Adam Marszałkowski

Dodano: 05.03.2020
Autor: Staszek Piotrowski

Stan spoczynku, o którym mowa w tytule, dotyczy wyłącznie zespołu Coma, ponieważ Adam Marszałkowski jako niezwykle ceniony fachowiec z kolosalnym doświadczeniem rozpoczyna nowy etap aktywności perkusyjnej.

Tego typu ogłoszenia i deklaracje odbijają się zawsze szerokim echem. Nic dziwnego, Coma nie mogła narzekać na brak popularności, która została wypracowana poprzez własną twórczość, a nie jakieś tanie sztuczki marketingowe. Z jednej strony wydaje się dziwne, że tak solidnie zbudowana pozycja zespołu zostaje odstawiona na bok, ale z drugiej strony trzeba pamiętać z kim mamy do czynienia. Nie jest to wesoła kapelka grajków tylko ekipa artystów, gdzie każdy szuka jakiegoś sposobu jak nie wyrażenia samego siebie, to przynajmniej szczerego zaprezentowania muzyki. Tyle w kwestii wielkich idei i natchnionych haseł.

Pamiętajmy jednak, że mamy do czynienia również z muzykami zawodowymi, przez co pojawia się nam tu wątek materialny. A jak to wszystko odbiera członek zespołu, będący perkusistą? Złapaliśmy Adama przed pierwszym koncertem pożegnalnej trasy Game Over. Z pewnością nie wyglądał na kogoś, komu się nagle miał zawalić świat, jak to niektórzy koledzy podejrzewali po usłyszeniu informacji o zawieszeniu zespołu. Dało się wręcz zauważyć w jego oku iskrę ekscytacji, ale czy ze względu na koncerty na trasie czy na późniejsze wyzwania? Trudno powiedzieć, ale miło widzieć tego niesamowicie miłego i jednocześnie mocno stonowanego perkusistę w dobrej formie.

Staszek Piotrowski: Jak nastawienie przed pożegnalną trasą koncertową?

Adam Marszałkowski: Stypy nie ma, ale wiadomo, że coś się w życiu kończy.

Jest smutek, żal?

Jest smutek i żal… No nie, żartuję oczywiście! To jest decyzja, która nie powstała tydzień czy dwa tygodnie temu, tylko jakieś pół roku wcześniej wiedzieliśmy, że skończymy działalność lub – jak kto woli – zawiesimy, ale to zawieszenie to bardziej hasło marketingowe, bo nie wiemy, co się wydarzy dalej.

Po prostu…

Po prostu. Kończymy pewien rozdział. W zespole nie gram aż tak długo jak reszta, bo to tylko dwanaście lat (śmiech), no tylko, bo zespół ma dwadzieścia. Nazwijmy to, że gram „większą połowę”. Jest jakiś żal wewnątrz, bo to jest kawałek twojego życia i przyszedł na to koniec.

Na czym polega takie zawieszenie? Wbrew pozorom nie każdy wie, co to oznacza w praktyce.

Zespół przestaje tworzyć, przestaje wydawać płyty, przestaje koncertować. Nie przestaje istnieć, bo tego nie da się wymazać, ale przestaje czynnie funkcjonować. Jakbyś mnie zapytał: „Adam, zagralibyście tu i tu…?”. No to bym ci odmówił, właśnie dlatego, że jesteśmy zawieszeni. Albo jakbyśmy mieli coś nagrać, to jest ta sama sytuacja. Nie spotykamy się na tworzenie w Comie, nie robimy nic pod tym szyldem. Mamy taką umowę, tak to ustaliliśmy. To jest zespół, gdzie nie ma zastępstw, tak, jak to nieraz bywa w innych kapelach. U nas nie ma czegoś takiego, że jak ktoś jest chory to weźmiemy w jego miejsce kogoś innego. Nie, nie, nie, tak nigdy nie było.

Jaki był twój udział w podjęciu tej decyzji?

Przede wszystkim Piotrek (Rogucki) stwierdził, że chciałby rozszerzyć mocniej swoją działalność solową. To była w sumie jego decyzja, że nie może poświęcić Comie tyle czasu, ile by chciał. W związku z tym, co mówiłem, że nikt nikogo nie zastępuje, doszliśmy do wniosku, że jeżeli tak, to zawieszamy działalność. Pamiętajmy też, że „nigdy nie mów nigdy”, ale na dzisiaj jest jak jest i dlatego robimy trasę pożegnalną.

Ostatnio zawieszanie zespołów stało się dość częste. Jak myślisz, skąd to się bierze?

Ludzie spędzają ze sobą tak dużo czasu, a wszystkie te zespoły nie powstały rok czy dwa, tylko lata temu. Ci ludzie nie spotykają się od wczoraj. Jest też pewien element wypalenia, gdzie stajesz przed ścianą. Każdy chce robić coś kreatywnego, coś nowego, a po wielu latach już się tak nie napędzamy i nie dajemy rady tak, jak kiedyś.

