Karol Tomaszewski (Ninja Syndrom)

Dodano: 13.08.2019

„Moim celem jest komponowanie nowoczesnych oraz kreatywnych partii w ten sposób, by brzmienie zespołu składało się w jedną spójną całość. Staram się również nie być monotonnym w swojej grze, więc cały czas próbuję przemycać do utworów coraz to nowsze rozwiązania” – Karol Tomaszewski trafił do formacji Ninja Syndrom w drodze przesłuchania.

Razem z zespołem nagrał album „Tokyo”, który powstawał we współpracy z uznanymi realizatorami ze Szwecji i USA. Jak sam wspomina tę współpracę i jak wyglądają dalsze plany Ninja Syndrom?

Perkusista: Jak wygląda Twoja perkusyjna droga? Kiedy i od czego się zaczęło?

Karol Tomaszewski: Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się dzięki mojemu bratu mniej więcej 10 lat temu. Jest gitarzystą i w tamtym okresie często spotykał się ze swoim kolegą, żeby razem pograć. Brakowało im jednak perkusisty i najwyraźniej zobaczył we mnie jakąś nadzieję. Kupiliśmy podstawowy zestaw bębnów i polubiłem to tak bardzo, że jakiś czas po tym rodzice zapisali mnie na lekcje perkusji. Przez lata rozwijałem się pod bacznym okiem Krzysztofa Pituli. Zdarzyło mi się również uczestniczyć w kilku mniejszych projektach muzycznych utworzonych z moimi znajomymi, ale było to granie jedynie hobbystyczne. W 2016 roku zdecydowałem się spróbować swoich sił na przesłuchaniu do zespołu Ninja Syndrom, po którym zostałem jego nowym członkiem. Rolę perkusisty w NS zajmuję do dziś.

Jak wyglądało to przesłuchanie? Dużo było konkurentów?

Odzew na ogłoszenie w sprawie poszukiwania bębniarza był całkiem spory, bowiem zgłosiło się kilkanaście osób z przeróżnych stron Polski. Z tego co mi wiadomo, nie wszyscy mogli być przesłuchani, ponieważ niektórzy po prostu mieszkali zbyt daleko od Kielc – rodzinnego miasta NS.

Proces mojego przesłuchania do zespołu przebiegł bardzo sprawnie. Napisałem do chłopaków, że jestem zainteresowany, a po krótkiej rozmowie otrzymałem zaproszenie na wspólne granie. Kilka dni później spotkaliśmy się w sali prób, gdzie wszystko się odbywało. Po zapoznaniu się z członkami zespołu oraz rozstawieniu swojego sprzętu przeszliśmy do ogrywania materiału z “Zapadam się EP”. Zgraliśmy się na tyle dobrze, że już po kilku pierwszych numerach chłopaki powitali mnie jako nowego perkusistę.

Czy jako nowy bębniarz w szeregach Ninja Syndrom, czujesz że wówczas wniosłeś coś nowego do zespołu? Czy czas na inwencje przyszedł później?

Myślę, że zmiany w składzie zespołu zawsze przynoszą jakieś nowości. Na początku były to jedynie drobne wstawki, które dodawałem podczas grania materiału z pierwszych dwóch płyt na próbach czy koncertach. Bardziej zauważalne zmiany pojawiły się wraz z singlem „W cieniu” oraz „Tokyo”, gdzie można usłyszeć skomponowane oraz nagrane przeze mnie partie perkusyjne.

„Tokyo” nagrywaliście w kilku studiach pod okiem światowej klasy wyjadaczy. Opowiedz o tej współpracy.

Proces powstawania “Tokyo” rozpoczął się w Szwedzkim Uppsala, a dokładniej w DugOut Studios, gdzie przez 10 dni nagrywaliśmy nowy materiał pod okiem Daniela Bergstrada. Możliwość pracy z taką osobą to dla nas zaszczyt, ponieważ Daniel był producentem płyt takich zespołów, jak Meshuggah czy też In Flames, które są dla nas źródłami inspiracji. Na miejscu pracowało nam się właściwie bezbłędnie. Bardzo szybko złapaliśmy z Danielem świetny kontakt, co wpłynęło na to, że cały proces przebiegł bardzo sprawnie i przyjemnie. Udzielił on nam również wiele cennych wskazówek, które pomogły nam w pełni ukształtować brzmienie albumu.

Następnie materiał trafił do USA, gdzie miksem zajął się Taylor Larson, czyli człowiek, który kreował brzmienie bandów takich, jak Periphery, I See Stars czy Veil of Maya, których słuchamy na co dzień, więc tutaj wybór był dla nas dość oczywisty. Dalej “Tokyo” trafiło do Sterling Sound w Nowym Jorku, gdzie masteringiem zajął się Ted Jensen - gość, który w swoim portfolio odnotował współpracę z Bring Me The Horizon, Kornem czy też Metallicą. Współpraca związana z postprodukcją odbyła się zdalnie, więc niestety nie mieliśmy okazji poznać dwóch ostatnich panów osobiście, niemniej jednak efekt końcowy jakim jest nasz najnowszy album jest dla nas bardzo satysfakcjonujący.

Czy ci producenci jakkolwiek komentowali Twoją grę?

Podczas pracy w DugOut Studios zdarzyło mi się usłyszeć parę pochwał od Daniela dotyczących zagranych przeze mnie partii perkusyjnych. Szczególnie, kiedy dogrywaliśmy sample z mojego zestawu, bardzo pozytywnie skomentował moją kontrolę nad dynamiką uderzeń. Kilka razy również zaproponował drobne zmiany w moich zagraniach, które potem okazały się być lepszym rozwiązaniem. Generalnie, z tego co zauważyłem był raczej zadowolony z naszej współpracy.

Jak obecnie wygląda Twój zestaw do gry?

Konfiguracja bębnów, której zazwyczaj używam podczas gry z NS nie jest zbyt skomplikowana i prezentuje się następująco: 22x18 BD, 12x9 TT, 16x13 FT oraz 14x6,5 SD. 

Czy chciałbyś go rozbudować? Jeśli tak, to o jakie elementy?

Czasem zdarza mi się wzbogacić ją o dodatkowego, 10-calowego toma, jednak docelowy zestaw, do którego zawsze wracam to ten powyżej. Jeśli chodzi o blachy to prawie zawsze są to: Hi-Hat, 2xCrash, Ride, China oraz Stack. Moje preferowane marki to sprzęt Pearl oraz talerze Meinl.

Jak wyglądają Twoje ambicje muzyczne? Co chciałbyś wnieść do zespołu swoją grą i co osiągnąć jako muzyk?

Moim celem jest komponowanie nowoczesnych oraz kreatywnych partii w ten sposób, by brzmienie zespołu składało się w jedną spójną całość. Staram się również nie być monotonnym w swojej grze, więc cały czas próbuję przemycać do utworów coraz to nowsze rozwiązania.

Opowiedz o planach Ninja Syndrom na resztę bieżącego roku.

Nasze plany na resztę roku 2019 to przede wszystkim praca nad nowym materiałem. W najbliższym czasie zamierzamy rozpocząć nagrywanie nowej płyty w kieleckim 8Records. W tym momencie jest to mój główny cel muzyczny, na którym skupiam całą swoją uwagę.