacjach ludzie zasiedli w fotelach (wszakże filharmonia) i czekali na pierwsze takty w milczeniu. Zespół stał i także nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku. Cisza. Czekam na nabicie pierwszego numeru przez Briana. Tymczasem muzyk zamiast zrobić to poprzez uderzanie w hi-hat czy też pałeczkami, ewentualnie głośno policzyć nie robi nic. W pewnej chwili Brian zaczął bardzo cichutko szeptać do reszty muzyków, którzy bacznie nadstawili ucha: "1,2,3,4,1,2,3,4?" i na trzecie "raz" razem walnęli TRACH! Tam tatatadam, tam tatatadam, potoczyło się Immigrant Song Led Zeppelin. Wspaniałe wejście w koncert. Dalsza część występu to mieszanka różnych utworów od Boba Marleya po Whitesnake. Wszystko w fantastycznym wyczuciu starych wyjadaczy. Łapa Douga siedziała na gitarze i sadziła tłuste riffy. Brian na olbrzymiej centralce wybijał groove, natomiast Michael szarpał struny basu i fenomenalnie śpiewał. Dobry solidny, prawdziwy rock!

O Brianie pisaliśmy już obszernie w numerze 6/11 Perkusisty. Ten doskonały bębniarz znany obecnie ze współpracy z Whitesnake (Wywiad robiony był w momencie, gdy Brian grał jeszcze we Whitesnake - red.) to szalony gaduła. Mógłby wciąż opowiadać, nie może ustać w miejscu. Gdy przyjechał do Opola okazało się, że krążył po filharmonii i znalazł dla siebie olbrzymi bęben basowy, taki ze 32". Dostawił go do zestawu i otoczył się równie wielkimi Paiste 2002. Wiadomo było, że będzie soczyście.

Tichy jest ulepiony z tej samej gliny, co Jason Sutter, bohater ostatniej okładki naszego magazynu. No, Brian jest może nieco bardziej szalony. Słynie z efektownej gry, łączącej trzy podstawowe elementy: groove, technikę, widowiskowość. Zdarza się to rzadko, często bębniarze łączą maksymalnie dwa z wymienionych elementów i niewielu potrafi zagrać świetnie technicznie, trzymając groove, a do tego efektownie. Jest to przecież zabawa, a nie smętny pokaz techniki. Tak też można wnioskować po Brianie, który słynie również z wysokich odbić pałek od floora, lecz gdy się przyjrzymy bliżej sprawa wygląda nieco bardziej skomplikowanie. Ostatnio głośno było o perkusiście Soulfly Davidzie Kinkade, który zostawił bębny, ponieważ nie był w stanie z gry zapewnić rodzinie dostatku. Mike Terrana także opowiadał nam o kilku bębniarzach, którzy prosili go o radę, bo chcą emigrować ze Stanów do Europy w poszukiwaniu roboty, by mieć za co utrzymać rodziny. Okazuje się, że Brian nie jest w tej kwestii wyjątkiem?

Chłopie, ile ty masz lat, 45?


44. Ale dzięki, mam tyle, na ile wyglądam. (śmiech)


Ok, powiedz mi, ile jest w tym, co robisz, grania z pasją, a ile pracy w dosłownym tego słowa znaczeniu?


Zawsze grałem na bębnach i będę grał na bębnach, to na pewno się nie zmieni, ale w pewnym momencie musi się to stać też pracą. Muszę zarabiać pieniądze, ponieważ mam pełno rachunków do zapłacenia każdego miesiąca. Mam dzieci, jestem rozwiedziony, mam dwa domy, jest więc, gdzie wkładać kasę. Za każdym razem, kiedy gram na bębnach, cieszę się z tego, mówię: "Fuck, yeah!" i nigdy się tym nie nudzę.


Nigdy?


Nigdy, stary, to są bębny! Może w momencie, gdy szykuję się do trasy, nie gram z całym zespołem i gram wkoło to samo, to może wtedy nieco się nudzę? ale to tylko przez chwilę. Natomiast jeżeli chodzi o całe życie, to nigdy! Nie tylko gra na żywo, ale i studio też jest świetną rzeczą, bo szukasz brzmień.


Jesteś cały czas w trasie. Jak nie w trasie, to w studio?


Muszę pracować, muszę zarabiać pieniądze. 10 lat temu miałem pieniądze w banku, wziąłem rozwód i straciłem wszystko. Mam teraz w sumie dwa domy, ponieważ nie mogę mojej byłej żonie powiedzieć: "Fuck you", mam dzieci, muszę o nie dbać. Nie są niczemu winne, więc nie może na nie mieć żadnego wpływu fakt, że się rozwiedliśmy. Szczęśliwie moją pracą jest granie na bębnach, więc mogę robić to, co lubię. Mogę grać koncerty z zespołem, kliniki i warsztaty, jeżeli ekonomicznie by się to układało to mogę grać tak cały rok każdego roku.