Przy takich okazjach ten temat przewija się wśród ludzi zawsze – był dobrze prosperujący zespół, a tu nagle koniec i brak dopływu środków z tego źródła.

To prawda. Masz zespoły z takiego – powiedzmy – topu lub mówiąc inaczej wzięte kapele, które zapełniają dużo miejsc i duże sale koncertowe, a tu nagle coś się kończy, tylko, że sam człowiek się nie kończy. Trzeba po prostu zacząć robić coś innego. Tylko nie w sensie innego, jak to zapytano kiedyś Vinniego Colaiutę, co by było, jakby nie grał na bębnach, a on odparł, że jakby nie grał na bębnach to pewnie by został taksówkarzem (śmiech). Nie wyobrażam sobie Vinniego Colaiuty jako taksówkarza, ale fajnie by było do takiej taksówki wsiąść. No nie. Nie o takie coś innego mi chodzi. Zadajesz sobie pytanie, co chcesz robić i z kim chcesz robić. W momencie, gdy zespół przestaje działać, rozglądasz się, z kim mógłbyś zacząć grać, co robić ciekawego dla siebie i tworzyć – przede wszystkim tworzyć. Także myślę, że 17 grudnia to ostatni dzień, w którym Coma gra koncert, a od 18 zaczynam działać.

Jest obawa o to, co będzie jutro, czy będzie oprócz fajnego grania jakieś merkantylne zaspokojenie.

To jest problem chyba wszystkich muzyków, nie tylko tych, którzy tworzą zespoły, ale też sidemanów. To jest problem każdego wykonawcy, czy jutro ktoś do mnie zadzwoni albo czy się z kimś spotkam i zrobię coś fajnego. Wiesz, przecież to nie jest robota księgowego. Robota muzykanta taka nie jest. Tak naprawdę dużo zależy od ciebie, czy zepniesz się, potrafisz wykrzesać z siebie jakieś nowe pokłady i poszukać ludzi. Zwłaszcza, że akurat ja nie mam już 20 lat. Stworzyć coś, co będzie miało jakąś wartość artystyczną i oczywiście będę też na tym zarabiał pieniądze.

W wieku 20-25 lat możemy się bawić w muzykowanie, później pojawiają się zobowiązania.

Trzeba coś robić, a życie nie znosi próżni.

Jest różnica między byciem artystą, a życia z bycia artystą. Ty jesteś duszą tworzącą.

No tak, między jednym i drugim jest bardzo duża różnica. A taką twórczą duszą chciałbym być, bo zawsze optymistycznie patrzyłem w przyszłość, nawet, jak dostawałem parę razy po dupie. Zawsze wydawało mi się, że z tego wszystkiego jakiś wniosek można wyciągnąć, który cię napędza do czegoś nowego. Jak skończyłem grać z jednym zespołem, to zaczynałem grać z innym, spotykałem na swojej drodze jakiegoś człowieka i coś się działo.

Grudzień to ważny miesiąc dla ciebie, z jednej strony zamknięcie rozdziału o nazwie Coma, a z drugiej strony konkretnie dzień 2 grudnia…

Chodzi ci o moje traumatyczne przeżycie, czyli skończenie 50 lat? (śmiech) O Jezu, musiałeś o tym mówić?! Mieć 50 lat… Nie wyobrażam sobie. Następne pytanie proszę!

NA WŁASNYM PODWÓRKU POD DOBRYM SZYLDEM!



Adam Marszałkowski w Najmniejszej Szkole Perkusyjnej w Łodzi! Od stycznia 2020 r. w Najmniejszej Szkole Perkusyjnej w Łodzi ruszyły nowe zajęcia Master Class, które prowadzi Adam Marszałkowski. Jak w przypadku innych aktywności łódzkiej szkoły, najistotniejszym elementem jest kameralność zajęć. W połączeniu ze znakomitym edukatorem tworzy ona najlepszą atmosferę do uczenia się.

Ponieważ nie stawiamy na ilość, lecz jakość kształcenia perkusistów, zdecydowaliśmy się powołać klasy dla średniozaawansowanych i zaawansowanych perkusistów, składające się z sześciu uczniów. Bardzo serdecznie witam na pokładzie Drum-Room nie tylko jednego z najlepszych polskich perkusistów, ale co najważniejsze – jednego z najskuteczniejszych w Polsce nauczycieli i inspiratorów! Współpraca z Adamem to dla mnie wielki honor i zaszczyt. Dla perkusistów jest to okazja do czerpania wiedzy od niezwykle doświadczonego muzyka.

Zainteresowanych pracą z Adamem oraz szczegółami tych zajęć zapraszam do kontaktów przez stronę https://www.facebook.com/DrumRoomLodz lub poprzez www.drum-room.pl.

Wojtek Andrzejewski
Foto Rafał Matusz

 

Materiał przygotował: Staszek Piotrowski
Foto: Dariusz Ptaszyński

Quiz – Kolejne zestawy do dopasowania!
1 / 12
Można grać w lewo, można grać w prawo i te rocket tomy na ramie. Taki zestaw ma oczywiście…
Dalej !