Ozzy Osbourne - Ordinary Man

Dodano: 10.03.2020
Maciej Nowak
Pojemność silnika (Ocena perkusisty)

70 /100
Pojemność baku (Ocena płyty)

70 /100

Minęło już 10 lat od ostatniej solowej płyty Ozzy’ego.

Napęd: Chad Smith

Typ silnika: hard rock

Trasa: Minęło 10 lat od ostatniej solowej płyty Ozzy’ego i po zakończeniu prac z kolegami w Black Sabbath legendarny wokalista zdecydował się wreszcie na wydanie następcy płyty Scream. No właśnie, czy słowo „wreszcie” jest tu właściwe? To, że całość ma bardziej rockowy niż metalowy charakter akurat nie jest oczywiście problemem. Muzyka na najnowszej płycie stanowi po prostu zlepek dość monotonnych i mocno wyprodukowanych piosenek, które stwarzają wrażenie skomponowanych na pół gwizdka. Gdzieniegdzie pojawiają się jakieś ciekawsze smaczki, rokujące nadzieję, ale ostatecznie emocje opadają, a przebłyski te jeszcze bardziej podkreślają przeciętność całego albumu.

Tytułowy utwór stworzony i wykonany z Eltonem Johnem to prawdziwie rozgotowany makaron z naciąganymi emocjami. Frazowanie Ozzy’ego jest do znudzenia powtarzalne. Racja, ktoś może powiedzieć, że Ozzy ma 71 lat i jakby patrzeć głównie przez ten pryzmat można mówić o bardzo solidnym albumie, ale tak samo możemy zastosować inny wyznacznik, jak np. wcześniejsze dokonania artysty i robi nam się wtedy mdło. Dwie ostatnie piosenki to utwory stworzone z Post Malone. O ile pierwsza (It’s A Raid) jest radośnie szalona, to druga (dodatkowo z Travisem Scottem) stanowi przerażający kicz.

Na bębnach gra tu Chad Smith, który marzył, by zagrać na ostatniej płycie Black Sabbath. Nie udało się, ale ostatecznie wylądował z Ozzym w studio przy okazji tej płyty. Bardzo solidny Chad jest jednocześnie muzykiem o dość ograniczonym arsenale rozwiązań, co doskonale tu słychać. Bębny zawsze były ważnym elementem muzyki Ozzy’ego z racji napędu, jakie dawały. Tutaj mamy perkusyjne lelum polelum, które jednak wpisuje się w całość.

Wrażenia z jazdy: Kilka przebłysków albumu nie czyni, a tym bardziej, kiedy jest ich naprawdę niewiele. Płyta, której mogłoby nie być i wielkiej straty świat by nie doznał. Wiek robi swoje, chociaż zagorzali fani Ozzy’ego będą odpowiednio przymykać oko.

Odcinki specjalne: Bardzo sabbathowy utwór Goodbye z dodatkowym elementem solowym (nieporównywalnie lepszym od tego nieporozumienia w Scary Little…).