Masz czas wolny?


Hmm? Kiedy mam wolny czas to gram na gitarze (śmiech). Mój wolny czas to czas dla moich dzieci. Zasadniczo wychodzę gdzieś ze znajomymi, posiedzieć, pogadać o pierdołach. Takie tam? Nigdy nie jest tak, że mam dwa takie same tygodnie, cały czas dzieje się coś innego.


Nie masz planów na dalszą przyszłość?


Teraz mam kilka sesji, które muszę ogarnąć, jak wrócę do domu. Kapela mojego syna, w której gram na gitarze, ma zamiar pokazać się w listopadzie, to na pewno. W przyszłym roku chciałbym więcej pograć na gitarze, jeżeli to się uda to byłoby pięknie, kopiący tyłki hard rock, tylko że znów pojawia się problem zarabiania pieniędzy. Nie mogę powiedzieć, co się będzie działo z Whitesnake czy też Foreigner. Nie działam w ten sposób, nie siedzę wpatrzony w telefon i nie czekam, jak zadzwoni do mnie David Coverdale. Jeżeli zadzwoni to fajnie, będziemy rozmawiać, do tej pory muszę radzić sobie sam i pracować. Muszę grać.


Gadałeś z Davidem o swojej gruszce bokserskiej?


Tak! Jasne! Jest totalnie za. Jeżeli ruszymy, to mam zielone światło, żeby ją zainstalować u siebie w zestawie.


Wiesz, dlaczego pytam. Mówiłeś dziś o tym, że David mimo, że jest gwiazdą, cały czas zwraca uwagę na to, co jest na scenie.


On jest zupełnie inny od wielu frontmanów. Mimo swojego wieku nie mówi (tutaj Brian obniżył głos): "Ooo, zagraj solówkę, ja w tym czasie zrobię sobie przerwę". Solo jest częścią koncertu, miło jest mieć szefa, który zwraca na to uwagę, który mocniej interesuje się tym, co robisz. Nie mówi mi, bym nie robił tego czy tamtego, oczywiście komentuje, ale nie ingeruje w to, co robię, ewentualnie stara mi podpowiadać. Swego czasu wziął mnie i Douga, żebyśmy usiedli i zrobili intro do solówki. Rozumiesz? Gość zrobił specjalny kawałek po to, żeby wejść w solo na bębnach. Nie zdarza się coś takiego często.


Twoja najtrudniejsza sesja?


Nie miałem chyba czegoś takiego. Najgorsze są sesje, gdy ktoś wymaga za dużo, traci pomysł i koncept tego, co chce osiągnąć. Najtrudniejsza sesja? Hmm? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Bardziej chyba było to związane z presją, jaką sam na siebie wywieram. Niepotrzebnie się stresuję w niektórych sytuacjach np. jak nagrywałem parę piosenek dla Dereka Sheriniana, za stołem mikserskim siedział Simon Phillips. Tak więc grałem na bębnach Simona, a Simon mnie nagrywał? To jest coś.


I jak było?


Był super gościem. Graliśmy gęste podziały, dużo podwójnej stopki. Mimo, że to była moja piosenka, miałem ją przećwiczoną, to stresowałem się tym, że z drugiej strony siedzi nie tylko inżynier, ale przede wszystkim jeden z najlepszych bębniarzy, na którego bębnach nagrywam. Podobna presja, chyba nawet jeszcze większa była, gdy nagrywałem dla Stevena Tylera. Siedział w reżyserce i patrzył, jak gram. Uwielbiam Aerosmith i strasznie mi zależało, by Stevenowi się to spodobało. Po sesji zadzwonił i powiedział: "Dobra robota, jesteś naprawdę bardzo dobrym bębniarzem". Ufff? (śmiech) Zrobiliśmy wszystko w dwóch podejściach. Po pierwszym ujęciu Steven chciał zmienić nieco brzmienie i wprowadził drobne poprawki. Drugie podejście to już było to! Bałem się, że będzie komentował: "Zrób tak, zrób tak."


Ok, Brian, leć do siebie, bo zaraz będziecie grać.


O, tak, rzeczywiście, myślicie, że ludzie przyjdą na koncert??


Powiedział to naprawdę zatroskanym tonem. Ludzie przyszli i impreza była przednia. Na drugi dzień był koncert we Wrocławiu i kolejny w Gliwicach. Ekipa trzech "wariatów" była bardzo zadowolona z pobytu w Polsce. Wszędzie robili zdjęcia, pytali, co jest co, pili tylko polskie piwo, bawili się i cieszyli. Nie było mowy o narzekaniu, na koniec zapowiedzieli, że chętnie wpadną za rok, bo bardzo im się w Polsce podoba. O, i bardzo nam miło!
Serdeczne podziękowania dla ekipy Drumfest!

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama